niedziela, 31 grudnia 2000

Rozdział 12 - Rekruci

Mimo wszystko czuła zawód, niedorzeczny i niezrozumiały, a jednak. Czuła się oszukana, bardziej niż powinna, bardziej niż na to zasługiwała. Ktoś próbował zabawić się jej kosztem, uwieść, by wygrać absurdalny zakład. Nie pojmowała tego, jednak fakty przedstawione jej przez Zuzę były zbyt poważne i przekonujące, by uznać to za głupi dowcip.
Udawała, że nie obchodzi ją, co on pomyśli, a jednak miała obawy przed kolacją w ich domu. Czuła gdzieś pod skórą, absurdalnie, że to nieprawda, że relacja, którą stworzyli jest autentyczna i może to tylko podświadomość skłoniła ją do włożenia do torebki płyty, wcześniej nagranej tylko dla niego, od niej.
Przyjechała po nią Dorota, która pomimo szczerych chęci nie była w stanie pozytywnie jej nastawić, a swoim nieudolnym monologiem jeszcze bardziej pogrążyła Agatę.
Przekraczając próg domu Zacharewiczów czuła na sobie brzemię potrójne: pomocy Dorocie, w tym, by spełniała swoje ukryte ambicje, udowodnienia teorii Zuzy i zachowania pozytywnych relacji z Antkiem, ponieważ tylko dzięki temu mogła nim manipulować.
I jeżeli nie ciążyłoby na niej to wszystko, uznać by można to spotkanie za niezwykle udane.
Nie było wzmianki o pracy Doroty, o hotelu, o restauracji. Toczyła się swobodna rozmowa o Przystanku Woodstock, pomijająca wiele krępujących szczegółów. Gdy Agata zbierała się już do wyjścia, Dorota powstrzymała ją przed wezwaniem taksówki, sugerując Antkowi, że powinien odwieźć gościa, na co ten przystał bez zastanowienia. W innej sytuacji uznałaby to za przejaw jego wielkiej kultury, jednak w obliczu znanych jej faktów nawet jej tym nie zaskoczył.
Wsiadła bez protestu do Hummera. Wiedziała, że musi z nim porozmawiać, by ułatwić Dorocie powrót do pracy.
Jechali w ciszy, nie mając odwagi jej zakłócić, ale Agata nie wytrzymała.
– Dobra, mów, mam dość tej ciszy. – Nie potrafiła udawać.
Ale Antek milczał. Z posągową miną przez chwilę nad czymś intensywnie myślał, marszcząc czoło, by po chwili z pełnym spokojem spojrzeć na Agatę.
– Pokaże ci miejsce, dla którego kupiłem terenowe auto – powiedział w końcu po długiej przerwie i wjechał w las. Zwolnił, wyłączył światła.
Widziała tylko ciemność, ale nie potrafiła wskrzesić w sobie cienia niepokoju. Wyłączony silnik ucichł szybko i zapanowała bezgłos. Siedzieli oboje w milczeniu, w ciemności. Gdy wzrok przyzwyczaił się do mroku dostrzegła przemykające cienie. Po jakimś czasie Antek włączył światła postojowe. Początkowo nie działo się nic, ale po chwili sarny i dziki zaczęły na nowo zmierzać ku karmnikom. Pomyślała o hipokryzji życia, o mężczyźnie, który wywozi ją w głębię lasu, ukazując swoje ludzkie oblicze, będąc jednocześnie plugawym zdrajcą, w co nie do końca była w stanie uwierzyć.
– A co będzie, gdy sobie nie poradzi? – spytał patrząc na rozgrywające się przed nimi sceny.
– Dlaczego z góry zakładasz, że sobie nie poradzi? – odparowała wprost, czując ulgę, że przeszli do rzeczowej, konkretnej rozmowy na temat pracy.
– Bo chcę przewidzieć wszystkie opcje. – W jego głosie naprawdę słychać było szczerą troskę.
– Najwygodniejszą jest pozostawienie jej w domu, nic ją w nim nie zaskoczy – próbowała nie rozmawiać z nim przez pryzmat posiadanych informacji.
– Nie chcę, by się sparzyła. – Spojrzał na Agatę.
– Ja też nie – powiedziała z mocą.
Była na siebie zła, że tak łatwo ulega jego zachowaniu, pozornej trosce. I choć posiadała te wszystkie informacje od Zuzy, z których wynikało jasno, że on się tylko nią bawi, to jej naiwne przeczucie kazało jej mu ufać.
– Dorota jest inna, wrażliwsza, ją ranią rzeczy dużo bardziej błahe, niż nas – wyjaśnił Antek.
– Wiem to. – Nie potrafiła walczyć o siebie, gdy on tak pięknie wyrażał się o swojej żonie.
– Wydaje ci się, znam ją trochę dłużej – dodał z nutką przekory w głosie.
– To tobie się wydaje, że inni tego nie widzą, że nie potrafią z nią obcować – broniła Doroty Agata.
Antek milczał.
– Wiesz, co powiedział Eric, zimny, cyniczny, osobliwy typ, po jednym wieczorze spędzonym z twoją żoną?
Spojrzał pytająco.
– Że jest jak motyl. Piękny, a zarazem tak bardzo delikatny, że trzeba bardzo uważać, by utrzymujący go przy życiu pył nie został starty. Wtedy pierwszy raz poczułam zazdrość – skłamała, podtrzymując jego zdziwienie – bo o mnie nigdy nie wypowiadał się tak tkliwie, wręcz poetycko.
Czekała, by się odezwał, by w końcu przemówił.
– Ona tego bardzo chce, chyba pierwszy raz na czymś jej tak zależy – powiedział w końcu zamyślony, a zarazem lekko zaniepokojony.
– To chyba dobrze.
– To dziwne – dodał w nieustającym zamyśleniu.
– Dlaczego? – drążyła.
Nie odpowiedział. Pogrążali się na moment w swoich pogmatwanych emocjach, związanych z Dorotą.
– Obiecaj, że jeżeli się nie sprawdzi, powiesz mi o tym i razem przygotujemy ją na to.
Jego troska była czymś niepojętym, nawet gdyby nie wiedziała o jego drugim obliczu.
– Obiecuję – zadeklarowała ze wzruszeniem.
Poruszona ciszą, miejscem i ujawnioną wrażliwością Antka, której się po nim nie spodziewała, sięgnęła do torby i wyciągnęła płytę.
– Trzymaj. – Podała mu krążek.
Spojrzał na dedykację i włożył płytę do odtwarzacza. Dlaczego mu na to wszystko pozwalała, dlaczego w ciemnym lesie z dala od wszystkich zgodziła się na wspólne słuchanie pięknej muzyki. Gubiła się powoli w tym, co myśli o Antku i jak go naprawdę ocenia. Miała przed sobą dwie skrajne postaci i walczyła w swojej głowie pomiędzy rzuconymi faktami, a swoimi przeczuciami.
– Jest dobra – powiedział, gdy muzyka ucichła.
– Mówiłam, że powinna ci się spodobać.  – Triumfalnie uśmiechnęła się pod nosem.
– Jesteś pierwszą osobą, którą tu zabrałem – wyznał.
– Dlaczego? – zapytała uważnie na niego spoglądając.
– Nie wiem, po prostu zabrałem – odpowiedział zamyślony, a ona oddałaby naprawdę wiele, by wejść do jego głowy i to wszystkie myśli przechwycić, rozwiązać zagadkę, która coraz bardziej ją dręczyła.
Czy mogła nie wierzyć? Czy powinna była kierować się ostrzeżeniami Zuzy w środku lasu, w magicznym, odrealnionym, wręcz bajkowym otoczeniu? Czy wtedy straciła czujność? Czy wtedy zaczęła się oszukiwać? Tego nie mogła wykluczyć.
Gdy wiózł ją przez Wrocław próbowała skupić się na obojętnej rozmowie, jednak jej myśli bez przerwy uciekały do lasu. Czy naprawdę była pierwszą kobietą, którą tam zabrał, czy też mówił to każdej?
– Mam dla ciebie coś – sięgnął do schowka, wyciągając kilka tomów książek telefonicznych, gdy stali na podziemnym parkingu hotelowym.
– Pamiętałeś – była wzruszona przyjmując tomy, a jednocześnie rozbawiona.
– Dość osobliwa misja – wyznał.
– Dziękuję.
– Po co ci to? – zatrzymał ją pytaniem, gdy już chciała wysiadać.
– Wierzysz w duchy? – zapytała.
– Raczej nie.
– W takim razie nie jesteś w stanie tego pojąć! – Wysiadła z samochodu i nie odwracając się weszła do windy. Miała poczucie, że pierwszy raz była w stanie wyznać intrygującą historię, która była przyczyną jej niecodziennej kolekcji.
Przed zaśnięciem napisała krótko do Poli, że ma nowe książki telefoniczne, że wciąż szuka i nie traci nadziei, że znajdzie.

Wizja, jaką śniła tamtej nocy, była różna od tych, jakie pojawiały się dotychczas. Owszem jak zawsze były obie, bliźniaczki. Ale tym razem był przy nich Antek. Siedzieli wszyscy troje w lesie na polanie, w otoczeniu spokojnie pasących się zwierząt. W ciszy i skupieniu patrzyli na Agatę. Czekali.

Zaterkotał budzik i wszystko, co działo się potem, było istnym szaleństwem, tak bardzo odległym od tego, co natarczywie powracało w obrazach sennych. Wszystko było do bólu namacalne, rzeczywiste.
Jeżeli wcześniej sądziła, że jej telefon dzwoni non stop, to teraz wiedziała w jak wielkim była błędzie. Jeżeli budowlańcy spędzali jej sen z powiek, to teraz stała się integralną częścią ich grupy. I jeżeli narzekała na brak czasu, to teraz nie miała nawet wolnej chwili, by nad tym ubolewać, nie chcąc tracić nad wyraz cennej każdej minuty.
Gdy o poranku słyszała sygnał budzika, zdawało jej się, że dopiero co zasnęła, ale karnie wstawała wiedząc, że w holu za czterdzieści pięć minut w nienagannym stroju będzie czekać na nią Dorota.

Dziesiątki kandydatur i bezsensowne życiorysy. Agata zadawała standardowe pytania. Dorota początkowo się wzburzała, twierdząc, że ona sama od razu by się poddała, że nie sprostałaby nawet wymaganiom stawianym pokojówkom. Ale Agata była zbyt zmęczona, by zmieniać procedury, które obowiązywały, tym bardziej że miała tylko trzy tygodnie na wyselekcjonowanie kadry, która miała udać się do hotelu w Sztokholmie na profesjonalną praktykę. Od kandydatów wiało nudą, udzielali sztampowych odpowiedzi, mało kto wykazywał odrobinę oryginalności.
Wybierała tych, którzy choć w małym stopniu wykazywali samodzielne myślenie, licząc że Stefania, menedżerka ich hotelu w Sztokholmie, będzie w stanie wyselekcjonować z tej grupy prawdziwych pracowników. Sama Agata zatrudniła świadomie trzy osoby. Pierwszą była Dorota, której umiejętności była pewna od pierwszej chwili, gdy ta usiadła do pracy.
Drugą był Jacek, wysoki okularnik o blond włosach, w rozciągniętym niechlujnym swetrze, który po wejściu zasiadł nonszalancko przed nimi i spytał bez ogródek:
– Która z pań jest panią Zimmer? – Pomimo, że o to zapytał, to pewnie spojrzał na Agatę.
– Ja – odpowiedziała Agata.
– Miło mi, Jacek Piskorz – przedstawił się obojętnie.
– Nie widzę pana dokumentów – Agata przeglądała plik papierów.
– Proszę się nie trudzić, nie ma ich – poradził znudzony.
– Jak to? – spytała zaskoczona.
– Nie ma i tyle. – Patrzył śmiało w oczy Agaty.
– W taki razie nie mamy o czym rozmawiać – starała się zakończyć możliwie szybko dziwaczną konwersację.
– Proszę mi uwierzyć, że potrzebuje mnie pani tak samo, jak ja tej pracy. – Nie ruszał się z miejsca.
Agata popatrzyła na zuchwałego, przemądrzałego mężczyznę. Przez moment miała pomysł, by wezwać ochronę, by ta wyprowadziła chłopaka, ale gdy spojrzała mu uważnie w oczy poczuła chęć dowiedzenia się, co też taki dziwak może jej zaoferować.
– Jestem zmęczona, ma pan trzydzieści sekund na przekonanie mnie. – Spojrzała na niego z powagą.
– Ale proszę na osobności – wymownie zerknął na Dorotę sugerując, że ta powinna zostawić ich samych.
– Chyba pan sobie żartuje – wyśmiała go, zupełnie obezwładniona jego bezczelnością.
– Proszę. Udowodnię pani w piętnaście sekund, że jestem wart pani uwagi. – Nagle w jego tonie odkryła nutę, którą mogłaby uznać za prośbę.
– Dorota, proszę cię, zostaw nas na chwilę – nie mając siły na negocjacje, zwróciła się do koleżanki, która od razu wstała i opuściła salę.
– Włączam stoper – powiedziała do zuchwałego blondyna.
– Mogę poprosić o pani laptopa? – Nie działały na niego jej zagrania.
– Czas leci – ostrzegła, jednak odwróciła komputer w jego kierunku.
Zanim stoper zaklikał blondyn powiedział.
– Sophia 6, od dwunastego kwietnia stara się pani rozszyfrować to hasło.
– Co jeszcze potrafisz? – spytała, starając nie dać poznać po sobie, jakie wrażenie zrobiły na niej usłyszane słowa pomimo, iż wiedziała, że nie może go wypuścić z rąk.
– Wszystko. Myślę że potrafię odszyfrować hasło, dokądkolwiek ono prowadzi… i jeszcze kilka innych rzeczy – rzucił jej jednoznaczne spojrzenie.
– Czego chcesz w zamian? – Z trudem panowała nad swoim podekscytowaniem.
– Mam wyrok.
– Super – zakpiła, wpatrując się w chłopaka i oczekując jego kolejnych warunków, jednak on milczał.…
Agata próbowała udawać, że się zastanawia, ale gdy spojrzała na Jacka Piskorza, wiedziała, że on wie, że ma tę pracę.
– Wolałabym nie mieć przez ciebie problemów – powiedziała, bo tak wypadało.
– Jestem profesjonalistą – zapewnił chłodno i stanowczo.
– Nie wątpię. I proszę - nie czytaj mojej poczty.
– Nie śmiałbym. Mam zasady, nie sram w gniazdo.


***

Trzecia była Ulka.
Po ciężkim, kolejnym dniu pojechały z Dorotą na obiad do Mexicoco w centrum, ciesząc się chwilą wytchnienia i odpoczynku. Agata pragnęła znaleźć się już w domu, wziąć gorący prysznic i zanurzyć się w lekturze, tak niecodziennej i upragnionej. Pola wysłała jej kilka listów napisanych przez Oksanę.
Nie miały nawet siły ze sobą rozmawiać, oszczędzając siły na kolejne godziny pracy, jakie niestety były jeszcze przed nimi.
Agata spojrzała na wyświetlacz dzwoniącego telefonu, odrzucając rozmowę z Robertem.
– Cholerny upierdliwiec – poddała się, gdy telefon zadzwonił po raz kolejny. – Co jest? – powiedziała do słuchawki.
– Za ile będziesz w hotelu? – Robert był dziwnie uprzejmy.
– Nie wiem, jem obiad w mieście – od pamiętnego spotkania sprzed kilku miesięcy była dla niego oschła i bardzo oficjalna.
– Znajdziesz dla mnie chwilę? – poprosił.
– Coś ważnego? – pytała rzeczowo.
– Dla mnie tak.
– Ok, będę za trzydzieści minut, poczekaj na mnie. – Wyłączyła telefon, nie żegnając się i schowała go do torebki.
– To musimy się pośpieszyć – Dorota gotowa była wyruszyć natychmiast.
– Daj spokój, ja jeszcze mam ochotę wypić kawę – postanowiła zignorować problemy brata. Założyła, że problem dotyczy jego, gdyby było odwrotnie wykorzystałby to bez zawahania.
– Ale przecież umówiłaś się za pół godziny, a tyle właśnie zajmie nam droga do hotelu.
– Nie mam zamiaru się spieszyć, jak mu na czymś zależy, raptem staje się miły. Sprawdzimy jego wytrzymałość. Jak wrócimy za godzinę i nadal będzie tak uprzejmy, to znaczy, że to naprawdę dla niego ważne.
– Nie rozumiem – Dorota bezradnie wzruszyła ramionami, jednak nie dopytywała o szczegóły.
Agata w kilku słowach wyjaśniła koleżance, że Robert Górski, którego ta miała okazję już poznać, jest jej bratem i zaznaczyła, że ich relacje nie są zbyt poprawne.
– To miło że dałaś mu pracę – nagle się zreflektowała, uświadamiając sobie o kim mowa.
– To nie była moja zasługa, to Eric go zatrudnił, ja na pewno bym tego nie zrobiła. – Nie zależało jej na tym, by przez pryzmat postępowania Erica przypisywano jej szlachetne działania, do których w tym przypadku nie była skłonna.
Wracały samochodem Doroty do hotelu.
– Musisz wybrać sobie miejsce parkingowe – powiedziała do Doroty, idąc pewnie do windy.
– Miejsce parkingowe? – Dorota rozejrzała się po pustym parkingu.
– Teraz jest tu pusto, ale za kilka tygodni nie będzie, pomyśl które najbardziej ci odpowiada.
– Nie chcę robić problemu, mogę parkować na dowolnym wolnym. – Jak zwykle próbowała nie zwracać na siebie uwagi.
– Wykluczone, nie wyobrażam sobie, by dyrektor personalny przemierzał cały parking w poszukiwaniu wolnego miejsca – spojrzała z triumfem na zaskoczoną Dorotę, której policzki płonęły.
– Kto? – spytała ze łzami w oczach. Ukucnęła na środku parkingu ukrywając swoją twarz w dłoniach.
– Dyrektor personalny, to twoja posada. – Przytuliła wzruszoną Dorotę, ciesząc się jej szczęściem.
– Ja na to nie zasługuję. – Z niedowierzaniem kręciła głową, a jej policzki płonęły ognistą czerwienią.
– Przestań tak podchodzić do czegokolwiek. Czy ja na cokolwiek zasługuję, czy coś mi się należy? Może tak, może nie, ale nie ma co sobie tym głowy zawracać. Jeżeli życie coś ci daje, po prostu ciesz się tym – mówiła do niej z przekonaniem, gdy jechały windą.
– Dziękuję. – Dorota ścierała łzy z twarzy.
– To ja dziękuję. – Agata objęła ją, gdy wyszły z windy do holu.
Przecisnęły się przez tłum kandydatów do pracy. Po korytarzu rozchodził się szum szeptów, w którym nazbyt wyraźnie przebijało się jej nazwisko. Nie reagując na pełne poruszenia gesty rekrutów, szła pewnie po akta pozostawione w jednym z gabinetów.
W holu dostrzegła Roberta cierpliwie podpierającego się o kontuar recepcji.
– Widzę, że naprawdę to coś dla niego ważnego. – Wskazała na brata i podeszła do niego.
– O, jesteś. – Nie okazywał cienia zniecierpliwienia.
– Trochę mi zeszło. – Patrzyła na niego służbowo.
– Nie ma sprawy, masz chwilę? – Brat próbował za wszelką cenę przebić się przez mur, jaki przed nim postawiła.
– Mam jakieś trzydzieści osób na dziś – wskazała na zgromadzonych ludzi, przyglądających się im z zainteresowaniem – ale mam jeszcze chwilę. - Skinęła łaskawie głową na brata.
– To ja pójdę przygotować salę – zaproponowała Dorota przejmując od niej klucz do gabinetu i oddaliła się.
– Masz papierosy? – spytała Agata Roberta.
– Mam – zaczął ochoczo wyszukiwać w wewnętrznej kieszeni ciemnej marynarki paczkę papierosów.
– To chodź na fajkę. – Ruszyła do głównego wejścia hotelowego.
Gdy wyszli na zewnątrz i stanęli przy granitowej popielniczce, ludzie, którzy przy niej palili w pośpiechu oddalili się, zostawiając ich samych.
– Mów – powiedziała zaciągając się papierosem.
– Chodzi o Ulkę, moją żonę – zaczął. – Szuka pracy, ale bez znajomości nie dostanie jej.
– Dlaczego? Jest tak słaba? – Ogromną przyjemność sprawiło jej wytknięcie tego bratu.
– Wręcz przeciwnie, nie słyszałaś o aferze z Protowiczem? – zapytał, zupełnie nie reagując na jej zagrywkę.
– Nie mam pojęcia, o kim mówisz.
– To była głośna sprawa, to były dyrektor szpitala i ordynator oddziału transplantacji. Ulka była jego asystentką. Jak on poleciał, ona razem z nim i teraz nie ma szans na zatrudnienie.
– A co on takiego zrobił? – nagle zaciekawiło ją to, co mówił Robert.
– Był umoczony w handel organami.
– Co? – Zakrztusiła się zszokowana informacją, jaką usłyszała.
– No, sama rozumiesz, pomimo że Ulka nie miała o tym pojęcia, to jako jego asystentka poleciała, do tego nie współpracowała z prokuraturą, dostała wyrok w zawieszeniu za utrudnianie śledztwa – tłumaczył z przejęciem ściszonym głosem.
Agata nagle zapomniała o swojej pozie, o walce z bratem. Wpatrywała się w niego z niedowierzaniem, wręcz oczekując, że ten za chwilę zacznie się śmiać, tłumacząc że to tylko głupi dowcip. Niestety poważna mina Roberta nie sugerowała, że to żart.
– Ale gówno, dlaczego nie zeznawała? – Agata była wzburzona.
– Jak ma się rodzinę i dzieci to myśli się o ich bezpieczeństwie – tłumaczył tajemniczo.
– Grubo – Agata zapaliła z przejęciem kolejnego papierosa.
– Nikt jej teraz nie zatrudni.
– I sugerujesz, bym ja się tego podjęła? – zapytała z przejęciem.
– Pomyślałem, że może coś byś dla niej znalazła – patrzył na nią błagalnym wzrokiem.
Agata zamyśliła się, nie miała ochoty na rozczulanie się nad nagle odmienionym bratem. Była pewna, że ta rozmowa i prośba, z którą się do niej zwrócił, była dla niego wielkim wyzwaniem, że nie przyszło mu to łatwo. Jednak żona była dla niego tak ważna, że na chwilę porzucił swoje uprzedzenia, spuszczając głowę przed Agatą.
– Robert, powiem ci szczerze: nie uśmiecha mi się praca z twoją żoną. Nie mam nic do niej, tak naprawdę nie znam jej, ale ze względu na nasze skomplikowane relacje, nie sądzę, by to się udało. Nie mówię ani tak, ani nie. Przemyślę to, tyle mogę teraz powiedzieć – wyznała otwarcie.
– Dzięki. – Serdecznie uścisnął jej dłoń, po czym nagle zreflektował się i po bratersku pogłaskał jej ramię.
– Nie dziękuj, ponieważ nic nie obiecuję. – Udawała, że jego zachowanie nie robi na niej wrażenia. Jej serce jednak przyspieszyło, stęsknione gestów, jakie jej kiedyś okazywał.
– Wiem, a mimo to dziękuję, bo ufam, że pomyślisz. Ja nie potrafiłbym zdobyć się nawet na to – powiedział szczerze.
Patrzyła na obcego mężczyznę, co ona o nim mogła wiedzieć, a jednak płynęła w nich ta sama krew. To był jej brat.
– Co u rodziców? – spytała wykorzystując chwilę przewagi, wiedząc, że nie obróci się to w kolejna kłótnię.
– Ojciec wciąż o ciebie pyta.
Spuściła głowę, zawstydzona tym, że tak bardzo się oddaliła. Zwłaszcza od ojca, który prócz tego, że się poddał, że nie był tak waleczny jak ona, niczym jej nie zranił, to nie zasłużył na to, by będąc tak blisko nie kontaktowała się z nim.
– A ona? – zapytała cicho.
– Jest tak samo uparta jak ty, udaje, że ją to nie obchodzi, ale coraz trudniej przychodzi jej kamuflowanie uczuć.
– Pozdrów ich – powiedziała przyjaźnie. Czuła się lekko i spokojnie. Pomimo, że Robert był jej tak bardzo odległy, to świadomość, że jest jej bratem i że po tylu latach udało im przeprowadzić pierwszą szczerą rozmowę, bardzo ją rozluźniła.
Z nową energią weszła do sali konferencyjnej.
– Słyszałaś o aferze z Protowiczem? – spytała Doroty szybko przeglądając położone przed nią aplikacje.
– Tak – odpowiedziała, z zaskoczeniem obserwując Agatę tryskającą nową energią.
– Moja bratowa była jego asystentką – zdradziła jej tajemnicę.
– Naprawdę? – Dorota patrzyła z przerażeniem.
– Ponoć gruba afera, nikt nie chce jej teraz zatrudnić – Agata próbowała dowiedzieć się jak najwięcej o tej sprawie, by z większą ilością danych przemyśleć kandydaturę Ulki na pracownika hotelu.
– Żal mi jej – Dorota westchnęła.
– Myślisz, że była niewinna?
– Jeżeli ma sumienie, to nie mogła o tym wiedzieć.
– Co oni takiego robili?
– Kupowali organy i sprzedawali je bogatym ludziom. Wszystko wyszło na jaw, gdy wycięto pięcioletniej dziewczynce nerkę. Matka ją sprzedała, dziadkowie to odkryli i tak się wszystko wydało. Potem wszystkie inne sprawy powychodziły na wierzch, jak już policja w tym zaczęła grzebać.
– Masakra jakaś. – Agata czuła jak po jej ciele rozchodzą się dreszcze przerażenia. O takich przypadkach jedynie dowiadywała się z telewizji lub gazet. Nie miała pojęcia, że ktoś z nią spowinowacony mógł być w coś takiego zamieszany.
– Nie wiem, kim trzeba być, by okaleczyć swoje dziecko dla pieniędzy – mówiła z przejęciem Dorota. – Czy ta kobieta miała sumienie?, Zwyrodniała baba.
Ale Agata była daleka od oceniania zachowań rodzicielskich, nie zamierzała wypowiadać się na ten temat, ponieważ… nie mogła, bo musiała ze wszystkich sił skupić się na czymkolwiek, co odgoniłoby wspomnienia.


***

Siedziała samotnie w apartamencie opustoszałego hotelu, patrzyła na listy, których była tak bardzo ciekawa, ale nie była w stanie czytać ich tego wieczoru, dziś nie potrafiła zanurzyć się w świat Oksany.
– Cześć, Robert – zadzwoniła do brata.
– Agata? – Był zdumiony, a jednocześnie rozpoznała nutę nadziei w jego głosie.
– Dasz mi Ulkę do telefonu?
– Jasne. Ula! – Słyszała wołanie, śmiech dzieci, szczekanie psa, dźwięk telewizora, głosy domu, szczęśliwego i spełnionego. Nigdy nie zastanawiała się, jakim ojcem i mężem jest jej brat. Czy jest szczęśliwy? A może jest jak Antek i tylko udaje troskę o żonę, a za jej plecami perfidnie ją zdradza?
– Halo – usłyszała obcy, damski głos.
– Cześć, tu Agata, kiedy mogłybyśmy się spotkać? – starała się nawiązać dobry kontakt z bratową.
– Jestem gotowa w każdej chwili, nawet teraz – Ulka od razu podjęła wyzwanie, zaskakując ją tym pozytywnie.
Agata spojrzała na zegarek, był kwadrans po dwudziestej. Szybko obliczyła w myślach, ile czasu zajmie jej wyszykowanie się i dojechanie do centrum.
– Może o dwudziestej pierwszej? – zaproponowała.
– Dobrze, gdzie się spotkamy? – Coraz bardziej podobało jej się zdecydowanie Ulki.
– Wiesz, gdzie jest restauracja „Mexicoco”? – zaproponowała najbardziej znany jej punkt w centrum.
– Znajdę.
– To do zobaczenia.
Czuła lekkie wyrzuty sumienia, że wyciąga Ulkę z domu, że odrywa ją od rodziny, ale bała się, że następnego dnia nie będzie miała w sobie tej uległości w stosunku do brata, która rozgościła się w niej dzisiaj i że nie zdecyduje się na spotkanie z bratową.
Wezwała taksówkę i wyszła przed hotel.
Dopiero gdy podjeżdżała pod restaurację, zastanowiła się dlaczego z tysiąca innych, wybrała to miejsce. Może dlatego, że Wrocław poznawała od nowa. Choć od kilku miesięcy żyła w tym mieście, nie miała czasu na nic poza hotelem, a jeżeli gdzieś się przemieszczała to były stałe miejsca: dom Zuzy, Roksi, czasami Zacharewiczów, no i restauracja „Mexicoco”.
– Agata! – Z rozmyślań wyrwało ją wołanie Ulki wysiadającej z samochodu.
Poczekała, aż ta do niej dobiegnie. Podobała jej się Ulka już z daleka, gdy ubrana w dopasowany garnitur w wysokich głośno stukających butach z wyprostowanymi plecami zmierzała w jej kierunku.
– Cześć. – Ulka cmoknęła ją na powitanie w policzek.
– Przepraszam, że tak późno wyciągnęłam cię z domu – przeprosiła bratową.
– Cieszę się, że dajesz mi szansę. – Ta uśmiechnęła się do niej z wdzięcznością.
Restauracja nie była zatłoczona, usiadły przy wolnym stoliku na uboczu. Agata zamówiła nowe danie w karcie, nagle odkrywając, jak bardzo jest głodna, natomiast Ulka odmówiła jedzenia prosząc tylko o herbatę.
– Agata, zanim zaczniemy rozmawiać chcę cię zapewnić, że potrafię oddzielić życie rodzinne od zawodowego, cokolwiek działoby się pomiędzy tobą a Robertem, nigdy nie będzie miało wpływu na moją pracę. Potrafię zachować dyskrecję, nikt w żaden sposób nie będzie mieć dostępu do spraw zawodowych.
Ulka coraz bardziej podobała się Agacie, była pewna siebie, mówiła zdecydowanie i otwarcie patrzyła jej w oczy. Była zadbana. Pomimo wieczornej pory i nagłego wyrwania z domu miała staranny makijaż, elegancko spięte kręcone jasne włosy i pomimo braku pracy i zasiedzenia w domu, zadbane dłonie, których paznokcie zdobił estetyczny, jasny lakier.
– Zadam ci niezwykle krępujące dla mnie pytanie – Agata przestała mieć potrzebę rozmawiania o pracy, gdyż Ulka sprzedała się jej już samym swoim wizerunkiem. Poczuła wielką chęć poznania tej kobiety, jak i rodziny, która je łączyła.
Ulka w skupieniu czekała.
– Ile macie dzieci? – spytała ze wstydem.
– Dwoje, dwóch synów: Mateusza - osiem lat i Igora - sześć lat – powiedziała bez cienia urazy. Zupełnie nie okazując tego, że spodziewała się usłyszeć zupełnie inne pytanie.
– Wzorowa ze mnie ciotka – zaśmiała się sarkastycznie z samej siebie Agata.
– Daleka jestem od oceniania, znam wasze relacje – Nie zdradziła swojego zdania.
– Poprawię się.
Ulka nic nie odpowiedziała, z dyplomatyczna miną czekała na dalszy przebieg rozmowy.
– Czytałam dzisiaj całe popołudnie o tej aferze – przyznała Agata zmuszając się do tego, by rozmawiać o istotnych sprawach.
– Rozumiem, ja już nie czytam, chciałabym móc zapomnieć o tym horrorze – westchnęła, pierwszy raz zdradzając swoje emocje.
– Dlaczego Protowicz nie siedzi, nie dostał nawet wyroku w zawieszeniu, a ty tak? – spytała ją wprost.
– To proste, ponieważ Protowicz ma lepsze układy, bo wiedział jak i kim się zastawić, miał przygotowany plan działania wiele lat wcześniej.
– Jak to się stało, że zaczęłaś dla niego pracować?
– Pracowałam wcześniej w sanepidzie, w kontroli, przeniosłam się do urzędu skarbowego do działu windykacji, poznawałam ludzi, którzy proponowali mi lepsze, ciekawsze stanowiska. Dostałam propozycję pracy jako rzecznik prasowy prezydenta miasta, pracowałam do końca kadencji. Zanim zaczęłam rozglądać się za nowym stanowiskiem, sam Protowicz się do mnie odezwał.
– Jak długo dla niego pracowałaś?
– Trzy lata.
– Jak się pracowało dla kogoś takiego? – To pytanie najbardziej nurtowało Agatę.
– To dziwne, ale to niezwykle kulturalny mężczyzna, szarmancki i zdawałoby się uczciwy, do samego końca przepraszał mnie za sytuację, w jakiej się znalazłam.
– Groził ci?
– On nie – lekkim parsknięciem zasugerowała, że kto inny zrobił to za niego.
– Naprawdę nikt nie chce cię zatrudnić, pomimo referencji?
– Ba, pomimo tego, że są pewni mojej niewinności, wszyscy się boją. To zbyt głośna sprawa i niebezpieczna, mam znajomości w każdym urzędzie, potrafię załatwić wszystko, nikt mi nie odmówi, gdy pomagam znajomym, ale nikt nie jest w stanie mnie zatrudnić, do tego mam wyrok – niepewnie spojrzała na Agatę, na której to w ogóle nie zrobiło wrażenia. Pomału zaczynała się przyzwyczajać, że otaczający ją nowi ludzie są inni od tych, których miała w Sztokholmie. Tamci byli do granic możliwości poprawni, pomimo wrażenia jakie mogli swoim zachowaniem osobą sprawiać, w Polsce było na odwrót.
– Czy zrobi się szum, jak ciebie zatrudnię? – zapytała uważnie patrząc Ulce w oczy, które nagle ożywiły się, jednak jej twarz nie zdradzała już tak wielkich emocji.
– Zależy na jakim stanowisku, ale niczego nie mogę wykluczyć – powiedziała to niezwykle szczerze.
– Potrzebuję asystentki, kogoś od wszystkiego, prawej ręki, ciebie. – Wskazała pewnie palcem na bratową.
Ulka z trudem opanowywała podniecenie. Uśmiechnęła się nareszcie z wdzięcznością do Agaty.
– Może być poruszenie. Obawiasz się tego? – Nagle przestała być sprzedającym się rekrutem, a stała się pełną podniecenia kobietą.
– Nie – zapewniła, uśmiechając się do Ulki.
– Jestem pewna, że będziesz ze mnie zadowolona, naprawdę dam radę, jeżeli tylko nie boisz się ludzi – przekonywała Agatę, jednak nie kryła niedowierzania w to, że nareszcie otrzymała pracę.
– Witam na pokładzie – Zimmer wyciągnęła dłoń.
– Dziękuję – Ulka uścisnęła ją zdecydowanie.
Agata jedząc z dumą obserwowała szczęśliwą kobietę, która uśmiechała się w zamyśleniu promieniejąc.
– Jaką babcią jest moja matka? – spytała.
– Doskonałą – zapewniła Ulka.
– Naprawdę? – Nie mogła tego pojąć. Słowo "doskonała" w odniesieniu do jej matki brzmiało jak żart. Dla Agaty była jedynie doskonałą w manipulowaniu.
– Oboje są cudownymi dziadkami, bardzo kochają chłopców, z wzajemnością.
Agatę ogarnął żal, tęsknota za czymś, czego nigdy nie zaznała i nie doświadczyła. Ta kobieta znała lepiej jej rodziców niż ona, ich córka.
– Odwieźć cię? – zaproponowała Ulka, gdy stały na zewnątrz.
– Ja tę panią odwiozę – usłyszała znajomy, męski głos.
– Cześć, Antek – przywitała się, nie mogąc opanować uśmiechu.
– Cześć, Agata – wpatrywał się w nią, nie ukrywając rozbawienia.
– Jedź Ula, poradzę sobie – zapewniła, niepojęcie ciesząc się tym nagłym spotkaniem.
– Co ty tu robisz? – spytał.
– Sprawy rodzinno-zawodowe – przewróciła oczyma sugerując, że wciąż jest w pracy.
– Poczekasz chwilę? Odwiozę cię, tylko zamknę kasę – zaproponował.
– Nie rób sobie kłopotu, wrócę taksówką. – Gdzieś w środku czuła, że nie powinna mu ulegać, a jednak chciała, by ją do tego nakłonił.
– Chyba żartujesz? Chodź, napijesz się herbaty – pociągnął ją za rękę.
– Poczekam tu – zaparła się, stając przy stoliku ustawionym w ogródku na zewnątrz lokalu.
– Nie uciekniesz? – upewnił się.
– Nie – roześmiała się.
Usiadła przy stoliku pod parasolem i przez szybę podglądała, co dzieje się w środku, w restauracji. Zastanawiała się, jak Antek będzie próbował ją uwieść, czy ma już obmyśloną strategię i zaczęła się śmiać, uświadamiając sobie w jak idiotycznej grotesce przyszło jej grać.
Nie potrafiła się opanować, siedząc sama przy kawiarnianym stoliku, zanosiła się śmiechem.
– Oszalałaś! – usłyszała jego głos. Nie wiedziała, od jak dawna obserwuje jej atak śmiechu.
– Możliwe – przytaknęła idąc za nim.
Wsiedli do samochodu, ona wciąż nie potrafiła się opanować. On ze zdziwieniem i narastającym niepokojem ją obserwował.
– Powiedz mi, co cię tak rozbawiło?
Zaprzeczyła ruchem głowy, nie potrafiąc wypowiedzieć słowa. Starała się opanować.
– Przepraszam cię – mówiła z rozbawianiem, po czym zaczynała się śmiać ponownie.
Dojechali do hotelu. Wysiadł z samochodu i oglądał nie do końca jeszcze oświetlony hotel.
– Sama tu mieszkasz? – spytał patrząc uważnie na opustoszały hotel.
– Jest dwóch ochroniarzy – nie rozumiała jego zaskoczenia.
– To ci wystarcza?
– Jasne – powiedziała zdecydowanie.
– Ale samochodem nie pojedziesz przez las.
– Skąd o tym wiesz? – Była zaskoczona.
– Zuza wspominała – wyjaśnił obojętnie.
– No tak, mam moją małą fobię – Nie miała ochoty mu tego tłumaczyć, zresztą nikomu tego nie tłumaczyła, bo wszyscy to akceptowali.
– Ale spanie w opustoszałym hotelu wcale cię nie przeraża.
– Wcale, a wcale – zapewniła.
– Jesteś pokręcona – roześmiał się. – Do tego jeszcze zbierasz książki telefoniczne.
– Ludzie mają większe hyzie. – Niepojęcie sprawiało jej satysfakcję intrygowanie go, a była pewna, że to właśnie udawało jej się doskonale.
– No zapewne, ja pewnie niedługo popadnę też w jakiś mały obłędzik.
– Bo?
– Bo jeszcze kilka tygodni temu miałem za żonę zaciekłą domatorkę, a nagle wymieniłaś mi ją na dyrektorkę. – Uśmiechnął się z dumą.
– No wiesz, kobieta zmienną jest – podobała jej się ta jego poza troskliwego męża i choć zakładała, że to farsa, chciała wierzyć, że jednak nie.
– Jak tylko wszedłem do domu, wiedziałem, że stało się coś ważnego. Chodziła, jakby była pijana, wpadała na krzesła, obijała się o szafki, myślami była zupełnie gdzie indziej – mówił z rozbawieniem.
– Żartujesz? – Śmiała się, próbując to sobie wyobrazić. Nie miała pojęcia, że na Dorocie to zrobi aż tak wielkie wrażenie.
– Cały czas chciała mi to powiedzieć, nabierała powietrza i się poddawała, niesamowicie zabawnie się zachowywała.
– Dlaczego sam nie spytałeś?
– Bo była przy tym tak rozkosznie komiczna, że chciałem to jeszcze poobserwować.
– Jej – powiedziała miękko. Uwierzyła mu nagle całą sobą.
– W końcu się przemogła i powiedziała z zawstydzeniem: "Jestem dyrektorem personalnym."

Słuchała z zadumą, jak czule i z szacunkiem Antek mówi o Dorocie, jak cieszy się z jej szczęścia i sukcesu. Nie potrafiła włączyć czerwonego światła, jakiegokolwiek ostrzeżenia. Przecież to wszystko było nielogiczne, przecież nie mógł jej uwodzić, mówiąc z takim entuzjazmem o żonie. Może on się pogubił, na krótki czas, a teraz odnalazł na nowo, pomyślała. Tak, to było jedyne logiczne wyjaśnienie, on na nowo odnalazł swoją żonę, na nowo pokochał. Agata pragnęła szczęścia Doroty, chciała wsłuchiwać się w entuzjastyczną przemowę Antka. Przyrzekła sobie, że tak się stanie, że pomoże im, doprowadzi do tego, że Antek na nowo odnajdzie szczęście przy Dorocie, zapominając o wszystkich innych kobietach.  

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz