niedziela, 31 grudnia 2000

Rozdział 2 - Zuza

Dziewiąty stycznia. Zuzanna Lis zawsze pamiętała o tej rocznicy, niegdyś hucznie, wspólnie świętowanej.
Od pięciu lat Zuza dzwoniła z samego rana z życzeniami, zarazem udając, że nie pamięta tego, co następowało kolejnego dnia. W jej notesie dzień ten opatrzony był krótką notatką: „Dzień Rudej Świni”, a zapis ten oznaczał rocznicę ślubu jej najlepszej przyjaciółki Agaty z Erikiem.

Jeżeli nienawiść można by zmierzyć w jakiejkolwiek skali, to ta, którą Zuza żywiła do Erica, sięgała zenitu. Eric natomiast nie żywił cienia nienawiści w stosunku do niej, ponieważ tak naprawdę zapominał o jej istnieniu, często zapominając nawet jej imienia.
Tak było i tym razem, gdy Zuzanna zadzwoniła z życzeniami.
– A, to ty – Eric nie mówił po polsku, tylko czasami udawało mu się wypowiedzieć kilka prostych zwrotów.
– Tak to ja, ZUZA – podkreśliła z naciskiem.
– Dam Agata – usłyszała beznadziejną próbę zaimponowania nieudanym polskim zwrotem.
Wzdrygnęła się, słysząc głos Erica, nawołującego po szwedzku żonę, swoim ochrypłym, przepalonym głosem.
Zuza nienawidziła Zimmera, ponieważ ukradł jej przyjaciółkę i wywiózł do swojego kraju. Nienawidziła Szwecji, bo tam została uprowadzona Agata. Nienawidziła Szwedów, ponieważ jedyny przedstawiciel tego narodu, jakiego znała, stanął na drodze jej przyjaźni. Nigdy też nie spała w hotelach sieci Zimmer, by nawet jedną złotówką nie wspierać jego biznesu, przez co miała nadzieję ten zbankrutuje i uwolni jej przyjaciółkę. I choć wiedziała, że to niedorzeczne z dumą trzymała się swoich zasad.
– Zuza – usłyszała roześmianą Agatę w telefonie.
– Cześć, Górska, stara dupo – Zuza nigdy nie używała nazwiska Agaty po mężu.
– Miłek – usłyszała ostrzeżenie przyjaciółki, która doskonale znała jej uprzedzenia.
– Dobra – Zuza skapitulowała – moja kochana Agatko, życzę ci wszystkiego najlepszego, wchodzisz w poważny wiek trzydziestu trzech lat i marzę o tym, by był to dla ciebie przełom w życiu, by wydarzyło się coś magicznego i bla, bla, bla.
Agata śmiała się beztrosko do słuchawki, co powodowało, że tęsknota za szaloną dziewczyną tylko się pogłębiała.
– O, to ostatnie bla było cudownie serdeczne i mam nadzieję, że właśnie ono spełni się jako pierwsze – powiedziała do Zuzy.
– Mam nadzieję, bo to oznacza, że wrócisz do mnie – nie ustępowała nigdy w tym, by wyrazić swoje niezadowolenie spowodowane ich rozłąką. – A jak plany na dziś, co takiego wymyślił w tym roku? – spytała z niechęcią.
Eric, co roku wymyślał dla Agaty przeróżne niespodzianki, co dla Zuzy było oczywiste, że ktoś tak nikczemny musi się starać, by utrzymać przy sobie kogoś, na kogo nie zasługiwał.
– On – wyśmiała ironię Zuzy – coś knuje, jak nigdy udało mu się dotrzymać tajemnicy, a to graniczy z cudem w jego przypadku, tak więc powoli zaczynam się bać – Agata mówiła aktorsko tajemniczym, pełnym zdumienia głosem.
– Mam nadzieję, że nie wykupił wam rejsu w kosmos, by nas jeszcze bardziej rozdzielić, bo wtedy utłukę Rudą Świnię – nie obchodziło ją podekscytowanie przyjaciółki.
– Zuza – upomniała ją Agata.
– No dobra, ale im bardziej za tobą tęsknię, tym bardziej on działa mi na nerwy – szczerze wyznała.
– Zuza, też bardzo, bardzo za tobą tęsknię – powiedziała słodko.
– Widzisz, co on narobił – Su mówiła tonem rozkapryszonego dziecka.
– Jestem szczęśliwa, kocham go – dźwięczny głos Agaty sprawiał, że Zuza nie mogła mieć co do tego najmniejszych wątpliwości, co jednak nie powodowało zmiany w nastawieniu do męża przyjaciółki.
– Wiem i tylko dlatego on jeszcze żyje – zapewniła przyjaciółkę.
– Oj, Zuzka, jesteś taka uparta.
– Jestem, wiem o tym – stanowczo przytaknęła.
***
Zuza przez cały czas odczuwała brak Agaty, czasami bardziej, czasami mniej, ale tęsknota nie ustępowała. Od pierwszej klasy liceum były nierozłączne. Zawsze razem i wszędzie, Górska i Miłek po wsze czasy. Od pierwszego spojrzenia poczuły tę chemię. Gdy Agata szelmowsko uśmiechnęła się do Zuzy, był to znak, że coś się święci. Coś się zaczyna. I tak zaczęła się najpiękniejsza, najbardziej szalona, dzika przygoda ich życia. W całym wszechświecie były tylko one, reszta stanowiła dodatek. Nikt nie był w stanie ich rozdzielić. Żadna miłość, żaden facet nie był w stanie rozerwać, ba, nawet rozluźnić, więzi ich łączących. Były tak różne, a dogadywały się bez słów.
Agata była realistką, mocno stąpającą po ziemi, analizującą swoje decyzje i wybory, konsekwentnie dążyła do obranego celu, do tego wiatr zawsze jej sprzyjał.
Zuza była inna. Wychowana przez matkę artystkę, była roztargniona, chaotyczna, wiecznie spóźniona. Nie miała żadnych planów, odpowiadało jej to, że ciągnęła ją sprecyzowana Agata. Razem poszły na studia do Poznania na filologię rosyjską. Większość znajomych naśmiewała się z nich, że obrały tak archaiczny kierunek, ale ignorowały te docinki. Agata wybrała filologię już dawno i bez względu na to, gdzie mogłaby się dostać, papiery złożyła tylko tam. Jej ojciec był Rosjaninem. Chciała poznać jego język, kulturę i religię. Pragnęła go tym wesprzeć, namówić do walki z dominująca matką, która zabijała w nim wszystko to, co Agata kochała.
Zuza nie wyobrażała sobie drogi, na której nie było by przyjaciółki, więc bez zastanawiania złożyła papiery na ten sam kierunek. Matka wsparła ją w tym wyborze.
Siedziały wtedy na drewnianej rozlatującej się werandzie ich małego domku. Agata uwielbiała przesiadywać w tym miejscu, mówiąc, że czuje się na tej werandzie jak na dzikim zachodzie. Piły nowy wynalazek matki Zuzy, która zainteresowała się w tamtym okresie zielarstwem.
– Zatem moje dziewczynki będą rusycystkami – powiedziała matka Zuzy, która Agatę traktowała jak członka rodziny.
– Da – przytaknęła Agata.
– Piękna droga – westchnęła opierając się w zadumie o balustradę.
– Naprawdę tak uważasz, Roksi? – wszyscy znajomi Zuzy mówili do jej matki po imieniu.
– Samo piękno – rozmarzyła się Roksi.
– Mamo, co ma oznaczać ta nostalgia? – Zuza od razu rozpoznała, że rozrzewniona mina matki mogła oznaczać tylko jedno wspomnienie: kolejnego mężczyznę.
– Ponieważ to język piękna i rozkoszy – powiedziała tajemniczo, puszczając do nich oko.
– Mamo! – Zuza obruszyła się, choć doskonale znała słabość matki do mężczyzn.
– Hmm, wiesz, nie wykluczam że i twój ojciec jest Rosjaninem, w to lato, jak zaszłam w ciążę, był taki chłopak o kruczoczarnych włosach, ależ on był romantyczny – Roksi wzruszyła się.
– To już chyba czwarta narodowość, która może szczycić się, że przyczyniła się do mojego powstania. Jak kiedyś poczuję potrzebę odnalezienia ojca, to pół świata zwiedzę – Zuza udawała obruszenie.
– Tak to jest, jak się ma puszczalska matkę – Roksi śmiała się, nigdy nie udając pruderii.
– Dobrze, że nie mam skośnych oczu – rzuciła Zuza.
Agata i Roksi wymieniły szybkie spojrzenia, na co Zuza zareagowała głośnym protestem.
– O nie, proszę was, przecież nie mam skośnych oczu! – Zaczęła dotykać swoich skroni.
Wybuchły śmiechem.
– Nie, nie masz – śmiała się Roksi. – Nie sypiałam z Azjatami. Wtedy – dodała po chwili.
***
Na studiach Zuza pomimo swojego niskiego wzrostu postanowiła zwiedzić świat, przyłączając się do uczelnianej drużyny koszykówki. Agacie nie spodobał się pomysł przyjaciółki, ale ta uparła się tak bardzo, że wymusiła na dziewczynie kapitulację i zapisały się razem do zespołu. Nigdy potem nie wybaczyła sobie tego pomysłu.

Agata była wysoka i zdeterminowana, Zuza szybka i zwinna. Jej plan szybko nabrał rumieńców i wkrótce zaczęły brać udział w akademickich rozgrywka międzynarodowych.
I wtedy właśnie Agata wpadła w oko Ericowi. Zuza doskonale pamiętała ten dzień, był to jeden z ich dalszych wyjazdów. Miały grać z drużyną Zimmer Hotel. Całą drogę drwiły z dziewczynami z zespołu, że jadą rozłożyć pokojówki.
Agata nie zwróciła nawet na niego uwagi, ale Zuza od razu go dostrzegła. Był niewysoki, miał rude włosy spięte w kucyk i jasny, kilkudniowy zarost. Często potem podkreślała, że ubrany był jak alfons: jasny garnitur i złoty zegarek na grubej bransolecie. Obrzydzało ją do ostatka, gdy widziała jego wiecznie uciekający wzrok w kierunku zupełnie nieświadomej tego Agaty. Był czerwony ze złości, gdy jego drużyna dostawała łomot, a mimo to wciąż pożądliwie spoglądał na dziewczynę z polskiego zespołu. Po meczu dziewczyny z radością rzucały się sobie w ramiona, ciesząc się wygranym meczem, tylko Zuza nie potrafiła im wtórować, nie mogąc zapomnieć o bezwstydnym i budzącym w niej obrzydzenie rudym typku, chciwie spoglądającym w kierunku jej pięknej przyjaciółki.
– Ej, co jest? – Agata spytała koleżankę w drodze do szatni. – Nie cieszysz się?
– Cieszę, ale nie podoba mi się tu, dziewczyny tutejsze takie brzydkie, a faceci jeszcze gorsi – wzdrygnęła się Zuza.
– Jak ty to robisz, że jesteś w stanie zauważać coś, co się dzieje poza boiskiem? – roześmiała się Agata.
– Mam podzielną uwagę.
– Rozumiem, ale po co ci inni faceci, skoro masz Karola – Agata nie wiedzieć czemu od samego początku dopingowała jej związkowi, pomimo że chłopak nie krył swojej obawy przed Agatą, traktując ją jak swoją rywalkę. Głupi Karol, naśmiewała się z niego Zuza, gdyż nie miał pojęcia, jak ważna była dla niej przyjaciółka i że nie stanowiła żadnej konkurencji, gdyż była bezkonkurencyjna.
– Nie zapominaj o moich genach – Zuza zaczęła żartować, nie chcąc rozwijać tematu.
Zuza objęła przyjaciółkę i weszły do szatni dołączając do triumfalnie podskakujących koleżanek z grupy.
– Widziałyście tego ich prezesa? – naśmiewała się jedna z koleżanek. – Myślałam, że go rozsadzi ze złości.
– Ble, oblech jeden – dodała kolejna.
– O kim one mówią? – spytała cicho Agata przyjaciółki zupełnie nieświadoma zainteresowania, jakie wywołała w tym właśnie mężczyźnie.
– Nie wiem, ja szukałam fajnych facetów, a ten to chyba jakaś kupa – skłamała, skupiając się na rozsznurowywaniu swoich butów.
– Kup nie lubimy – zapewniła ją Agata.
– Nie lubimy – przytaknęła z przekonaniem Zuza.
– Dziewczyny! – krzyczała od progu trenerka. – Mamy zaproszenie na kolację, prezes pokonanych nas zaprasza.
– Buuuu – rozległ się okrzyk.
Zuza od razu odgadła, kto jest przyczyną tego gestu. Z trudem panowała nad swoim oburzeniem, nie chcąc niepotrzebnie niepokoić Agaty.
– Chce pewnie uścisnąć dłonie zwyciężczyń – przekrzykiwały się dziewczyny.
– Ja nie idę – powiedziała Zuza do przyjaciółki.
– Hej, co tobie? Wyluzuj! – Dziewczyna starała się ją przekonać, rozbawiona zachowaniem koleżanek z drużyny nie kryjących gotowości do wspólnego spędzenia czasu.
– Źle się czuje, a ty, jako moja przyjaciółka, powinnaś być ze mną – prawie rozkazała.
Agata przez moment przyglądała się Zuzie, próbując rozgryźć przyczynę jej kiepskiego nastroju.
– Dobrze, zostanę z tobą – zgodziła się.
Zuza patrzyła na koleżankę, na jej zaczerwienione po wysiłku policzki, niebieskie oczy, na które spadała ciemna grzywka. Gdy przyjaciółka wstała z ławki, Zuza roześmiała się w duchu, patrząc na jej długie zgrabne nogi. Jak mogła pomyśleć, że ten knypek stanowi jakiekolwiek zagrożenie, przecież chodziło o jej Agatę, młodą kobietę, o którą zabiegało wielu mężczyzn, o wiele przystojniejszych, młodszych, a ona była nieugięta w oczekiwaniu na księcia z bajki, którym na pewno nie mógł być prezes Zimmer.
– Wiesz co, chyba jakoś zmuszę się – z zamyślonym wyrazem twarzy powiedziała do Agaty.
– Jesteś pewna? – upewniła się ta, nie rozumiejąc zmiennego nastroju przyjaciółki.
– Tak, na pewno – z uśmiechem wypowiedziała słowa, których żałowała każdego z dni, które nastąpiły po tym wygranym meczu.
***
Zuza nie mogła pojąć, dlaczego Agata nie wiedziała tego, co wszyscy inni, dlaczego nie dostrzegała jego brzydoty i samczego, obrzydliwego pożądania. Nie mogła uwierzyć, że nazwała go intrygującym, inteligentnym i zabawnym.

Całą kolację skupiał się tylko na Agacie, co nie uszło niczyjej uwadze. Następnego zaś dnia przed ich wyjazdem do Polski, zaprosił ją na krótki spacer.
Przyjaciółki nigdy niczego nie ukrywały przed sobą, tak też było i tym razem, Agata opowiedziała w drodze powrotnej przebieg spotkania.
– Po prostu zapytał, czy nie moglibyśmy się spotykać – poinformowała koleżankę bez emocji.
– Co za typ – oburzyła się Zuza. – Wyśmiałaś go? – upewniła się.
– Powiedziałam wprost, że nie jestem zainteresowana, że nie szukam partnera i że krępowałaby mnie jego pozycja i wiek, gdybym nawet miała w planach wiązać się z kimkolwiek. – Zamyślona patrzyła w uciekający krajobraz za oknem autokaru.
– I co on na to? – dopytywała zaintrygowana Zuza.
Agata wzruszyła ramionami
– Nie za bardzo go rozumiałam, ponieważ słabo mówi po angielsku, co oczywiście mu przedstawiłam jako kolejną przeszkodę w naszych relacjach, ale mam nadzieję, że zrozumiał, że nie jestem nim zainteresowana.
Zuza odczuła satysfakcję, ale zaraz potem zagościł w niej niepokój. Agata nigdy nie była zbyt wylewna, to ona musiała z niej wyciągać wszystko, ale teraz przyjaciółka była milcząca, zgaszona i Zuza czuła, że nie wydobyła z niej wszystkiego. Może przedstawiła jej przebieg całej rozmowy, ale zapomniała opowiedzieć o swoich uczuciach.
Po kilku tygodniach Zuza przestała zaprzątać sobie głowę wstrętnym Erikiem Zimmerem, przebrzydłym potentatem hotelowym.
W piątek z radością, ze spakowanymi torbami, wybiegły z uczelni ciesząc się na myśl o weekendzie we Wrocławiu. Pod bramą uczelni stał nie kto inny, a koszmarny Zimmer, o którym Zuzanna powoli prawie zapominała. Wyglądał jeszcze gorzej niż poprzednim razem. Siedział na wielkim motorze w opiętych skórzanych spodniach i kurtce, która uwydatniała jego piwny brzuch. Może ktoś z prezencją modela, mógłby tak się pokazać, ale nie niski, rudy, Eric. Poczuła mdłości, widząc rozmawiającego go z Agatą.
Agata podbiegła do przerażonej przyjaciółki:
– Zuzka – patrzyła przepraszająco w oczy przyjaciółki – nie mogę go tak zostawić – bezradnie patrzyła to na nią, to odwracała głowę w kierunku Zimmera, który wyczekująco je obserwował.
– Dlaczego? – spytała absolutnie poważnie.
– To wariat – Agata była rozbawiona, mówiąc to – on tym motorem przyjechał ze Szwecji.
Zuza, mrużąc w nienawiści oczy, próbowała odstraszyć Szweda, dać mu do zrozumienia, jak wielki nietakt popełnił, pojawiając się pod bramą uczelni, jednak ten zdawał się tego nie dostrzegać.
– To niech nim wraca – Zuza nawet na moment nie uległa nastrojowi Agaty.
– Su – dziewczyna starała się poskromić przyjaciółkę – tak nie można, muszę z nim chociaż przez chwilkę porozmawiać.
Nie rozumiała w ogóle zachowania, a już tym bardziej ekscytacji Agaty obecnością dużo starszego od nich Szweda.
– Można! Głupi, nadziany kretyn, który myśli, że wszystko mu wolno – wysyczała ze złością.
– Nie mów tak!
– Agata, spójrz na niego, on jest wstrętny, obrzydliwy i stary – Zuza próbowała otworzyć oczy przyjaciółce.
– Mam rozmawiać tylko z ładnymi ludźmi? – żal w głosie Agaty był wręcz niedorzeczny dla Su.
– Ale dlaczego ty tu mówisz o rozmowie? Co, nagle mówisz po szwedzku, bo z tego co pamiętam, to narzekałaś na jego angielski – dziewczyna nie ukrywała poirytowania całą sytuacją.
– Hmm, właśnie to jest zabawne – Agata roześmiała się – on chyba podszkolił się, bo teraz dużo lepiej mi się z nim rozmawia – głupkowato chichotała.
– Wow, ale omnibus! Takiego poligloty nie możesz wypuścić z rąk, za dwa dni będzie ci ballady po rosyjsku śpiewał – kpiła, nie panując już zupełnie nad emocjami.
– Zuza! Proszę, nie zachowuj się tak – Górska obruszona próbowała strofować przyjaciółkę.
– To ja ciebie proszę, opamiętaj się! Wracamy do domu! Roksi zrobi dla ciebie napar z ziół, to może rozum ci wróci. Za czterdzieści minut mamy pociąg do domu, mam nadzieję, że w nim będziesz. – Po tej reprymendzie odwróciła się na pięcie i zostawiła osłupiałą Agatę.

Ale przyjaciółki w pociągu nie było.
Zuza opowiedziała całą sytuację matce licząc, że ta ją zrozumie i wesprze, ale ona tylko śmiała się rozbawiona tą historią. Wobec takiego obrotu sprawy dziewczyna zamknęła się w swoim pokoju i cała nabuzowana złością czekała na sygnał od Agaty. Wyjęła swojego miśka Kratka, schowanego za łóżkiem, którym przyjaciółka uwielbiała się bawić.
– Jak ona nie wróci, to powyrywam ci oczy i łapki – powiedziała do pluszaka – i odpruję ten głupi uśmieszek, i rozpruję brzuszek. Dokładnie tak ci zrobię, a jak tego nie chcesz, to zrób coś by ona wróciła! – Rzuciła miśkiem o łóżko, po czym ze smutkiem spojrzała na niego i czule przytuliła. – Przepraszam Kratku, przepraszam, nigdy bym ci tego nie zrobiła.

I przeleżała tak dwa dni w łóżku, nie odbierając telefonów od Karola, wychodząc tylko do łazienki i do kuchni tylko wtedy, gdy wiedziała, że nie napotka na swojej drodze rozbawionej całą tą sytuacją matki.
W niedzielę po południu usłyszała ryk motoru i zza firanki obserwowała, jak Agata całuje go w policzek, jak się do niego uśmiecha i jak on odjeżdża. Po chwili doszły do jej uszu śmiechy i szepty dochodzące z werandy, ale obrażona siedziała w swoim pokoju. Po godzinie poddała się i usiadła na rozpadającym się drewnianym schodku, z podniesioną głową, nie patrząc na świergotające kobiety.
Agata przysiadła się i przytuliła do niej.
– I tak ciebie kocham – powiedziała do obrażonej przyjaciółki.
– Nienawidzę ciebie! Odsuń się, bo śmierdzisz tym wieprzem!
Agata uśmiechnęła się słodko i wtuliła w biały golf, rumieniąc się przy tym.
– Dlaczego on? – spytała z żalem. – Jest tylu innych, zajebistych...
– Ej, moja panno, tylko bez przekleństw mi tu – Roksi upomniała córkę, co było paradoksem, gdyż swobodnie rozprawiała z nią o swoim niemoralnym życiu, jednocześnie nie pozwalała jej na przekleństwa w swojej obecności, odbierając to jako brak szacunku wobec niej.
– Tylu interesujących kolesi – poprawiła się. – Dlaczego właśnie on?
– Nie zrozumiesz tego – powiedziała cicho rozmarzona Agata.
I Zuza tego nigdy nie zrozumiała.
Agata pisała pracę dyplomowa podróżując pomiędzy Sztokholmem a Poznaniem, ledwie broniąc się w terminie. Przyjeżdżała pięknym samochodem, w modnych ciuchach, ale Zuza wiedziała, że to nie był powód jej lśniących oczu, wiecznego uśmiechu i promieniującego z niej szczęścia.


Po studiach na stałe przeprowadziła się do Erica. Na palcach jednej ręki Zuza mogła policzyć, ile razy się spotkały. Ba, jej najlepsza przyjaciółka nie przyjechała nawet na ślub, ponieważ Eric miał wypadek na motorze. Po trzech latach zaś sama wzięła cichy ślub z rudą świnią, stając się Panią Zimmer.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz