niedziela, 31 grudnia 2000

Rozdział 22 - Niezwyczajna codzienność

Pobudka: piąta trzydzieści. Szybka toaleta, kolejna próba wykonania perfekcyjnego makijażu, wypita w pośpiechu herbata, bieg z kanapką do samochodu. Szósta pięćdziesiąt wbiegła do swojego biura. Była najczęściej sama. Beata, jej sekretarka zaczynała pracę o siódmej trzydzieści. O ósmej powinno rozpoczynać się spotkanie z Agatą i tu zawsze pojawiała się pierwsza niewiadoma, czekali w sekretariacie jej gabinetu wszyscy: Ulka, Jacek, Magda - szefowa recepcji - dziewczyna o najbardziej promiennym uśmiechu i pozytywnym nastawieniu i ona - Dorota.
– Stawiam na ósmą dwadzieścia – Jacek położył pięć złotych na biurku Ulki.
– Ósma dwadzieścia pięć – ta położyła kolejną monetę.
– Ósma piętnaście - musicie myśleć pozytywnie – Magda dołożyła swoją działkę.
– Wpół do dziewiątej, od dziecka jestem pesymistką – Dorota zakończyła składkę.

Te zakłady były codziennością, od pierwszego tygodnia spotkań, gdy zrozumieli, że Agata ma problemy z punktualnością. Pomysłodawcą był Jacek, to on złorzecząc pod nosem położył pierwszą piątkę przed pierwszą naradą. Dorota miała wtedy pewne opory, uważała to za trochę nielojalne wobec Agaty, bawić się w taki sposób, za jej plecami.
– Dorota, Agata by się z tego śmiała – Magda z najbardziej szczerym uśmiechem i błyskiem przekory w niebieskich oczach przekonywała ją.
– Sama by się założyła – powiedziała z sarkazmem Jacek.
Od tego poranka, gdy schodzili się w jej biurze, wykładali pieniądze podając godzinę. Często następowały kumulacje stawek i emocje wzrastały. Antek był wiecznie zdziwiony ilością pięciozłotówek, które jego żona miała zawsze przy sobie, ale nigdy nie zdradziła nielegalnego źródła ich pochodzenia.
Pojawianie Agaty wiązało się z poranną kawą i przeróżnej długości spotkaniem, a potem każdy wracał do swoich zadań. Prawie każdy, Jacek często zostawał dłużej, by coś z nią dodatkowo ustalić.


Ten dzień miał być zwyczajny. Agata pojawiła się za dwadzieścia dziewiąta, powodując kolejną kumulację, przepraszając wszystkich za spóźnienie. We Wrocławiu rozpoczynały się mistrzostwa w pływaniu i większość pokoi była zarezerwowana dla sportowców.
– Jej, to ja chyba poprawię makijaż – zażartowała Magda – tylu wysportowanych mężczyzn – powiedziała, gdy się rozchodzili.
– Ależ ona jest głupia – Jacek mruknął pod nosem, gdy dziewczyna zniknęła za drzwiami.
– Klienci bardzo ją chwalą – broniła jej Dorota.
– Super – odpowiedział nie kryjąc ironii.
– Jacek, zrób Dorocie dziś ten podgląd do recepcji, by nie musiała wiecznie do nich biegać –zarządziła Agata.
– Taa – odpowiedział bez cienia entuzjazmu.
W zasadzie nikt zbytnio nie przejmował się ponurym i mało komunikatywnym Jackiem, jak też nikt nie miał zamiaru na siłę próbować go zmieniać. Z czasem jego sarkazm potrafił być nawet zabawny, gdy przyzwyczaili się, że on zwyczajnie taki jest.
– Ciekawe czy jak jej stary wyjedzie, to też będzie się tak spóźniać – powiedział obojętnie do Doroty, gdy pracował przy jej komputerze.
– Myślisz że… – Dorota zarumieniła się, zdając sobie sprawę, co sugeruje Jacek.
Nie zdążyła czegokolwiek powiedzieć więcej, ponieważ do gabinetu wbiegła Magda z przerażeniem w oczach.
– Dorota, ratuj! Katastrofa – mówiła z paniką.
– Sportowcy to pływaczki – wysyczał szeptem Jacek, ale usłyszała to tylko Dorota, która zrugała go spojrzeniem.
– Pływacy będą o czwartej po południu, a trzy dziewczyny od sprzątania pokoi zachorowały, a te co są, nie dadzą rady całego piętra wysprzątać – przerażona trzymała się za głowę – ma przyjechać sam Jakub Lewandowski – westchnęła.
Dorota choć była ignorantką we wszelkich dyscyplinach sportowych, to nazwisko jednak znała i potrafiła nawet podać w jakim stylu pływak zdobył olimpijskie złoto. Co zaskakujące, nawet Jacek okazał zainteresowanie, gdy usłyszał nazwisko pływaka. Podniósł głowę i w zamyśleniu przez krótką chwilę o czymś intensywnie myślał. W zasadzie pierwszy raz miała okazje zaobserwować cień emocji na twarzy tajemniczego chłopaka. Nie wyglądał na fana sportu, jednak ewidentnie coś go poruszyło. Dorota miała wrażenie, że chce o coś Magdę zapytać, ale po chwili zrezygnował z zapałem wyszukując czegoś w internecie.
– A dzwoniłaś do tych, co mają wolne? – Dorota od razu zaangażowała się w problem.
– Dzwoniłam. Te które odebrały, nie mogą przyjść – Magda bezradnie patrzyła na swoja przełożoną.
– Ile nie odebrało? – rzeczowo pytała.
– Nie pamiętam, w recepcji mam ich nazwiska z numerami – dziewczyna z nadzieją patrzyła na Dorotę.
– Dobrze, to chodźmy – bez zastanowienia wstała i wyszła z biura, zostawiając Jacka przy swoim komputerze.
Sama dzwoniła do pracowników, mając nadzieję, że gdy usłyszą ją osobiście, zrozumieją, że sprawa jest naprawdę poważna, ale nikt nie odbierał telefonów.
– Co jest? – usłyszała za plecami głos Agaty.
– Awaria w pokojówkach, chore są – wyjaśniła szybko, nie poddając się w wykonywaniu połączeń.
– A to jakiś problem? – Agata położyła mokry ręcznik na blacie, zapewne była z Anitą popływać.
– Dziś przyjeżdżają sportowcy, nie zdążymy pokoi przygotować dla nich – panikowała Magda.
– Jakie są braki w personelu? – zapytała rzeczowo Agata.
– Trzy osoby – westchnęła Dorota.
– A ile pokoi? – dopytywała.
– Prawie całe piętro – Dorota nie miała odwagi spojrzeć swojej szefowej w oczy.
Agata spojrzała pytająco na Anitę i po angielsku przedstawiła jej sytuację. Szwedka wysłuchała i obojętnie wzruszyła ramionami zbywając problem, do czego zresztą miała pełne prawo.
– Ale bierzemy te na końcu korytarza – upewniła się Anita w lot odgadując intencje Agaty.
– No to nie ma paniki, my je wysprzątamy – powiedziała rzeczowo Zimmer.
– Jak wy? – zapytała Dorota równocześnie z Magdą.
– No posprzątamy, zamiast pokojówek – Agata nie rozumiała zaskoczenia dziewczyn.
– Nie, nie pozwolę na to – Dorota zaprotestowała – nie ma mowy – po chwili to samo powtórzyła w tym samym tonie Anicie po angielsku.
– Nie rozumiem – Anita patrzyła z niedowierzaniem – my lubimy sprzątać pokoje – zapewniła.
To był jakiś nonsens i Dorota musiała szybko wybrnąć z tej patowej sytuacji, nie mogąc dopuścić by niepowodzenie jakie wynikło nie przerodziło się w wielką porażkę.
– Nie ma mowy – powtórzyła – nie pozwolę, byście sprzątały.
– Dorota – mówiła łagodnie Agata – mamy w tym większe doświadczenie, niż większość personelu, robimy to bardzo szybko i sprawnie, a do tego dla nas to naprawdę dobra zabawa – zapewniła. Co najgorsze Agata naprawdę zachowywała się tak, jakby była gotowa to zrobić.
– Agata, proszę nie stawiajcie mnie w takiej sytuacji – Dorota jak nigdy była pewna, że nie powinna temu ulec.
Jednak nie miała tak wielkiej siły by przekonać Zimmerową w rzeczowych argumentach, które wyłożyła.
To jak wielką zabawą dla Agaty i Anity było sprzątanie pokoi, przekonała się po kilku godzinach.
Po obiedzie poszła do kawiarni, jak co dzień na kawę. Ten rytuał był wskazówką Steph, która doradziła jej, że to sprawia, iż staje się dostępna dla reszty personelu. Jak jest problem, z którym nie mają odwagi iść do kadr i przedzierać się przez całą formalną drogę, wiedzą, że dyrektorka jest dostępna, codziennie w czasie poobiedniej kawy. Do tego dobre relacje z kelnerkami, powodowały dodatkowe korzyści, ponieważ nikt tak jak one nie był poinformowany o wszystkim, co działo się w zakamarkach hotelu. Kawiarnia, która wieczorami stawała się barem, była najlepszym łącznikiem z prawdziwymi problemami, plotkami, pretensjami.
Tego dnia nie potrafiła swobodnie pić codziennej kawy, czując, że jest to niestosowne w chwili, gdy właścicielka hotelu, w uniformie pokojówki, ze swoim gościem sprząta pokoje. I choć tak bardzo zapewniały, że dla nich to czysta przyjemność, Dorota nie potrafiła się rozluźnić, czując, że nie opanowała kryzysowej sytuacji. Szybko dopiła kawę i postanowiła ukryć się w swoim biurze, wolała milczeć z Jackiem, niż ze wstydem czekać, aż personel odkryje, kto w czasie, gdy ona relaksuje się kofeiną, sprząta hotel. Prawie biegła, by zamknąć za sobą drzwi swojego gabinetu. Ponadto wszędzie było gwarno i tłoczno. Większość gości zawodów pływackich pojawiła się wcześniej powodując dodatkowe zamieszanie.
– Jej – krzyknęła w przerażeniu, gdy wpadła na Antka, w pośpiechu wychodzącego z jej biura.
– Szukam cię właśnie – powiedział, z uwagą jej się przyglądając.
– Chodź – wciągnęła go do środka.
– Co się tu dziś dzieje? – spojrzał zaskoczony na Jacka, który swobodnie rozparty siedział przy biurku Doroty i pracował przy jej komputerze.
– Cześć – powiedział Jacek nie odrywając wzroku od monitora, nic nie robiąc sobie z obecności jej męża. Nawet nie sugerując, że jest gotowy zostawić ich na chwilę samych.
– Coś się stało? – zapytała męża.
– Ciężko dziś kogoś tu znaleźć, szukałem ciebie, bo ponoć tylko ty wiesz, gdzie jest Agata. Dzwonię do niej, ale nie odbiera telefonu – mówił nie kryjąc zdziwienia tymi nagłymi utrudnieniami i zawiłościami w dotarciu do Zimmer.
– Kto ci powiedział? – zapytała podejrzliwie.
– Co powiedział? – patrzył coraz bardziej pogubiony w tej, zdawałoby się, prostej sytuacji.
– Że tylko ja wiem, gdzie ona jest. Kto ciebie do mnie skierował? – czuła się zdemaskowana.
– A to jakaś tajemnica? – patrzył na żonę z zdziwieniem.
– Nie – powiedziała zawstydzona, spuszczając głowę.
– Dziewczyna w recepcji. Ta co się tak szczerzy do wszystkich.
Jacek zaśmiał się głośno.
– To naprawdę bardzo miła dziewczyna – Dorota po raz kolejny broniła Magdy, patrząc to na męża, to na Jacka.
– Nikt w to nie wątpi – zapewnił poirytowany Antek – czy możesz mi powiedzieć, gdzie jest Agata?
– Nie wiem czy powinnam? – Dorota czuła się coraz bardziej niezręcznie.
– A gdzie jest szefowa? – zaciekawił się raptem Jacek, nie kryjąc zaintrygowania poruszanym tematem.
– Nigdzie, później ci powiem – powiedziała do Jacka ze złością, rzucając mu ostre spojrzenie. – Chodź – pociągnęła Antka za rękę, wyprowadzając go na korytarz.
– Powiesz mi po co ten cyrk, co się dzieje z Agatą? – Antek szedł za nią.
– Chcesz wiedzieć – powiedziała ze złością – to chodź, zaprowadzę cię do niej.
Wjechali windą na trzecie piętro. Znalezienie pokoju, w którym znajdowały się dziewczyny, nie stanowiło problemu i zarazem od razu wyjaśniało, dlaczego nie odbierała telefonu. Po prostu nie była w stanie go usłyszeć; muzyka zagłuszała wszystko.
Dorota otworzyła drzwi bez pukania, które i tak nie miało sensu.
Anita odkurzała pokój, Agaty nie było widać, za to jej głos dochodził z łazienki. Śpiewała na cały głos „Crazy” Aerosmith. Anita wyłączyła odkurzacz i zaskoczona patrzyła na Dorotę i Antka. Ze śmiechem zawołała Agatę, która wyszła z łazienki z długimi, gumowymi, żółtymi rękawiczkami na rękach i ze szczotką do czyszczenia toalet, śpiewając do niej. W pierwszej chwili nie zorientowała się, że oprócz Anity jest jeszcze ktoś inny w pokoju, dopiero po chwili, podążając za jej wymownym spojrzeniem, dostrzegła ich.
– Pewnie teraz nieodwołalnie uznasz mnie za wariatkę – powiedziała z lekkim uśmiechem do Antka.
– Nie miałem co do tego najmniejszej wątpliwości, ta sytuacja po prostu potwierdza niezaprzeczalny fakt.
Dorota powoli zaczęła się przyzwyczajać do bezpośredniości, jaka łączyła tę dwójkę, nawet ją cieszyła ich pozytywna relacja, na której i ona korzystała.
– Coś się stało? – Agata uważnie się im przyjrzała.
– Antek ciebie szukał – wyjaśniła wskazując na męża.
– Potrzebuję twojego podpisu – powiedział, uśmiechając się do niej kpiąco.
– Teraz? – zapytała, nie kryjąc, że w tej chwili może to stanowić problem.
– Teraz to raczej mało prawdopodobne, zważywszy na fakt, że śpiewasz do szczotki, która zdaje się ma zupełnie inne przeznaczenie, ale byłoby dobrze, gdybyś dziś to podpisała.
– Zostało nam jeszcze tylko pięć pokoi, zostaw papiery w recepcji, podpiszę je, jak skończymy się realizować – powiedziała  z przekorą w głosie, zuchwale patrząc Antkowi w oczy.
– Macie jakiś kryzys w hotelu? – zapytał z rozbawieniem.
– Osobowy – roześmiała się.
– To ja zabieram Dorotę na obiad, a papiery zostawiam u szczerzącej się.
– Przestańcie – Dorota nie wytrzymała ciągłego dogryzania – naprawdę uważacie, że jest taka zła? – zapytała niepewnie. Magda była jej zdecydowanym wyborem, jednak wieczne uszczypliwe komentarze powodowały, że zaczynała wątpić w słuszność swojej decyzji.
– Kochanie – podeszła do niej Agata – nikt nie mówi, że jest zła, uważam wręcz odwrotnie, jest idealna na to stanowisko, potrafi swoim uśmiechem i entuzjazmem rozładować niepotrzebne napięcie, tyle że jest lekko, jakby to powiedzieć… – zamyśliła się, szukając odpowiedniego słowa.
– Pusta – dokończył za nią Antek.
– Chciałam to ująć bardziej dyplomatycznie, ale skoro kolega wysuwa tak bezpośrednie opinie, ciężko z nimi polemizować – wciąż droczyła się z nim – co i tak nie przeszkadza mi jej lubić, to bardzo sympatyczna dziewczyna – zapewniła.
Nie chciała o tym dyskutować i na siłę przekonywać ich, że Magda nie jest pustą, jak to określili, a po prostu roześmianą dziewczyną o beztroskim podejściu do życia, co w żaden sposób nie przeszkadzało jej w skrupulatnym wypełnianiu obowiązków.
– Antek, ja nie idę na obiad – powiedziała, gdy wyszli z pokoju. – Nie będę udawała, że wszystko jest dobrze, gdy Agata sprząta pokoje – powiedziała z pretensją.
– Widać odnajduje się w tym – zażartował.
– Przestań, nie powinno tak być, czuję się z tym źle.
– Dorota niepotrzebnie, przecież ona bawi się jak dziecko – zapewnił.
– Nawet jeżeli tak jest faktycznie, nie jest to dla mnie typowa sytuacja. Będę lepiej czuła się też pracując – wyjaśniła. – Mam kanapki, zjem przy komputerze, o ile Jacek się z nimi nie uporał.
– Obiecujesz?
– Tak – zapewniła całując go w policzek i poszła do siebie, zostawiając męża przy recepcji, w której miał zostawić dokumenty. Przy okazji poczuła ulgę, że nie dyskutował zaciekle w kwestii recepcjonistki, gdyż ta z dumą pokazywała każdemu podpisane zdjęcie Jakuba Lewandowskiego, który pojawił się wcześniej w hotelu.
Weszła i zmęczonym uśmiechem dała Beacie znak, że teraz ona może iść na swoją przerwę.
Zamknęła drzwi do swojego biura z nadzieją na chwilę samotności, ale niestety Jacek wciąż tam był.
– Co takiego dzieje się z Agatą? – zapytał.
– Sprząta pokoje z Anitą – powiedziała bez zastanowienia.
– Acha ­– w ogóle nie zrobiło to na nim wrażenia.
– Nie dziwi cię to? – spytała, próbując zorganizować sobie stanowisko pracy, gdyż jej było zajęte przez chłopaka, który nawet nie kwapił się, by ustąpić jej choćby fotela.
– Mało rzeczy mnie dziwi – mruknął.
– Tylko pozazdrościć – było w tym wyznaniu aż nadto szczerości.
– Raczej współczuć – zripostował.
– Wolałabym być niewrażliwą ignorantką, niż wciąż przeżywać wszystko bardziej, niż jest to warte.
– Każdy kij ma dwa końce.
– Pewnie ma, tylko który lepszy?
Roześmiał się.
– Pewnie żaden. Nie ma rzeczy łatwych i oczywistych, chyba że jesteś Zimmerem, bądź Zimmerową – powiedział wstając od jej biurka.
– Już skończyłeś?
– Tak mi się wydaje – powiedział stojąc przy drzwiach – a jeżeli coś będzie nie tak, to jutro się poprawi.
Gdy zamknęły się za nim drzwi, uświadomiła sobie, że właśnie przeprowadziła najdłuższą i najbardziej otwartą, jak do tej pory, rozmowę z Jackiem. Pomimo jego bardzo introwertycznej osobowości, potrafiła pokonać barierę, jaką roztaczał. Z satysfakcją dostrzegła tę relację, nie potrafiąc rozwiązać jej tajemnicy. Czy ona naprawdę aż tak bardzo się zmieniała i otwierała na ludzi? Owszem, wyczuwała w sobie pewne zmiany, ale czy aż tak znaczące, by mogła sforsować bariery chroniące wyizolowany świat Jacka?
Bez zastanowienia kliknęła na pasek narzędzi komputera i nie rozumiała, co tak bardzo Jacka intrygowało w osobie Lewandowskiego, że przeglądał jego rezerwacje. Może gdyby nie zobaczyła jego niecodziennego zainteresowania, którego nie zdołał ukryć podczas porannej rozmowy, mogłaby uznać, że tylko losowo sprawdzał system. Próba odgadnięcia tej zagadki nie miała sensu. Była pewna tego, że cokolwiek wzbudziło ciekawość chłopaka, dla niej było niedostępne.

Dziewczynki czekały na nią w domu pod opieką pani Stasi, niani, kobiety z ich miejscowości.
W pośpiechu zjadła obiad i usiadła z Kasią do lekcji. Potem zagrała z córkami w grę planszową. Gdy szykowała kolację, przyjechał Antek. Patrzyła jak wita się z dziewczynkami, jak udaje, że pod silnym uściskiem Eli traci oddech. Uśmiechnęła się do siebie i wróciła do nakrywania stołu.
– A teraz niech mama ciebie udusi – Ela dopominała się, by przywitał się z Dorotą.
– Duś mnie – powiedział do niej.
Lubiła go takim, jakim był tego wieczoru, tak beztroskim, zabawnym, zupełnie jej nieznanym.
Pomyślała o Agacie i Ericu, a w zasadzie o teorii, jaką wysnuł rano Jacek. Wyobrażała sobie powitanie tamtej dwójki, które na pewno było bardzo inne od tego z jej realiów. Na pewno było namiętne i czułe, ale nie ojcowskie, jak w przypadku Antka.
Idąc do sypialni zastanawiała się nad życiem Agaty, czy faktycznie seks był tak istotną jego częścią. Czy to, że była tak radosna i otwarta zawdzięczała chwilom uniesienia, o których Dorota w swoim związku powoli zapominała. Wtuliła się w męża, chcąc by ta noc była tak bardzo podobna do tej, jaką mogła przeżywać w swoim apartamencie jej przyjaciółka.
Poczuła jego ramię oplatające ją z troską i jego miarowy oddech i lekkie mruknięcie przez sen.
– Kocham cię, Dorotko – powiedział lekko wybudzony.
– Ja ciebie też – zapewniła, ze smutkiem wsłuchując się w jego uśpiony oddech.


Długo nie mogła zasnąć, a gdy jej się w końcu udało była prawie piąta trzydzieści. Pobudka, szybka toaleta, kolejna próba wykonania perfekcyjnego makijażu, wypita w pośpiechu herbata, bieg z kanapką do samochodu. Szósta pięćdziesiąt. Wbiegła do swojego biura, była jak zawsze sama…

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz