niedziela, 31 grudnia 2000

Rozdział 17 - Odcinanie kuponów

Zuza pragnęła odkryć choć sekundy, w których mogła coś zauważyć, poczuć cokolwiek, co powodowało obawę, ale nie potrafiła ich odnaleźć.
Pamiętała niedzielny poranek, gdy pojechała do Agaty, by zabrać ją na obiad do Roksi. Pamiętała opór Górskiej w poprzednim tygodniu i tym razem postanowiła ją zaskoczyć swoją pewną postawą, nie pozwalając na jakiekolwiek próby odmowy. Zachowanie przyjaciółki nie było niczym nowym. Zuza doskonale znała uniki Agaty, które były niegdyś codziennością w ich życiu. Wiele godzin, dni i miesięcy zajęło jej i Roksi, przekonanie Agaty do uczestniczenia w ich życiu, zapewnienia dziewczyny, że jej obecność nie zakłóca niczego w ich życiu, że jest ona jego częścią. Teraz Zuza miała swoją rodzinę, a Agata zachowywała się dokładnie tak jak kiedyś, zupełnie tak samo starając się niczego nie burzyć. Głupia Górska nie zdawała sobie sprawy, jak bardzo ważną postacią była w tych relacjach, jak wielce jej osoba przyczyniła się do poprawy stosunków z Roksi. Zuza, tylko dzięki fascynacji Agaty, zaakceptowała zupełnie niepoukładany świat swojej matki. To co wcześniej wywoływało w niej wstyd, stało się dla niej powodem do dumy i radości i to tylko dlatego, że Agata tym się zachwyciła.

Tak było i teraz. Od samego rana Milena zakochana w nowej ciotce upominała się o jej obecność.
– Mamuś pozwól mi choć na tę chwilę szczęścia, tylko dzięki cioci potrafię nie myśleć o piesku – trajkotała jej przemądrzała córka, niestety nad wyraz rozwinięta i wygadana jak na swój wiek.
– Jedź po nią – poprosił Karol, który powoli tracił cierpliwość do słuchania litanii o swojej niedoskonałości, spowodowanej alergią na zwierzęta.
Ta niedziela niestety nie była dla nich okazją do wypoczynku, jaką powinna być, gdyż dzieci skutecznie absorbowały ich swoimi problemami.
– Dlaczego nie możemy mieć tego pieska? – zapytał w końcu wiecznie nieobecny Kacper.
– Bo tata ma uczulenie, umrze jak pies z nami zamieszka – powiedziała rezolutnie Milena, ze złością patrząc na ojca.
– Milena! – upomniała ją Zuza.
– Ja nie chcę, by tatuś umarł – zaczął krzyczeć Kacper – nie chcę pieska, tatusiu ja nie chcę pieska – łkał, rzucając się Karolowi w ramiona.
– Jadę po Agatę – Zuza nie wytrzymała porannego chaosu przy śniadaniu i wstała od stołu.
– Jadę z tobą – Milena wstała od stołu i ruszyła za matką.
– Zapomnij! – karcąco wskazała na córkę palcem. – Wywołałaś całe to zamieszanie, to teraz pomożesz tacie uspokoić brata, zobaczymy się u babci – wzięła w pośpiechu kluczyki do swojego samochodu i z ulgą wybiegła z domu.
– Ja? – usłyszała złość i oburzenie w głosie córki, ale nic nie odpowiedziała.
Jechała po Agatę ciesząc się, że nie musi uczestniczyć w zamieszaniu jakie zapewne rozgrywało się w ich domu. Napawała się pięknym słonecznym dniem, który powodował, że tryskała niespożytą energią.
Zaparkowała na parkingu pod hotelem. Podbiegła do windy i nacisnęła przycisk domofonu.
– Halo? – usłyszała zdziwiony głos Agaty.
– Wpuść mnie, to ja Zuza.
Winda się otworzyła i po chwili Zuza wchodziła do apartamentu Agaty.
– Gdzie jesteś, Górska? – krzyczała rozglądając się po mieszkaniu.
– W łazience – usłyszała Agatę.
Bez zastanowienia otworzyła drzwi i przyglądała się, jak Agata maluje rzęsy, widok tak bardzo znajomy, tak bardzo zapomniany, kojący, pozwalający uwierzyć, że naprawdę wróciła.
– Co tu robisz? – zapytała, nie odrywając wzroku od swojego odbicia.
– Przyjechałam po ciebie, jedziemy na obiad do Roksi – powiedziała rozkoszując się nostalgicznym obrazem.
– Zapomnij – odpowiedziała krótko.
– Nie mam ochoty słuchać twoich wymówek. Wiesz, że nie masz ze mną szans.
– Nie dziś – mówiła wciąż dopracowując swój wygląd.
Zuza zmierzyła Agatę, która wreszcie zdjęła robocze ubrania, w których przez ostatnie tygodnie przemykała po hotelu. Ubrana była w wąskie czarne spodnie i golf w tym samym kolorze, niby zwyczajnie, ale na niej wszystko wyglądało dostojniej, niż było w rzeczywistości.
– Bo? – Zuza zapytała gotowa wyśmiać kolejną wymówkę przyjaciółki.
– Bo nie mogę. Jestem umówiona – spojrzała na nią z tajemniczą miną, lecz w kącikach jej ust czaił się chochlikowy uśmieszek.
– Umówiona? Niby z kim? – parsknęła.
Była pewna, że to wymówka, bo tego dnia nikt nie pracował, a Agata była zbyt rozluźniona, by podejrzewać ją o odwiedziny u rodziców.
– Co ma znaczyć to parsknięcie? – obruszyła się Zimmerowa, obrzucając Zuzę karcącym spojrzeniem.
– Z kim się umówiłaś? – dopytywała, nie dowierzając słowom przyjaciółki.
– Ja się nie umówiłam, to ten ktoś się ze mną umówił – ciągnęła zabawę.
– Skończ tę głupią gierkę – Zuza była rozdrażniona postawą Agaty.
Agata wyszła z łazienki i wyciągnęła dwa kubki. Z wyższością i przekorą mierzyła Su.
– Napijesz się ze mną kawy? – zaproponowała.
– Przecież się umówiłaś – złośliwie wypomniała Zuza.
– Mam jeszcze czas – uśmiechnęła się ta, mrużąc oczy. Po tym z satysfakcją uporczywie milczała, drażniąc jeszcze bardziej Zuzę.
– Co ty kombinujesz? – ta nie wytrzymała i spojrzeniem wręcz żądała odpowiedzi.
– Ja? – Agata zdumiona rozłożyła bezradnie ręce.
– Przestań! – Zuza sięgnęła po kubek świeżo zaparzonej kawy z dużą ilością mlecznej pianki.
– Korzystam z sytuacji, w jaką mnie wplątałaś – odpowiedziała Agata biorąc łyk kawy, który pozostawił na jej górnej wardze białą pianę.
Zuza zaśmiała się i starła z jej twarzy mleczny osad.
– Umówiłam się z Antkiem – powiedziała swobodnie Agata.
– Z Antkiem?! – oniemiała, marszcząc czoło patrzyła na Zimmerową.
Próbowała to jakoś poukładać sobie w głowie, ale nijak się to miało do logicznego wytłumaczenia. Buzował w niej natłok emocji, domysłów i lęków.
– Tak, nareszcie odcinam jakieś marne kupony z tej całej chorej sytuacji. Muszę kupić samochód, więc on pojeździ ze mną po komisach – Agata wyjaśniła z zupełną swobodą.
– Chcesz kupić auto w komisie? – Zuza gubiła się w nadmiarze nieprawdopodobnych informacji.
– A co w tym dziwnego, dlaczego wszyscy macie mnie za jakąś snobkę? – była oburzona.
– No nie wiem, zdawało mi się, że masz tyle kasy, że stać cię na nowe auto – próbowała wytłumaczyć jakoś swoje zaskoczenie.
– Szanuję pieniądze mojego męża – powiedziała twardo przyjaciółka.
Zuza poczuła się głupio, przecież Agata zawsze taka była. Nigdy nie była rozrzutna, ani lekkomyślna w wydatkach, nawet wtedy, gdy mogła sobie na to pozwolić.
Dlaczego nie zadawała pytań, dlaczego sytuacja ta nie spowodowała jakiegokolwiek zastanowienia w niej. Wszystko było zrozumiałe. Nie musiała pytać, dlaczego poprosiła o to Antka, ponieważ to było oczywiste. Zacharewicz znał się na wszystkim, co było związane z samochodami, on potrafił jej pomóc najlepiej w doborze auta. Był zapalonym fanem motoryzacji. Doskonale pamiętała gdy kupował hammera i dziesiątki argumentów, którymi motywował swoją decyzję. Karol, nie potrafiąc znaleźć kontrargumentów, nawet żartobliwie skomentował, że wręcz głupio byłoby go nie kupić.
– Powiesz mu, że ja wiem o waszym spotkaniu? – Zuza niepewnie patrzyła na Agatę.
Zastanawiała się, jaka strategia byłaby najlepsza, by Zacharewicz w żadnym wypadku nie pomyślał o tym, że Lisowa wyjawiła prawdę o zakładzie.
– Zuza – Agata złapała ją za ręce – wiesz, że cię kocham, jak nikogo na świecie i tylko dlatego zgodziłam się na to całe wariactwo. Wiesz, że uwielbiam Dorotę, ale błagam nie każ mi dziś czegokolwiek rozgrywać – popatrzyła jej szczerze w oczy – dziś pragnę pomyśleć tylko o sobie, dobrze?
Z trudem zgodziła się na to, wiedząc że przyjaciółka naprawdę jest przepracowana i bardzo potrzebuje samochodu.
– O której się umówiliście? – Zuza analizowała jak powinna postąpić w zaistniałej sytuacji.
– Powinien już być na dole – odpowiedziała wstając od stołu i wkładając kubki po kawie do zmywarki.
– Gdzie? Na parkingu? – zapytała z przejęciem.
– Tak – Agata lekko skinęła głową.
– Tam stoi moje auto – uświadomiła sobie przerażona.
– I co z tego? – zapytała ignorując jej zatrwożenie.
– Będę musiała się z nim spotkać i udawać, że oburza mnie jego obecność. To naprawdę jest chore – zaśmiała się, w końcu to ona była kreatorem tego zakładu i całej historii z niego wynikającej.
– To pomyśl sobie o mnie – Agata spojrzała na nią z pretensją.
Zuza patrzyła, jak Agata zakłada czarną skórzaną kurtkę, poprawia okulary słoneczne i cofa się po papierosy pozostawione na kuchennym blacie.
– Antek nie znosi palących kobiet – powiedziała do przyjaciółki z satysfakcją.
– A to pech – roześmiała się Agata, gdy zjeżdżały na dół.
Na skraju parkingu stał zaparkowany hammer Antka, a on sam stał oparty o samochód, trzymając ręce w kieszeniach spodni.
Zuza zdawała sobie sprawę, że przeciwnik jest świadom jej obecności,a jednak pomimo tego, że powinno to dodać mu animuszu, zdawał się być skrępowany. Mogła jego zachowanie odebrać jako zawstydzenie, co było śmieszne, bo to był przecież pewny siebie Zacharewicz, który powinien bezczelnie teraz zagrywać.
– Cześć, Zuza – starał się zachowywać naturalnie.
– Cześć – przywitała go oschle, mrużąc oczy.
– Jedziesz z nami? – zapytał.
– Nie, mam obiad z rodziną – wyniośle uniosła głowę.
– No tak – spojrzał jej w oczy, a ona nie mogła pojąć, gdzie podziała się jego pewność siebie, buta jaką prezentował kilka tygodni wcześniej.
– Co u Doroty? – zapytała, próbując mu tym uświadomić, że nie traci kontroli nad wszystkim, co się dzieje.
– Dzwoni codziennie, podoba jej się tam – Był zbity z tropu. Zachowywał się trochę, jak chłopiec przyłapany na gorącym uczynku.
– Dorota przechodzi chrzest bojowy – Agata wtrąciła odpalając papierosa. – Eric mówił dziś rano, że Dorota do trzeciej nad ranem piła z nim whisky.
– Co piła? – spytali równocześnie Zuza z Antkiem.
– Whisky – Agata powtórzyła.
– Przecież ona nie znosi whisky – powiedziała Zuza.
– To może wyjaśniać, dlaczego dziś rano nie zadzwoniła – dodał powoli Antek.
– Nie dzwoniła, ponieważ pojechały do domku Anity w lesie. Eric po południu do nich dołączy – wyjaśniła Agata – tam nie ma zasięgu.
Antek roześmiał się nie dowierzając wszystkiemu, co usłyszał.
– Ja pierniczę – powiedział tylko, gdy wsiadał do samochodu.
Zuza pocałowała Agatę w policzek i z wymuszoną wrogością spojrzała w oczy Antka, który przez chwilę zdawał się być zdezorientowany jej zachowaniem.
Czy on porzucił zakład już wtedy, czy jego relacje stały się szczere tamtej niedzieli? Nie, to było niemożliwe, nie w przypadku kogoś takiego jak on, nie mógł odpuścić tak szybko, zbyt wcześnie. A może stało się to już wtedy. Wtedy, gdy zaczęło dziać się coś, nad czym Zuza nie miała kontroli, nad czym oni sami też nie potrafili zapanować.


Nie potrafiła zapomnieć swobody Agaty włączającej jego odtwarzacz. Była zaskoczona, grało coś, co ją zdumiało. Po chwili roześmiała się głośno, ale Zuza nie słyszała jej, tak jak i muzyki, która ich otaczała w szczelnie zamkniętym samochodzie. Wyjechali z parkingu zostawiając ja samą, i pomimo że powinno, nic nie wydawało się jej dziwne, niepokojące.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz