niedziela, 31 grudnia 2000

Rozdział 20 - Zazdrość

Czy była zazdrosna? Tak, owszem. Była szalenie zazdrosna i niestety nie potrafiła tego ukryć. Nie potrafiła sobie przetłumaczyć, bo tak strasznie ją bolało, bolało podwójnie. Kiedy odzyskała Agatę, kiedy mogła na nowo napawać się towarzystwem swojej zbłąkanej siostry, pojawia się ktoś, kto próbuje tę relację osłabić. Potrafiła zaakceptować fascynację Agaty Dorotą. Ale po tym wszystkim, gdy we dwie pomogły Dorocie, gdy ona wykazała się tak dalece wybiegającą ponad wszystko tolerancją, pojawia się Anita. Dziewczyna, którą ubóstwia Eric, która mówi w jego języku i nie odstępuje na krok Agaty. Przecież Anita była wszędzie, gdzie tylko mogła być potrzebna, niby cichy, niezauważalny cień stąpała za Agatą.
Pomimo wszystkiego co się działo, pomimo ogromnego zainteresowania mediów ich restauracją, nic nie było w stanie osłabić jej złości, spowodowanej cieniem, który tak zwyczajnie był przy Agacie, jej Agacie.
Zuza odbierała dziesiątki telefonów z gazet, programów telewizyjnych. Jej twarz była wszędzie, jej opinie zaczęły pojawiać się w artykułach kulinarnych, jako znawczyni tematu, kogoś, na kogo zwrócił uwagę Eric Zimmer. On nie mógł się mylić.
– Co jest?– zapytał ją Antek, gdy siedziała cała nabuzowana złością na ławce przed hotelem, pod restauracją pełną ludzi.
– Nie wiem, po prostu czuję pewien niedosyt, co z tego, że wszystko jest zajebiście, kiedy nie jest?– powiedziała z nieukrywaną pretensją.
– Poczekaj, wszystko musi się uspokoić, a wtedy wszyscy wrócą na swoje miejsca – powiedział coś niezwykle jej potrzebnego, coś niezrozumiałego, coś niepojętego, a prostego.
– Tak sądzisz? – zapytała z nadzieją.
– Będzie, zobaczysz – zapewnił.
Czy liczył na to samo, na co liczyła ona, na chwilę wytchnienia i samotności? Tylko z nią, tylko sam na sam, bez całego szwadronu ludzi. Cokolwiek miał na myśli, jej nadzieje szybko ziściły się.
Agata zatrzymała ją pod hotelem.
– Zuza – mówiła z żalem od razu rozpoznając, co jest przyczyną jej gniewu – wiem, że jesteś zła, że ciebie zaniedbuję.
– Mam kłamać czy nie? – spytała z pretensją, podnosząc dumnie głowę, by spojrzeć jej w oczy.
– Nie kłam – odpowiedziała jej ze smutkiem Agata.
– Jestem zajebiście wkurzona, wystarczy? – wyrzuciła z siebie.
– Wystarczy – przyjaciółka skinęła głową.
Patrząc na nią, gdy była tak blisko, czuła jeszcze większą tęsknotę i złość.
– Czy to coś zmienia? – jej ton wciąż był pełen wyrzutów.
– Jutro Anita jedzie do Doroty, wsadzę im też Erica, spotkamy się? – zapytała z nadzieją.
– Agata, nic na siłę – powiedziała ze złością.
Z jednej strony rozumiała to całe zabieganie i brak czasu, bo sama go nie miała, ale właśnie dlatego też nie mogła za nią biegać, co natomiast czyniła ta cholerna Szwedka.
– Zuza, tęsknię za tobą, potrzebuję cię – przekonywała ją Agata.
– Dobra, jutro śpimy u Roksi – powiedziała z łaską.


I znowu było tak jak dawniej, tak jak zawsze, gdy były tam tylko one. Nie było hoteli, restauracji, mężów, dzieci, zakładów. Do rana siedziały z Roksi pijąc wino własnej roboty, przekrzykując się, wchodząc sobie w słowo, kończąc zdanie za siebie.
– Zuza musisz to zaakceptować – mówiła Agata o poranku – przecież wiesz, że nikt oprócz ciebie nie jest w stanie zrozumieć w połowie zdania, o co mi chodzi – mamrotała upojona winem.
– Nikt nie jest w stanie rozpoznać powodu mojej złości – powiedziała tuląc się do Agaty.
– Nikt nie jest w stanie zmusić mnie do rzeczy niemożliwych – kontynuowała Agata.
– Nikomu nie ufam tak jak tobie.
– Tylko ty – zapewniła Agata.
– I ty – dodała Zuza.
– Jesteście dla mnie najbliższą rodziną – mówiła patrząc na taras, który niestety nie był tym, który tak bardzo lubiła.
– Wiesz, że jesteś dla mnie jak córka – Roksi przytuliła je.
– Zawsze wiedziałam, że nie jestem jedynaczką – Zuza powiedziała to ze śmiechem przez łzy.
– Dobrze być w domu… domu rodzinnym – powiedziała Agata – tu z wami.

Siedziały tak jeszcze długo i każda odkrywała swoje uczucia, swoje emocje, jakie łączyły je z tym domem, z tym układem, z tym trio. Więzi te okazały się niezniszczalne pomimo wszystko, na przekór wszystkim, bez względu na…

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz