niedziela, 31 grudnia 2000

Rozdział 15 - W bajce Zimmerów


Regułą było, że nigdy nie mogło być tak, jak być powinno. Gdy zaczęła wierzyć w to, co nowe, dobre, a nawet trochę w siebie, zza zakrętu wychodziła rzeczywistość. I choć powinna z zasady poddać się, wycofać, tym razem nie chciała. Nie teraz, gdy zaczęła naprawdę żyć, głęboko oddychać, czerpiąc z tego niepojętą radość. Musiała zawalczyć, pomimo pewnej donkichotowskiej porażki, którą zakładała na wstępie.
Gdy życie zaczynało ją zaskakiwać, fascynować, radować swoją nieprzewidywalnością, znienacka Agata powiedziała, że daje jej wolne, by mogła wyprawić Kasię do szkoły. I wtedy znikąd pojawiła się Ulka. Ubrana w szykowny garnitur, wyprostowana niczym struna, trzymająca wysoko głowę, mówiąca zdecydowanie i głośno. Do tego nie odstępowała Agaty na krok. Co z tego, że była miła dla Doroty, że starała się nie wchodzić jej w drogę. Ale istniała i stanowiła tak wielki kontrast dla jej nijakiej osoby. Ulka nie potrzebowała tysiąca zapewnień, że jest dobra, ona po prostu się tak czuła.
Nie potrafiła zrozumieć, dlaczego w chwili, gdy życie stawało się wielobarwną bajką: jej związek odradzał się, mąż wręcz zaskakiwał ją swoim zaangażowaniem, do tego Zuza jak nigdy wspierała ją niemal fanatycznie, coś zaczynało bajkowe barwy zniekształcać. Gdy Dorota niczym zbudzona z długiego snu zachłystywała się światem, jaki otwierała przed nią Agata, nagle ktoś zaczynał temu zagrażać.

Wieczorem przed zaśnięciem Antek mocno ją objął:
– Jestem z ciebie bardzo dumny – powiedział.
– Przestań – próbowała opanować jego euforię. Dreszcz przebiegł po jej ciele.
– Mam wyrzuty, że ukrywałem cię w domu, przed światem – wypowiedział to niezwykle szczerze.
– Dobrze mi tu było.
– Wielki świat cię wzywa – powiedział pogodnie. – A ja wreszcie dorosłem, by się tobą z nim podzielić.
– To miłe – była wzruszona jego słowami.
– Chcę, byś wiedziała, że jeżeli jest coś, co miałoby ci pomóc, to zapewniam, że jestem gotów na przejęcie znacznej części twoich obowiązków, chcę byś odczuła, że cię wspieram.
– Wiem, kochany, wiem – wtuliła się w niego mocniej.
– Chcesz jakiś kurs, szkolenie, cokolwiek… Pokryję wszystkie koszty – zapewnił.
Pomyślała o Sztokholmie, o hotelu, o wyjeździe z kadetami. Czyżby to znaczyło, że poradzi sobie bez niczyjej pomocy, że sama zawalczy o siebie?
Powiedziała. Po wielkich trudach nagle udało jej się powiedzieć to, co ważne dla niej, ot tak po prostu, a on ku jej zdziwieniu zapytał tylko, kiedy musi wyjechać.
I nagle świat otworzył się przed nią. Pierwszy raz od bardzo dawna pakowała walizkę - tylko swoją.
Do pomocy przy dziewczynkach i w domu Antek przywiózł Basię, swoją mamę. Serce Doroty było rozdarte, ciężko było jej opuszczać dom, gdy była w nim jej teściowa, ale wiedziała, że musi walczyć i zrobić wreszcie coś tylko dla siebie.
Gdy w sobotę podjechała z Antkiem pod hotel, było tam niezwykle tłoczno. Podekscytowani kandydaci na pracowników z ich bagażami próbowali odnaleźć się w zamieszaniu, które panowało na parkingu. Dorota z zakłopotaniem szukała wzrokiem Agaty, ale nie mogła jej znaleźć.
Nagle wszyscy z nadzieją spojrzeli w jej kierunku, z tysiącem pytań, na które nie potrafiła odpowiedzieć. Chciała uciec, schować się przed tłumem, który natarczywie ją oblegał.
– Proszę o spokój – prawie krzyknęła i nagle zapanowała cisza.
Stała wpatrzona w tłum, w dziesiątki oczu. I tylko jedna para oczu patrzyła na nią inaczej, ze zdziwieniem, wręcz zafascynowaniem. Tak patrzył na nią jej mąż.
– Za chwilę wszystkiego się dowiem, proszę tu cierpliwie poczekać – udała się do wejścia hotelu, ze wszystkich sił starając się iść pewnie i nie za szybko, by nikt nie zorientował się, jak wielka panika ją ogarnęła.
Pospiesznie wyjęła telefon.
– Agata, gdzie jesteś? – spytała z przejęciem.
– Będę za piętnaście minut, był problem z jednym autokarem, ale już wszystko w porządku, sytuacja pod kontrolą, Ulce udało się opanować całą zadymę, jedziemy do hotelu, ale są cholerne korki – mówiła jednym ciągiem Agata.
Ulka, znowu niezawodna Ulka. Załatwiła autokar w przeciągu kilku chwil, a ona nie potrafiła odnaleźć się w tak prostej sytuacji, potrzebując przy sobie wsparcia Agaty. Nie nadawała się do tego wszystkiego, powinna odpuścić, wrócić do domu, tam gdzie był jej świat: uporządkowany, bezpieczny i nijaki.
Wyszła zrezygnowana z hotelu i wpatrywała się w tłum, przed którym była gotowa uciec, podjęła już decyzję…
– Wszystko w porządku? – usłyszała zatroskany głos męża, spojrzała w jego oczy pełne wiary. Przełknęła ślinę i z trudem lekko się uśmiechnęła.
– Tak, Agata za chwilę tu będzie – powiedziała.
Ze wszystkich sił starała się nie dać po sobie poznać, jak bardzo się boi. Choć trwało to zaledwie parę sekund, wojna, którą ze sobą stoczyła, była bardzo wyczerpująca. Walczyła z Dorotą, którą była przez lata, o Dorotę którą pragnęła być. Tą która pojawiała się, gdy zamykała oczy i marzyła.
Klasnęła w dłonie i nagle wszyscy skupili się na niej.
– Pani Zimmer będzie tu za chwilę, mnie państwo znacie z rozmów kwalifikacyjnych. Nazywam się Dorota Zacharewicz i będę waszą przełożoną, jak i opiekunką na wyjeździe do Sztokholmu. Liczę na obustronną wyrozumiałość, razem będziemy uczyć się standardów panujących w sieci Zimmer. Autobusy zostaną podstawione za kilka minut, a do tego czasu proponuję byście państwo podzielili się na dwie grupy, by sprawniej wyszło nam pakowanie.
Rozejrzała się po grupie, która bardzo szybko podzieliła się na dwie części i dopiero wtedy dostrzegła stojącą z boku Agatę, z dumą wpatrującą się w nią.
Dorota z zawstydzeniem uśmiechnęła się do niej i podeszła przywitać się.
– Już jesteś – powiedziała nieśmiało, całując ją w policzek, a Agata jak zaczarowana stała z radością wpatrując się w nią, z taką samą dumą jak jej mąż, z którym tamta wymieniała porozumiewawcze spojrzenia.
– Brawo – powiedziała jej do ucha.
Jej serce biło mocniej, była podekscytowana swoim nowym ja i tym, jaką zyskało to aprobatę osób, na których tak bardzo jej zależało. Chciała jej powiedzieć prawdę o przerażeniu, o strachu, o ucieczce, na którą była zdecydowana. Zanim jednak otworzyła usta, zobaczyła zbliżającą się Ulkę, w pośpiechu przeglądającą dokumenty.
– Uczę się od najlepszych – powiedziała więc tylko.
– Tu są listy uczestników – Ulka podała dokumenty Dorocie. – Błagam, sprawdź czy nie ma błędów. Jakby jakieś się znalazły, najmocniej przepraszam. Jest ich tylu, że niczego nie jestem pewna – powiedziała z szacunkiem.
– Jak coś znajdę, to poprawię – zapewniła Dorota.
– Nie, daj spokój. Nie zajmuj się takimi pierdołami, tylko powiedz. Ja to naprawię, w końcu jestem od tego – zapewniła, w pośpiechu związując swoje jasne, kręcone, rozwiane przez wiatr włosy.
Dorota zastanawiała się, czy Ulka tylko udaje, czy też faktycznie nie dostrzega, jak bardzo jest pewna siebie. Czy istniał choć cień nadziei, że jej zachowanie nie było grą, a szczerym szacunkiem?
Siedziała w autokarze, patrzyła na oddalające się sylwetki przyjaciół, machających jej na pożegnanie. Nie rozpoznawała już ich twarzy, ale wiedziała, że z dumą i nadzieją patrzą na nią.
Dojechali bardzo późno w nocy. Dorota z zainteresowaniem obserwowała miasto. Było naprawdę piękne, otoczone wodą, tętniące życiem. Przyglądała się ludziom spacerującym po promenadach, statkom pływającym po rzece. Rozpoznała od razu w oddali hotel -jasny, usytuowany nad samą rzeką, bajecznie oświetlony, niczym królewski zamek.
I choć czuła się przytłoczona rozmiarem tego wszystkiego, w czym przyszło jej uczestniczyć, nie mogła się temu nie poddać. Gdy przebudzeni kadeci z podziwem komentowali hotel, ona wiedziała, że nie może okazać cienia zwątpienia. Wysiadła z autokaru i ruszyła do wejścia. Zdziwiła się, gdy weszła do środka, widząc kopię hotelu we Wrocławiu. Spojrzała w długi korytarz, za którym powinna być ich restauracja i z uśmiechem podeszła do recepcji.
– Nazywam się Dorota Zacharewicz – przedstawiła się po angielsku uśmiechniętej recepcjonistce.
– Dobry wieczór, czekamy na państwa – powiedziała ta serdecznie. – Jak minęła podróż?
– Dziękuję, bardzo przyjemnie.
Recepcjonistka podniosła słuchawkę telefonu i powiedziała coś po szwedzku.
– Już schodzi do pani Eric – powiedziała.
– Eric? – Była zdziwiona, zarazem jednak poczuła wielką ulgę, że będzie ktoś, kogo zna, że nie będzie musiała w pojedynkę mierzyć się z perfekcyjną Stefanią.
Po chwili w holu usłyszała swoje imię. Zobaczyła idących w jej kierunku Erica i Anitę, co już zupełnie ją uspokoiło.
– Jak dobrze, że już jesteście, byłam na skraju wytrzymałości, jeszcze chwila i przystałabym na grę w rozbieranego pokera – Anita przytuliła Dorotę po czym nie kryjąc irytacji, rzuciła pełne pogardy spojrzenie na Erica.
– Nie wiedziałem, że jestem tak blisko celu – skomentował Eric uśmiechając się wymownie do czarnowłosej dziewczyny.
Anita zrezygnowana machnęła ręką.
– Mam go już dość, niezwykle monotematyczny typ, nie wiem jak Agata to wytrzymuje? – mówiła lekkim tonem, nie zwracając na niego najmniejszej uwagi.
– Co ty tu robisz? – spytała z radością Dorota wciąż przyglądając się Anicie.
– Obiecałam cię chronić przed tym dupkiem, więc jestem – powiedziała to jak coś niezwykle oczywistego.
Dorota roześmiała się.
– Poczekajcie, muszę zająć się grupą – powiedziała lekko, tak jakby te prawie sto osób nie było żadnym wyzwaniem.
– Pomożemy ci – Anita ruszyła za nią do wyjścia.
Kadeci z niepewnością i przejęciem rozglądali się po wnętrzu hotelu. Skrępowani niepewnie wpatrywali się w Dorotę, która tryskała niepojętą energią.
– Przedstawiam wam Erica Zimmera – wskazała na mężczyznę – i moją przyjaciółkę Anitę, którzy pomogą nam się tu odnaleźć.
– Cześć – powiedział po polsku Eric z dumą.
– Dobry wieczór – rozeszły się chórem głosy.
– Nie ma co was dzisiaj męczyć, za chwilę pokażemy wam pokoje i pozwolimy nareszcie odpocząć po podróży. Kolacja czeka w restauracji, więc po rozpakowaniu zapraszam na dół. Jutro po śniadaniu bierzemy się do pracy, a więc spotykamy się o dziewiątej rano. W hotelu nie powinniście się zgubić, jest identyczny jak ten w Polsce, tyle że już urządzony i zamieszkany. Jedyne co może was zaskoczyć to woda, a nie las za oknem, ale myślę, że to nie będzie stanowić problemu.
Anita rozdała wszystkim karty i z radością szła na przedzie grupy, prowadząc ich do pokoi.
– A teraz zaprowadzę cię do twojego pokoju – wzięła Dorotę za rękę i pociągnęła w kierunku windy.
– To ja nie mam tu pokoju? – zdziwiła się.
– Mamy wspólny apartament, jeden z najlepszych w tym hotelu – zapewniła z dumą.
– Mieszkam z tobą?
– Nie pasuje ci to? – Anita zatrzymała się i spojrzała badawczo na koleżankę.
– Jestem bardzo zadowolona, po prostu nie wiedziałam. Cieszę się, że nie będę sama – zapewniła.                   
Wjechały windą na ostatnie piętro, na którym było tylko kilkoro drzwi. Anita podeszła do ostatnich w rogu i za pomocą karty otworzyła je.
Dorota nie mogła uwierzyć, że będzie mieszkać w tak ekskluzywnych warunkach, przytłaczało ją to wszystko.
– Co, nieźle? – z satysfakcją zapytała ją Anita, swobodnie rozsiadając się na wielkiej sofie.
– Wow, będziemy tu mieszkać? – Dorota z trudem przyjmowała nadmierną hojność życia.
– Pewnie. Chodź, pokażę ci twoją sypialnię.
Wprowadziła ją do sypialni, w której stało wielkie łoże, pokryte satynową narzutą. Przez całą długość ściany przechodziło lustro w jasnobrązowej ramie, wszystko było w odcieniach jasnego beżu i brązu. Weszła do łazienki, pośrodku której stała okrągła wanna, obsypana płatkami kremowych róż. Poczuła się jak ktoś wyjątkowy, nieprzeciętny, niczym księżniczka.
– Tu jest pięknie – powiedziała z niedowierzaniem.
– Pomyślałam, że ta sypialnia bardziej ci się spodoba niż moja – Anita pociągnęła ją za rękę i otworzyła przed nią bordowo-czarną przestrzeń.
– Zdecydowanie – zapewniła stanowczo.
– A teraz najlepsze – powiedziała z tryumfem.
– Czy może tu być jeszcze coś lepszego? – zapytała lekkim tonem Dorota, coraz lepiej czując się w nowej rzeczywistości.
– Ba, jest kominek – koleżanka wskazała na róg salonu – oraz pełen barek – otworzyła przed nią drzwiczki – ale jest też i to – rozsunęła ogromne szklane drzwi i weszła na taras.
Dorota nie potrafiła złapać tchu. Stała na rozległym tarasie, z którego rozpościerał się widok na świat ludzi sukcesu i spełnienia. Pod oknami połyskiwała rzeka, po której pływały statki, jachty i małe łódki, obsypane setkami świateł. Dobiegała z nich muzyka i śmiech ludzi. Zawsze była daleka od zachwycania się luksusem kiczowatych kurortów, ale teraz stała jak zahipnotyzowana, ponieważ ten świat był realny, nie okupiony niczyją krzywdą, nie żerujący na biednych ludziach w krajach popytu turystycznego. Stojąc na tarasie, na najwyższym piętrze, najbardziej luksusowego hotelu, w jakim była, potrafiła się zachwycić, podziwiać piękno drogiego życia.
Zadzwonił telefon.
– Już idziemy – powiedziała do słuchawki Anita.
Dorota spojrzała na nią zdziwiona.
– Eric na nas czeka.                                     
– O tej porze? – Spojrzała zaskoczona na zegarek.
– Kobieto, jesteś na wakacjach! – Anita uśmiechnęła się beztrosko.
– Jestem tu służbowo – sprostowała.
– To potraktuj to jako służbową kolację z szefem – zaśmiała się Anita. – Uwierz mi, nie będziesz żałować, Eric jest wyśmienitym kucharzem.
– Eric zrobił kolację? – pytała przemierzając hotel za Anitą.
– Próbowałam go namówić, by coś wcześniej mi przyrządził, ale on uparcie odmawiał i czekał na ciebie – powiedziała z udawanym smutkiem.
– Długo na nas czekaliście?
– Wieczność – zażartowała. – Wiesz, że jak się na coś czeka, to czas niezwykle zwalnia, a ja czekam już drugi dzień.
– Jak to drugi dzień?
– Agata kazała mi wszystkiego dopilnować, więc przyjechałam już wczoraj, w zasadzie przedwczoraj – poprawiła się, gdy spojrzała na duży zegar w holu.
– Możesz sobie pozwolić, by tak po prostu tu być? – dopytywała zaciekawiona.
– Mogę, uprawiam wolny zawód, wszystko mogę – zapewniła ta stanowczo.
Dorota nie zdążyła dopytać, czym zajmuje się Anita, ponieważ stanęły przed drzwiami do apartamentu Erica.
Anita bez pukania otworzyła drzwi i weszła do środka, za nią podążała skrępowana Dorota. Nie mogła uwierzyć, że apartament jest idealną kopią tego we Wrocławiu. Wszystko było bliźniaczo podobne, nawet obraz na ścianie był identyczny, te same przerażające surowością przestrzenie, kolory, schody z kamienia. Zaczęła się cichutko śmiać.
– Też tego nie mogę pojąć – Anita od razu odgadła, co jest powodem chichotu Doroty.
– Mam wrażenie, że zaraz ze schodów zbiegnie Agata – powiedziała do Anity potwierdzając jej domysły.
– Siadać moje panie, król krewetek za chwilę poda do stołu – Eric krzątał się po kuchni w zielonym fartuchu.
Dorota nie lubiła owoców morza i pomimo, że wszystko pięknie pachniało, odmówiła, wykręcając się brakiem apetytu.
– No tak, kolejna Polka – obruszył się Eric – którą muszę nauczyć, co jest w życiu dobre.
– Ja po prostu nie jadam tego – powiedziała Dorota ze skrępowaniem.
– Nie jadasz, bo nikt u was nie potrafi tak tego zrobić, by było to do przełknięcia. – Nabił krewetkę na widelec i zmusił dziewczynę do spróbowania.
Dorota z wielkim oporem otworzyła usta. Była zaskoczona smakiem, był faktycznie zupełnie inny niż ten, który pamiętała. Bez zastanowienia nałożyła sobie porcję.
– To rozumiem – Eric powiedział z dumą.
– W tej dziedzinie jesteś królem, to fakt – Anita westchnęła łakomie pochłaniając owoce morza. Bez zastanowienia dołożyła sobie następną porcję i dolała wszystkim wina.
– Jestem królem w wielu dziedzinach, tylko tobie nie będzie dane ich poznać – mrugnął, a jego ton stał się na nowo uwodzicielski.
– Smak przyrządzonych przez ciebie krewetek wystarczająco mnie przekonuje, by nie sprawdzać cię w innych dziedzinach – spojrzała na niego z drwiną.
– Następnym razem będziesz musiała się rozebrać, bym ci zrobił krewetki, na to pewnie byś się skusiła. – Odwrócił wzrok w kierunku Anity.
– Pewnie tak, tu mnie masz. – Przeciągnęła się ignorując jego zaczepki.
Dorota nie potrafiła zrozumieć tej niezwyczajnej wymiany zdań dwójki osób beztrosko rozmawiających o intymnych rzeczach, tym bardziej, że Zimmer miał małżeńskie zobowiązania. Anita owszem, była lesbijką, jednak Eric był mężczyzną i nie potrafiła odgadnąć, na ile jego słowa są zabawą.
– Dawno nie widziałam ciebie nagiej – powiedział Eric i wyciągnął pilota z szafki.
– Nie rób tego – obruszyła się Anita.
Dorota patrzyła w ekran telewizora i nie wiedziała czego ma się spodziewać.
– To mój ulubiony film – Eric powiedział z dumą.
– Wyłącz to! Słyszysz? Wyłącz! – rozkazywała Anita.
– Zaraz będzie moja ulubiona scena – Eric nie zwracał uwagi na protestującą Anitę.
W filmie nagle pojawiła się Anita. Stała przy drodze w grubej kurtce, zimowej czapce i z nartami w rękach, czekała na autostop. Zatrzymał się samochód, do którego wsiadła. Krótka rozmowa z tajemniczym kierowcą. Kolejna scena była okropna i przerażająca. Było pokazane pomieszczenie, leżąca naga, płacząca Anita i zbliżający się mężczyzna, też nagi. Potem brutalna scena gwałtu i strzał.
– Dobra była co? – Eric był zafascynowany, nie zwracał uwagi na przerażoną Dorotę. Pełen zaangażowania cofnął film od początku.
– Nie wiedziałam, że jesteś aktorką – powiedziała do wkurzonej Anity.
– Nie jestem. Gram od czasu do czasu jakieś epizody – starała się mówić spokojnie, ale wciąż była pod wpływem wysokich emocji rzucając w kierunku Zimmera piorunujące spojrzenia.
– To jej największa rola – dodał Eric zupełnie lekceważąc zachowanie przyjaciółki – ale bardziej doceniana jest w świecie mody – pochwalił.
– Ma się te układy. – Dziewczyna powoli rozchmurzała się.
Wszystko, co ich otaczało, to, jak żyli, było dla nich samych czyś zupełnie naturalnym i zapewne nie byliby nawet w stanie zrozumieć, jak wielkie wrażenie robi to na kimś obserwującym ten świat z boku.
Dorota pomyślała o Sarze. Tamta musiała czuć się bardzo podobnie, siedząc z nimi w hotelu. Tyle tylko, że ona wiedziała, że to nie są kpiny, ani żarty, że to wszystko, choć niewyobrażalnie nieprawdopodobne, było prawdą. Powoli zaczynała się uczyć, że najdziwniejsze rzeczy w tym świecie są możliwe.
Nie wiedziała, o której poszła spać, ponieważ gdy wychodziły z apartamentu Erica było bardzo późno, ale do świtu rozmawiała jeszcze z Anitą. Chłonęła jej opowieści o pokazach mody, o sesjach zdjęciowych i fotografach w tej branży. Marki, nazwiska nic Dorocie nie mówiły. Była zupełną ignorantką w kwestii mody, rozpoznała tylko jedną nazwę: Burberry i to tylko dlatego, że Agata kilka dni wcześniej przyznała, że ma spodenki tej firmy. Patrzyła na zrelaksowaną Anitę leżąca w jej łóżku i z satysfakcją pokazującą zdjęcia z przeróżnych sesji. Dziewczyna z dumą wymieniała nazwiska fotografów, dla których pracowała. Nie stanowiło to istotnych informacji dla Doroty, natomiast cała jej uwaga skupiła się na przemianach, jakie dokonywały się w Anicie. Potrafiła być każdym: wyrachowaną kobietą, infantylną panienką, niewinną dziewuszką, królową-wampem, nigdy nie będąc dziewczyną o niewinnej twarzy, chłopięcej ciemnej fryzurze, z dziecinną pasją pokazującą swoje zabawki, jakimi były jej przemiany. Te wszystkie zdjęcia były niczym trofea, z duma zawieszane na ścianie, ale myśliwy nadal był tą samą osobą, pomimo mnożących się poroży.
Gdy zadzwonił budzik, obudziła się pełna werwy, szczęśliwa. Anita spała. Nie chcąc jej budzić, po cichu wyszła z lokum i poszła do windy. Przed restauracją stał zgromadzony tłum kadetów, nie mający odwagi wejść do środka, z nadzieją spoglądając na nią.
– Dlaczego nie wchodzicie do środka? – zapytała zdumiona.
Rozglądali się niepewnie między sobą.
– Proszę nie mówcie, że czekaliście na mnie? Czy zjedliście wczoraj kolację? – zapytała głosem bliskim matczynej troski.
Nikt nie odpowiedział. Poczuła wyrzuty sumienia, że ich zostawiła, że nie zajęła się nimi do końca. Skąd mogli wiedzieć, że jest taka jak oni, że potrzebowała jeszcze większego samozaparcia, by tu być. Jednak nadzieja, którą oni w niej pokładali, była niczym zdobyta magiczna moc, nadprzyrodzona siła. Poczuła ją w sobie. Stanowczo przekroczyła wejście do restauracji i wskazała zarezerwowane dla kadetów stoliki. Ona sama miała miejsce przy Ericu i Stefanii, menedżerze hotelu, o której perfekcjonizmie tyle nasłuchała się od Agaty. Erica jeszcze nie było, a przy stoliku siedziała kobieta w ciemnej sukience. Na oko była w wieku jej matki, miała jasne włosy, pokryte siwizną.
– Dzień dobry, Dorota Zacharewicz - przywitała się siadając przy stoliku.
– Stefania Numberg.
Dorota w ciszy i zakłopotaniu jadła śniadanie. Kobieta nie była zbyt rozmowna, o nic nie pytała, nie wykazywała jakiegokolwiek nią zainteresowania, za to z wielka radością przyjęła pojawienie się Erica.
– Przepraszam za spóźnienie, mam nadzieję, że się już poznałyście. – Zaspany dosiadł się do nich.
– Tak, oczywiście – odpowiedziała Stefania głosem pełnym szacunku wobec swojego pracodawcy.
– To miło, że mamy to za sobą – odetchnął. – Widzę, że nasza aktoreczka nie dotarła – wskazał puste miejsce.
– Nawet jej nie budziłam – Dorota poczuła się lekko zakłopotana.
– To dobrze, bo by mnie tylko rozpraszała – Eric porozumiewawczo mrugnął do Doroty.

Dorota z zafascynowaniem patrzyła na zupełnie odmienny wizerunek Erica, który w garniturze z zaczesanymi włosami z powagą i płynnością mówił o hotelu, oprowadzając wszystkich po każdym sektorze z zaangażowaniem dokładnie wszytko tłumacząc. Przestał być ignorantem, stając się nagle Ericiem Zimmerem, legendą hotelarstwa. W wielu sytuacjach zwracał się o pomoc do Stefanii, która pomimo zbliżonego do niego wieku, z pełnym poszanowaniem go wspierała.
Popołudnia spędzała z Anitą i Erikiem, którzy z radością pokazywali jej miasto, przepiękny świat na wodzie, pełen mostów i zaklętej w kamień przeszłości. Zabrali ją do klubu Keneta, którego poznała na Woodstocku, byli tam wszyscy, których znała.
– Cześć – machała jej zza baru przyjaźnie Emma.
– Ona tu pracuje? – zapytała cicho Anitę.
– Pracuje, mieszka – odpowiedziała ta obojętnie.
Dorota była zaskoczona, że przyjaciele Agaty i Erica mogą być zwykłymi, szarymi ludźmi, bez niemal filmowego scenariusza w tle.
– Kocham od czasu do czasu pławić się w luksusie – usłyszała od Anity. – Jednak moje zwykłe życie jest dla mnie pierwszorzędną wartością – powiedziała tak, jakby czytała w jej myślach.
– Ciężko twoje życie nazwać szarym – zaśmiała się Dorota z lekką ironią.
– Oj zdziwiłabyś się, moje mieszkanie jest skromnie urządzone. Życie też – dodała ze śmiechem. – Żyję chwilą. A ona czasami bywa brutalna, ale lubię to – zapewniła z dumą.
– A Emma nie wolałaby pracować w hotelu? – zakładała, że praca w pełnym klasy i wytworności miejscu była by dla tamtej znacznie przyjemniejsza i bardziej opłacalna.
– Spytaj ją o to – zasugerowała Anita.
– No coś ty – zmieszała się Dorota.
– Emma lubi klub, Keneta, swoje maleńkie mieszkanie przy knajpie, swoją rzeczywistość.

Poznawała piękne miasto nocą, spacerując, jeżdżąc rowerem i limuzyną. Pomimo, że była w pracy, były to jej najpiękniejsze wakacje, najbardziej beztroskie i wolne.
– Długo przyjaźnisz się z Agatą? – zapytała Anitę jednego z wieczorów, gdy siedziały same na tarasie.
– Odkąd jest z Erikiem.
– A Erica długo znasz? – dopytywała.
– Znam go o wiele dłużej niż Agatę, bardzo mi pomógł w pewnym okresie mojego życia, jest naprawdę dobrym przyjacielem, traktuję go trochę jak ojca.
Dorota uśmiechnęła się życzliwie.
– To naprawdę dobry facet – zapewniła Dorotę – jest czasami jak dziecko, ale ma dobre serce, wyciągnął mnie z niezłego bagna, pomógł się ustatkować, podpisać pierwszy kontrakt. Ale ja nie pozostałam mu dłużna – powiedziała z dziecięcą satysfakcją – pomagałam mu na samym początku, jak poznał Agatę.
– Jak to? – Dorota nie potrafiła powstrzymać ciekawości.
– Wiesz, jak oni się poznali? – zapytała z rozbawieniem, tak dalekim od tego, który przejawiała Zuza, opowiadając o ich pierwszym spotkaniu.
– Wiem od Zuzy, przyjaciółki Agaty – powiedziała.
– Tej co nie znosi Erica? – Anita nie kryła się z tym, że doskonale orientuje się w świecie tych dwojga.
– Właśnie tej – Dorota zaśmiała się na wspomnienie Zuzy, która nie potrafiła spokojnie powiedzieć nawet słowa o Ericu.
– To ja ci opowiem to z mojej perspektywy, chcesz?
– Pewnie, że chcę – z zafascynowaniem przystała.
– To wszystko wydarzyło się, kiedy byłam już na prostej. Pamiętam nawet ten mecz, na którym Eric zobaczył Agatę, ale nie było to dla mnie niczym nowym, ani tym bardziej zaskakującym. Wiesz, był z niego wtedy niezły playboy, więc co chwila jakieś panienki miał u boku. Próbował mnie zaciągnąć ze sobą na kolację, którą zorganizował, specjalnie dla jej drużyny, ale nie miałam ochoty brać udziału w kolejnych jego wygłupach. Następnego dnia przyjechał do mojego mieszkania dziwnie milczący. Wyśmiałam go, gdy powiedział, że nie udało mu się uwieść laski. Był zaskoczony, ale dziwnie niepewny. Zaskoczył mnie niesamowicie, gdy poprosił, bym podszkoliła go w angielskim. Siedział u mnie całe dnie i rozmawialiśmy po angielsku. Było to niezwykle męczące dla mnie, ale jego determinacja była ogromna. Domyślałam się, że powodem tych zachowań jest nowopoznana Polka, ale nie zmuszałam go do wyznań. Pojechał do Polski na trzy dni i wrócił jako zupełnie inny człowiek. Nadal był wariatem i dzieckiem, ale co niesamowite w jego przypadku, naprawdę zakochanym. I nagle zaczął mówić o ustatkowaniu się, o monogamii. Patrzyliśmy na niego wszyscy jak na kosmitę, cały czas myśląc, że to za chwilę minie. Ale nie minęło. Cały Zakon był ciekawy, wiesz tak po babsku, jaka jest ta Polka, która odmieniła Erica, ale on nie tak szybko pozwolił nam ją poznać. Pierwsze spotkania były bardzo osobiste. Zabrał ją do domku moich rodziców, nad jezioro. Mieszkali tam w dwóch osobnych sypialniach, jeździli rowerami, spacerowali po lesie. Coś zupełnie innego niż do tej pory. Któregoś wieczoru przywiózł ją do klubu, bez zapowiedzi, zupełnie nas zaskakując. Wiedziałyśmy, że ta dziewczyna jest inna od tych z którymi zwykł się pokazywać. Nareszcie nie lecąca na jego pieniądze, hotele, dostatnie życie w blasku fleszy. Przez najmniejszy ułamek sekundy nie pojawiła się w nas wątpliwość. Pamiętam jak wyszli z klubu i Emma powiedziała, że trzeba przygotować miejsce dla nowej członkini Zakonu. Szybko się zaprzyjaźniłyśmy. Pamiętam, jak Eric przyjechał do mnie pewnej nocy i płakał, tak zwyczajnie z miłości. Siedzieliśmy do białego rana, pijąc do upadłego. Rano zaprowadziłam go do studia tatuażu i wtedy na połowie pleców, na łopatkach wytatuował sobie jej imię. On naprawdę kocha ją miłością, o jaką nikt by go nie podejrzewał. Agata jest jego całym życiem.

Dorota zaczarowana opowieścią o pięknej miłości nie potrafiła zasnąć. Z rozrzewnieniem i poruszeniem próbowała wyobrazić sobie uczucia, jakie musiały towarzyszyć Zimmerom na początku ich wspólnej drogi. Zagłębiona w nie swoim świecie, cudzych emocjach, zasnęła dopiero nad ranem.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz