niedziela, 31 grudnia 2000

Rozdział 13 - Doktorowa


Na nowo odzyskany spokój i równowaga emocjonalna były dla Zuzy niczym katharsis. Wymazała z pamięci fakt, kto został postawiony na szali zakładu, uznając to za nic nieznaczące, pijackie przyrzeczenie. Ponownie pewna siebie, ze zdwojonymi siłami rzuciła się w wir pracy, z nonszalancją ignorując zawiść otoczenia. To, że nikt nie życzył im dobrze, wiedziała aż nadto. Gdy ze sztucznymi uśmiechami gratulowali im sukcesu, czuła się zmotywowana do walki o powodzenie nowej restauracji jak jeszcze nigdy w życiu.
Pierwszego września stała na boisku szkolnym, ze wzruszeniem patrząc na swoją córkę w białej bluzce i granatowej fartuszkowej sukience, która kurczowo trzymała za rękę swoją przyjaciółkę, Kasię. Nie potrafiła opanować łez, patrzyła w wystraszone, ciemne oczy swojej pierworodnej. Wzięła pod ramię Dorotę, która z podobnym poruszeniem wpatrywała się w swoją córkę i przytuliła się do niej mocno.
– Wow! I wy tutaj – usłyszała wysoki głos kobiecy.
Odwróciły się równocześnie.
– Cześć, Sara – przywitała się uprzejmie Dorota z kobietą o ogniście czerwonych włosach.
– Cześć – głosem zupełnie pozbawionym entuzjazmu powitała ją Zuza.
– Co za niespodzianka, doprawdy – wdzięczyła się Sara. – Nie mogę uwierzyć, że nasze dzieci będą w jednej klasie! – Próbowała udać przed nimi zaskoczenie.
Zuza ze złością spojrzała na chłopca o jasnej czuprynie i okrągłej twarzy. Od razu domyśliła się, że obecność Patryka w jednej klasie z ich córkami, zwłaszcza z młodą Zacharewiczówną nie jest przypadkowa.
– Nie poznałam Patryka – serdecznie rozmawiała z nią Dorota.
– Och, bo też rosną te nasze pociechy – mówiła z dziewczęcą lekkością matka chłopca. – A Kasię to od razu poznałam, ma tak piękną buzię, taka jest do taty podobna – uśmiechała się z czułością do nieświadomej niczego dziewczynki.
Zuza z trudem opanowywała narastającą furię. Dlaczego w tak ważnym, prywatnym momencie pojawia się nie kto inny tylko Sara Hofman, najbardziej zakłamana, obłudna osoba, z jaką przyszło jej kiedykolwiek obcować. Kobieta bez zasad, która pod maską niewinności zuchwale uwodziła cudzych mężów, w tym i Doroty, niestety skutecznie. Przebrana za słodką lalkę, niczym kotka z rują osaczała Antka, przychodząc codziennie do restauracji, wyczekując na niego godzinami, czarującymi minkami dopięła swego. Pomimo, że podawała się za koleżankę Doroty, pomimo, że tworzyła pozornie szczęśliwe małżeństwo, udając doskonałą panią doktorową, na kilka tygodni udało jej się zdobyć Zacharewicza. Sara była świadoma, że Zuza wie o wszystkim, jak i tego, że ta niczego nie powie Dorocie.
– Słyszałam nowiny, no coś niesamowitego! – Ognistowłosa uśmiechała się sztucznie, spektakularnie gestykulując, czym zwracała na siebie uwagę większości zgromadzonych osób.
– Dlaczego to ciebie tak dziwi? – obcesowo spytała Zuza.
– No jak nie! – Patrzyła z niedowierzaniem. – To niebywałe, podłapać taki kontrakt.
– Nie rozumiem twojego zaskoczenia, jak się jest dobrym, takie kontrakty same pukają do drzwi – powiedziała z wyższością.
Czuła zdziwiony i zdegustowany wzrok Doroty, ale tym razem nie obchodziło jej to ani trochę, najważniejsze było zmiażdżenie Sary Hofman.
– Jak to pukają? – dopytywała zdezorientowana, z coraz większą trudnością panując nad swoim lukrowym wizerunkiem, przez który przebijała się zwyczajna wścibskość.
– A co, myślisz, że ktoś z nas zabiegał o ten kontrakt? – zapytała z oburzeniem, jakby to było czymś hańbiącym.
– A nie?
– Nie – powiedziała twardo Zuza. – Ludzie pokroju Zimmerów mają nosa, sami do nas przyszli z ofertą. Wiedzą, co jest warte takich zabiegów. Ot, cała tajemnica – rzuciła nonszalancko na koniec, jakby cała sprawa z kontraktem nie robiła na niej wrażenia.
Sara przez chwilę oniemiała wpatrywała się w Zuzę, która udając zamyśloną, tak naprawdę z tryumfem śmiała się w duchu.
– A poznałaś Zimmera? – zaczęła drążyć z nieukrywaną zawiścią Sara.
Zuza zmrużyła oczy z nienawiścią, po czym spojrzała na rozmówczynię, dając jej do zrozumienia, co naprawdę o niej myśli.
– Owszem – rzuciła zimno. Wielkie halo! - drwiła w myślach. Nie rozumiała, co ludzi tak ekscytuje w osobie Erica. Dlaczego nazwisko Zimmer każdy wypowiadał z niebywałym szacunkiem, kiedy on sam był obleśnym, chamskim gburem.
– To teraz pewnie macie urwanie głowy. Dwie restauracje to duże obciążenie. Ty już chyba w ogóle z Antkiem nie będziesz się widywać – zwróciła się z udawaną troską do Doroty, która w odpowiedzi wzruszyła obojętnie ramionami.
Zuza była gotowa ją udusić i tylko fakt, że jest w miejscu publicznym, że otaczają je dziesiątki dzieci, pozwolił opanowywać kipiącą w niej agresję. Gotowa była kopnąć przyjaciółkę w tyłek, by ta wreszcie się ocknęła i potratowała tę kobietę tak, jak na to zasługiwała, tyle że Dorota nie była niczego świadoma. Zuza mogła to zarzucić tylko sobie.
– Dorota nie narzeka na brak zajęć, jest tak samo zapracowana jak Antek – Zuza stała się tarczą przyjaciółki.
– Oj tak, na pewno, trójka dzieci, dom. My to się mamy – Sara próbowała przymilić się ponownie do Doroty, co dodatkowo rozjuszyło Zuzę. Zmrużyła oczy i z wyższością zmierzyła Hofman, która lekko się zmieszała i podeszła do syna poprawiając mu kołnierzyk koszuli.
– Masz czas? – zaskoczyła ją Zuza nagłą propozycją.
– W zasadzie mam – Sara odpowiedziała bez zawahania.
– To zapraszamy, choć pokażemy ci nową restaurację, zobaczysz hotel – w głowie Zuzy pojawił się raptem szatański plan, by sponiewierać Sarę do końca.
– Bardzo chętnie – oczy doktorowej błyszczały z podekscytowania i ciekawości.
– To chodźmy, jedź za nami – zarządziła Zuza i pewnie ruszyła w kierunku parkingu, na którym stał zaparkowany samochód z białymi stokrotkami.
Gdy wsiadły do samochodu, Dorota była czerwona ze złości, nie potrafiąc zrozumieć zachowania przyjaciółki.
– Dlaczego to robisz? – spytała z pretensją.
– To dopiero początek, zgniotę tą szumowinę, obiecuję ci – wygrażała Zuza, upewniając się tylko, czy sportowe czerwone auto jedzie za nimi.
– Po co ci to?
– Nienawidzę jej! – Jechała wolno, choć była pewna, że Sara nie pozwoliłaby się zgubić, jej wścibskość była nie do pokonania.
– To odpuść, trzeba było się pożegnać i tyle. – Biedna Dorota niczego nie rozumiała.
– O nie, sama się o to prosi. Nie będzie się tobą podcierać – odkryła przed nią swoje pobudki.
– Mną? – Zaskoczenie Doroty było zupełne.
– Tak! Co, nie słyszałaś obłudnego szpikulca? Ojejej jaka ty biedna, mąż ciebie zaniedbuje, nie ma czasu dla ciebie – przedrzeźniała piskliwie Sarę, aż dziewczynki siedzące z tyłu zaczęły się śmiać.
– Jakoś nie zależy mi na udowadnianiu komuś takiemu czegokolwiek – powiedziała obojętnie Dorota.
– Też jej nie lubisz, a widzisz – z satysfakcją zauważyła Zuza.
– Owszem, ale nie potrafię tego tak okazywać jak ty. – Była lekko rozbawiona furią przyjaciółki.
– Ale jak widać, jej nic nie zraża – Wymownie spojrzała w lusterko.
– Nie rób niczego głupiego – poprosiła Dorota.
– Ja? – udała zaskoczoną. – Ja tylko w końcu pokażę, gdzie jest jej miejsce.
Nie pozwoliła Dorocie dojść do słowa, z piskiem opon zahamowała pod hotelem. Wysiadły. Sara rozglądała się z zazdrością, której nie potrafiła ukryć. Hotel i jego otoczenie napawały Zuzę wielką dumą, jednak przed doktorową okazywała zupełną obojętność, traktując otaczający je efektowny dziedziniec jako coś zwyczajnego.
– Pięknie tu – szczebiotała. – Zza bramy nie wygląda aż tak okazale.
Zuza zauważyła nagłe poruszenie Doroty i podążyła za jej spojrzeniem. Przy wejściu stała Agata, paliła papierosa i z zaangażowaniem objaśniała coś Ulce, z którą od kilku dni się nie rozstawała. Wyglądały dość zabawnie, ponieważ Ulka była ubrana w granatowy garnitur, a Agata w krótkie spodenki, czerwoną podkoszulkę bez rękawów, a włosy miała skryte pod niebieską chustą.
– Nie przeszkadzaj im – poprosiła Dorota, widząc gotowość Zuzy do zawołania ich – pewnie omawiają ważne sprawy.
Zuza poczuła niepewność w głosie Doroty, niepojęty strach przed spotkaniem, spojrzała z niedowierzaniem na przyjaciółkę, ale swój plan musiała doprowadzić do końca.
– Hej! – krzyknęła.
Agata pomachała do nich, wyrzuciła papierosa i podbiegła podskakując radośnie niczym mała dziewczynka.
– Cześć, pierwszoklasistki! – Przytuliła na przywitanie dziewczynki, potem wycałowała Zuzę i Dorotę.
Zuza widziała zainteresowanie Sary Ulką, która w wysokich szpilkach zbliżała się do nich powoli. Z podziwem i sztucznym uśmiechem uważnie śledziła każdy jej krok.
– Te buty to nienajlepszy pomysł – roześmiała się Ulka z daleka.
– My kobiety tak mamy – Sara przyjacielsko piszczała. – Najważniejszy jest nasz image, a na szarym końcu nasze zdrowie. Cóż, na tym polega kobiecość – wdzięczyła się.
Zuza zaśmiała się w duchu, widząc pogardliwe spojrzenie Agaty, z nieukrywanym niedowierzaniem wpatrującą się w czerwonowłosą lalkę.
– Poznajcie Sarę, znajomą naszą... i Antka – Zuza przedstawiła ją i tylko na ułamek sekundy wzrok jej podążył w kierunku Agaty, ale to wystarczyło, by ta zrozumiała wszystko.
Zuza kochała tę magiczną nić, to cudowne porozumienie, jakie miała ze swoją najlepszą przyjaciółką. Już wiedziała, że nie jest sama, że ten dzień będzie triumfalnym zniszczeniem wroga. Agata z chytrym uśmiechem obmyślała strategię, Zuza podekscytowana z trudem opanowywała śmiech, tylko Dorota stała niczego nieświadoma, ze spuszczoną głową nieśmiało patrzyła na nie.
– To jak drogie panie? Trzeba wypić kawę – zaproponowała Agata.
– No nie mówcie mi, że mam wracać do hotelu – Ulka wzburzyła się żartobliwie.
– Służę ramieniem – zaproponowała Sara.
Agata wzięła za ręce dziewczynki, Zuza z Dorotą szły za nią, a na końcu Ulka podpierając się o Sarę, która z kolei ciągnęła za rękę naburmuszonego chłopca. Zuza kochała zapach hotelu i zauważyła, że Dorota również z nostalgią wdycha ten niezwykle świeży aromat.
Agata podbiegła do recepcji i wyciągnęła zza kontuaru czajnik, kubki i kawę.
– Cholera, chyba nie ma mleka – rzuciła.
– Ja przyniosę – zaproponowała Ulka. – Jest w konferencyjnym. – Zdjęła buty i pobiegła korytarzem.
– Niesamowita kobieta. – Z zachwytem wpatrywała się w Ulkę Sara.
– Fakt, jest w porządku, pomimo wszystko całkiem nieźle się dogadujemy – powiedziała Agata.
Dorota wreszcie się rozpogodziła, nawet ona nie mogła obojętnie patrzeć na rozgrywającą się komedię.
– Dzień dobry – ukłonił się szarmancko szpakowaty ochroniarz. – Jakie miłe spotkanie.
– Mamy przyzwolenie samej szefowej – rzuciła Sara.
– Nie wątpię. – Ochroniarz uśmiechnął się do Agaty i zniknął w głębi korytarza.
– Jak ktoś nie ma w głowie, musi mieć w nogach! – Ulka śmiała się z daleka. – Nie wzięłam klucza. – Sięgnęła za kontuar recepcji i z gestem „Victorii” uniosła klucz.
– Oh! – Sara niepewnie patrzyła na swobodnie siedzące dziewczyny. – Tak chyba nie wypada.
– Wyluzuj, nic się jej nie stanie, sama się zaoferowała – uspokoiła ją Agata.
– Nogi jej odpoczną – dodała Zuza prześmiewczo.
– Ma nauczkę, kto do pracy zakłada nowe buty? – Agata przeciągnęła się leniwie, poprawiając ramiączko stanika.
Sara z niedowierzaniem i oburzeniem spojrzała na dziewczynę w roboczym ubraniu, ignorującą Ulkę.
– Jak tam, wybrałaś już miejsce na parkingu? – Agata spytała Dorotę.
– Nie, naprawdę to nie ma dla mnie znaczenia. – Ta w klasycznym dla siebie stylu próbowała nie absorbować nikogo swoja osobą.
– Mam nadzieję, że ja również mogę sobie wybrać miejsce na parkingu – wtrąciła się Zuza ukradkiem dostrzegając, że Sara podłapała wątek i z uwagą wsłuchuje się.
– Jak zostaniesz dyrektorem – zaśmiała się Agata pokazując jej język.
Ulka z dumą przyniosła mleko i podolewała dziewczynom do kawy. Zuza zastanawiała się, czy lubi żonę Roberta. Niby znała ją długie lata, a tak naprawdę nie wiedziała, kim ona jest. Wyłapywała jej nazwisko w aferze związanej z handlem organami sprzed kilku lat, jednak wcale nie zaskoczyła ją decyzja Agaty w kwestii zatrudnienia Ulki. Powoli przyzwyczajała się, że przyjaciółka ma niekonwencjonalne metody i kryteria dobierania sobie personelu. Po chwili zamyślenia uznała, że Ulka jest w porządku i że ją polubi.
– Ja bez mleka – powstrzymała ją Dorota.
– Zapamiętam – Ulka udała grzeczną sekretarkę. – Pani dyrektor Zacharewicz, kawa czarna.
– Przestań – zawstydziła się Dorota.
Sara oniemiała starała się rozszyfrować sens słów wypowiadanych przez kobiety przy stole.
– Ach, bo ty nie wiesz – Zuza udała zaskoczoną zagubieniem Sary – bo Dorota tu pracuje.
– Naprawdę? – Oczy Sary robiły się coraz większe.
Dorota skinęła głową. Zuza z prawdziwą dumą patrzyła na przyjaciółkę.
– Jest dyrektorem personalnym – powiedziała lekkim tonem Zuza.
Sara z trudem przełykała ślinę.
– Jak to? – wybełkotała.
– Nie było to łatwe zadanie, ale się udało – porozumiewawczo uśmiechając się do Doroty, powiedziała Agata.
– Jak to zrobiłaś? – Sara spytała Dorotę.
– Nijak, po prostu dostałam propozycję i się zgodziłam – powiedziała zawstydzona, choć trzymała głowę prosto.
– Tak po prostu to to nie było – Zuza się obruszyła. – Trochę czasu zajęło Zimmerowej przekonanie ciebie.
– Jak widać Zimmerowa ma nadprzyrodzone moce – śmiała się Dorota patrząc na Agatę. – Skoro udało się jej po tylu latach wyciągnąć mnie z domu.
– Przesadzasz. – Agata wciąż przeciągała się leniwie.
– Każdy dzień upewnia mnie o słuszności tej decyzji – Dorota zaskakiwała Zuzę tym, że tak łatwo bez skrępowania włączyła się do gry.
– Chyba powinnam się na ciebie obrazić! – Zuza przekornie uśmiechnęła się do przyjaciółki – Pracą w restauracji wzgardziłaś.
– Nie wzgardziłam – zaprotestowała Dorota. – Ja po prostu się do tego nie nadawałam.
– Super. – Zuza z udawaną irytacją założyła ręce. – Do garów to ja, do dyrektorowania ty.
– Tak wyszło – Dorota zaskakując wszystkich, roześmiała się głośno.
Zuza z satysfakcją obserwowała, jak Sara traci swoją pewność siebie, z niedowierzaniem patrzy na Dorotę, która w końcu odnalazła się w sytuacji i nic sobie nie robiła ze świdrującego wzroku Sary. Czerwonowłosa głowa nagle zaczęła opadać, plecy niepewnie się garbić, kobieta rozglądała się wokół, jakby szukała drogi ucieczki.
– Wychodzi na to, że tylko ja musiałam się wysilać, by dostać pracę – odezwała się nieświadoma toczącej się gry Ulka i zepsuła Zuzie zabawę.
– Trochę przesadzasz – Agata się obruszyła.
– Zaraz – Sara w końcu nie wytrzymała. – To kto tu jest kim? – Była poirytowana i zła.
– Każdy sobą – Agata powiedziała beztrosko.
– Kto tu jest szefem? – zapytała już bez sztucznego uśmiechu.
– Dorota – Agata wskazała na zaczerwienioną ze śmiechu Dorotę.
– A nie Eric Zimmer? – powiedziała z dumą, starając wykazać się znajomością struktury panującej w hotelu.
– Eric? – zdziwiła się z pogardą Zuza, po czym zaśmiała się spektakularnie.
– Eric jest nikim tutaj – powiedziała oschle Agata, zaskakując tym wszystkie. Pierwszy raz zignorowała pozycję swojego męża, ale zrobiła to z pełną świadomością wchodząc płynnie w grę Zuzy.
– Acha – roześmiała się z pogardą Sara, odkrywając fortel. – To dziwne, bo wszystkie gazety rozpisują się o tym, że to on jest właścicielem.
– Owszem sieci, ale nie hotelu – sprostowała rzeczowo Agata, ponownie wpędzając w niepewność Sarę.
– Świetnie się bawicie? – wstała wzburzona. – Jesteście chore psychicznie, myślicie że udało wam się mnie nabrać. Ciekawe czy Zimmer byłby zadowolony, gdyby wiedział, jak personel się zabawia. Dyrektorka – pogardliwie prychnęła. – Miejsca na parkingu. Idźcie się leczyć, za kogo wy mnie bierzecie, że w co ja uwierzę? Że paniusia przebrana w drogie ciuchy mnie przekona, że jest tu… Nieważne kim! Nie wiem, za kogo tu robisz, ale wyglądasz jak sprzątaczka – powiedziała do Agaty. – Próbowała jeszcze coś wykrzyczeć, ale zabrakło jej tchu. – Patryczek! – zawołała do dziecka, które i tak stało przy niej i ze wzburzeniem wybiegła z hotelu.
Agata z Dorotą płakały ze śmiechu, Zuza z rozbawieniem machała czerwonowłosej na pożegnanie, tylko Ulka była zaskoczona i zdegustowana zaistniałą sceną.
– Ale moje ciuchy wcale nie są drogie – powiedziała, co dodatkowo pogłębiło histeryczny śmiech jej towarzyszek.
– Nie przejmuj się, ja wyglądam w spodenkach od Burberry jak sprzątaczka – udała zranioną w miłości własnej Agata.
Zuza z Dorotą przez całą drogę powrotną śmiały się z sytuacji, jaką przeżyły, czując ogromną satysfakcję z komedii, jaką urządziła Sara, ośmieszając się kompletnie.

***

Dorota wypuściła Kasię z samochodu, ale sama stała niepewnie zbierając się w sobie, by jeszcze porozmawiać z Zuzą.
– Albo mów, albo spadaj – Zuza od razu rozpoznała zamiary Doroty, która wsiadła na nowo do samochodu.
– Może to głupi pomysł – zaczęła niepewnie – ale pomyślałam, że chyba powinnam razem z kadetami pojechać do Sztokholmu.
– Po co? – chciała wiedzieć więcej Zuza.
– Chcę zobaczyć, jak funkcjonuje ich największy hotel. Agata przecież sama nazywa go wizytówką, wspomina o rewelacyjnej zarządzającej Stefanii, chcę się czegoś nauczyć, poznać zasady.
– W sumie to świetny pomysł – przyznała Zuza.
– Proszę cię, podpytaj dyskretnie Agatę, czy ona miałaby coś przeciwko – poprosiła skrępowana.
– A dlaczego miałaby mieć coś przeciwko? – Zuza spojrzała ze zdziwieniem.
– Nie chcę robić niepotrzebnie zamieszania, może Agata ma inne plany, a do tego nie wiem, co na to Antek – spuściła zawstydzona głowę. – Nie chcę robić zamieszania, a potem się wycofywać, bo jemu akurat to może nie pasować - powtórzyła.
Zuza ze zrozumieniem pokiwała głową, odkrywając prawdziwy powód niezdecydowania Doroty.
– Dobra – przytaknęła. – Załatwię to.
– Tylko błagam, dyskretnie – poprosiła ta raz jeszcze.
– Nie ufasz mi?
Ale Dorota nie odpowiedziała.
Zuza zatrzymała się na pierwszym parkingu, jaki wypatrzyła na drodze powrotnej do Wrocławia.
– Cześć Agata, jest sprawa, masz dla mnie czas?
– Teraz?
– Za godzinę, odwiozę Milenę do mamy i mogłabym podjechać do ciebie.
– Dobrze, czekam.

Zuza minęła się w drzwiach gabinetu z Ulką.
– Pozdrów w domu – krzyczała Agata za odchodzącą bratową.
Zuza wymownie spojrzała na Agatę, która w odpowiedzi dumnie podniosła głowę.
– Robię postępy – skomentowała krótko.
– Widzę, jestem pod wrażeniem.
Agata zapaliła papierosa i obie przeszły na taras. Zuza wciąż zachwycała się okolicą, w której położony był hotel. Musiała przyznać Ericowi, że w tej jednej kwestii naprawdę bardzo się postarał.
– Jestem zdegustowana – powiedziała Agata zaciągając się papierosem.
– Wyjątkowy okaz – zaśmiała się Zuza.
– Nie mogę uwierzyć, że on takie idiotki puka – parsknęła z niedowierzaniem.
– No coś ty? Nie spodobała ci się Sara? – udała teatralne zdziwienie.
– Daj spokój – wzdrygnęła się Agata. – Nie podejrzewałam go o takie niskie loty. Nie omieszkam przy najbliższej okazji wyśmiać tego zjawiskowego czupiradła – dodała mściwie.
– Mam dla ciebie inną misję.
Agata spojrzała pytająco.
– Miałam być dyskretna, więc jakby co byłam – uprzedziła rzeczowo.
– Mam już zacząć się bać? – Agata usiadła naprzeciwko koleżanki.
– Dorota chce pojechać z pracownikami na szkolenie do Szwecji – powiedziała bez ogródek.
– No i? – nie widziała problemu Agata.
– No i krępuje się ci to zaproponować, a najbardziej obawia się Antka.
– Hmm, a dlaczego mnie się krępuje? – poprosiła o wyjaśnienie.
– Oj, sama wiesz, Dorota taka już jest. Nie lubi swoją osobą nikogo absorbować, nie chce robić zamieszania, a do tego boi się, że Antek się nie zgodzi i tylko niepotrzebnie będzie zawracać ci głowę – próbowała jak najdelikatniej i bez zbytniej ekscytacji to wyjaśnić.
Agata patrzyła analizując przedstawiony problem.
– Ja tego naprawdę nie mogę pojąć. – Była zdegustowana. – Dlaczego ona tak strasznie się go boi i uzależnia od niego wszelkie swoje decyzje?
– No, taka jest – Zuza starała się nie skupiać zbytnio nad motywami postępowania Doroty.
– Tym bardziej, że on raczej nie jest psychopatą – kontynuowała Agata. – Sądzisz, że może jej nie puścić?
– Nie wiem. Ale gdy to wyjdzie od ciebie, nie będzie chciał wyjść na idiotę w twoich oczach – instruowała.
– To co, woli być idiotą tylko w jej oczach? – rzuciła z pretensją Agata.
– Każdy facet woli mieć żonę udomowioną, dla której priorytetem jest rodzina i on sam, a tym bardziej ktoś taki, jak Antek. – Zuza spojrzała wymownie na przyjaciółkę i dodała - Może mieć problem z nagłym pogodzeniem się z transformacją Doroty.
Agata patrzyła na rozpościerający się krajobraz, a Zuza nie ponaglała jej w decyzji, dając czas na przetrawienie nowego planu, ale w zasadzie będąc i tak pewną, że ta na niego przystanie.
– Nie wyobrażam sobie siebie, pytającej Erica o zgodę na cokolwiek – powiedziała zniesmaczona.
– Ale zauważ, że on też o nic ciebie nie pyta – zaznaczyła z powagą przyjaciółka. – A to czasami jest całkiem przyjemne.
– Możliwe – powiedziała wolno Agata, lekko się zamyślając.
– Nie każdy odnalazłby się w tak bardzo wyzwolonym związku – Zuza nie krępowała się komentować zupełnie obcegi jej układu, panującego w małżeństwie Zimmerów. Owszem, wieczna nieobecność Erica była jej na rękę, ale nie potrafiła sobie wyobrazić, że Karol miałby być w ciągłych rozjazdach i być tak zapracowanym jak mąż przyjaciółki.
– Ja jednak zdecydowanie wybieram moją wolność – po chwili stanowczo stwierdziła Agata.
– Mówisz tak, ponieważ nie masz dzieci, one zmieniają znacznie światopogląd – Zuza mówiła wciąż spokojnym tonem.
– Dobra, co mam robić? – spytała zrezygnowana Agata.
– Zrób tak, by to wyszło od Antka.
– Może jeszcze mam zatrzymać ziemię? – zapytała z pretensją.
– On tobie nie odmówi, zobaczysz – przekonywała Zuza. Poniekąd rozumiała obiekcje przyjaciółki, jednak musiała jej zaufać i zrozumieć, że Zacharewicz powinien dostać nauczkę, na którą pracował w ohydny sposób przez długie lata.
– Nie lubię manipulować ludźmi – ta oponowała.
– Rozumiem cię, ale nie zapominaj dlaczego i dla kogo to robimy – podkreśliła Zuza.
– Taaaa, robimy – zakpiła.
– Przestań się obrażać – Zuza nie rozumiała, skąd w Agacie takie opory; tym bardziej, że była pewna, co do jej szczerej sympatii wobec Doroty.
– Ja się nie obrażam, tylko czuję się jak idiotka – Agata wciąż nie była przekonana do idei przyjaciółki.
– Oj, sama się zadeklarowałaś, że pokażemy niewiernemu gdzie jego miejsce – przypomniała Zuza.
– Tak, ale wtedy… – zamyśliła się.
– Co wtedy? – dopytywała Zuza.
– Dobrze, załatwię to – skapitulowała Zimmerowa.
– Pomyśl o Dorocie, ona naprawdę potrzebuje naszej pomocy – Zuza próbowała umocnić postanowienie Agaty.
– Zrobię to, ale po weekendzie – postawiła warunek.
– Co? – zdziwiła się szczerze Zuza.
– Eric dziś przyjeżdża, a w niedzielę wraca z powrotem do siebie, wiec pozwól mi chociaż nacieszyć się mężem.
– Dobra, niech będzie – poddała się Zuza z niechęcią.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz