niedziela, 31 grudnia 2000

Rozdział 21 - Nareszcie sami

Gubiła się w natłoku myśli, próbach ucieczki przed rozważaniem o tym, co naprawdę burzyło jej wewnętrzny spokój. Nagle wszystko się skończyło, odeszło, zniknęło. Powinno ją cieszyć, że głupawa gierka z niby uwodzącym ją Antkiem umarła śmiercią naturalną, przycichła. A jednak nie było to katharsis, jakiego by oczekiwała. Rozgościło się w niej coś zupełnie innego: poczucie winy, że nie może swobodnie z nim porozmawiać, pożartować, pojechać do lasu. Pozostały tylko przelotne przywitania, wymiana kilku zdawkowych słów, uśmiechów, albo porozumiewawczych spojrzeń, zanim nie pojawił się ktoś. Po tym wszystkim, co dla niej zrobił, do czego ją zmobilizował, czuła niedosyt, ponieważ nie zadowalały jej banalne gesty uznania. Może ktoś by na to przystał, ale nie ona. Nie za to, do czego w zasadzie ją zmusił.
Pomimo, że obok był Eric, gwarant jej poczucia beztroski, czuła, że ma coś niespłaconego, coś, za co powinna podziękować. Owszem, wykonała telefon i powiedziała te słowa, jednak wciąż czuła, iż ma niespłacony dług. W normalnych warunkach czułaby ogromną ulgę, mając przy sobie tylu przyjaciół, ale dziwnym było dla niej, że nie teraz, kiedy chciała swoje ‘dziękuję’ wypowiedzieć bardziej niż kiedykolwiek.
Anita niestety nie posiadała zmysłu Zuzy, która intencje Agaty odczytywała, zanim ta zdążyła nazwać je w swoich myślach, czasami nawet je wyprzedzając. Misja bycia niezastąpioną była nieprzekazywalna i dopóki nie uległa przedawnieniu, była realizowana.
No właśnie, Zuza, zazdrosna o kogoś, kto w żaden sposób jej nie dorównywał, ale skąd ona mogła o tym wiedzieć?
Potrzebowała uspokoić przyjaciółkę, pobyć z nią i zaspokoić także swoją tęsknotę bycia przy niej i Roksi. I na szczęście udało się. Wystarczyło tylko Anitę z Erikiem wysłać do Zacharewiczów. To był cudowny czas. Tylko ona, Zuza i Roksi.
Ale już kolejny dzień nie był tak sielski. W korytarzu spotkała Antka idącego po Dorotę.
– Myślałem, że przyjedziesz – powiedział to niby obojętnie, ale wyrzut, który w sobie nosiła, wyolbrzymił ten przytyk.
– Przepraszam – powiedziała naprawdę skruszona.
– Nie przepraszaj, Zuza wpadłaby w prawdziwą furię – zaśmiał się.
– Wiem, dlatego musiałam jakoś się wyrwać, by pobyć tylko z nią – tłumaczyła się. – Pojawię się niedługo, obiecuję – zapewniła.
– Poczekam – przyjacielsko dotknął jej ramienia, co wywołało w niej dziwne uczucie szczerości jego intencji.
Jakkolwiek by się nie starała, nie potrafiła wyrwać się z osaczenia Erica i Anity, wiecznie flirtujących, droczących się, wiecznie będących przy niej.
Zuza zadzwoniła, że wyjeżdża na kilka dni, ponieważ zmarł ojciec Karola i musi się na jakiś czas odseparować od wszystkiego i być bliżej męża. Agata zapewniła, że cokolwiek by się nie działo, pomoże w restauracji i była na to absolutnie gotowa.
– Agata – Dorota patrzyła na nią z nadzieją, gdy wpadły na siebie w holu – potrzebuję dziś wyjść wcześniej z pracy, czy jest to możliwe?
– Dlaczego pytasz mnie o tak proste rzeczy? – Agata spojrzała na nią pobłażliwie.
– Przepraszam, ale sytuacja jest dość nagła – tłumaczyła Dorota – muszę zająć się dziewczynkami, bo Antek ma problemy w restauracji.
– Jakie problemy? – zapytała, wzmagając swoją czujność.
– Kontrola z urzędu skarbowego, a wiesz nie ma ani Zuzy, ani Karola – powiedziała z powagą.
– Dorota jedź spokojnie do domu, niczym się nie martw – zapewniła, w myślach układając scenariusz rozwiązania problemu.
I już miała plan działania, wiedziała jak pomóc, a w zasadzie kto może pomóc.
– Ulka, jest problem – powiedziała rzeczowo, wchodząc do swojego gabinetu i nagle przestał on istnieć.


Eric grał z Anitą w ‘go’ - grę, której strategii nie mogła pojąć nigdy, a która wywoływała ogromne awantury pomiędzy tą dwójką. Tak było i tym razem. Eric próbował przekonać dziewczynę, że jego ustawienie kamienia nie było ostateczne, ponieważ dotykał go jeszcze palcem. Anita uparcie oponowała, że nie trzymał go, a dotknięcie o niczym nie świadczyło.
Gdy Eric ze złością zrzucił wszystkie kamienie na podłogę, Agata niedowierzając, że tak zachowuje się dwójka dorosłych ludzi, postanowiła nie wyjaśniać im niczego. Powiedziała tylko:
– Mnie nie ma na jakiś czas, zajmijcie się sobą – powiedziała to wsiadając do windy, dziwiąc się, że okazało się to niezwykle proste, wręcz banalne.
Podjechała pod restaurację Mexicoco razem z Ulką.
– Na pewno to załatwisz? – upewniła się, patrząc na bratową z nadzieją.
– Na pewno – zapewniła ją, wysiadając z samochodu.
Widząc, jak Ulka wchodzi do restauracji, zadzwoniła do Antka.
– Wyjdź – powiedziała krótko i stanowczo.
– Nie mogę – szybko odpowiedział, jednak wyczuła w jego głosie rozdarcie.
– Musisz, zostaw tam Ulkę – wręcz nakazywała mu.
– Kogo? – Antek zupełnie nie odnajdywał logiki w jej wskazówkach.
Telefon się urwał i po jakiś pięciu minutach wyszedł Antek i usiadł przy stoliku, przy którym z dziecięcą dumą nic nie mówiąc, siedziała Agata.
– Jak ty to załatwiłaś? – patrzył niczego nie rozumiejąc.
– To nie ja, tylko Ulka – odpowiedziała swobodnie, nie robiąc sobie nic z jego pełnego wdzięczności spojrzenia.
Niezwykle przyjemnym było dla niej obserwować, jak napięcie nagle ustępuje z jego twarzy.
– Dzięki, Agata – odsapnął z ulgą.
– Ulka – poprawiła.
– Nie, Agata, bez ciebie nie było by tu Ulki – z niedowierzanie kręcił głową.
– Nie możesz wykluczyć, że nagle postanowiła zjeść tu obiad – droczyła się z nim, uparcie stawiając Ulkę na pozycji jego wybawcy.
– Jak i tego, że meteoryt uderzy dziś w ziemię, i że ty tu dziś będziesz – stukał palcami w drewniany stół, nie odrywając od niej wzroku.
– Choć, zabiorę cię w pewne miejsce moją wypasioną furą – wstała od stolika i wskazała na zaparkowany przy ulicy czarny samochód.
– Masz na myśli to obleśnie snobistyczne, rzucające się w oczy auto, zaparkowane przed restauracją? – Ruszył za nią.
– Nieważne, jak wygląda, istotne jest, jaką muzykę zapodaje i jeszcze coś, o czym dowiesz się, gdy będziesz u celu – powiedziała tajemniczo, zalotnie na niego spoglądając.
Pierwszy raz ona zabierała go do lasu. Próbowała popisać się swoim prowadzeniem samochodu, jednak szybko poddała się, zwalniając do przepisowej prędkości, gdyż co chwilę samochód wpadał w dziury, których ona nie nadążała wymijać.
Gdy tylko wjechali do lasu, wybiegła na środek polany i okręciła się radośnie.
– Cześć – z satysfakcją dotknęła swojego drzewa.
– Zmarniał coś – Antek zauważył z lekkim uśmiechem obserwując jej pełne dziecięcej pasji zachowanie.
– Wystarczy i dla niego – wskazała na mały woreczek trawy.
– Co to? – podszedł bliżej wpatrując się pełen wątpliwości w mały wypełniony woreczek w jej dłoni.
– Nie udawaj, że nie wiesz, to chwila odstresowania.
– Chcesz palić trawę? – spytał z powątpiewaniem. – Po raz kolejny powiem: jesteś wariatką – mówiąc to wyjął z jej rąk woreczek i nabił szklaną lufkę.
Dopiero wtedy zastanowiła się, czy było to rozsądne z jej strony. Może Antek faktycznie nie był tak rozrywkowy, jak zakładała.
– Jak na nowicjusza dobrze sobie radzisz – wymownym gestem wskazała na nabitą lufkę, którą jej podawał.
– Zaczynaj, siostro.
Wzięła lufkę i zaciągnęła się,  wypuściła dym, podała ją Antkowi, po czym kilka razy wymienili fifkę między sobą, po każdej kolejce czując coraz większe rozluźnienie. Już nie obchodziło ją, czy było to właściwe. Teraz była pewna, że tak.
– Co zrobiłaś z mężem? – zapytał, opierając się o drzewo.
– Zostawiłam go z Anitą, tak po prostu – odpowiedziała wręcz infantylnie.
Nie chciało jej się nawet opowiadać o tym, co działo się w apartamencie. Teraz była w lesie i liczyła się ta chwila. Tu był inny świat, inna rzeczywistość.
– Nie czekają na ciebie? – uporczywie powracał do tematu Erica i Anity.
– Może i czekają, a czy to ma jakieś znaczenie? – zaśmiała się, opierając głowę o drzewo.
– W zasadzie powinno, ale chyba nie powinno – powiedział, po czym zaśmiał się z bezsensownej wypowiedzi.
– No dobra – zmrużyła oczy – skoro jest jak jest, to robimy seans szczerości.
– No to zaczynaj – patrzył na nią wyczekująco.
– Ok – zamyśliła się – to opowiedz najbardziej kompromitującą ciebie sytuację.
– Nie ma takich – odpowiedział bez zastanowienia.
– Ej, kłamiesz – upierała się – na pewno są.
– Hmm, kiedyś przez miesiąc zostałem zmuszony do bycia dziewczynką – powiedział po chwili zastanowienia.
– Jak to dziewczynką? – parsknęła.
– Chciałem otruć moją siostrę, by wykluczyć ją z zabawy, mając nadzieję, że choć przez chwilę będę Piotrusiem Panem.
– Chciałeś ją otruć? – pytała z niedowierzaniem. Uwielbiała zatracać się w jego opowieściach, gdy powracał do swojego dzieciństwa. I pomimo, że ubrany był w garnitur, widziała w nim zbuntowanego chłopca.
– Lekko podtruć, by na jeden dzień się jej pozbyć.
– I co, udało się? – z zaciekawieniem wpatrywała się w niego.
– No nie do końca – roześmiał się. – W zasadzie samo otrucie się udało, tyle że Zbychu, najmłodszy z nas, wypił trunek i prawie wylądował w szpitalu. Wystraszyłem się i do wszystkiego przyznałem. Za karę siostra chciała mnie w ogóle wykluczyć z zabawy, ale z łaską zgodziła się mnie przyjąć, tyle że na cały miesiąc zamieniłem się rolami z Wendy, a uwierz mi, było to dla dziesięcioletniego chłopca niezwykłym upokorzeniem.
– Chodziłeś w sukience? – parsknęła.
– Miałem nawet pomalowane różem mojej mamy policzki – kręcił z niedowierzaniem głową, śmiejąc się ze swoich wspomnień.
Zazdrościła mu całą sobą tak pięknych wspomnień. Ona niestety takich nie posiadała. Cenne wspomnienia, które pielęgnowała, pojawiły się od chwili, gdy w jej życie wkroczyły Zuza i Roksi.
– Twoja kolej – wskazał na nią.
– Mało upokorzeń moich przed tobą odkryłam? – spojrzała udając zawstydzoną. Tak naprawdę nie miała nic w zanadrzu, co mogło by w jakikolwiek sposób dorównać jego opowiadaniom.
– Nie wykręcaj się – nie ustępował.
– Nie potrafię bardziej się ośmieszyć ponad to, co ostatnio sobą zaprezentowałam.
– Na pewno możesz – przekonywał ją serdecznym uśmiechem.
– Ale nie chcę, proszę nie każ mi już bardziej się ośmieszać – patrzyła mu w oczy wręcz błagalnie.
Lubiła gdy na nią patrzył niby karcącym, niby wyczekującym wzrokiem, tak jak wtedy podparty o drzewo.
– Ale to nie było śmieszne – nie reagował na jej spojrzenia.
– To może i lepiej, chyba tylko postać dramatyczna, jest mniejszą katastrofą niż tragikomiczna.
– Wrobiłaś mnie – rzucił w nią szyszką.
– Od razu czuję się lepiej, jak mam dowód, że nie obcuję z ideałem – nie pozostała mu dłużna i uczyniła to samo, tyle że zrobił unik i szyszka trafiła w drzewo.
– To było tyle lat temu, że w zasadzie się przedawniło – rzucił zuchwale.
– Chciałbyś, na pewno pozostawiło to nieodwracalny ślad w psychice małej dziewczynki, nie zapominając o twoim bracie przypadkowej ofierze tego całego haniebnego zajścia – mówiła próbując ponownie trafić go szyszką.
– Jestem niedoszłym bratobójcą, kajam się przed tobą – posypał sobie głowę liśćmi na znak pokuty.
– Wiesz, co jest najgorsze – przeciągnęła się leniwie.
– Mów.
– Że tak się ujarałam, że nie dam rady jechać, a powoli zaczyna robić się zimno – jej ciało przeszedł dreszcz.
– Trudno, zostaniemy tu na noc.
– Jasne, jest listopad, a ja zostanę w lesie na noc – naprawdę robiła się coraz bardziej głodna.
– A to twoje cacko nie ma ogrzewania?
– Ma, ale też ma misie Haribo, kto pierwszy w samochodzie ma o jednego więcej – dobiegła do samochodu jako pierwsza i wyciągnęła ze schowka opakowanie żelek.
– Jakbyś miała tu mięso, a najlepiej pizzę, to może bym się cieszył, ale Haribo? – kręcił nosem.
– Nie lubisz miśków? – była zdumiona, ponieważ uwielbiała żelki, szczególnie białe i skupiła całą swoją uwagę na wybieraniu właśnie tych z opakowania.
– Wolę pizzę – niechętnie wyjął z opakowania garść słodyczy.
– Hmm, ja też bym teraz coś zjadła, najchętniej… O wiem, krewetki Erica – rozmarzyła się, czując wzmagający się głód.
– Słyszałem o nich od Doroty – przyznał.
– No właśnie, a co Dorota mówiła o pobycie w Szwecji? Cholera patrz, ile czasu my ze sobą nie rozmawialiśmy – z trudem uświadomiła sobie, że to dwa miesiące.
– No trochę – przyznał – Dorota mówiła, że jesteś tam jak królowa - masz swój pałac, służbę, statek. Oh, drobny prezent na urodziny – kpił – że każdy chce ci nadskakiwać i zdaje się samego króla nie wyłączając z tego.
Zakryła mu usta dłonią, by dalej nic nie mówił. Nie lubiła, gdy nawet w żartach ktoś tak ją postrzegał. Tak mogły o niej pisać brukowce, ale nie bliscy znajomi. Dla nich starała się być sobą, Agatą która w życiu poznała wyjątkowego faceta, który prócz miliona zalet i tylu samo wad, miał ogromne pieniądze.
– To nie jest tak – była skrępowana tym, że on naprawdę mógł to odebrać jako snobistyczne życie.
– A teraz udajesz zawstydzoną, że niby to wszystko nie ma dla ciebie znaczenia – kontynuował, po zdjęciu ze swoich ust jej ręki.
– Antek, ja taka nie jestem – powiedziała szczerze, patrząc mu w oczy – to wszystko co tam jest, nie jest moje, to życie Erica, ja w nim tylko uczestniczę. Nie chcę wychodzić na przesadnie skromną, ale mnie to wszystko krępuje, do niczego nie czuję prawa własności, to wszystko zdobył Eric wieloma latami bardzo ciężkiej pracy – mówiła z szacunkiem o zasługach męża. Była pewna, że gdyby Eric był biednym rybakiem i był by tą samą osobą, też by się w nim zakochała.
– No ale hotel we Wrocławiu jest twój? – upewnił się.
– Formalnie jest mój, ale ciężko mi to jakoś przełknąć – westchnęła.
– Chyba trochę przesadzasz, tu wszystkim zajmowałaś się od początku do końca.
– Nie zupełnie od początku, ale do końca owszem, tyle że co ja bym mogła bez pieniędzy Erica, pewnie nie byłoby mnie stać na wyremontowanie jednego pokoju.
– Przecież jesteś z nim, razem na to wszystko pracujecie – podobało jej się to, że nie patrzył na nią jak utrzymankę, a równą Ericowi partnerkę.
– Antek, powiem ci, jak to wszystko wygląda, ale proszę potraktuj to jak szczere wyznanie, bez cienia kokieterii – miała wielkie pragnienie, by postrzegał ją taką, jaka była naprawdę, bez pompatycznego nazwiska Zimmer.
– Postaram się – zaśmiał się.
– No nie, ty już się ze mnie śmiejesz – klepnęła go w ramię.
– Trzeba było mi nie dawać trawy palić, potrafiłbym wtedy spokojnie tego wysłuchać, ale mów, mów – zachęcał. – Naprawdę bardzo mnie to ciekawi, tylko ciężko mi to teraz okazać – tłumaczył.
– No więc… – zaczęła.
– Poczekaj – przerwał jej i włączył płytę Portishead – teraz masz odpowiednio dramatyczny podkład muzyczny do tego – wciąż ją rozśmieszał.
– Spadaj Antoni, nie gadam z tobą – próbowała udać obrażoną, ale nie potrafiła powstrzymać śmiechu.
– Mów, mów, trzymaj misia na zachętę – podał jej żelkę.
– Nie – uparcie odmawiała.
– Opowiem ci jeszcze jakąś głupią historyjkę, będę się ośmieszał w twoich oczach – przekonywał zawzięcie.
– Jej, to ty masz jeszcze więcej takich historyjek. Hmm, rozumiem, że było was dużo, ale w tak brutalny sposób pozbywać się rodzeństwa, no nie sądziłam – odgrywała teatralne oburzenie.
– Cóż, moja przestępcza historia bogata jest w wiele intrygujących zbrodni.
– Ok, przekonałeś mnie. Jak poznałam Erica, on wszystko już miał – przerwała – po co ja ci mam to mówić?
– Nieważne, mów – ponaglał zdejmując marynarkę. Znów tak ładnie pachniał, ale zmusiła się, by to nie rozpraszało jej uwagi.
– Miał kilka hoteli, był obrzydliwie bogaty i każdy myślał, no prawie każdy, że poleciałam na jego pieniądze, bo jak młoda dziewczyna, ledwie po studiach i starszy o piętnaście lat facet mogą mieć coś do siebie? Nie było innego wytłumaczenia. Eric wiedział, że to wszystko nie ma dla mnie znaczenia, że mi chodzi tylko o niego. W zasadzie to powinno nam wystarczyć, ale Eric uwielbia prowokować i szokować. Te wszystkie prezenty, statki, jachty i klejnoty dawał mi, by jeszcze bardziej prowokować głupich ludzi, którzy pisali niestworzone rzeczy na temat naszego związku. Jego owszem to bawiło, mnie zdecydowanie mniej, ale potrafię grać, więc udawałam, że niby nie wiem o tych wszystkich plotach.
– Zakładałaś maskę.
– Kobieta cyborg wszystko przyjmie na klatę – zaśmiała się ironicznie – Eric dużo pracował, a ja przy nim, w zasadzie odkąd z nim jestem otworzył cztery hotele, no i piąty tu, we Wrocławiu. Nie obijałam się, naprawdę, pracowałam czasami po dwadzieścia godzin. Robiłam wszystko, co tylko było w zakresie moich możliwości, ale czy to nagle sprawia, że mam czuć się właścicielką tego wszystkiego, rościć sobie prawa? Anita była przy otwarciu prawie wszystkich hoteli, pracowała tak samo ciężko jak ja i tylko dlatego, że jestem żoną Erica, moja praca ma być cenniejsza od jej wkładu? Nie udaję, że nie lubię naszego życia, jest czystym wariactwem, do tego Eric jest nieprzewidywalny do granic możliwości. Traktuję to trochę jak nierealny świat, ale nagle przychodzi mi zmierzyć się z rzeczywistością, tą tutaj, z prawdziwym życiem, które naprawdę jest moje. Nie poukładane, poszarpane i najchętniej uciekłabym jak najdalej stąd. Jednak gdzieś czuję, że nie można być tylko w bajce, że mam tu matkę, ojca, brata i muszę jakoś te relacje ułożyć, chociaż spróbować to załatwić, by kiedyś tego nie żałować. Jeżeli jest coś, co można jeszcze naprawić, to chcę to zrobić – powiedziała ze smutkiem, wiedząc, że niestety nie wszystko jest możliwe do uratowania. Musiała przez chwilę walczyć z uporczywie powracającymi wspomnieniami.
– A Anita na długo przyjechała? Zuzę boli jej obecność – zdradził.
– Wiem, ale to bez sensu, starałam się jej to wytłumaczyć. Zuza to zupełnie osobny dział mojego życia, którego nic nie jest w stanie zamknąć. Anita jest przede wszystkim przyjaciółka Erica, w co ciężko uwierzyć, ponieważ oni non stop się kłócą. Będzie tutaj dotąd, aż się znudzi, jak zawsze. Eric starał się ją przekonać wielokrotnie, by dla niego pracowała, ale to niewykonalne. Potrafi wszystko, zakładam, że gdyby dał jej hotel tak jak mi, bez problemu by sobie poradziła. Problem w tym, że ją wszystko nudzi, jednego dnia potrafi być najbardziej zaangażowaną osobą, a kolejnego jechać w plener na zdjęcia, albo na casting, lub po prostu do lasu do domku swoich rodziców. Zakładam, że długo nie wytrzyma. I tak jest długo, ale tu jest trochę inaczej: inny kraj, dziwny język, ekscytujący ludzie, coś co nie powiela się, do tego naprawdę zaprzyjaźniła się z Dorotą.
– Mam się zacząć obawiać tej znajomości? – zażartował.
– Nie, ona jest jak facet, leci na bazarówki, takie słodkie wypacykowane lalki, jak ta twoja znajoma, ta ruda – wypomniała z satysfakcją.
– Sara – przypomniał.
– To jej bajka i jeszcze ja – roześmiała się głośno.
– Ty? A co na to Eric?
– Jakby to delikatnie ująć, nie jest tym szczególnie oburzony – powiedziała zachowawczo.
– No wiesz, ponoć to największa fantazja mężczyzny – zakpił.
– Ponoć każdego – dodała tym samym tonem, pytająco na niego zerkając.
– Nie każdego, nie zapominaj o moich walorach, przecież jestem doskonały, obcujesz z nieskalanym.
– Jasne, nieskalany, co próbował siostrę otruć – powiedziała odpalając samochód.
– Dasz radę, czy wolisz, bym ja prowadził? – zaproponował pełen obaw.
– Moje wypasione auto? – ale zatrzymała auto i przesiadła się na miejsce pasażera.
Cieszyło ją to, że powoli pokazywała mu swój świat, a on nie krył zainteresowania nim. Wiedziała, że są z innych bajek, ale nie chciała barier, by po prostu mogli być przyjaciółmi. I żeby on też tego chciał.
– Kiedy masz urodziny? – zapytał, gdy wyjeżdżali z lasu.
– W styczniu, a co? – ze zdumieniem odkryła, jak jej samochód w kilka sekund osiąga zatrważającą szybkość.
– Tak sobie pomyślałem, że jakby Eric chciał kupić ci mały samolot, proszę nie oponuj zbyt mocno – rzucił.
– Jesteś okropny – nadąsała się – ja ci wywlekam moje najbardziej skrywane emocje, a ty kpisz sobie.
– À propos twoich emocji, czy te twoje lęki mają coś wspólnego z filmem ‘Gniew’, w którym wystąpiła Anita?
– Skąd wiesz o tym filmie? – była zupełnie zdumiona.
– Dorota wspomniała. Z przerażeniem opowiedziała mi treść filmu. Od razu złapałem, ściągnąłem go, jest tam droga przez las, mało uczęszczana, dziewczyna i psychopata.
Agata nie mogła otrząsnąć się z tego, że on to odkrył. Domyślił się, że właśnie ten film spowodował jej nagłą panikę. Była wzruszona, ponieważ nikt tego nie powiązał, nikt tym zbytnio się nie zajmował, po prostu jej fobia została zaakceptowana, bez zbędnej analizy.
Nie wiedziała jak to odbierać, była wzruszona, zaniepokojona i naprawdę poczuła pustkę, świadomość, że on może zniknąć. Ból, że może nie robił tego bezinteresownie, że miał w tym cel, że tym znaczącym gestem chciał dotrzeć do niej i tym samym wygrać zakład, którego wygrać nie mógł. Pierwszy raz poczuła wdzięczność, że Zuza się przełamała i powiedziała jej prawdę. Dzięki czemu mogła w tym momencie zakładać najgorsze. Ale żal był przejmujący, wiedziała, że jeżeli kiedyś okaże się, że to wszystko było fikcją, będzie ją bolało. Bolało już teraz.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz