niedziela, 31 grudnia 2000

Rozdział 16 - Pierwsze kłamstwa


Zlewające się dni i noce były zjawiskiem tak naturalnym, że odnalezienie się w świecie rzeczywistym było czymś zupełnie zrozumiałym. Dni tygodnia przelewały się wartko przez kartki kalendarza i tylko pojedyncze zdarzenia  czasami zaburzały ten nurt.
– Halo – odebrała uporczywie dzwoniący telefon, choć w podświadomości miała zakodowane, że tego dnia powinien milczeć.
– Wstawaj, Górska – usłyszała Zuzę.
– Nie ma takiej opcji – zaprotestowała ziewając.
– Roksi zaprasza nas na obiad – przyjaciółka zdawała się nie przyjmować jakichkolwiek protestów.
– To smacznego – próbowała pozbyć się natarczywej Su.
– Nas, czyli ciebie też. O trzynastej widzę cię u mamy – rozkazała.
Agata pomimo chęci celebrowania tego dnia w pościeli, nie potrafiła odmówić sobie spotkania z Roksi i Zuzą. Ubierała się spoglądając na przywołujące ją łóżko, z trudem opanowując chęć ponownego w nim zagoszczenia.

Przy każdym spotkaniu w domu Roksi dziewczyna czuła ogromną nostalgię za domkiem z jej nastoletnich wspomnień, w którym uwielbiała się ukrywać.
– Roksi, nie potrafię wybaczyć ci zniszczenia mojego westernowego tarasu – mówiła z wyrzutem.
– Zuza bardzo go broniła, ale naprawdę stwarzał coraz większe zagrożenie – tłumaczyła Roksi.
Było dobrze, naprawdę błogo i spokojnie. Choć, co do tego ostatniego określenia należałoby wprowadzić niewielką korektę. Nie było tak zupełnie jak dawniej, ponieważ ciszę zakłócały wieczne spory Mileny i Kacpra, ale Agata potrafiła odnaleźć w tych dziecięcych przepychankach ukojenie. Szczególnie Milena wywoływała w niej silne emocje. Dziewczynka była wierną kopią matki; uparta, pełna wewnętrznego buntu, urodzona przywódczyni, a do tego jeszcze bardzo do matki podobna.
– Kto by pomyślał, że taki facet może mieć zwykłą alergię na psy – Milena z niezadowoleniem komentowała uczulenie swojego ojca na zwierzęta.
– Każdy facet ma piętę Achillesową – zapewnił ją Karol, siadając na murowanych schodach.
– Tato – powiedziała z żalem – czy nie mogłeś być uczulony na coś innego?
Była zła, straszliwie zła, gdy okazało się, że jej kolejna zachcianka nie może być zrealizowana tylko dlatego, że organizm ojca nie toleruje alergenów zwierzęcych.
Agata stała w kuchni nalewając sobie kolejną lampkę wina, gdy podeszła do niej Zuza i stuknęła jej kieliszek swoim kieliszkiem.
– Za kolejny sukces – wzniosła toast Zuza.
– Nie wiem, czy powinnam się z tego cieszyć – posępnie westchnęła Agata.
– O co ci chodzi, przecież wszystko kontrolujemy i to działa? Póki co, niezawodnie – przyjaciółka z pełnym przekonaniem walczyła z jej nastawieniem.
– Nie potrafię tak wyrachowanie kimś manipulować, czuje się jak zgwałcona i porzucona w środku lasu – mówiąc to, pomyślała o lesie Antka.
– Chyba lekko się zagalopowałaś, czy to, że przeforsowałaś nierealny zamysł Doroty, nie usprawiedliwia cię? – Pewnie spojrzała Agacie w oczy.
Przyjaciółka nie była jednak pewna, co do założenia, iż Dorota sama nie potrafiłaby zawalczyć o swoje, jednak nie miała siły spierać się z Zuzą.
– Masz rację, ale nie zmienia to faktu, że nie czuję się z tym komfortowo – zakończyła niewygodny dla niej temat.
Gdy wyjeżdżały spod domu Roksi, dostała sms: „Las??”
– Kto to? – spytała Zuza.
– Ulka – bez zastanowienia skłamała.
„Za 15 minut będę w hotelu, odwożą mnie Liski. Bardzo chętnie.”
Czuła, że robi coś niedozwolonego, do tego wyraźnie informując Antka, że nie wraca sama, jednak jej wewnętrzny niepokój nie był tak silny, by pokonać pragnienie. Tłumaczyła to sobie tym, że przecież Zuza najzwyczajniej tego nie zrozumie.
Bez chwili zastanowienia zjechała na parking, gdzie czekał już na nią Antek.
– Zakładam, że jeść nie chcesz? – powiedział na przywitanie.
– A co, mamusia cię nie nakarmiła? – zażartowała.
– Mamusia przekarmiła. Dzwoniła Dorota, mówiła, że jest dobrze – uśmiechnął się.
Może była przewrażliwiona lub na chwilę odezwało się jej nie do końca czyste sumienie. Pomyślała, że celowo wspomniał o żonie, po to by ich spotkanie zdawało się być niewinne.
Udała, że nie zauważa jego oporu przed wyjechaniem z parkingu, a on krepował się zadać, ujawniające fakty, pytanie – czy oni nadal tam są. Nie rozumiała swojego postępowania. Przecież mogła powiedzieć – nie, odmawiając tym samym spotkania, ale nie powiedziała. Próbowała oszukać się, że robi to dla Doroty, ale nie umiała wskrzesić w sobie aż tak wielkiej hipokryzji, by za niewinne uznać ich samotne spotkania w lesie. Już zapominała o zakładzie, zapominała także o przestrogach Zuzy. Nie chciała myśleć o tym, czy postępuje dobrze czy źle, jednak podświadomość natrętnie zmuszała ją do odpowiedzi – po co?
– Eric i Anita starają się, jak widać – powiedziała nie dając po sobie poznać rozterek, które nią targały.
– Powiało grozą – udał poruszonego takim postawieniem sprawy.
Agata roześmiała się.
– To fakt – nie miała najmniejszych wątpliwości, że tych dwoje zadba o to, by Dorota się nie nudziła.
Włączyła jego odtwarzacz i znowu usłyszała tę samą płytę, co przed tygodniem.
Nie ukrywała, że poczuła się miło zaskoczona, iż płyta, jaką dostał od niej w prezencie, okazała się tak trafionym prezentem.
– Jak dziewczynki dają radę bez Doroty?
– Zapytaj mnie o to jutro, a najlepiej pojutrze, póki co, są zachwycone obecnością babci – powiedział obojętnie, skupiając się na wyprzedzeniu jadącego przed nimi samochodu.
– Nie znam instytucji: babcia – powiedziała.
– Bo?
– Bo nigdy jej nie miałam.
– Nie miałam, z twojej perspektywy, czy logicznej? – dociekał.
Z trudem powstrzymała się, by nie okazać zaskoczenia, jakie faktycznie wywołało w niej jego pytanie. Nie potrafiła uwierzyć, że zadał je ktoś, kto dopiero ją poznał, przed kim na krótkie chwile się otwierała. Nie mniej jednak doceniała to, że ma w nim uważnego słuchacza.
– Logicznej. Moi rodzice długo zwlekali z posiadaniem potomstwa, a jak podjęli starania, to ich rodzice z kolei byli na wymarciu.
– Mówisz o tym, jak o epoce dinozaurów. Dziadek tyranozaur – żartował, nie reagując na dźwięk klaksonu z samochodu, przed którym, nie do końca prawidłowo, wjechał w kolejną ulicę.
– Dziadek to akurat coś mi bardziej znanego. Odkąd pamiętam mieszkał z nami ojciec mojej matki, ale to było tylko oddychanie. Przez takie doświadczenia człowiek walczy o wprowadzenie eutanazji – powiedziała wzdychając.
– Naprawdę jesteś za eutanazją? – zaintrygowało go szczerze jej wyznanie.
– Uważam, że prawo do godnego życia powinno również obejmować godną śmierć. Nie sądzę, że ktoś kiedykolwiek byłby w stanie świadomie zgodzić się na to, by nastoletnia wnuczka zmieniała mu pieluchę. Serce mojego dziadka było za silne, wiele lat się męczył, nie rozumiem dlaczego? Zwierzętom humanitarnie nie pozwala się cierpieć, a człowiekowi tak.
– Nigdy jakoś nie zagłębiałem się w temat eutanazji – nie starał się na siłę przypodobać się jej, wypowiadając się na tematy mu obce. Ta prostolinijność ujmowała ją, tym bardziej że była pewna jego szczerości.
– Bo nie musiałeś, każdy swoje życie wartościuje wedle doświadczeń. Ja wiem, czym jest poniżenie chorego, dlatego mam umowę z Erikiem, że jeżeli kiedykolwiek coś by się mi stało, bez wahania pomoże mi odejść.
– Chyba żartujesz? – zapytał z niedowierzaniem.
– Nie, ja również się do tego zobowiązałam.
– Naprawdę potrafiłabyś to zrobić? – przeszył ją poważnym spojrzeniem.
– Tyle wiemy o sobie, ile nas sprawdzono – zacytowała – ale uważam, że tak. Jeśli kocha się kogoś, to powinno się umieć go nawet zabić.
Antek roześmiał się.
– Śmieszy to ciebie?
– Nie, po prostu nie potrafię zrozumieć waszej relacji. Rozmawiacie o śmierci, o cierpieniu, a jesteście jeszcze młodzi i zdrowi.
Pomyślała o mężu. To on potrafił w bardzo lekki sposób podejść do tak poważnych tematów. Eric pomimo pozy ignoranta był niezwykle uświadomiony i konsekwentny w swoich poglądach, jednak mało kiedy o nich rozmawiał. Dla niego one nie podlegały jakiejkolwiek zbytecznej dyskusji, bo były jego i mało kto miał do nich dostęp. Nigdy też nie starał się przekonywać do nich innych, w ogóle nie zależało mu, by ktokolwiek myślał tak jak on, choć był pewny swoich racji.
– Ponieważ teraz możemy podjąć tę decyzję. W Szwecji otworzyłam się na pewne tematy, o których tu na co dzień się nie rozmawia.
– Uważasz, że Polska jest zaściankowa? – zapytał z lekkim wyrzutem.
– Nie nazwałabym tak tego. Szwedzi są bardziej uświadomieni w kwestiach społecznych i tam każdy ma poczucie, że jego głos jest ważny. U nas mało kto lubi wychodzić przed szereg, akceptujemy zdanie większości, wolimy by ktoś za nas decydował. Mamy opór przed ponoszeniem odpowiedzialności za swoje złe decyzje.
– Tęsknisz za tamtym życiem? – zapytał wysiadając z samochodu.
Usiadła pod swoim drzewem. Owszem, wciąż myślała o Ericu, o tym co robi, gdzie jest, jak spędza bez niej czas z Anitą i Dorotą. Pierwszy raz zastanowiła się nad tym gdzie wolałaby być, jednak odpowiedź nie była jednoznaczna. Zwłaszcza w chwili gdy napawała się zapachem i ciszą lasu. Przesunęła delikatnie dłonią po korze drzewa.
– Nie wiem, zapytaj mnie za kilka miesięcy, teraz nie mam czasu o tym myśleć. Póki co bycie w Polsce wiąże się z ciągłą gonitwą, pracą, odpowiedzialnością. Ale jestem Polką i mam w naturze czerpanie przyjemności z podejmowania decyzji. Nie moich – roześmiała się.
– Chcesz mi wmówić, że poddajesz się bezwolnie zamysłom Erica? – zapytał z nutą ironii.
– A nie?! – zapytała lekko z przekorą – zobacz, postanowił, że wyśle mnie do Polski, wyznaczył cel do zrealizowania, a ja ulegle to wykonuję.
– Z pokorą przyjęłaś hotel – naśmiewał się z niej.
– Myślisz, że przyszło mi to łatwo. Nie jestem nauczona brać, miałam ogromne opory, do tej pory je mam – zapewniła. Nie chciała, by postrzegał ją przez pryzmat pieniędzy Erica, jako rozkapryszoną milionerkę.
– Dobrze sobie radzisz – przyjaźnie się do niej uśmiechnął.
– Ponieważ mam szczęście. Jakimś dziwnym zrządzeniem losu na mojej drodze pojawiają się ludzie, którzy mi pomagają: Zuza, Dorota, Ulka, Karol, Robert, Roksi i ty.
– Ja? – wydawał się zaskoczony.
Rozejrzała się sugestywnie po lesie.
– Lubię tu być.
– To miło, chociaż mam wrażenie, że bardziej ci przeszkadzam niż pomagam.
Patrzyła zaskoczona na niego.
– Wciąż blokuję twoją współpracę z Dorotą, boisz się beze mnie podejmować decyzje – zaskakiwał ją wciąż swoją otwartością. Coraz trudniej radziła sobie z myślą, że to zachowanie może okazać się tylko jego zagrywką, niezwykle skuteczną i ujmującą.
– Dorota jest wyjątkowa, chociaż mocno zamknięta, tylko razem jesteśmy w stanie jej pomóc. Zresztą nasza współpraca dała już pewne efekty, widziałeś ją wczoraj na placu – uśmiechnęła się wspominając Dorotę, zdecydowanie dzielącą pracowników na dwie grupy.
– Żałujesz, że nie pojechałaś z nimi? – nie krył ciekawości związanej z jej uczuciami.
– Nie – powiedziała szczerze, patrząc mu w oczy – poza tym mam tu wiele rzeczy do załatwienia, nie potrafiłabym tam beztrosko się bawić. Muszę kupić jakiś samochód i w tej kwestii bardzo liczę na twoją pomoc.
– Hmm, ciężko będzie we Wrocławiu dostać czołg – roześmiał się.
– To mamy problem – podjęła temat starając się nie zdradzić jak bardzo zaskakuje ją tym, że zapamiętuje wszystkie jej słowa.
– Myślałaś już o czymś? – w jego oczach pojawiła się iskra podekscytowania, wywołana tematem motoryzacji.
– Po prostu samochód – powiedziała obojętnie.
– Po prostu ferrari – przedrzeźniał ją.
– Nie mam snobistycznego podejścia do motoryzacji – jej twarz wykrzywił złośliwy grymas – nie kręcą mnie wypasione fury.
– Czyli uważasz mnie za snoba? – założył.
– Nie, dlaczego tak uważasz? – śmiała się, znacząco patrząc na jego samochód.
– Nie wystarczyło to, że ciebie tu zabrałem – wymownie rozejrzał się po pełnym barw lesie.
– I co mam uwierzyć, że kupiłeś takie auto tylko dlatego, by móc wjechać nim do lasu – wyśmiała go.
– A niby po co? – wyczekiwał na jej opinie z lekkim sarkastycznym uśmiechem.
– Znam bardziej ekonomiczne rozwiązanie, by się tu znaleźć – ironizowała – czyli wniosek nasuwa się jeden, męska próżność – westchnęła aktorsko.
– Naprawdę posądzasz mnie o tak niskie pobudki i bezsensowne wydawanie pieniędzy? – prowokował ją do kolejnych wniosków.
– Niestety, jesteś tylko facetem – śmiała się – ale nie unoś się, taka wasza natura. Myślisz, że Eric tak nie ma? Jest królem próżności.
Uśmiechnęła się do swoich myśli, wspominając dziesiątki przedmiotów, jakie Eric kupował pod wpływem impulsu wywołanego telewizyjną reklamą, w której występowały piękne modelki. Co najśmieszniejsze, nie było siły, by mu przetłumaczyć, że to ukierunkowany przekaz w jego podświadomość.
– Dobrze się bawisz?– rzucił w nią złapaną naprędce garścią liści.
– Bardzo dobrze – zapewniła, oddając mu tym samym.
Siedzieli roześmiani, pokryci miedzianymi liśćmi, bawiąc się niczym dzieci.
– Nie rozumiem, po co przyjeżdżać do lasu samemu – śmiała się, otrzepując się z liści.
– By pobyć ze sobą, pomyśleć, nabrać dystansu – mówił wyciągając z jej włosów liście. Ładnie pachniał. W ostatniej chwili powstrzymała się, by zapytać o nazwę zapachu, ostrzegając siebie, że to może być wabik, by zwróciła na niego uwagę.
– Niby mam uwierzyć, że wydałeś o sto tysięcy więcej na auto, tylko po to by lepiej ci się myślało – wciąż się droczyła, wsiadając do samochodu.
– Nie, wydałem je, by laski na mnie leciały – powiedział cynicznie.
– Nareszcie się do tego przyznałeś – klasnęła w dłonie. – Mój kolega, snob i bufon – dotknęła z udawaną powagą jego ramienia.
– Jesteś wariatką – powiedział ze śmiechem.
– Ale nie przeszkadza ci to.
– Nie – wystawił język.
Włączyła radio w samochodzie i z dziecięcym zaangażowaniem przerzucała stacje. Wiedziała czego szuka, ale żadna rozgłośnia w tej chwili nie grała tego, czego potrzebowała. Była totalnie zrelaksowana.
– Możesz wreszcie coś włączyć? – nie wytrzymał kakofonii zmieniających się stacji.
– Mogę – powiedziała z satysfakcją, gdy udało jej się nareszcie odnaleźć coś, co spełniało jej oczekiwania.
– Ale nie to – odruchowo przełączył.
Spojrzała na niego i widziała w jego oczach złość.
– Ej, nie lubisz Kazika? – obruszyła się zaskoczona.
– Nie – rzucił stanowczo, wręcz agresywnie.
– To zostaw to – odepchnęła jego rękę od radia, gdy kolejna stacja puściła Kinga T. Love, ale wyłączył radio.
Agata udawała, że nadal ją to bawi.
– Co jest? – udała zaskoczoną.
– Nic – był rozdrażniony.
– Nie lubisz muzyki, na której się wychowałeś? – powiedziała z pretensją.
– Skąd wiesz, że się na niej wychowałem? – Jego ton był pełen agresji.
– Wszyscy się na niej wychowaliśmy – z uwagą mu się przyglądała, coraz bardziej zaintrygowana jego postawą.
Antek nic nie odpowiedział. Nerwowo wyprzedzał wszystkie jadące przed nimi samochody, ignorując zupełnie linie ciągłe i zakazy wyprzedzania.
– Kiedy chcesz rozejrzeć się za samochodem? – odezwał się, gdy byli pod hotelem.
– Kiedy będziesz miał czas, ja się dostosuję – powiedziała z powagą nie kryjąc zaskoczenia jego dziwnym zachowaniem.
– Ok, zadzwonię – starał się na nowo być przyjazny.
– Na razie – wysiadła z samochodu.
– Agata – zawołał za nią – przepraszam, nie chciałem cię urazić.
– Spoko – uśmiechnęła się na siłę – nikt nie jest doskonały. – Dała mu tym jasno do zrozumienia, że jego zachowanie było dla niej niezrozumiałe.
– Jest ok? – upewnił się, nie kryjąc, że jest mu niezręcznie po scenie, która rozegrała się w aucie.
– Tak – zapewniła i pobiegła do wejścia machając do ochroniarza.
– Udał się wieczór? –zapytał ten z uśmiechem.
– Tak, bardzo. – Podbiegła do windy. – I tak nauczę cię tego słuchać – rzuciła do siebie, gdy drzwi windy zamknęły się za nią.

Kolejne dni minęły jej na nadzorowaniu dostaw mebli. Co prawda Ulka zatrudniła firmę specjalizująca się w ich wnoszeniu i składaniu, ale nikt nie był w stanie bez jej kierownictwa zrobić czegokolwiek. Siedziała zdenerwowana przed hotelem, w duchu pragnąc, by nikt choć przez chwilę nie zadawał jej bezsensownych pytań. Widząc rozglądających się za nią robotników, nie wytrzymała i skryła się za krzewami po drugiej stronie hotelu, próbując przez moment odetchnąć od otaczającego ją chaosu.
– Cześć, Agata.
– Cześć – zaskoczona spojrzała na Antka.
– Co ty tu robisz? – roześmiał się.
– Ukrywam się przed gangiem robotników, nękających mnie zadawaniem wciąż tych samych pytań.
Poczuła się skrępowana swoim niedbałym strojem. Ubrana w szerokie spodnie i koszulkę na ramiączkach, gdy on stał przed nią w ciemnych jeansach, idealnie wyprasowanej jasnej koszuli i skórzanej kurtce.
– Chętnie bym cię wyratował, ale muszę wracać do domu.
– Spoko – pokiwała ze zrozumieniem głową. – A jak w domu? Dziewczynki nie tęsknią za Dorotą?
– Moja mama stara się je tak zająć, by nie miały czasu tęsknić, za chwilę wybieramy się na wycieczkę rowerową – jego głos stał się bardzo ciepły.
– Fajnie – starała się wskrzesić w sobie odrobinę entuzjazmu.
– Oj widzę poważny kryzys – usiadł przy niej na ławce.
– Mam dość – oparła ze zrezygnowaniem głowę o jego ramię.
– Jutro postaram się znaleźć trochę czasu, może popatrzymy za samochodem dla ciebie – zaproponował.
– Ok – smętnie skinęła głową.
Nie miała pojęcia, jak wskrzesić w sobie choć odrobinę entuzjazmu tematem, który niewątpliwie Zacharewicza bardzo nęcił.
– Wiesz już, co chcesz? – podpytywał.
– Coś niedużego, jakąś toyotę, golfa, patrzyłam też na audi, w miarę na chodzie – mówiła bez zainteresowania tematem.
– Ty chcesz kupić używane auto? – jego zaskoczenie było zupełne.
– Mówiłam ci już, że nie jestem snobką – spojrzała mu z rozbawieniem w oczy.
– Naprawdę chcesz coś z komisu? – wciąż nie mógł uwierzyć w to, co usłyszał.
– To ma być auto do poruszania się po mieście.
– No tak, zapomniałem o twojej paranoi, powiesz mi, o co dokładnie chodzi? – nie krył swojej ciekawości jej osobą.
Wzruszyła obojętnie ramionami. Nie miała najmniejszej ochoty tego wyjaśniać.
– A opowiesz mi o swojej? – zapytała złośliwie.
– Ja nie mam – zapewnił ją pewnie.
– To może posłuchamy polskiego rocka – zaśmiała się.
– A nie mogę po prostu tego nie lubić? – walczył z jej przekonaniami.
– Nie, nie możesz – uśmiechnęła się z wyższością wiedzącej lepiej.
Nic nie odpowiedział, ale widziała, że nie wywołało to w nim aż takiego wzburzenia jak ostatnim razem.
– Co teraz? Obrazisz się na mnie? – założyła drwiąc lekko z niego.
– Nie – roześmiał się – nie obrażę się – pogłaskał ją po głowie.
Przez ten moment, gdy w ciszy siedzieli na ławce, poczuła się bezpieczna, zrelaksowana. Wszystko wydawało się banalnie proste.
Mogła już pozostać na tej ławce do wieczora i tylko zastanawiała się, dlaczego Antek wciąż jej towarzyszy w tej ucieczce przed obowiązkami, zważywszy na to, że się śpieszył.
– Agata – przywoływał ją do rzeczywistości męski głos.
– Siedź – Antek zatrzymał ją na ławce gestem jakby chciał ją chronić.
– To Jacek, muszę z nim porozmawiać – nie pozwoliła się zatrzymać. – Tu jestem! – krzyknęła.
– Musimy pogadać – podbiegł do niej, nie zwracając uwagi na Antka.
– Znalazłeś coś? – spytała z nadzieją.
Patrzył rozemocjonowany na nią, ale…
– Nie wiem – powiedział powoli, dostrzegając Antka.
Chłopak stał zgarbiony i osowiały bez słowa, jednoznacznie i mało dyplomatycznie dając do zrozumienia, że niczego nie powie w obecności Zacharewicza.
– Znacie się? – zapytała widząc ich wzajemne zaskoczenie.
– Antek – przedstawił się wyciągając dłoń.
– Jacek – odpowiedział, wciąż rozkojarzony.
– Jacek jest informatykiem, pracuje dla mnie – wyjaśniła, ale coraz bardziej niepokoiło ją nietypowe zachowanie chłopaka w okularach. – Antek, przepraszam, muszę wracać do pracy – była coraz bardziej poruszona domysłami, co mogło spowodować niecodzienne zachowanie zdystansowanego Jacka.
– Do jutra – Antek uważnie im się przyglądał.
– Do jutra – w euforii, nie myśląc o niczym, szybko pocałowała Antka w policzek i uciekła z Jackiem. Dopiero wbiegając do hotelu tylnym wejściem, uzmysłowiła sobie swoją nierozwagę, ale nie miała czasu o tym myśleć, w pośpiechu starając się nadążyć za długonogim chłopakiem.
Usiadł przy komputerze w jej gabinecie i w napięciu się jej przyglądał.
– Co to za gówno? – zapytał.
Nie potrafiła dojść jak pozornie stłamszony, brzydki chłopak ma odwagę tak bezpośrednio i z bezczelnością z nią rozmawiać.
– Nie wiem, o czym mówisz – przeszedł ją dreszcz niepokoju.
– Czy zleciłaś już wcześniej komuś rozszyfrowanie tego hasła? – wpatrywał się w nią ze złością.
– Nie – odpowiedziała z cała pewnością.
– Na pewno? – zmierzył ją ostrym spojrzeniem.
– Na pewno.
Siedział z laptopem na kolanach i nerwowo wpatrywał się w monitor.
– Nic mi się nie układa, wychodzą tysiące powiązań, natrafiłem na ruskich. Jakimś dziwnym trafem oni również starają się to rozszyfrować. Mówi ci coś nazwisko Nowotna? – wskazał na nią palcem.
– Tak, to Pola – zamyśliła się.
– Myślisz, że mogła komuś to zlecić? – zapytał szybko.
– Mogła – zapewniła.
– To niech się z tego szybko wycofa – powiedział chłodnym rozkazującym tonem.
Agata czuła, jak ogarnia ją przerażenie. I nie wiedziała co bardziej ja niepokoi, dotarcie do informacji czy to, naprawdę nietypowe zachowanie Jacka.
– Dlaczego? – próbowała cokolwiek się dowiedzieć.
– Kim jest ta Rosjanka? – zapytał z lekkim niesmakiem.
– To moja znajoma, przyjaciółka. Tak naprawdę to ona szuka Sophii 6 – szybko tłumaczyła, coraz bardziej zaniepokojona niecodzienną postawą chłopaka.
– Niech z nich zrezygnuje i to szybko, zrobili niezły cyrk. Może wyjść z tego niepotrzebna burza. Najlepiej nie kontaktuj się z nią przez mail, jeżeli nie chcesz być w gównie – przeszył ją rozkazującym spojrzeniem.
– O czym ty mówisz? – próbowała domyślić się, co tak poruszyło Jacka, ale wiedziała, że nie powie jej nic, jeśli nie uzna tego za konieczne.
– Coś bardzo śmierdzi, za dużo ludzi o tym wie i dziwnym trafem się interesuje.
– To jak mam się z nią kontaktować? – próbowała nie ulegać żądaniom Jacka i choć nie był w stanie jej sobą wystraszyć, poczuła że sprawa tajemniczej Sophii 6 znalazła na innym poziomie. Zajęta pracą zupełnie odizolowała się od intrygującej ją tajemnicy, jednak teraz poczuła dreszcze, przebiegające jej po plecach.
– Zrobię wam specjalny kanał, którego nikt nie wyśledzi, jeżeli ona o nim nikomu nie powie. Potrzebuję tylko jednego dnia, by wszystko dobrze zabezpieczyć.
– Naprawdę uważasz, że to jest potrzebne? – nie do końca przekonywały ją obawy Jacka.
– Jeżeli zamierzasz nadal się w to bawić, to tak będzie lepiej. Masz za dużo kasy, by niepotrzebnie ktoś się tobą zaczął interesować.
– Zadzwonię do Poli i powiem o tym, niech też uważa – sięgnęła po telefon, ale Jacek ją powstrzymał.
– Niech ona zadzwoni do ciebie z automatu – powoli zaczynał ją drażnić swoim zachowawczym postępowaniem.
– Przestań, to naprawdę musi być wielkie nieporozumienie, ta sprawa to zwykły dramat rodzinny, nie rozumiem, po co ktoś miałby się tym interesować.
– Agata, napisz do niej sms i niech zadzwoni z automatu pod ten numer – wypowiedział to prawie rozkazując jej.
– Co to za numer? – poddała się, nie mając siły walczyć z przewrażliwionym pracownikiem.
– Jeden z moich – rzucił posępnie.
– Jacek, jesteś paranoikiem – ale posłusznie napisała sms do Poli, by do niej zadzwoniła na podany numer.
– Musisz zrozumieć, że świat wirtualny potrafi być niezwykle brutalny, nawet jeżeli faktycznie to my przesadzamy, nie powinnaś nigdy beztrosko poruszać się w nim, nie ty – mówił akcentując każde słowo.
– Dlaczego nie pytasz o szczegóły tych poszukiwań?
–.Na dziś dzień wystarcza mi to, co wiem. Jak będę potrzebował więcej informacji, to cię zapytam. Jeżeli będziesz chciała, to mi odpowiesz, ja nie będę szukał na siłę.
– Masz zasady – roześmiała się przypominając sobie ich pierwszą rozmowę – tylko dlatego, że jestem twoją szefową? – próbowała rozładować napięcie, które wprowadził Jacek, swoim przewrażliwionym zachowaniem.
– Nie lubię dramatów rodzinnych – zapewnił tym samym tonem, bez ujawniania jakichkolwiek emocji.
Nagle zadzwonił telefon Jacka i Agata zdziwiła się, że Pola tak szybko dzwoni.
– Halo? – powiedziała niepewnie Pola.
– Polu, przepraszam za zamieszanie.
– Agata, o co chodzi? – Pola była zdenerwowana.
– Polu zleciłaś komuś rozszyfrowanie hasła? – pytała łagodnie, nie chcąc dodatkowo niepokoić wystarczająco zdenerwowanej koleżanki.
– Skąd o tym wiesz? – Pola z każda chwilą stawała się niestety jeszcze bardziej przerażona.
– Bo ja też to zrobiłam i moi chłopcy natrafili na twoich, którzy zrobili niezłe zamieszanie w sieci. Za dużo ludzi zwróciło na to uwagę. – Agata tłumaczyła spokojnie, próbując przekonać swoim głosem rozmówczynię, że nie dzieje się nic niepokojącego.
– Naprawdę?
– Polu, moim chłopakom nie podoba się to. Oni zrobią to dyskretnie, to najlepsi z najlepszych. Jeżeli to jest do rozszyfrowania, oni to zrobią – tłumaczyła prawie jak dziecku ze spokojem i wyrozumiałością.
– Agata, ale mnie nastraszyłaś – Pola powoli poddawała się zabiegom Agaty.
– Przepraszam, nie chciałam. Polu ja muszę uważać, mam prośbę. Jutro zadzwonisz do mnie pod ten numer, a ja ci powiem w jaki sposób będziemy się kontaktować.
Pola długo nie mogła pojąć, po co Agata wprowadza tak nietypowe utrudnienia w komunikacji, ale w końcu dała się przekonać.
– Nie wiedziałem, że tak dobrze mówisz po rosyjsku – powiedział Jacek, gdy oddała mu telefon.
– Dużo jeszcze o mnie nie wiesz – była już dużo spokojniejsza. – Tak jak i ja o tobie, ale bez obaw, nie będę niczego na siłę z ciebie wyciągać, jak będziesz chciał, sam mi opowiesz.
– Zabawne – zaśmiał się ironicznie.

Nie rozumiała swojej sympatii do tego dziwnego chłopaka. Zupełnie nie przeszkadzał jej brak manier, jaki jej okazywał. Była pewna, że nie jest to z jego strony brak szacunku, a nieumiejętność komunikowania się z otoczeniem w realnym świecie. 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz