niedziela, 31 grudnia 2000

Listy do Poli (część 1)




Kochana Polu!
Polu, moja kochana, moja najbliższa, jedyna. To, że piszę, że tęsknię, w żaden sposób nie jest w stanie wyrazić mojej rozpaczliwej potrzeby ujrzenia Ciebie. Tylko Tobie mogę pisać wszystko, Tobie całą prawdę przekazać. Płaczę każdej nocy, zalewam łzami poduszkę z rozpaczy, z przerażenia i  przeogromnej tęsknoty.
Tu jest strasznie! Dom jest ogromny. To zamek otoczony lasem, przeraźliwą ciszą i smutkiem. Rodzina, dla której pracuję, jest okropna. Nikt z nikim nie rozmawia, nikt się nie śmieje. Wszyscy się unikają, zamykają się w pokojach, uciekając od siebie. Jeżeli coś słychać, to muzykę - klasyczną, podniosłą. Tylko ona pozwala uwierzyć, że w tym domu są ludzie, że ktoś w nim mieszka. Moja podopieczna ma być dopiero za trzy dni. To starsza, sparaliżowana kobieta, matka pani domu, poruszająca się na wózku inwalidzkim. Modlę się, by była bardziej otwarta niż reszta domowników. Póki co, sprzątam jej apartamenty, zrywam kwiaty z nadzieją, że je lubi i zwiedzam ogród oraz las dookoła domu, by poznać drogi, którymi będę ją wozić na spacery.
Jest tu młoda dziewczyna, Irina - córka Państwa, którzy mnie zatrudnili, ale nie jest zbyt uprzejma ani kontaktowa. Obojętnie mnie mija, udając, że mnie nie widzi. Pan po śniadaniu wyjeżdża do pracy, wsiada do czarnego samochodu, którym kieruje mój wuj i wraca dopiero późnym popołudniem. Pani zamyka się w swoich salonach i nie wychodzi przez cały dzień, nawet gdy córka wraca ze szkoły nie wita jej. Wszyscy poruszają się jak zjawy. Służby jest dużo, bo i dom ogromny, ale uwierz, że nikogo z nich nie widać i nie słychać. Wszyscy poruszają się bezszelestnie, niezauważalnie. Czuję się jak w najgorszym koszmarze. Ufam, że skończy się moje wyobcowanie, gdy pojawi się ta schorowana kobieta, że będzie bardziej otwarta niż pozostali domownicy.
Tęsknię za Tobą, ale nie martw się o mnie. Jest tu przerażająco, jednak wierzę, że dam sobie radę, że jeszcze wszystko się zmieni.
Kocham Cię,
Oksana

Polu, moja Polu!
Nie możesz powiedzieć o tym, co do Ciebie piszę nikomu, proszę. Nikt nie może wiedzieć, jak bardzo jest mi tu źle, nie chcę by matka i ojciec wydając pieniądze, które im wysyłam, mieli poczucie, że jest okupione moim cierpieniem, a uwierz, jest.
Moja poduszka wręcz gnije pod ciężarem wypłakanych w nią łez. Jest gorzej, niż było uprzednio, rzecz niewyobrażalna, ale prawdziwa. Wróciła starsza pani, moja podopieczna, sparaliżowana inwalidka. Potwór w ludzkiej skórze, tyle tylko mogę powiedzieć. Nie pozwala mi wyjść ze sobą na spacer, wciąż wyzywa mnie, jak i pozostałych domowników. Przez pierwsze dni nie patrzyła nawet w moja stronę, a gdy w końcu spojrzała wykrzyczała, że jestem prostytutką (powiedziała to mocniej), że za pieniądze zrobię wszystko. Wyzywa wszystkich. Swoją córkę potrafi obrzucić gorszymi epitetami niż mnie, zwykłą opiekunkę. Wczoraj widziałam Irinę, płakała na ławce w parku. Wiem, że mnie widziała, bo przez moment mi się przyglądała. Nie wiem, co babka jej powiedziała, ale musiało dziewczynę straszliwie zaboleć. Dom stał się jeszcze bardziej, przeraźliwie odstręczający. Może tylko dla mnie, bo gdy tylko otwieram drzwi i pomimo wyzwisk wywożę podopieczną na spacer, wszyscy się kryją, nawet muzyka w pokoju Pani Swietłany cichnie. Nie wiem, na ile wystarczy mi odporności psychicznej, jak długo jestem w stanie czytać nieustannie krzyczącej kobiecie literaturę, którą zalecono. Ale czytam, pomimo ubliżania, czytam. Nie martw się o mnie, daję radę. Jedzenia mi tu nie brakuje, jest zresztą bardzo wykwintne, podawane na pięknych zastawach. Jem rzeczy, których nazw nie potrafię wypowiedzieć. Poznaję nowe smaki pełne orientalnych przypraw, aromatów. To wszystko jest tak różne od ziemniaków z solą, smaku jaki najbardziej pamiętam z mojego domu.
Polu kochana, proszę wydaj te pieniądze, które ci wysyłam na siebie, tylko na siebie. Kup sobie coś do ubrania, może wygodne buty, ciepłe najlepiej, byś tej zimy nie chorowała tak bardzo, jak ostatniej. Proszę wydaj je na siebie, nadając sens mojej tu udręce, chcę wierzyć, że mój pobyt w tym domu ma jakiś ukryty cel. Polu, wystarczy Ci też i na płytę Elvisa Presleya, daj ją w prezencie Juri, i powiedz mu, że pamiętam o wszystkim, co dla mnie zrobił. Bo Polu, gdy próbuję zasnąć w moim wielkim osamotnieniu, powtarzam sobie wszystkie piosenki Elvisa, naszego Elvisa.
Polu nie martw się o mnie.
Tęsknię bardzo, ale nie poddam się tak łatwo.
Kocham Cię.
Oksana

Polu Kochana,
tak bardzo dziękuję Ci za list, za ciepłe słowa, naprawdę bardzo mnie pokrzepiły. Jesteś kochana, tyle miłych chwil mi podarowałaś swoimi myślami, słanymi ku mnie.
Nie chcę już pisać jak tu źle, jak cierpię i płaczę, ponieważ to nie ma sensu, nie ma żadnego znaczenia. Chyba zaczynam powoli tolerować miejsce, w którym przyszło mi teraz być, bo przecież nie zostanę tutaj na zawsze. Nikt mnie nie więzi, nie trzyma pod kluczem, jeszcze chwila i wrócę do domu.
Sytuacja z moją podopieczną nadal jest bez zmian, ale nie robi to już na mnie aż tak wstrząsającego wrażenia jak na początku. Wyzywa wszystkich. Nic dziwnego, że i ja zaczynam przyzwyczajać się do jej obelg rzucanych pod moim adresem. Zaobserwowałam coś dziwnego, że staruszka często wplata w swoje krzyki słowa angielskie. Nie daję po sobie poznać, że cokolwiek rozumiem, ale rozumiem każde.
Wczoraj nastał ogromny przełom w relacjach z członkami domu, rozmawiałam z Iriną. To ona mnie zagadnęła. U starszej pani był lekarz, więc na ten czas wyszłam, a wiedząc, że te wizyty są naprawdę długie, poszłam na spacer. W parku na ławce siedziała Irina. Spodziewałam się, że będzie jak zawsze udawać, że mnie nie zauważa, chciałam przejść obok niej szybciej, ale ona się odezwała, pytając, jak ja to wytrzymuję? Nie wiedziałam, co odpowiedzieć, bo przecież nie powinnam mówić złych rzeczy o jej babce, pomimo że obie jej nie znosimy. Odpowiedziałam, że staram się zrozumieć jej sytuację, ponieważ sądzę, że choroba, paraliż i zdanie się na łaskę innych jest w dużej mierze przyczyną słownej agresji starszej pani. Irina powiedziała, że babka nawet jak była zdrowsza, to nigdy nikogo z nich nie lubiła, wszystkich z wyjątkiem Mikołaja, swojego wnuka, a brata Iriny. Wnuk starszej pani jest śpiewakiem w Chórze Moskiewskim, z którym podróżuje po całym świecie. Muzyka, która rozlega się często w domu to właśnie nagrania koncertów z jego udziałem. Jest bardzo ceniony w świecie muzycznym. Irina mówiła, że cała rodzina jest bardzo z niego dumna i bardzo za nim tęskni, że gdy on pojawia się w domu, wszyscy są radośniejsi, a babka cichnie. I tylko wtedy daje się tu żyć. Irina marzy o opuszczeniu domu. Bardzo chciała wyjechać na studia do innego kraju, ale tak się złożyło, że kilka dziewcząt z domów jak jej, gdzie ojciec jest wysokim urzędnikiem, zostało uprowadzonych. Dlatego rodzice nie zgodzili się na wyjazd i zostawili ją w Moskwie, gdzie mogą jej strzec. Do szkoły chodzi z ochroną, ale to jest tu zupełnie normalne, takie życie prowadzą wszystkie jej koleżanki.
Irina to nawet sympatyczna dziewczyna, pomimo swojej dumy i niedostępności. Zrobiło mi się jej naprawdę żal po wysłuchaniu tej opowieści. Wyczułam w jej głosie zawód z powodu życia, jakie zmuszona jest wieść, tym bardziej, że jej brat, z którego wszyscy są tak dumni, bez przeszkód realizuje swoje marzenia.
Polu pisz do mnie często, proszę. Twoje listy są balsamem dla mojej znękanej duszy.
Cieszę się, że kupiłaś sobie buty, dbaj o siebie kochana, nie chce się martwić Twoimi chorobami, będąc tak daleko od Ciebie.

Twoja Oksana

Polu, moja Polu,
zdawało mi się, że wszystko jakoś się ułoży, uspokoi, że przemogę się, że wytrzymam. Przeceniłam się. Wracam. Rozmawiałam już nawet z panią Swietłaną. Chciałam wracać z końcem miesiąca, jednak obiecałam Irinie wytrzymać do przyjęcia, do przyjazdu jej brata. Robię to tylko po to, by pozwolić im się spokojnie bawić. Zrobię dla nich jeszcze tę jedną przysługę. Na czas gdy ich dom będzie oblegany przez znajomych, zamieszkam z babką w domku w lesie, po to by nie zakłócała im radości spotkania. Wiedząc, że będzie to moja ostatnia udręka, jestem przekonana, że ją zniosę bez trudu. Postanowiłam na koniec powiedzieć mojej podopiecznej wszystko i zrobię to.
W domu niecodzienny ruch: wielkie przygotowania, wszyscy z podekscytowaniem wyczekują przyjazdu gościa. Irina wciąż się śmieje, niecierpliwie wyczekuje balu i przyjazdu gości. Powiedziała mi w tajemnicy, że będzie chłopiec, który bardzo jej się podoba. Ona jest bardzo samotna, bardzo pragnie kogoś mieć. Choć mi tego nie wyznała, widziałam, że było jej przykro, gdy dowiedziała się o moim powrocie do domu.
Jestem spakowana, zaraz po balu wracam. Tak bardzo pragnę się w ciebie wtulić. Polu, już niedługo. Odliczam dni. Licz ze mną.
Kocham Cię.
Oksana

Kochana,
nie wiem, jak mam Cię przepraszać, nie wiem jak to wszystko wyjaśnić? Jak wytłumaczyć, dlaczego nie wróciłam, ponieważ do końca sama tego nie potrafię pojąć.
Wuj zawiózł mnie do domku w lesie. W drodze rozmawialiśmy o moim powrocie, ale tylko przez chwilę.
Pani Lena (tak ma na imię) drwiła ze mnie. Naśmiewała się, że nie wytrzymałam, że jestem nikim. Nie pozwoliłam się sprowokować. Powiedziałam jej z dumą, że w świecie, do którego wracam, ktoś czeka na mnie, martwi się i tęskni. Że moi bliscy nie wywieźliby mnie do lasu, tylko po to, by przez chwilę móc w spokoju radować się bliskością z rodziną i przyjaciółmi.
Zarzuciła mi, że jestem głupia, jednak widziałam, że się zamyśliła na chwilę. Do końca wykorzystałam jej wyciszenie. Wytknęłam jej słowa, jakie wypowiada po angielsku, że rozumiem, gdy wykrzykuje, iż woli amerykańskie okruchy, niż splamiony rosyjski kawior. Odpowiedziałam jej po angielsku, że wolę suche ziemniaki u mojej mamy, niż chleb z masłem, w zamian za opiekę nad nią. Zrozumiała.
Nie odezwała się do mnie do końca dnia. Nie narzekałam z tego powodu. O nie! Poczułam ulgę, a to, że do niej coś dotarło, dało mi kolejną satysfakcję.
Następnego dnia po raz pierwszy wypowiedziała moje imię. Nawet nie przypuszczałam, że je zapamiętała.
I choć nie potrafię do dziś w to uwierzyć, ona mnie przeprosiła.
Powiedziała, że mam braki w wymowie i że jeżeli zostanę, ona mnie wyszkoli. Nie mogę tego do dziś pojąć, nie mogę w to uwierzyć, ale postanowiłam zostać. Na takich warunkach mogę. Mam zakaz mówienia komukolwiek o naszych relacjach, o naszych rozmowach w języku angielskim. Mówię to tylko Tobie.
Wróciłyśmy do domu.
Dużo spacerujemy, rozmawiamy, wiele się od niej uczę.
Irina cieszy się, że zostałam, wszyscy doceniają to, że babka już nie krzyczy. Z resztą domowników rozmawia za moim pośrednictwem.

Wczoraj w południe poznałam Pana Mikołaja.
Spacerowałyśmy po parku, gdy kazała mi się zatrzymać. W naszym kierunku biegł mężczyzna.
Pani Lena z czułością wypowiedziała jego imię, a on przy niej uklęknął, kładąc swoją głowę na jej kolanach. Nie widziałam w niej nigdy takiego wzruszenia, takiej czułości. Chciałam ich zostawić samych, ale ona mnie zatrzymała. Przedstawiła. Byłam zawstydzona, bo jest on naprawdę kimś bardzo znanym i cenionym w świecie.
Jest bardzo pogodny, bezpośredni w kontakcie i wcale się nie wywyższa. Śmiał się ze swojej babki, żartując z jej zachowań, o których poinformowała go rodzina, a co najdziwniejsze ona przy nim też się śmiała z siebie. Nie jest podobny do swojej siostry, ani ojca, ani matki, nawet do babki. Ma jasne włosy, brązowe oczy i ładne dołeczki, gdy się uśmiecha. Jest miły i śmieje się z tego, jak bardzo się go krępuję.
Dziś znów był z nami na spacerze. Dał mi w prezencie chałwę. Polu obiecaj, że jej spróbujesz, ma cudowny, słodki smak. Potem starsza pani poprosiła, bym ich zostawiła samych. Obserwowałam ich z okna mojego pokoju. Długo rozmawiali. 
Polu tak bardzo Cię proszę, nie miej do mnie żalu o to, że zostałam.
Kocham Cię.
Oksana

Polu,
moja kochana, tak bardzo dziękuję za list, za twoją wyrozumiałość, za przyjaźń, jaka nas łączy.
Teraz, gdy wiem, że nie masz do mnie żalu, jest mi naprawdę dobrze.
Odkąd pani Lena się uspokoiła, wszyscy są pogodniejsi i spokojniejsi. Tylko Irina jest smutna, jej nadzieje związane z chłopcem okazały się płonne. Nie był nią zainteresowany, tak bardzo jak ona nim.
Pytasz o pana Mikołaja, naprawdę nie wiem, ile ma lat, nie wypada mi o to nawet nikogo pytać. Mogłoby to zostać bardzo źle odebrane.
Starsza pani chwali mnie za postępy w rozmowach naszych, zapowiada, że niebawem zacznie pracować nad moją pisownią.
Mogę nie odzywać się przez najbliższe tygodnie, ponieważ wyjadę z moją podopieczną do sanatorium. Nie wiem, czy uda mi się stamtąd wysyłać listy. Postaram się, ale jeżeli nie będzie takiej możliwości i nic do Ciebie nie dotrze, nie martw się o mnie.
Zapytałam ostatnio panią Lenę, gdzie nauczyła się tak dobrze mówić po angielsku. Zamyśliła się bardzo i zrobiła się smutna. Ale zapewniła mnie, że kiedyś opowie mi tę historię. Przy tym nazwała mnie dzieckiem. Czuję, że naprawdę mnie lubi. Może nie uśmiecha się do mnie jak do wnuka, ale jest bardzo miła. Ciężko mi uwierzyć, że jeszcze tak niedawno nasze relacje były zgoła odmienne.

Kocham Cię Polu.
Twoja Oksana

Kochana,
tak wiele się wydarzyło, tak wiele mam Ci do napisania.
Jest późna noc, wuj przed kilkoma minutami przywiózł nas do domu. Nie mogę zasnąć z nadmiaru wrażeń, muszę wszystko Tobie opisać.
Kurort, w którym mieszkałyśmy, był przepięknie położony w górach z widokiem na jezioro. Magiczna kraina. Jesień tam miała tak intensywne barwy. Rysowałam bardzo dużo. Kilka moich rysunków Tobie wyślę w jednym z kolejnych listów.
Poznałam prawdziwego Amerykanina. Rozmawiałam z nim w jego języku, a on doskonale mnie rozumiał. Pani Lena go zaprosiła do naszego stolika w restauracji. To dojrzały pan, jednak dużo młodszy od mojej podopiecznej, co jednak nie przeszkadzało im w nawiązaniu przyjaźni. Czasami obserwując ich z daleka miałam wrażenie, jakby znali się od dawna. Amerykanin miał typowe imię dla swojego pochodzenia, Richard. Prosił, bym mówiła mu po imieniu, jednak nie miałam odwagi. Dał mi w prezencie książki, bym doszkalała swój język. Całe dnie siedziałam na tarasie widokowym i czytałam Szekspira.
Ogromnie mnie zaskoczyło, ale pojawił się u babki w odwiedziny pan Mikołaj. Pani Lena powiedziała, że przed nim nie muszę ukrywać mojej nauki. Był tylko jeden dzień, ale to był naprawdę wspaniały dzień. Obejrzał moje książki i obiecał kilka dalszych przywieźć z podróży. Nie chciałam go tym obciążać, ale wyznał, że buszowanie w księgarniach stanowi dla niego wielką przyjemność. Powiedział mi też, że lubi jak się śmieję. To było bardzo uprzejme, jednak niesamowicie mnie zdeprymowało. Chciałam odejść, ale pani Lena uparła się, bym zaprowadziła go nad jezioro i pokazała okolice. Ona sama udała się na drzemkę popołudniową. Pan Mikołaj też zaproponował mi, bym mówiła do niego po imieniu, ale Polu, nie miałam odwagi. Robiłam wszystko, by nie wypowiedzieć jego imienia, a on się z tego naśmiewał. Powiedział, że bardzo mu zależy na tym, by usłyszeć jak je wymawiam, ja jednak nie byłam w stanie. Nie odważyłam się.
Opowiadał mi o krajach, które zwiedzał podczas swoich tournée. Był prawie wszędzie ze swoim chórem. Jest bardzo obyty i mądry. Powiedział, ile ma lat. Jest od nas straszy o osiem lat, ma dwadzieścia siedem.
Pytał, czy tęsknię za domem. Powiedziałam, że tak. Opowiedziałam mu o Tobie, o naszej przyjaźni, o naszej młodości. Wyznał, że nigdy kogoś takiego nie miał, że zazdrości mi naszej relacji. To dziwne, że taki światowy człowiek, tak cenny dla swojego otoczenia, uwielbiany, nie ma przyjaciela. Przed wyjazdem dał mi znów w prezencie chałwę. Bardzo lubię chałwę, lubię też pana Mikołaja, jest bardzo miły.
Polu, tak bardzo pragnę Tobie to wszystko wyznać osobiście, przytulić się do Ciebie.
Polu, brakuje mi Ciebie bardzo.
Kocham Cię.
Oksana

Najdroższa Polu,
bardzo chciałam na święta być w domu. Tęskniłam za Wami wszystkimi całą sobą. Rozchorowałam się bardzo, nadal jestem jeszcze osłabiona. Całe święta przeleżałam z gorączką w swoim pokoju. Pani Lena bardzo się o mnie niepokoiła, jednak nie pozwalałam, by do mnie przychodziła. Nie chciałam, by się ode mnie zaraziła i rozchorowała.
Irina przynosiła mi posiłki. Kilka razy odwiedzał mnie lekarz.
Wiem, że w domu był pan Mikołaj, ale nie miałam sposobności go ujrzeć.
Słyszałam śmiechy domowników. Było wielu gości jak zawsze, gdy pan Mikołaj się pojawia.
Byłam dumna z pani Leny, ponieważ była cicha i nie zakłócała rodzinnych spotkań.
W końcu jednak dom na nowo umilkł. A ja wróciłam, na szczęście, do zdrowia.
Pani Lena obdarowała mnie pięknym prezentem; rękawiczkami ze skóry. Pilnuje mnie, bym ubierała się ciepło i bym solidnie jadła. Ponoć bardzo zmarniałam.
Dostałam też prezent od pana Mikołaja. Bardzo mnie to poruszyło, ponieważ nie spodziewałam się, że będzie o mnie pamiętał. Dostałam dwie książki, bym mogła szkolić język. Obie miały dedykację, poruszył mnie tym, jak i zawstydził, nie rozumiem jak ten gest odbierać czuję się wręcz skrępowana.. Książka „Mały Książe” zawierała krótki zapis: „Mam nadzieje, że ta lektura nie będzie tylko nauką, wierzę że będzie przyjemnością, że się uśmiechniesz – Mikołaj”.
Kolejna to „Opowieść Wigilijna”, a zapis w niej bardzo mnie poruszył, czytam go każdego dnia przed zaśnięciem. Brzmi on tak: „Najmilsza Oksano. Bardzo mi przykro, że jesteś chora, że nie mogę zobaczyć Ciebie i usłyszeć Twojego śmiechu. Tak bardzo liczyłem, że wreszcie usłyszę, jak wypowiadasz moje imię. Byłby to dla mnie ogromny zaszczyt. Wracaj do zdrowia. – Mikołaj”.
I wciąż się zastanawiam, czy wypada mi mówić do pana Mikołaja po imieniu. Polu, co ty byś zrobiła? Oczywiście dostałam od niego chałwę. Zawsze już jej smak będzie z nim mi się kojarzył.
Pani Lena obiecała, że pozwoli mi się pojawić na wiosnę na kilka dni w domu, już nie mogę się doczekać. I choć park wokół domu cały jest pokryty śniegiem, ja wypatruję z utęsknieniem zielonych liści.
Polu, uważaj na siebie, te mrozy zeszłej zimy były dla Ciebie bardzo wyczerpujące. Wysyłam Ci ciepłą czapkę, szal i rękawiczki.
Wypatruj zielonych liści kochana moja.
Oksana

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz