niedziela, 31 grudnia 2000

Rozdział 101 - Porządki

Leżała obok niego i pragnęła, by już się obudził. By jego ciemne oczy patrzyły na nią z pasją, by ją do siebie przyciągnął, by powiedział po raz kolejny i kolejny to, w co wierzyła całą sobą. To, czego nie mógł dać jej mąż, to, co kiedyś od niego słyszała, a co dopiero teraz rozumiała i czuła.
Nie chciał się obudzić, więc spróbowała wstać.
– Wracaj! – Szybko ją chwycił i przycisnął do siebie. – Dlaczego próbowałaś uciec? – Mocno trzymał ją w ramionach.
– Muszę iść do pracy. – Próbowała walczyć, ale słabo, wcale nie miała ochoty się z nim rozstawać.
– Tak? – Pocałował jej obojczyk.
– Tak... Mi się zdawało. – Poddawała się jego pocałunkom.
Gdy spóźniona, ze śmiechem wchodziła do swojego biura, patrząc na twarze swoich pracowników zastanawiała się, czy ktoś z nich wpadłby na szalony pomysł, by się założyć o to, o której się pojawi. I choć ich lubiła, wiedziała że nigdy nie będą taką grupą popaprańców, jaką ona tworzyła ze swoimi ówczesnymi przyjaciółmi. Nikt nie był Jackiem, Ulką, Magdą i ona też nigdy nie będzie Agatą. Nikt nie pracowałby dla niej bez wypłaty. Nikt nie chciał schodzić jako ostatni ze statku.

Odkąd była z Filipem, pozwalała sobie wracać do wspomnień, bo czuła się bezpiecznie, bo wiedziała, że ją podniesie na duchu, że zadba o to, by się śmiała, by oswoiła wreszcie przeszłość.
Coraz bardziej rozumiała bezsenność Antka. Teraz była w dwóch światach i nie mogła w żadnym z nich być szczęśliwa, dopóki ich nie połączy. Znała konsekwencje złych decyzji, nie miała zamiaru tego przeciągać. Tych kilka tygodni pozwoliło jej się upewnić. Kochała Filipa i on ją kochał. Była szczęśliwa jak nigdy. Wiedziała, że nie patrzy na nią przez pryzmat spłoszonej dziewczyny, bojącej się głośno wymawiać swoje imię. On widział w niej kobietę, którą była teraz. Kobietę, którą ona sama bardzo lubiła. I wiedziała, że znalazła mężczyznę, z którym chciała się zestarzeć i z całego serca wierzyła, że tak się stanie.
Jedyne, co ją drażniło i psuło sielankowy obraz tej miłości, to mieszkanie Filipa. Było zbyt przestrzenne, zbyt szare, zimne.
Był początek grudnia. Czuła potrzebę poukładania swojego życia i nie tylko swojego. Podjęła decyzję i nie zamierzała się z niej wycofać.
– Filip – zaczęła, gdy jedli obiad w restauracji – czy Agata ma jakieś problemy? – zapytała z bólem, bo był zawsze, ale teraz, gdy znała jego podłoże, nie był już tak dotkliwy.
– Pietrowa?
– Pietrowa. – Przewróciła oczyma, nie mogąc przyzwyczaić się do zmiany nazwiska tamtej.
– Ona wciąż igra z ogniem. Jest zbyt blisko ludzi, którzy mogą jej tych problemów narobić, ale póki co - nic na nią nie mam – odparł.
– O kim mówisz? – zainteresowała się.
– Pamiętasz, pytałem ciebie kiedyś o Jokiela. Jest jeszcze Piskorz, ten cholerny haker. – Kręcił głową ze złością, nie kryjąc swojej niechęci do chłopaka.
– Jacek... – Czuła, jak wzmagają się w niej emocje spotęgowane wielką tęsknotą. – On nigdy nie pozwoli, by stała się jej krzywda – zapewniła. – On jest samurajem – uśmiechnęła się ze smutkiem.
– Kim? – zaśmiał się.
– Samurajem – mówiła z rozbawieniem, choć jej oczy zachodziły łzami.
– Kochanie, to ktoś, kto potrafi z nudów odczytać pocztę prezydenta Stanów Zjednoczonych! – Nie krył swojego obruszenia.
– Skoro się nudzi? – powiedziała z rozrzewnieniem.
Filip nabrał powietrza i pełen konsternacji patrzył na jej walkę ze wspomnieniami, co do których miał tyle samo obaw, co niezrozumienia.
– Uda ci się kiedyś wyjść z tamtego świata? – zapytał z powagą.
– Nie wiem. On był magiczny... Ale teraz jest inaczej i jestem szczęśliwa z tobą. – Patrzyła mu w oczy.
– Choćbyś nie wiem jak pragnęła, nie uda ci się wejść do tej samej rzeki. – Nie krył się z tym, że martwi go jej wieczne rozpamiętywanie przeszłości.
– Wiem – skłamała, bo znała miejsce, gdzie wszystko było możliwe. I tamten świat takim właśnie był. Jednak miała świadomość, że to wszystko było pewna iluzją, kłamstwem, a mimo to nie czuła się do końca oszukana, zdradzona.
– Wiesz, że będę czekał tak długo, jak będziesz tego potrzebowała – zapewnił ja Filip.
– Filip, czy potrafiłbyś zamieszkać ze mną w moim domu? – zapytała z powagą.
– Z twoim mężem? – Był oniemiały jej nagłą propozycją.
– Nie – uśmiechnęła się – ze mną i moimi córkami.
– Dlaczego nie możemy mieszkać u mnie?
– Bo bardzo lubię mój dom – wyjaśniła. – Mam wiele pięknych wspomnień, mieszkałam w nim przez wiele lat, wychowały się w nim moje córki i chcę, by po tym, jak wyprowadzi się Antek, czuły w domu ostoję, będzie im łatwiej.
– Myślisz, że się wyprowadzi? – Z niedowierzaniem i radością się jej przyglądał.
– Tak. Już czas, już powinien – zamyśliła się.
– Dorota, chcę byś była szczęśliwa. Jeżeli nie jesteś jeszcze gotowa na podejmowanie decyzji, ja poczekam. – Filip ujmował ją swoim oddaniem i troską.
– Będę szczęśliwa, gdy każdy będzie wreszcie tam, gdzie być powinien. Ja wtedy będę przy tobie. – Czuła, że nie może pozwolić, by zmarnowali czas na niepotrzebne czekanie.
– Będziesz bardzo szczęśliwa. – Patrzył z czułością w jej oczy, a ona tylko skinęła głową, bo była tego pewna.
– W jaki sposób nawiązałeś kontakt z Agatą? – zapytała go po chwili.
– Przez Górską, ale uwierz mi, nie było to łatwe – zapowiedział.
– Zdaję sobie sprawę – pokiwała głową ze zrozumieniem. Doskonale wiedziała, jak lojalna jest Ulka. – Dziś na mnie nie czekaj – pocałowała go – zaczynam wielkie sprzątanie – ogłosiła.


Siedziała z Zuzą w kuchni. Dopijały butelkę czerwonego wina i wciąż płakały.
– Chilijskie. – Zuza rozlała do końca butelkę, wciąż próbując zapanować nad wzruszeniem.
– To takie wino–wino. – Dorota wyciągała kolejną chusteczkę.
– Jesteś pewna, że tego chcesz? – Zuza po raz enty zadała to pytanie.
– Tak. Ja chyba oszalałam, ale tego chcę – roześmiała się. – Nie zniosę już dłużej jego męczarni, on niby na nic nie zwraca uwagi, ale gdy byliśmy na zakupach i ktoś krzyknął jej imię, stał jak oniemiały. Reaguje na agat, nawet agrest – mówiła o mężu.
– Myślisz, że ten Filip też ciebie będzie tak kochał?
– Nie dopuszczę, by w aż tak tragiczny sposób przekonać się o tym.


Nie mogła usnąć, przekładała się z boku na bok. Nareszcie była szósta rano i mogła wstać.
Antek w kuchni robił herbatę.
– Co tak wcześnie? – zapytał, widząc ją gotową do wyjścia.
– Masz pięć złotych? – Od tak dawna pierwszy raz uśmiechnęła się do niego.
Patrzył zaskoczony.
– Mam. – Wyciągnął z kieszeni monetę.
– Będę wieczorem. – Spojrzała mu w oczy mając nadzieję, że już niedługo odzyskają dawny blask.


Jednak gdy stała przed hotelem, czuła strach. Tylu ludzi, tyle wspomnień w nim czyhało.
Wjechała na parking, jej miejsce stało puste. Zawahała się, ale zaparkowała na nim. Spojrzała na windę, która prowadziła do zimnego apartamentu. Podeszła do drzwi, lekko dotknęła przycisku, chcąc w jakiś magiczny sposób odzyskać dotyk Agaty.
Rozglądała się po holu z trudem powstrzymując wzruszenie. Ten zapach, gwar i Magda w recepcji patrząca na nią jak na zjawę.
– Cześć, Magda! – Podeszła do niej.
– Dorota – oniemiała powoli wypowiedziała jej imię. – Dorota – powtórzyła, obdarowując ją pięknym uśmiechem.
– Jest Ulka? – zapytała dziewczynę.
– Jest. – Ta od razu sięgnęła po telefon, ale Dorota powstrzymała ją przed informowaniem o swojej wizycie.
– Trafię – powiedziała i ruszyła holem w kierunku biur.
Zbyt wiele wspomnień, zbyt wiele emocji ukrytych w kilku ścianach. Szła bardzo powoli pozwalając, by wszystkie obrazy z przeszłości przenikały ją. Zatrzymała się przed drzwiami. Z sentymentem spojrzała na koniec korytarza, gdzie był niewielki, zagracony gabinet.
Ulka pochylona nad biurkiem, tłumaczyła coś nerwowo asystentce.
– Czy ktoś się jeszcze o coś tutaj zakłada? – Położyła na biurku monetę.
– Dorota... – Ulka przytuliła ją mocno – To ty... – Patrzyła z niedowierzaniem.
– Znajdziesz dla mnie czas?
– Jasne! – Zawahała się, czy powinny wejść do gabinetu, jednak Dorota sama śmiało otworzyła drzwi.
Ulka nic nie zmieniła, zupełnie nic. Do dopełnienia wystroju brakowało tylko Jacka rozwalonego nonszalancko w fotelu z laptopem na kolanach. Pomyślała, że formalistyczna Ulka zachowaniem wyglądu wnętrza oddała hołd tamtym czasom, ich czasom.
– Są drętwi, nikt się nie zakłada. – Ulka obserwowała Dorotę ze wzruszeniem. – Co u ciebie?
– Sprzątam swoje życie. – Usiadła na biurku. – Muszę skontaktować się z Agatą.
– Przepraszam, ale nie mogę. – Ulka patrzyła z powagą.
– Tylko jej powiedz, że o to prosiłam. – Zakładała, że Ulka tak właśnie postąpi.
– Ona nie dzwoni, wszystko załatwiam przez Jacka, to on filtruje wiadomości, jakie jej dostarcza – tłumaczyła się.
– To jemu powiedz – poprosiła.
– Nie łudź się, wiesz, że jest pierdolonym wiernym ogrodnikiem – bezradnie westchnęła.
– Wiem – uśmiechnęła się smutno.
– Rzadko do mnie dzwoni, więc to może potrwać – uprzedziła.
Tak bardzo nie chciała wyjść z gabinetu, tak bardzo nie chciała rozstawać się z Ulką.
I była pewna, że Ulka czuła podobnie.
– Z nikim kawa tak mi nie smakowała – powiedziała Ulka, zanim Dorota otworzyła drzwi.
– Dziś mam zbyt wiele spraw do załatwienia, ale też strasznie za tobą tęsknię. – Cofnęła się i przytuliła mocno przyjaciółkę.
– Przepraszam, Dorota, ale ja naprawdę nic nie wiedziałam – tłumaczyła się z przejęciem.
– Wiem. – Nie miała, co do tego żadnych wątpliwości.


Stała przed lokalem ukrytym w piwnicy na obrzeżach miasta. Z przerażeniem patrzyła na wysokich mężczyzn w pośpiechu coś pakujących.
– Szukam Bonifacego Jokiela – powiedziała twardo.
– Pani? – Rosły mężczyzna przyglądał się jej z rozbawieniem.
– Proszę mnie do niego zaprowadzić. – Wysoko podniosła głowę udając, że niczego się nie obawia się, choć tak naprawdę była przerażona.
Mężczyźni zaczęli się głośno śmiać.
– Panowie co ma znaczyć… O proszę – Bolek przyglądał się Dorocie z ironią.
– Możemy porozmawiać? – zapytała chłodno mężczyznę z blizną, który przerażał ją tak samo jak zawsze.
Pozostali wciąż się śmiali.
– Cisza, panowie, to dziewczyna Koreckiego – oznajmił. – Chyba każdy z was ma u niego małe zawiasy – zakpił.
Zaskoczona patrzyła na Jokiela. Nie potrafiła zrozumieć, skąd to wie. Miała pewne przypuszczenia, ale nie sądziła, że Jacek mógł się tym interesować. Cholerny samuraj – pomyślała. – Prześwietlił dla Agaty nawet Filipa.


Co chwilę sprawdzała pocztę. Nerwowo ją aktualizowała.
Kurnik! - pomyślała i szybko zalogowała się, z trudem przypominając sobie hasło.
Po chwili Cobra666 odezwał się.
– Tunel to nie jest miejsce dla grzecznych dziewczynek.
– Teraz to wiem – odpisała.
– Nigdy tam nie wracaj! – Zaskakiwał ją troską.
– Nie zamierzam. – Tego akurat była pewna.
– Dlaczego nie czekałaś na ruch Ulki?
– Bo muszę jak najszybciej spotkać się z tobą.
– Nie wiesz, jak daleko jestem.
– Myślę, że dla niej jesteś w stanie wrócić nawet z Księżyca.
– Będę w środę o czternastej w zoo.
– Czekam przy klatce z lwami.

Filip nie zadawał pytań, nie przypominał jej o podjętych przez nią decyzjach, niczego nie przyspieszał.
– Jesteś zdenerwowana – zauważył przy obiedzie.
– Trochę, ale to bardziej emocje niż strach. – Nerwowo spojrzała na zegarek.
– Poradzisz sobie? – spytał i spojrzał na nią uważnie.
– Tak – uśmiechnęła się podekscytowana – muszę uciekać! – Pocałowała go i wybiegła z restauracji.
Roznosiła ją energia. Zatrzymała się obok granatowego samochodu. Spojrzała na rejestrację, była szwedzka. Więc tam się ukrywali.
Dostrzegła go z daleka. Stał zgarbiony, opatulony szalikiem. Gdy się zbliżała, zobaczyła, że nie jest sam, że jest z nim dziewczynka w okularach w wieku zbliżonym do Eli.
– Cześć! – Patrzyła na niego z rozrzewnieniem.
– Cześć – odpowiedział. Widziała w jego oczach odbicie swoich emocji, choć starał się być obojętny.
– Kto to? – zapytała, wskazując na dziewczynkę.
– Przecież ci mówiłem, że byłem pierwowzorem dla super niani – uśmiechnął się z kpiną i czuła wyraźnie, że jej Jacek wrócił.
– Tak, pamiętam – głos jej lekko zadrżał. Była pewna, że całą sobą zdradza, jak poruszające jest dla niej to spotkanie.
– To moja siostrzenica – wyjaśnił.
– Podobna do ciebie. – Uśmiechnęła się do dziewczynki, ubranej w piękny, długi płaszcz.
– No.
– Dbasz o nią? – zapytała po chwili i oboje wiedzieli, o kim mowa.
– Ta. – Zamyślił się.
Brakowało jej tego pełnego obojętności, krótkiego, a zarazem niezwykle wymownego zwrotu. Była tak wzruszona, że nie zastanawiając się przeszła do sedna spotkania.
– Chcę, by była szczęśliwa… Wiem, że będzie tylko z nim. Jacek, ty go jej nie zastąpisz. – Spojrzała na chłopaka, który zaskoczony jej słowami, zatrzymał się.
– Wiem – powiedział, a ona już była pewna tego, że Agata cierpi tak samo, jak Antek.
– Pomóż mi – wyrzuciła z siebie jednym tchem i patrzyła na chłopaka błagalnie.
Jacek nie powiedział, gdzie się ukrywają, co robią. W zasadzie nie mówił nic. Słuchał.
– Spadliśmy w rankingach – powiedział, gdy rozstawali się na parkingu.
– Bez Anity nie podniesiemy się. – Nie mogła uwierzyć, że to dzieje się naprawdę.
– Anita też będzie. Jutro? – spojrzał na nią pytająco.
– Jutro – przytaknęła.
– Jak masz na imię? – zapytała dziewczynkę przed odejściem.
– Agatka – odpowiedziała wsiadając do samochodu.
Spojrzała na Jacka z niedowierzaniem, ale on tylko wzruszył ramionami i zamknął za sobą drzwi. I choć była pewna, że Agata widziała Piskorza po raz pierwszy podczas rozmowy kwalifikacyjnej, nie potrafiła pozbyć się wrażenia, że ta dziewczynka była z nią jakoś powiązana.

Święta spędzili z Lisami u Roksi. Su wciągnęła matkę do pokoju, gdzie czekała już na nie Dorota mocująca się z korkociągiem. Zamknęły się we trzy w pracowni i pijąc wino wszystko jej opowiedziały. Płakały cały wieczór. Gdy byli wszyscy razem wciąż się śmiały, wciąż wymieniały porozumiewawcze spojrzenia. Tylko Roksi co chwilę wychodziła do kuchni, nie chcąc przed nikim okazać swoich łez, łez szczęścia. Dorota wiedziała, że to są ich ostatnie święta razem, ale mimo to była szczęśliwa. Patrzyła na córki i wiedziała, że zrozumieją, że zaakceptują ich wybory. Będą szczęśliwe, bo będą miały szczęśliwych rodziców.
– Antek, może wina? – Zuza odezwała się do niego po ponad dwóch latach milczenia. – Dobre, chilijskie. – Porozumiewawczo uśmiechnęła się do Doroty.
– A jej co się stało? – Wskazał na Zuzę.
– Sram na to. – powiedziała Dorota i przytuliła go, pierwszy raz od tak bardzo dawna.

Antek nie rozumiał, dlaczego dostali zaproszenie na bal charytatywny do Poznania. Nie chciał tam wcale jechać, ale Zuza nie odpuściła. 
Jedziesz – mówiła ze złością. – Ktoś musi nas reprezentować.
Po co mi spakowałaś tyle bagaży? – Popatrzył na Dorotę.
Po balu ktoś się po nie zgłosi, napiszę ci smsa. – Przytuliła go.
Miłej zabawy! – Zuza też to zrobiła.
Dorota patrzyła, jak wsiada do samochodu. Kończyła niezwykle ważny etap swojego życia. Pomyślała, że będzie tęsknić nawet za transformersem, którym miał odjechać jej mąż.
Antek! – Podbiegła do niego pobudzona nagłym impulsem. – Wybaczam ci. – Spojrzała mu w oczy, a on zakłopotany spuścił głowę.
Wtulone w siebie, patrzyły za odjeżdżającym samochodem.
Masz chusteczkę. – Podała Zuzie paczkę.
Mogę się usmarkać, masz jakieś chilijskie? – zapytała, szlochając ze wzruszenia.
Mam nawet szarlotkę. – Wprowadziła ją do domu.
Jesteś ideałem. – Zuza pocałowała ją w policzek.
Wiem. – Z dumą spojrzała na swoje odbicie w lustrze wiszącym na ścianie.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz