niedziela, 31 grudnia 2000

Rozdział 11 - Prawda czerwonego wina



Wszystko wymykało się spod kontroli, cokolwiek się działo nie potrafiła nad tym zapanować. Jak mogła naprawić maszynę, która ruszyła sama z siebie i nie miała żadnego wyłącznika bezpieczeństwa? Czy mogła zmienić los? Owszem, powiedziała głupie, pijackie "przyrzekam", ale czy musiała czuć się nim zobowiązana? Jednak wierzyła w słowo. Tak wypowiedziane słowo. Ale gdy jej adwersarz zaczął działać zgodnie z zawartym porozumieniem, poczuła lęk przed przyszłością. Chciała zatrzymać czas, cofnąć go do momentu tego feralnego zakładu i nie podjąć go. Pragnęła oczyszczenia swojego sumienia, ponieważ nie potrafiła zdradzić Agaty.

Był sierpniowy weekend, pierwszy po tym, który nastąpił od powrotu wszystkich z Przystanku Woodstock. Siedziały z Agatą w jej zimnym apartamencie. Zuza uwielbiała hotel, jednak mieszkanie przyjaciółki powodowało w niej uczucie przygnębienia. Zupełnie nie współgrało z osobowością Agaty. Gdy siedziała w jej apartamencie postrzegała ją przez pryzmat przedmiotów, które się w nim znajdowały. A raczej ich braku. To wszystko było tak wyniosłe, że przez pierwsze minuty Zuza musiała przyzwyczajać się, że pani Zimmer, która mieszka w tym miejscu, to Agata Górska - jej najlepsza przyjaciółka.
– Dorota napisała do mnie bardzo dziwny sms. – Agata z niepokojem wpatrywała się w telefon.
– Co w nim było? – Zuza na nowo wzmogła swoją czujność.
– „Powiedziałam, ale póki co on milczy, odezwał się wczoraj i poprosił, bym zaprosiła ciebie na kolację” – przeczytała z ekranu telefonu.
– Co ty na to? – Zuza nie chciała na razie wypowiadać się, choć w środku gotowała się ze złości. W myślach nienawidziła całą sobą Zacharewicza, który w tak podły sposób pogrywał, udając troskliwego męża.
– Chyba powinnam ich odwiedzić – powiedziała niepewnie Agata, szukając poparcia w przyjaciółce.
Zuza wyczuła asekurację w głosie Agaty i pogrążyła się w rozmyślaniach o swoich winach, starając się wyobrazić sobie, co by zrobiła, gdyby ich nie było.
– Nie ma czym się przejmować – próbowała zignorować sytuację.
– To dziwne, ale mam pewne zahamowania, niepotrzebnie go poznałam – powiedziała ze złością Agata.
– Co to zmienia? – Nie podobało jej się zachowanie Agaty. Dlaczego nie potrafiła być tak pewną siebie jak zawsze, dlaczego cholerny Zacharewicz powodował w niej pewne zahamowania. Powinna nie mieć skrupułów, przecież tak bardzo zależało jej na Dorocie, na tym, by dla niej pracowała.
– To, że go znam i powinnam liczyć się z jego zdaniem – wyjaśniła z obawą.
– Olej to – przekonywała Zuza, pijąc czerwone wino z dużego kieliszka.
– Łatwo mówić – westchnęła Agata.
– A jak odbierasz Antka, teraz gdy go poznałaś? – chciała wiedzieć Zuza. Musiała zaryzykować tym pytaniem, by mieć jasną sytuację.
– Jest dla mnie wciąż człowiekiem-zagadką. Są chwile, gdy wydaje mi się, że znam go wiele lat, a z drugiej strony, gdy widzę spięcie Doroty, kiedy jest obok niej, nie potrafię go rozgryźć. – Mrużyła oczy, zastanawiając się nad osobą tak naprawdę niegodną jej uwagi.
– Lubisz go? – zapytała ją wprost Zuza.
– Lubię – przyznała bez zastanowienia.
Zuza milczała, nie mogąc zdobyć się na powiedzenie prawdy, tak upokarzającej dla niej.
– Mamy podobne gusta muzyczne, dobrze nam się rozmawia – Agata pokazała przyjaciółce przegraną płytę z dedykacją: „Dla Antka - Fiona Apple” i wtedy Zuza poczuła lęk. Z cynicznym uśmiechem w zamyśleniu zaczęła bić Antkowi brawo. Ufała Agacie, była jej pewna bardziej niż siebie, jednak nie mogła pozwolić, by ta nieświadoma, z kim ma do czynienia zagalopowała się zbyt daleko w niby niewinnej znajomości. Nie mogła pozwolić, by Antek zabawiał się jej kosztem pod przykrywką oddanego męża.
– Jest coś, o czym powinnaś wiedzieć – powiedziała.
– To znaczy? – nie rozumiała niczego Agata.
– Uważaj na Antka, on nie jest taki, jakim ty go widzisz – przestrzegła ją Zuza.
– Nie rozumiem? – Agata powiedziała to tak szczerze, że Zuza była jeszcze bardziej zła na siebie, że doprowadziła do takiej sytuacji.
– Po prostu pamiętaj, co ci powiedziałam. – Zuza nie chciała powiedzieć zbyt dużo.
– I tylko tyle?
Zuza nie potrafiła zapanować nad bólem, który rozgościł się w jej wnętrzu. Czerwone wino skłaniało ją ku szczerości. Bolesnej, wstydliwej, na którą z trudem się zdobyła, choć nie do końca wyjawiła przyjaciółce wszystko, zachowując dla siebie żenujące przyrzeczenie.
Agata była smutna i zaskoczona tym wszystkim, co usłyszała. Zrezygnowana schowała płytę do szuflady. Milczała długo, zbyt długo. Zuza czuła się podle, że zawiodła przyjaciółkę i że rozwiała jej złudne nadzieje, ale musiała to zrobić, by móc wreszcie spokojnie zasnąć.
– Myślisz, że on podjął wyzwanie? – dopytywała tymczasem Agata.
– Przepraszam cię bardzo, ale skoro dał się namówić na ten wyjazd, dla mnie jest to jednoznaczne – szczerze odpowiedziała Zuza.
– W takim razie pobawimy się w kotka i myszkę – powiedziała Agata z mściwym uśmiechem po długim namyśle.
– To znaczy? – Zuza z pewnym niepokojem patrzyła na Agatę, która wyniosłym gestem rozlewała wino do kieliszków. Przez moment była zimną milionerką, panią Zimmer, tak bardzo pasującą do wnętrza swojego apartamentu.

– Pomanipulujemy troszkę panem niewiernym, skoro sam się o to prosi – stuknęła kieliszkiem w kieliszek Zuzy.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz