niedziela, 31 grudnia 2000

Rozdział 103 - Sophia 6

Otworzyła oczy. W popłochu rozejrzała się i z ulgą odkryła, że to prawda. Nie potrafiła zrozumieć, pojąć. Leżała w objęciach Antka i wciąż z niedowierzaniem mu się przyglądała. Szczypała się w rękę, w policzek, nawet w pośladek.
Po raz kolejny poprosiła, by opowiedział jej wszystko. Jak ją odnalazł, jak żegnał się z Dorotą i jak Zimmer do niego podszedł.
– Biegnij za nią – powiedział do niego, gdy Antek stał oszołomiony, nie potrafiąc zrozumieć, dlaczego Agata z Erickiem wyszli z budynku, w którym miał odbywać się bal charytatywny, na który Zuza uparła się, by go wysłać. - Jest twoja, nie zniszcz tego. – Przyjacielsko poklepał go po ramieniu, co wprawiło go w jeszcze większe osłupienie.
Powoli cała historia zaczynała układać się w całość, nielogiczną, niemożliwą, ale jednak całość. Nieobecność Jacka i Anity jednoznacznie wskazywała na to, że wiedzieli, że wróci do domu z Antkiem. Nie chciała się łudzić, ale najprawdopodobniej Dorota i Zuza również uczestniczyły w organizacji tego spotkania. Nie potrafiła tylko odgadnąć, dlaczego. Z jego oczu czytała to wszystko, co krzyczało jej serce. Mogła wpatrywać się w niego godzinami.

– Powiedz, że to nie jest sen. – Była pełna wzruszenia.
– Jeżeli jest, to nie mam zamiaru się budzić. – Przytulił ją mocniej.
– Naprawdę powiedziała, że ci wybacza? – dopytywała wciąż o ostatnie słowa, jakie Dorota miała wypowiedzieć do Antka na pożegnanie.
– Tak powiedziała. – Sam z trudem mógł to pojąć.
– Sądzisz, że to prawda?
– Teraz już wierzę we wszystko. – Patrzył na nią z uwielbieniem.
– Że się zestarzejemy, że będziemy już tak razem-razem, bez ukrywania się, bez cierpienia, bez rozstań? – wymieniała rozmarzona, wciąż nie dowierzając, że jej spisane na straty marzenia się spełniają.
– Chcesz tego? – zapytał z powagą.
– Ja nie potrafię oddychać bez ciebie – zapewniła.
– Ja umarłem. – Zamyślił się. – To były wieki.
Pogłaskała go po twarzy, na której widać było ślady wyczerpania wyrzeźbione przez trud rozstania. Miał więcej zmarszczek wokół oczu, był szczuplejszy, jego włosy z lekka posiwiały, ale wciąż był to jej Antek.
– Jeżeli to jest sen – mówiła ze łzami – nie przeżyję pobudki, moje serce tego nie wytrzyma. Biedny Jacek, zostanie sam. – Zamyśliła się.
– Agata – pocałował ją – ja tu naprawdę jestem, kocham cię i będę zawsze.
– W wielu snach mi o tym mówiłeś, a potem Jacek prowadził mnie do łazienki, wybudzał, uspokajał. – Bała się tego, że to najbardziej realny ze snów, jakich doznała, że Antek jest iluzją.
– Ja nie miałem tego komfortu, nie było ciebie w moich snach – westchnął.
– Naprawdę? – Nie wiedziała jak to możliwe, że mu się nie śniła, podczas gdy on odwiedzał ją każdej nocy.
– Nie potrafię spać bez ciebie. – Pocałował ją czule w czoło.
– Nie było mnie tyle czasu, musiałeś spać.
– Przysypiałem, nie śniłem.
– Teraz możesz spać. – Dotknęła jego twarzy.
– Wiem, ale nie chcę. – Pocałował ją.
– Powiedz mi to – poprosiła.
– Kocham ciebie tak bardzo, że bardziej się nie da – wyszeptał jej do ucha.
– A ja wciąż się nie zbudziłam – zaśmiała się.
– Już nigdy się nie obudzisz, obiecuję – przekonywał, a ona pragnęła, by tak właśnie się stało.
To, co działo się w jej głowie, to był czysty obłęd. Niemożliwość goniła niemożliwość.
– Nie pojmuję tego. I jeszcze twoja siostra... – zastanawiała się. – Naprawdę ma na imię Zofia? – Odkrycie Jacka powodowało kolejne emocje, może bardziej przyziemne, jednak lata poszukiwań uwieńczone sukcesem, który w zasadzie miała pod nosem, były wielkim zaskoczeniem.
– To alter ego Piotrusia Pana – mówił rozbawiony.
– Jacek jest pewien, że to ona ukrywa się pod pseudonimem Sophia 6! – Musiało tak być, gdyż Jacek nie podałby jej niesprawdzonej wiadomości.
– Kiedyś, gdy jeszcze nie wiedzieliśmy o istnieniu Gośki, często nazywaliśmy ją szósta, bo była szóstą pośród rodzeństwa. Tyle, że potem okazało się nagle, że jest siódma – wyjaśnił analogię liczby, która tak bardzo zwiodła ich w poszukiwaniach. – A jak Jacek do niej dotarł?
– Nie wiem. – Wzruszyła bezradnie ramionami. – Był tak bardzo zdesperowany, że nie zdziwię się, jeżeli powie, że prześwietlił wszystkie kobiety w Polsce o tym imieniu.
– Dla ciebie pewnie tak. – Antka już dawno przestało dziwić zachowanie chłopaka.
– Skoro to napisał – sięgnęła po kartkę od Jacka – to musi być pewien. Czy twoja siostra mogła być jakieś sześć lat temu w Irlandii?
– Była tam – westchnął. – Była z nim w Sylwestra. Hanka spędziła wtedy kilka dni u nas, po tym on wyjechał do Stanów i nie wrócił. – Nie krył swojej złości w stosunku do kochanka siostry. – Dlaczego nigdy nie powiedziałaś, że jej szukasz?
– Pewnie dlatego, dlaczego nie zapytałam, jak ma na imię twoje siostra – odparła.
– A dlaczego nie zapytałaś?
– Bo bałam się, czułam obawę przed poznawaniem twojej rodziny. Zakochałam się w twoich opowiadaniach z dzieciństwa i chciałam, by pozostali tacy, jak ich sobie wyobrażałam – tłumaczyła. – Ty miałeś swój magiczny świat, który przede mną odkrywałeś, ja natomiast chciałam mieć tę historię tylko dla siebie, do czasu jej rozwiązania.
– Jackowi jednak powiedziałaś – wyczuła w jego głosie lekką nutę pretensji.
– Nic mu nie powiedziałam, on sam się dowiedział. – Sięgnęła po telefon i po raz kolejny próbowała się dodzwonić do Jacka, ale sekretarka z uporem powtarzała, że jest niedostępny. Dokładnie to samo mogła usłyszeć, gdy dzwoniła do Anity lub Erica.
– Antek, jak to teraz będzie? – Nie potrafiła sobie tego wyobrazić. Bycie kochanką, ukrywającą się na obrzeżach miasta w tajnym mieszkaniu, było jej znane. Jednak zaistnienie jako oficjalna partnerka napawało ją lękiem. Zwłaszcza, gdy uświadamiała sobie, że teraz będzie musiała poukładać wszystkie relacje- zarówno te rodzinne, jak i towarzyskie.
– Tak, jak być powinno. Ja i ty będziemy razem – Antek wydawał się nie mieć najmniejszych zahamowań, by to oznajmić całemu światu.
– A dziewczynki? – zapytała z obawą, gdyż to one mogły stać się największymi ofiarami wyborów dorosłych.
– Rano, gdy jeszcze spałaś, rozmawiałem z Dorotą. W sobotę muszę być we Wrocławiu, postanowiliśmy razem im o tym powiedzieć – wyjaśnił ze spokojem.
– To będzie dla nich bardzo ciężkie – stwierdziła z bólem. Zbyt blisko była z córkami Antka i Doroty, by nie myśleć o ich uczuciach.
– Nie przestaniemy być ich rodzicami – przekonywał ją Antek, a ona w duchu składała dziesiątki przyrzeczeń, że zrobi wszystko, co tylko w jej mocy, by złagodzić ból rozstania rodziców, którego ona była niezaprzeczalną przyczyną. I choć jeszcze nie miała pomysłu, jak to zrobi, zaklinała się, że dziewczynki będą dla niej priorytetem.
– Czy Dorota coś jeszcze mówiła? – zapytała szybko, tak naprawdę bojąc się odpowiedzi.
– Tak. – Uśmiechnął się. – Zapytała, czy podobał ci się prezent urodzinowy?
– Kłamiesz! – Nie potrafiła jednak powstrzymać uśmiechu.
– Naprawdę o to zapytała – zapewnił z przekonaniem.
– Gdy pojedziesz do domu, napiję się wreszcie wina z Jackiem – postanowiła.
– A potem pojedziemy do Krakowa i poznasz moją siostrę, której szukasz od tylu lat.


Była bardzo zdenerwowana, gdy dojeżdżali do Krakowa i jedynie wiara w rozwiązanie zagadki powodowała, że nie kazała Antkowi zawrócić.
Gdy podjechali pod ostatni z domków na osiedlu znajdującym się tuż pod lasem, poczuła panikę.
Antek wziął ją za rękę i zdecydowanie prowadził do domu siostry.
Od wejścia biegła w ich kierunku Hania.
– Wiedziałam, że coś ukrywacie! – powiedziała, z radością rzucając się jej w ramiona, okazując tym, że całą sobą akceptuje ich związek.
Agata uśmiechnęła się, ale nie zdołała odpowiedzieć, bo w drzwiach stanęła, jak domyśliła się, Zośka. Kobieta średniego wzrostu, bardzo szczupła, w szerokich spodniach i sportowej bluzie. Jej oczy były takie, jak braci: brązowo-zielone. Były tak duże, że zdawały się nie mieścić na drobnej twarzy. Usta miała szerokie, a nos piękny i klasyczny.
– Cześć – wyciągnęła z rezerwą rękę do Agaty – jestem Zośka. Jak się domyślam, ty jesteś Agata.
– Miło mi. – Uścisnęła jej delikatną dłoń.
– Przepraszam, ale jestem trochę zaskoczona – powiedziała bez ogródek. – Zapraszam. – Oficjalnie przepuściła przybyłą w drzwiach, wtulając się mocno w brata.
Agatę nie obchodziły badawcze spojrzenia Zośki. Jedyne, czego pragnęła to usłyszeć z jej ust, że naprawdę jest Sofią 6.
– A gdzie Józek? – zainteresował się Antek.
– Z Adamem na basenie – powiedziała Zośka, ukradkiem spoglądając na Agatę. – Mamie nic nie mówiłam, tak jak prosiłeś. – Spojrzała porozumiewawczo na brata.
– To dobrze, bo my w zasadzie tylko do ciebie. W sumie to Agata ma do ciebie sprawę. – Usiadł i wziął Agatę za rękę.
– Nie rozumiem, do mnie? – Zośka usiadła po turecku obok córki na kanapie.
– Czy to ty zostawiłaś swoje namiary w domu dziecka w Irlandii, jako Sophia 6? – zapytała z przejęciem.
Zośka patrzyła na nią z przerażeniem. Jej wielkie oczy, co zdawało się niemożliwością, z niedowierzania stały się jeszcze większe. Na chwilę zamarła.
– Tak – powiedziała po długim milczeniu, wpatrując się intensywnie w Agatę.
Agata nie mogła uwierzyć. Uśmiechnęła się z ulgą. Czuła mrowienie na całym ciele.
– Nareszcie! – Patrzyła z nadzieją na Zośkę, z trudem powstrzymując się, by nie rzucić się jej w ramiona.
– Nic nie rozumiem. – Kobieta patrzyła zagubiona i wystraszona.
– Po tobie dotarła do tego domu moja przyjaciółka Pola, dostała numer, ale on już był wyłączony, szukałyśmy ciebie przez – zamyśliła się – sześć lat – powiedziała cicho, uświadamiając sobie czas, jaki minął.
Zośka walczyła z emocjami. Agata rozpoznała, że nie jest to radość, która zawładnęła nią samą. Odkryta Sophia walczyła ze wspomnieniami, Agata dobrze znała ten ból.
– Dlaczego mnie szukałaś? – Patrzyła z wyrzutem na Agatę.
Agata opowiedziała o poszukiwaniach Poli. Zośka walczyła, nie pozwalając sobie na łzy, starając się opanować wzruszenie. W końcu nie wytrzymała, tak jak i jej córka Hania. Wtulone w siebie płakały.
– Jak mnie znalazłaś? – zapytała, gdy Agata zakończyła opowieść.
– Nie ja, to mój przyjaciel ciebie odnalazł, on – uśmiechnęła się – teraz mogę powiedzieć: potrafi wszystko.
Zośka chodziła nerwowo po mieszkaniu. Walczyła ze sobą, próbując odzyskać spokój i równowagę.
– Mamo – Hania patrzyła z nadzieją – powiedz jej – poprosiła.
– Postaram się. – Zośka spojrzała na Agatę. – Ale to dla mnie bardzo trudne. To ogromne wyzwanie wrócić do tamtego życia.
Usiadła i wpatrując się w okno długo myślała, a oni w ciszy jej się przyglądali. Hania spokojnie skinęła głową uspokajając Agatę, by dała matce czas. Zośka głośno wzdychała próbując wszystko pokładać w swojej głowie. Zamknęła oczy, spływały z nich strugi łez. Hanka mocno przytuliła matkę.
– Daj mi telefon – Zośka poprosiła córkę. – Ta noc nie będzie dla mnie łatwa. – Z powagą spojrzała na Agatę. – Adam, mam prośbę, czy mógłbyś dziś na noc odstawić Józka do mamy? – mówiła do telefonu. – Tak, są – odpowiedziała. – Myślę, że możesz. – Pytająco spojrzała na brata.
Ten skinął głową, po czym przy butelce wina oczekiwali przyjazdu Adama.
Agatę wręcz bolał bezdech Zośki. Tylko ktoś, kto kiedyś żył bez powietrza, potrafił rozpoznać w tłumie inną nieoddychającą osobę. Jeszcze nie tak dawno - te dni potrafiła policzyć na palcach - była jak Zośka. Żyjąc w dwóch światach, wegetując pomiędzy wspomnieniami, a snem.
Gdy przyszedł Adam, Agata zrozumiała, dlaczego Zośce zależało na tym, by był. Wystarczyło jedno jego spojrzenie, by rozpoznał, z czym siostrze przyjdzie się zmierzyć. Był jej strażnikiem, przyjacielem, powiernikiem. Był dla Zośki kimś takim, jak dla Agaty Jacek. I choć Adam nie był samurajem, to był najstarszym bratem.
– Znam Willa, męża Taszy, to znaczy Nataszy – zaczęła Zośka swoja opowieść. – Will wychowywał się w domu dziecka razem z Taszą. W zasadzie od chwili, gdy ona się w nim pojawiła, stali się nierozłączni. Ona była dość zamknięta w sobie, miała kompleksy związane z bliznami po poparzeniach na prawym ramieniu. Nie znała swojej rodziny, nie wiedziała, skąd pochodzą jej rany. Dom dziecka pań Snow był jedynym w kraju, którym nie zarządzał kościół. Miały wystarczające zaplecze finansowe, by swoim wychowankom pomagać w spełnianiu marzeń. Tasza pięknie rysowała. Will od chwili, gdy pojawiła się, robił wszystko, by była szczęśliwa. Odgrywał przed nią najróżniejsze scenki, parodie, by ją rozbawić. Gdy był już starszy, dostał propozycję nauki w szkole teatralnej w Dublinie. Nie chciał się na to zgodzić, bo wiązało się to z rozstaniem z Taszą. Ona go do tego namówiła, obiecując, że do niego dołączy. Gdy Will wyjechał, w Taszy narodziło się pragnienie odszukania swojej rodziny. Wyczekiwała dnia ukończenia osiemnastu lat, by rozpocząć poszukiwania. Will ją w tym wspierał. Okazało się niestety, że jej akt urodzenia jest sfałszowany. Will jak przez mgłę pamiętał noc, w której przywieziono Taszę. Pamiętał wzburzenie jednej z opiekunek, był pewien, że coś wiedzą. Jednak one zapewniały, że nie są w stanie im pomóc. Tasza poddała się. Pobrali się, mieli tysiące planów i marzeń. Tasza studiowała architekturę, Will już pracował w teatrze. Kupili wymarzony dom, planowali dzieci. Wtedy zadzwoniła Katrina, dyrektorka z domu dziecka, która objęła to stanowisko po śmierci pań Snow. Will był w teatrze. Tasza zostawiła mu notatkę i pojechała po dokumenty, które Katrina znalazła w starej szafie. Will był zły, że pojechała bez niego. Miała wrócić wczesnym rankiem. Gdy się obudził, było po siódmej. Pobiegł na dworzec. Na ulicy były porozrzucane kartki, które mokły pod strugami deszczu. Tasza leżała pod kołami samochodu.
Mężczyzna, który był świadkiem wypadku opowiedział, że zanim weszła na jezdnię, zapytała go o datę. Gdy odpowiedział, że jest dwunasty maja, dziewczyna lekko chwiejąc się, ześlizgnęła się na jezdnię. – Zośka smutno spojrzała na Agatę. – Willa poznałam, gdy już był dorosłym mężczyzną. Był mizantropem, nienawidził szczęścia, uśmiechu, ludzi. Miał jednego przyjaciela, ale nawet dla niego nie był szczególnie miły. Żył przeszłością, żył wspomnieniami, wyrzutami. W domu w ogrodzie postawił nagrobki. Taszy i trójki dzieci, które według ich planu miały się pojawiać na świecie, zaraz po ukończeniu studiów żony. Z trudem, ale udało mi się przedostać do jego świata. Zaprzyjaźniliśmy się. Wtedy zrozumiałam, że dopóki nie dowie się, co jego żona znalazła w tych dokumentach, co ją tak bardzo omamiło, by nierozważnie wkroczyć na jezdnię, on nigdy się nie pogodzi z jej stratą, nie zacznie żyć na nowo. Pojechałam do tego domu dziecka i błagałam o informacje. Okazało się, że Katrina nawet nie otworzyła teczki. Zostawiłam swój numer telefonu. Ona była bardzo przezorna, poprosiła bym nie podawała swoich danych. Więc podpisałam się jako Sophia 6. Nie łudziłam się, że ktoś będzie mnie szukał. Zaraz po tym przyszedł czas, w którym moje problemy przerosły wszystkie inne. Nigdy nawet nie pomyślałam o Katrinie.
– Czy Will ma stadninę koni? – zapytała Agata, nie mogąc uwierzyć, że była bliżej tego wszystkiego, niż mogłaby sobie wyobrazić.
– Tak – przytaknęła, z zaskoczeniem przyglądając się Agacie. – Skąd wiesz?
– Ja tam byłam – powiedziała z przejęciem. – Widziałam te groby, była tam dziewczyna... – Zamyśliła się, próbując przypomnieć sobie jej imię.
– Emi – podpowiedziała Zośka.
– Tak, rudowłosa, bardzo szybko mówiła.
– Tak, to na pewno Emi, to dziewczyna, która opiekuje się całym gospodarstwem – tłumaczyła coraz bardziej pochłonięta historią.
– Nic nie wiedzieliście o Ninie? – chciała wiedzieć Agata.
– Nie.
– Masz kontakt z Willem? – zapytała, choć w jej głowie rodziła się nowa myśl. Była pewna, że Eric może jej w tym pomóc.
– Trudno to nazwać kontaktem, pojawił się u mnie miesiąc po pogrzebie Wiktora – zamyśliła się. – Powiedział, że poznał kogoś, że zaczyna żyć.
– Powinien o tym wiedzieć? – Agata miała wątpliwości.
– Do Willa trudno dotrzeć, chyba, że przez jego agenta. William Hustler, mówi ci to coś?
– Jasne – przytaknęła. – To aktor. – Jednak była pewna, że to nie to nazwisko pozostawił jej Henry w swoich zapiskach.
– To Will, William Turner – z uwagą przyglądała się Agacie, która z coraz większym zaskoczeniem przyswajała otrzymywane wiadomości. Zawsze, gdy oglądała film z Hustlerem czuła, że ten facet nie gra emocji, on je po prostu wyraża całym sobą.
Głowa Agaty pulsowała od dziesiątek pytań, myśli, powiązań. Nawet Eric znał Hustlera, o czym nigdy nie wspominał. Jak to było możliwe, że tak długo kręciła się w miejscu, gdy rozwiązanie miała pod nosem, na wyciągnięcie ręki? Gdyby znalazła czas, by wejść do domu z Emi, wypić herbatę, najprawdopodobniej zauważyłaby, czyją pamięć ocala największy z pomników wzniesionych w ogrodzie.
Tej nocy długo nie mogła usnąć. Stała przy oknie i patrzyła na ciemne podwórze. Dostrzegła Zośkę, która z butelką wina przemykała do budynku po drugiej stronie. Nie myśląc długo, ubrała się i cicho wyszła z sypialni, zostawiając śpiącego Antka.
– No co? – Ze smutkiem spojrzała na Agatę. – Fatalny obraz, wiem, jestem żałosna. – Upiła łyk prosto z butelki, nic sobie nie robiąc z obecności gościa.
– Często tu przychodzisz? – Agata z ciekawością rozglądała się po budynku, którego ściany były obłożone gąbką wygłuszającą.
– Ostatnio coraz częściej. – Nalała rozmówczyni wina do plastikowego kubka. – Tu mój były mąż miał swoje studio, teraz to miejsce jest moją skrytką, taki domek na drzewie – opowiadała z ironią.
Agata usiadła na rozpadającym się fotelu naprzeciwko siostry Antka. O nic nie pytała, będąc pewna tego, że Zośka sama z siebie wróci do tematu.
– Nie wiem, co robić. – Zośka uważnie patrzyła na Agatę. – Chyba nie potrafię mu tego powiedzieć, jeżeli sam się z tego pozbierał, nie chcę, by wracał na dno. To go na nowo załamie. Nie chcę, by był taki jak ja.
– Rozumiem. – Agata nie zamierzała nikogo do niczego zmuszać.
– Will jest przyjacielem ojca Józka i chyba to jest zasadniczy powód, dla którego nie chcę do tego wracać – zdradziła.
– Moja przyjaciółka Pola na pewno się nie podda, będzie szukać Niny, a ja nie potrafię jej odmówić pomocy – zapowiedziała Agata.
– Tyle lat mnie szukaliście, a ja nie jestem w stanie wam pomóc – zamyśliła się. – Jak mnie znalazł ten twój przyjaciel? – zainteresowała się nagle.
– Jest magikiem – zaśmiała się Agata. – Wkradł się do komputera na lotnisku, ściągnął wszystkie przyloty z tamtego okresu – odpowiedziała bez ogródek będąc pewna, że Zośce może zaufać.
– Jest hakerem? – Ta prawie zakrztusiła się winem.
– Jest. – Uśmiechnęła się, myśląc o Jacku. – Odkrył, że numer, który podałaś, był na kartę, że kontaktowałaś się tylko z jedną osobą. – Ze współczuciem obserwowała siostrę Antka.
– Naprawdę to odkryliście? – Była coraz bardziej zaskoczona.
– On to odkrył, był niezwykle zdesperowany, by cię znaleźć. Naprawdę się denerwuje, gdy coś mu nie wychodzi. – Chciała tymi argumentami przekonać Zośkę do współpracy, by zrozumiała ich wielkie zaangażowanie i trud, jaki ponieśli, by do niej dotrzeć.
– Nie mogę wam pomóc. – Patrzyła ze wstydem, gdyż tak naprawdę kierował nią strach przed przeszłością, z którą musiałaby się zmierzyć, a była zbyt słaba.
– Nie naciskam. – Agata nie miała sumienia bardziej na nią wpływać.
– Will na pewno w niczym wam nie pomoże, wszystko co on wie, opowiedziałam.– Chroniła przed przeszłością również przyjaciela.
– Czyli wciąż jesteśmy w dupie. – Agata wzruszyła ramionami, jednak nie była to zupełna bezradność. W jej głowie tworzyły się pewne scenariusze i możliwości, zwłaszcza teraz, gdy wiedziała, że Eric ma dostęp do Willa, jednak bardziej skłaniała się ku rozgadanej Emi.
– Agata. – Zośka zamyśliła się. – Dlaczego uciekłaś, skoro kochałaś Antka? – zapytała cicho.
– Bo chciał dla mnie porzucić rodzinę – odpowiedziała szczerze. – Nie mogłam mu na to pozwolić.
– I tylko dlatego? – Zośka nie pojmowała tego, co tylko wywołało w Agacie poczucie, że jest nieodrodną siostra Antka, gotową w imię miłości poświęcić się zupełnie. Miała nadzieję, że cechę tę odziedziczyli po matce.
– Aż dlatego – zaznaczyła.
– Ale chociaż wiedział dlaczego – powiedziała do siebie.
– Zośka, wiem, że nie rozmawiasz o ojcu swojego syna, ale znam i twój ból, i jego ucieczkę. Zmieniłam nawet nazwisko, by mnie nie znalazł. – I choć nie znała motywów jej byłego kochanka, nie potrafiła go tak surowo potraktować, jak reszta jej bliskich.
Zośka milczała. Agata nie chciała jej niepokoić, zmuszać do wspomnień. Wstała i podeszła do drzwi.
– Zostań – poprosiła ją Zośka ze łzami w oczach.
– Nie musimy o tym rozmawiać. – Agata na nowo usiadła w fotelu.
Obserwowała ze smutkiem kobietę, która każdego dnia zadręcza się jedną myślą. Pomimo upływu lat, gdy nadchodzi noc i może zdjąć maskę obojętności, wyje z bólu i niemocy.
– Nigdy nie uwierzę w to, że mnie nie kochał – wyznała z bólem.
– Naprawdę nie powiedział ci, dlaczego? – Agata współczuła Zośce całą sobą.
– Powiedział – zakpiła. – Ale ja w to nie uwierzyłam. Spotkaliśmy się na pogrzebie Wiktora i jestem pewna, że wciąż mnie kocha – w jej głosie było wyczuwalne wręcz desperackie przekonanie.
– Nie rozmawiałaś z nim? – Zaskoczyła ją informacja, że spotkali się po rozstaniu, a nie wyjaśnili niczego.
– Nie.
– Dlaczego? To przecież szaleństwo.
– Bo chyba wolałam odejść, pamiętając jego wzrok przepełniony miłością, niż usłyszeć coś, w co nie potrafiłabym uwierzyć – wyznała z heroicznym przekonaniem.
– Naprawdę wierzysz, że to ci wystarczy?
– Mam dla kogo żyć, mam dzieci, rodzinę, przyjaciół – przekonywała bardziej samą siebie, niż Agatę, która doskonale wiedziała, że to i tak nie sprawia, że się zapomina.
– W zasadzie masz rację, mnie po rozwodzie podnieśli przyjaciele, ale po odejściu od twojego brata nikt nie był w stanie mnie podnieść. Uciekłam zostawiając wszystkich. Miałam tylko Jacka. Każdej nocy, gdy budziłam się z krzykiem, był przy mnie.
– Jesteś chyba pierwszą osobą, która potrafi mnie zrozumieć. – Dolała Agacie wina. – Wendy, moja przyjaciółka, na siłę stara się mnie z kimś umówić, a ja wiem, że nigdy nie będę potrafiła kogoś innego pokochać. Moja siostra twierdzi, że na stresy najlepszy jest seks, a ja nie pozwolę się nikomu dotknąć. Wiem, że to idiotyczne, ale nie pozwolę skalać jego dotyku, wierząc, że on gdzieś tam we mnie istnieje. Moja rodzina robi wszystko, by ze mną być, bym zapomniała, otrząsnęła się, a ja udaję, że jest lepiej – zdradziła swoją głęboko skrywaną tajemnicę.
– Kiedyś miałam zestaw masek na każdą okazję, dla każdego. Nie zdajesz sobie sprawy, jak bardzo ciebie rozumiem.
– Nie wypowiedziałam jego imienia od tak dawna. – Zacisnęła nerwowo pięści.
– Nie musisz. – Agata nie śmiała nawet tego od niej oczekiwać.
– Chcę, byś je usłyszała. – Patrzyła błagalnie. – Wojtek Kubisiak – powiedziała po długim milczeniu. – Wojtek Q – wypowiedziała to całą sobą.
Rozmawiały do rana. Agata opowiedziała jej o Martynie, studentce z Poznania. Zośka ją pamiętała, a dokładniej jej pełne nienawiści spojrzenia. Pamiętała dzień, gdy na rynku zobaczyła obrazy, tak bardzo przypominające jej Wojtka. Agata była tego pewna, to był jej głos, to Zośka do niej przemówiła z radia, by wybrała numer do Antka. To po jej głosie dotarł do Krakowa. Wiedziała, że Zośka zrozumiała, że nie może tego zbagatelizować, że musi im pomóc.
– Daj mi czas – dziewczyna poprosiła Agatę, gdy o świcie wychodziły ze starego studia.
– Nie spiesz się. – Uśmiechnęła się do niej z ulgą.
– Muszę to wszystko spokojnie przemyśleć. – Jednak nie zdawała sobie sprawy z tego, że jej oczy zdradzały już podjętą decyzję.
– Szukałam ciebie sześć lat. – Agata roześmiała się. – Czas jest tu mało istotny.

Odsypiała długą noc. Z trudem obudziła się w południe i zaskoczona patrzyła na Antka siedzącego przy niej.
– Śpij. – Pogłaskał ją po głowie, jednak od razu rozpoznała, że coś się stało.
– Mów. – Nie pozwoliła się oszukiwać.
– Śpij – roześmiał się.
– Już się wyspałam! – Przyglądała mu się pytającym wzrokiem.
– Moja mama przyjechała – wyjaśnił.
– Jak to: przyjechała? – Patrzyła z przerażeniem. – Adam jej powiedział?
– Nie. – Pokręcił głową rozbawiony. – Ona tak ma, nie musimy jej nic mówić. – Był zupełnie z tym pogodzony.
– Co teraz? – Wpatrywała się w niego wystraszona.
– Zośka jej do ciebie nie dopuści – zapewnił ją.
– Pojechała? – domyśliła się.
– Nie, siedzi w kuchni i czeka. – Ignorował zupełnie obecność matki.
– Czeka?! – prawie krzyknęła.
– Nie przejmuj się nią – uspokajał ją, kładąc z powrotem na łóżku.
– Jak mam się nie przejmować? – Obruszona wyrwała się z jego objęć.
Agata zeszła na dół i ze wstydem spojrzała w brązowe oczy Barbary Zacharewicz.
– Chciała pani ze mną rozmawiać. – Stanęła skruszona przed kobietą, gotowa na wszystko.
– Daj spokój, Agata. – Zośka wstała. – Nie musisz rozmawiać z mamą, jesteś moim gościem i nikt do niczego nie będzie cię zmuszał.
– Zośka, możesz nas zostawić same? – poprosiła ze spokojem matka Antka.
– Agata ze mną wychodzi – walczyła Zośka.
– Nie. – Agata posłusznie usiadła przy stole.
– Przepraszam, że was nachodzę – powiedziała Barbara Zacharewicz, gdy zostały same. – Ale nie miałam innego wyjścia.
– Rozumiem. – Agata nie miała odwagi patrzeć w jej oczy.
– Rozmawiałam z Dorotą, wiele godzin przepłakałyśmy przy telefonie – wyznała z bólem matka Antka.
Agata ciężko westchnęła.
– Pozwalam moim dzieciom na wiele, ale pierwszy raz jestem w sytuacji, gdy muszę patrzeć, jak rozpada się rodzina, choć Dorota zapewnia, że sobie poradzą.
– Już raz próbowałam uciec, co mam teraz zrobić? – Spojrzała zrezygnowana w oczy kobiety, nie widząc wyjścia z tej sytuacji.
– Być silną, by go wspierać – zaskoczyła ją.
– Będę – powiedziała pewnie.
– Wiem, widzę to. – Delikatnie dotknęła jej dłoni. – Wiem, że próbowałaś, ale nie udało się. Wiem też, że wszystko się ułoży, tylko musicie się wspierać wzajemnie, to będzie ciężkie dla was wszystkich – radziła.
– Są dla mnie bardzo ważne, wszystkie – przekonywała.
– Tylko pamiętaj, że sztuka wybaczania to niewyobrażalne zadanie. Mój mąż zdradzał mnie z matką Gośki i choć ona jest dla mnie jak córka, nadal nie wiem, czy wybaczyłam ich ojcu. – Nie oszukiwała jej, że wszystko ułoży się idealnie.
- Nie łudzę się, że Dorota kiedykolwiek mi wybaczy, bo ja zdradziłam ją podwójnie. Wiem to. Zdradziłam ją inaczej, śmiem twierdzić, bardziej.

Tego była pewna, niestety.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz