niedziela, 31 grudnia 2000

Rozdział 23 - Tajemnice Antka

Był początek grudnia i świąteczny nastrój opanowywał całe miasto. W hotelu zapanowało gorączkowe podniecenie, gdy w holu pojawiła się ogromna choinka, wysoka i jasna, ustrojona setkami światełek i bombek. Każdy wiedział, że ten dzień zbliża się coraz większymi krokami.
Widziała Dorotę stale zajętą rozmową z Magdą, z którą próbowały ustalić grafik jak najbardziej wygodny i sprawiedliwy dla wszystkich, a jednak nie zakłócający pracy hotelu. Anita nie czuła klimatu, który zapanował, zaczynała się gubić. Agata doskonale wyczuwała, że powoli zbliża się ten moment, kiedy dziewczynę wszystko znudzi. Cierpliwie czekała, aż ta jej to powie.
Eric był zupełnym przeciwieństwem Anity, jak co roku angażował się w organizację świąt i we wszystkie tradycje, jakie były z nimi związane. Pomimo swoich ateistycznych poglądów, z dziecięcą radością co roku oczekiwał nadejścia grudnia. Wciąż przekonywał Agatę, że te święta z religią mają mało wspólnego, jest to po prostu zwyczaj, który celebrował, i który pozwalał przypomnieć ludziom o podstawowych wartościach. W stroju Mikołaja odwiedzał Domy Dziecka, szpitale, wszelkie placówki, gdzie mógł pomóc, wnieść radość. Z całych sił namawiał Anitę, by została jego śnieżynką, jednak ona nie potrafiła zaangażować się w coś, w co nie wierzyła, dla niej było to obłudne. Więcej czasu spędzała z Dorotą, przesiadując z nią w jej gabinecie, pomagając zlepić grafik na okres świąt.

– Dorotę coś martwi – powiedziała wieczorem Anita do Agaty.
– Co? – ta pytająco spojrzała na przyjaciółkę, jakby od razu spodziewała się odpowiedzi.
– Nie wiem, ale jest jakaś przejęta, może powinnaś z nią porozmawiać? – doradziła Anita.
– Jasne – przytaknęła Agata lekko zamyślając się, próbując odgadnąć czym może zamartwiać się Dorota.
– Może martwi się tym, że wy wyjeżdżacie, a ona tu zostanie sama – zasugerowała Anita.
– Ale ona jeszcze nie wie, że my wyjeżdżamy, nikt tego jeszcze nie wie, nawet my nie jesteśmy tego pewni – ten argument śmiało odparła.
– Jak to? – spojrzała ta ze zdziwieniem – przecież Eric zarezerwował bilety?
– Jak to zarezerwował? Gdzie? – Agata spojrzała zaskoczona na koleżankę.
– Do Sydney – ta wymieniła nazwę miasta jak coś oczywistego.
– On zwariował, ja nie mam zamiaru lecieć dwie doby, myślałam o jakimś bliskim wypadzie, nawet brałam pod uwagę spędzenie kilku dni w domku twoich rodziców – to był jakiś absurd ze strony Erica.
– Oni tam będą na święta – koleżanka szybko pozbawiła Agatę nadziei.
– Co go napadło? Jesteś pewna, że do Sydney? – nie potrafiła zrozumieć kolejnej szalonej decyzji męża.
– Tak, jestem – bez emocji przytaknęła Anita, zupełnie nie zwracając uwagi na obruszenie koleżanki.
– Cholera, ja chciałam wyjechać na tydzień, a nie na miesiąc – ­marudziła pod nosem.
– Trzy tygodnie – sprostowała ją bezemocjonalnie.
– Super – Agata nie ukrywała oburzenia – zostaniesz tu, by pomóc Dorocie? – zapytała błagalnie, wiedząc, że nie będzie w stanie przekonać Erica do zmiany planów.
– Wiesz, że nie lubię świąt – westchnęła z rozpaczą.
– Nikt ci nie każe ich celebrować – próbowała ją przekonać.
– Jasne, mają mnie za dziwaczkę. Dlaczego Polacy nie rozumieją słowa "nie"? Dziękuję – mówiła z pretensją.
– Ja rozumiem – Agata robiła wszystko, by ją udobruchać – Zostaniesz? – pytała z rozpaczliwą nadzieją.
– Ale zaraz po waszym powrocie spadam stąd – powiedział lekko nadąsana Anita.
– Dobrze, nie będę naciskać – zapewniła.
– A ty dowiedz się, co gryzie Dorotę – wręcz rozkazała Agacie.
– Dowiem się – obiecała.

Dotarcie do Doroty nie było takie proste, jak wydawało się Anicie. Po kilku zapewnieniach Doroty, że wszystko jest w jak najlepszym porządku, trzeba było uruchomić cały mechanizm pośredników, który zdawał się nie istnieć w tak ścisłej zależności.
– Zuzka, kochanie dowiedz się, o co jej chodzi, bo inaczej Anita nie zostanie – Agata błagała przyjaciółkę, siedząc w centrum handlowym w kawiarence przy kawie w trakcie zakupów świątecznych.
– Wiesz, że wcale mi na tym nie zależy, by ona akurat została – Zuza nie ukrywała swoich uprzedzeń i teraz mieszała gwałtownie łyżeczką w szklance kawy.
– Ale powinno ci zależeć, bym ja mogła spokojnie wypocząć.
– Dlaczego? Nie mam nic przeciwko, byś święta spędziła we Wrocławiu – Zuza spojrzała w oczy przyjaciółki.
– Zuza, proszę nie bądź dzieckiem, Anita pozwoli Dorocie spędzić święta z rodziną – Agata nie miała ochoty na głupie przekomarzanie.
– Dobra, dowiem się – ustąpiła raptem, najwyraźniej nudząc się tematem.
– Anita po naszym powrocie wraca od razu do Szwecji – zdradziła, wiedząc, że ta informacja ucieszy przyjaciółkę.
– Och, jaka szkoda – Zuza powiedziała ze złośliwością.
– Głupia jesteś, Su – Agata pokazała jej język.

Agata siedziała w recepcji i przeglądała rezerwację na święta i sylwestra, porównując to z rozplanowanym grafikiem pracy. Była dumna ze swoich pracowników, zwłaszcza Doroty i Magdy, które tak dobrze poradziły sobie w organizacji pracy na ten okres.
– Co robicie? – dosiadła się do nich Anita, która ostentacyjnie, w chwilach gdy wszyscy szykowali się do świąt i tylko o nich mówili, znikała na całe dnie w siłowni, będąc tam prawie sama.
– Pracujemy – zauważyła Agata nie odrywając wzroku od zapisanej kartki.
– Masz ochotę? – Magda poczęstowała Anitę czekoladą, jaką obdarował zauroczony uśmiechniętą dziewczyną gość hotelowy.
– Bleee – wzdrygnęła się ta tradycyjnie, co nie było niczym nowym dla Agaty, ale Magdę zaintrygowało.
– Nie lubisz czekolady? – recepcjonistka zapytała zdumiona.
– Nie, smakuje jak największa porażka mojego życia, nie potrafię jej nawet powąchać, a co dopiero próbować – powiedziała z odrazą.
– Byłaś kiedyś gruba? – spytała z naiwnością w głosie.
– Gorzej – zapewniła Anita i nie wyjaśniając więcej, wyszła zza kontuaru, z obrzydzeniem spoglądając na czekoladę.
Agata roześmiała się. Nie sądząc, że Magda mogła tak opacznie zrozumieć epizod z życia Anity - historię jej chłopaka na motorze, którą ona tak dobrze znała. Związek Anity z mężczyzną, facetem-porażką zajadającym się czekoladą. Fakt - dziewczyna po tym związku nie miała urazu do całości motocyklowego stylu życia: motorów, skór, kasków, a właśnie do czekolady, ponieważ to tabliczkę czekolady najbardziej kochał jej wybranek, zajadał się nią i relaksował.
Agata zamyśliła się, ponieważ ta historia stała się nagle czymś więcej niż traumą Anity. To było coś niepojętego dla normalnego obserwatora. W jej głowie powoli rozwiązywała się intrygująca zagadka. To, że jest na dobrej drodze w analizowaniu obserwowanej rzeczywistości, przekonała się jeszcze tego samego dnia, gdy odkryła sekret Antka.
– Wszystko wiem – usłyszała Zuzę w telefonie.
– Mów – rzuciła niecierpliwie.
– Za czterdzieści minut w kawiarni, w galerii – zaproponowała przyjaciółka.
Agata spojrzała na zegarek, dochodziła druga po południu, co stanowiło niejaki problem. Nie był to dobry czas, by nagle opuścić hotel, ale nie mogła się oprzeć rozsądzającej ją ciekawości.

Wjechała na skrajnie zatłoczony parking. W końcu udało się jej znaleźć wolne miejsce. Wysiadła i bez zastanowienia pobiegła, by nie spóźnić się na spotkanie z Zuzą. Z ulgą odkryła, że jest pierwsza. Chwilę po tym jak zamówiła dwie kawy i ciastka, pojawiła się Zuza obładowana pakunkami.
– Milena zmieniła list do Mikołaja, zupełnie. Mam nadzieję, że ostatecznie – Zuza z ulgą rozsiadła się w fotelu.
– Nie chce już psa? – zdziwiła się Agata.
– Chce, ale twierdzi, że bardziej kocha tatusia – powiedział z lekkim poirytowaniem.
– Co mówiła Dorota? – Agata szybko przystąpiła do dręczącego ją zagadnienia.
– Oczywiście, jak wszystko, co jej dotyczy, jest banalnie proste dla nas, ale dla niej stanowi przeszkodę nie do pokonania – przewróciła oczyma i zamiast wyjaśniać, zajęła się zajadaniem szarlotki.
– To znaczy? – dopytała Agata, nie rozumiejąc zawiłego wywodu przyjaciółki.
– Masz misję – spojrzała na nią wymownie.
– Znowu – wzburzyła się.
– Tym razem nie wmówisz mi, że to moja wina. Sama tego chciałaś, to masz – Zuza aktorsko rozłożyła ręce.
– O co chodzi? – Agata straciła ochotę na ciasto, odsunęła od siebie talerzyk i wyczekująco patrzyła na przyjaciółkę.
– Problem Doroty polega na tym, że nie wie, jak powiedzieć Antkowi, że nie pojadą na święta do Krakowa – wyjaśniła.
– A on chce jechać do domu na święta? – zapytała ze zrozumieniem, przypominając sobie jego opowieści rodzinne. Poczuła się winna temu, że on nie spędzi świąt w rodzinnym domu.
– Ona tego nie wie, bo jeszcze nic nie ustalili – prześmiewczo powiedziała Zuza.
– To w czym problem? – Agata podejrzliwie spojrzała na przyjaciółkę.
– W tym, że Antek przez wiele lat raczej nie pałał chęcią do spotkań rodzinnych, po prawdzie, nie tyle unikał rodziny, co wizyt w Krakowie – zdradzała Zuza, łapczywie jedząc ciasto.
– Co ty mówisz, przecież odkąd tu przyjechałam, wciąż słyszę, że on jest w Krakowie – Agata zaczynała gubić się w nowych faktach.
– Tak jest od niedawna. W zasadzie od roku, odkąd jego siostra miała załamanie. Miała jakieś poważne problemy osobiste i on zaczął tam jeździć, wcześniej bywał bardzo sporadycznie.
– Co takiego stało się jego siostrze? – zapytała z przejęciem.
– Jakiś koleś ją dość nieładnie potraktował – wyjaśniła, nie wdrażając się w temat.
– Ale nadal nie rozumiem problemu.
– No bo jak powiedziałam, problem ma Dorota, jak zwykle niepotrzebnie. Ale my jej pomożemy – zapewniła, patrząc to na Agatę, to na jej kawałek ciasta, po czym zadowolona przysunęła sobie talerz przyjaciółki.
– Jasne – Agata przytaknęła z sarkazmem.
– Dorota nie wie jeszcze, że ty jedziesz z Rudym na koniec świata. Może i lepiej, jak bym jej powiedziała, pewnie padłaby na zawał. Czuje potrzebę pozostania na miejscu, ale też nie wyobraża sobie, że mogłaby odmówić Antkowi, gdy ten powie, że chce święta spędzić w Krakowie.
– Ale przecież ona jeszcze nie wie, czy on chce jechać do Krakowa – Agata wciąż nie mogła pojąć w czym tkwi trudność.
– Dokładnie, bo to taki zaoczny problem – Zuza uśmiechnęła się krzepiąco do Agaty, po czym z zazdrością obejrzała się za młodą dziewczyną, która schylając się po swoje pakunki, odsłoniła ponętny biust.
– Dlaczego mi tego nie powiedziała? – Agata zapytała z żalem, gdyż zdawało jej się, że jej relacja z Dorotą jest na tyle przyjazna, iż ta nie powinna mieć obiekcji przed takimi wyznaniami.
– Przypuszczam, że nie chce w twoich oczach się ośmieszyć – wyznała obojętnie.
– Ona myśli, że bym ją wyśmiała? – Agata patrzyła z niedowierzaniem, starając się ukryć żal.
– Raczej nie chce obciążać cię niepotrzebnymi sprawami – spokojnie skwitowała Zuza.
– Czyli jaki jest plan?
– Prosty – Zuza puściła oczko do przyjaciółki.
– Jak zwykle – przytaknęła Agata z cynizmem.

Pomimo tego, jak bardzo by się nie oszukiwała, cieszyło ją, że ma pretekst do spotkania z Antkiem, a w zasadzie dwa. Wiedziała od Zuzy, że Antek jest w restauracji w centrum. Odczekała, aż Dorota skończy pracę i wróci do domu.
Mając pretekst, motyw i aprobatę Zuzy bez zastanowienia pojechała do restauracji, ale Antka nie było, pomimo iż Zuza zapewniała, że będzie.
Wielce zawiedziona usiadła przy stoliku; poczuła się oszukana. Szybka analiza podsunęła jej przykry scenariusz. Przecież nie tylko ona wiedziała, że Dorota jest w domu, zajęta dziewczynkami, że nie będzie miała czasu na to, by sprawdzać, co dzieje się u Antka, on też to wiedział. Zatem był to idealny moment nie tylko dla niej, ale też dla niego, na to, by realizować swoje niemoralne życie. Zamówiła obiad, ale nie miała apetytu, męczyła czerwony, gęsty sos, bezmyślnie maczając w nim tortillę. Mogło oczywiście wydarzyć się tysiące innych rzeczy, ale ona z lękiem zakładała, że jej przypuszczenia mogą być prawdziwe. Z pełną wyrazistością widziała poświęcenie Doroty - motającej się ze sobą, starającej się zadowolić wszystkich, gdy w tym czasie jej mąż oddawał się lubieżnym zabawom. Najbardziej bolało to, że ją okłamał, mówiąc, że zszedł ze złej drogi, w co ona tak bardzo chciała uwierzyć i w co uwierzyła.
Wychodziła już z restauracji, gdy wpadła na Karola.
– Cześć, Agata – przywitał ją zaskoczony.
– Cześć, właśnie wychodzę – uśmiechnęła się lekko.
– Sama tu jesteś?
– Tak – zaśmiała się – miałam nadzieję, że któryś z was będzie i dotrzyma mi towarzystwa, a tu pusto – przyjaźnie dotknęła jego ramienia.
– Ty wychodzisz, a my się zjeżdżamy – powiedział jej na odchodne.
– Zuza przyjechała? – zmrużyła oczy, próbując odgadnąć, co tamta knuje.
– Nie, Antek – obrócił się wymownie, wskazując na parkujący samochód – wracamy od mechanika, odstawialiśmy mój samochód – wyjaśnił.
Czuła jak zła aura ją opuszcza, jak cały ponury nastrój oddala się, a wstępuje w nią niewymowna radość. Miała ochotę głośno roześmiać się. Wyśmiać swoją paranoję, swoje niedorzeczne posądzenia. Czuła w sobie nowe siły, ekscytację i moc. Bez zastanowienia wybiegła przed lokal, zapominając o istnieniu Karola i bez skrępowania czekała na Antka.
– Cześć, szefowa – przywitał ją, nie kryjąc rozbawienia jej widokiem.
Pokazała swoje kluczyki i wymownie spojrzała na samochód, na co on tylko roześmiał się i przejął je bez oporu, porozumiewawczo patrząc jej w oczy.
– Karol, będę później – krzyknął do zdumionego wspólnika i usiadł za kierownicą jej samochodu.
Nie pytał gdzie, nie pytał dlaczego, nie udawał, że nie sprawia mu to przyjemności, zresztą tak jak i ona. Włączył płytę i z zaskoczeniem wsłuchiwał się w Comę.
– Eric ostatnio jeździł moim samochodem – wyjaśniła, a on tylko porozumiewawczo skinął głową.
– Kiedy dokładnie masz te urodziny? – zapytał, patrząc na nią z podstępnym uśmiechem.
– A dlaczego pytasz? – zamrużyła oczy, nie kryjąc zaciekawienia tym, do czego zmierza.
– Bo nie wiem, ile mam czasu na zrobienie licencji pilota – żartował.
– Zapomnij – pokazała mu język – w swoje urodziny będę w samolocie – powiedziała to już poważniej.
– Jak to? – rozpoznała, że tylko udaje obojętność.
– Będę wracać z wakacji, ale jako pasażer – z coraz silniejszym zainteresowaniem badała jego emocje.
– Jedziesz na wakacje? – był ewidentnie zaskoczony.
– Tak. Właśnie o tym muszę z tobą porozmawiać – obrała poważniejszy ton.
– A już miałem nadzieję, że tak po prostu chcesz się ze mną spotkać.
– To też – zapewniła.
– Acha, o co chodzi? – wyczuła w jego głosie zawód.
– Antek, ja naprawdę lubię te nasze spotkania – zapewniła szczerze.
– W czym problem, tym razem? – nie krył swojego rozczarowania.
– Ok, nie będziemy rozmawiać o problemie, po prostu potraktujmy to jak miłe spotkanie – poddańczo podniosła ręce.
– Przestań, mów – zachęcił.
– Jak by mi te spotkania nie sprawiały przyjemności, rozmawiała bym z tobą przez telefon – przekonywała, choć sama do końca nie rozumiała, dlaczego zależy jej na tym, by wierzył w jej szczerą sympatię.
– No dobra, przekonałaś mnie – powiedział z lekkim sarkazmem.
– Nie, nie przekonałam – upierała się.
– Ej, to ja powinienem się dąchać – rzucił jej szybkie spojrzenie, w którym odkryła nutę ironii, którą tak bardzo w nim lubiła.
– Ja się nie dącham, w ogóle co to za głupie słowo? – zdegustowana wykrzywiła usta.
– Głupie, ale je podłapałaś. Gdzie jedziesz na wakacje? – na nowo stał się jej ulubionym kolegą.
– Za daleko, zdecydowanie – westchnęła nie potrafiąc cieszyć się daleką podróżą.
– Kiedy? – pytał krótko.
– Na święta, wracamy po moich urodzinach.
– Samolotem? – rzucił jej złośliwe spojrzenie. – Gdzie tkwi problem?
– Jaki problem?
– No ten, dla którego wyciągasz mnie do lasu? – spojrzał jej w oczy ze złośliwym półuśmiechem.
– A ten – załapała. – Poczekaj – wysiadła z samochodu i podeszła do drzewa, lekko je klepnęła na przywitanie, po czym wróciła do samochodu – zimno okrutnie.
– Nic dziwnego, jest grudzień – skomentował.
Naprawdę lubiła to miejsce oddalone od cywilizacji, gdzie nawet telefon nie miał zasięgu, gdzie mogli być sami. Nagle zapominała o całym świecie i było tak jakby rzeczywistość, jej życie dotyczyło tylko tego miejsca i tylko człowieka siedzącego obok niej.
– Szkoda, że nie ma śniegu. Tu musi być przepięknie ze śniegiem – powiedziała z nutą nostalgii w głosie.
– Jest – zapewnił.
– Widziałeś? – spytała, patrząc na ciemny las.
– Jasne, to miejsce odwiedzam od kilku lat. Byłem tu kiedyś nawet w czasie burzy.
– Nie bałeś się?
– Byłem w takim stanie, że mało mnie to obchodziło – powiedział lekko zamyślony. – Było, minęło, piorun mnie nie zabił – zdecydowanie powrócił do rzeczywistości.
– To dobrze – zmieniła płytę na Skin, rozpoznając, że Coma nie do końca jest w jego guście.
– Może i dobrze – mówił wracając do żartowania – nie zobaczyłabyś tego miejsca.
– Myślisz, że tylko dlatego ciebie lubię? – uparcie walczyła o to, by uwierzył w szczerość jej relacji, mając nadzieję, że wtedy nie okaże się wyrachowanym gnojkiem.
– A lubisz mnie? – zapytał przekornie.
– Nie – roześmiała się – wcale.
– Ja ciebie też nie lubię – zapewnił.
– Wiem, to się czuje.
– Bo ja taki drań jestem – śmiał się, patrząc jej w oczy.
– Nie, nie jesteś – powiedziała podtrzymując spojrzenie, które powoli stawało się niezręczne.
– Powiedz, co się tym razem stało – odwrócił wzrok, patrząc przed siebie na las, a ona zastanawiała się, dlaczego nie wykorzystał tej chwili.
Miała nadzieję, że ten zakład to bzdura, że nie ma znaczenia w ich relacjach, bo przecież gdyby miał, powinien był coś zrobić. Zatem igrała, poniekąd prowokowała i nie potrafiła odpowiedzieć na pytanie, które coraz częściej ją nękało: po co to robi. Szybko odrzuciła dręczące ją myśli.
– Sprawa jest trochę skomplikowana – przeszła do sedna. – Anita zauważyła, że Dorotę coś gryzie, próbowałam to z niej wyciągnąć, ale wciąż mnie zapewniała, że wszystko gra – powiedziała jednym ciągiem.
– Sądzisz, że ja to z niej wyciągnę? – spytał z niedowierzaniem.
– Poradziłam sobie bez ciebie – dumnie oznajmiła. – Zuzka to z niej wyciągnęła.
– Powiedziała Zuzie? – był zdumiony.
– Wiesz, w końcu z Zuzą dłużej się przyjaźni – obrała łagodną wersję, by go nie urazić. Owszem, dziwnym było dla niej to, że dwoje ludzi potrzebuje pośredników, by wyjaśnić proste sprawy, ale nie chciała mu tego okazywać. Doceniała swój układ z Ericem, gdzie nie było żadnych problemów w komunikacji.
– Dorota ma problem ze świętami – wyjaśniła.
– Jaki problem ze świętami może mieć Dorota? – zdębiały patrzył na Agatę.
– Gdzie je spędzicie? – spojrzała na niego, chcąc odczytać jego plany.
– Ależ my o tym w ogóle jeszcze nie rozmawialiśmy – powiedział zdziwiony.
– Ona podejrzewa, że będziesz chciał jechać do Krakowa – mówiła bardzo powoli, obserwując jego reakcję.
– A ona chce jechać do Kostrzyna? – zapytał bez zastanowienia.
– Nie, ona chce zostać w domu – uśmiechnęła się łagodnie.
– To w czym problem? – nie krył, że gubi się w zaistniałej sytuacji.
– Powiedziała Zuzie, że nie będzie potrafiła ci odmówić, tym bardziej że nareszcie zacząłeś chętniej odwiedzać Kraków – nie traciła czujności.
Patrzył na Agatę ze zdziwieniem.
– Dlaczego mi tego nie powiedziała? – zapytał powoli.
– Nie wiem – wzruszyła ramionami, obserwując jego zamyślenie. Samą ją to zastanawiało.
– Dlaczego ona tak się zachowuje? Nie potrafię tego pojąć – był szczerze zaniepokojony i zdumiony.
– Nie wiem, mi też nie chciała tego powiedzieć, widać najbardziej ufa Zuzie – starała się swoim spokojem, wpłynąć na stan jego emocji. Jakby nie starała się go usprawiedliwiać, jedno ją gnębiło, dlaczego on dopiero teraz zaczyna to dostrzegać.
– Powinna mi – przyznał ze smutkiem.
– Ja też miałam nadzieję, że mi ufa – jednak nie miała odwagi rozprawiać z nim o tym, co działo się w jej głowie. To nie była jej sprawa i nie miała prawa wtrącać się i osądzać.
– Ona nie chce ciebie zawieść w żadnym aspekcie – stwierdził.
– Może ciebie też – starała się asekuracyjnie wyjść z tego tematu.
– Daj spokój, jesteśmy małżeństwem tyle lat, a ona nigdy nie zrobiła niczego, o co mógłbym mieć jakikolwiek żal, czy pretensję.
– Kobieta idealna – krótko skwitowała.
– Teraz mam żal, że nie mówi mi tego wszystkiego. Że powie coś tobie, Zuzie, a mi nie – był coraz bardziej wzburzony i zaniepokojony. Poruszały ją te rozterki, jednak musiała być sprawiedliwa i wiedziała, że sam sobie na to zapracował. Wróciła do swojej misji i kontynuowała zadanie.
– Antek, kobiety tak mają – złapała go za rękę, wzmacniając swoje zapewnienie – my potrzebujemy przyjaciółek, kogoś komu możemy się zwierzać ze wszystkiego, dla was chcemy być idealne.
– Dorota zawsze była mało wylewna – powiedział wplatając swoje palce w jej dłoń.
– Nie oczekuj, że nagle się zmieni! – poddawała się z coraz większym niepokojem jego dotykowi. Było to przyjemne.
– Nagle nie, ale trochę lat minęło, może już powinna.
Nie odpowiedziała, siedzieli w ciszy wsłuchując się w ciemny las.
– Dlaczego nie jeździłeś przez tyle lat do Krakowa? – przerwała długą ciszę.
– Jeździłem, ale rzadko, nie było potrzeby. Moja siostra ma problemy, więc jestem tam częściej. Trochę się jej w życiu pomąciło, ale mam nadzieję, że wychodzi już na prostą, tak w każdym bądź razie zapewnia – mówił pełen niepokoju.
– Wierzysz jej?
– Nie wiem. Ona ma w sobie chroniczną potrzebę bycia szczęśliwą i ufam, że to się nie zmieniło – był bardzo przejęty losem swojej siostry.
– Zadam ci pytanie, ale patrz mi w oczy – poprosiła.
– Ok – popatrzył ze zdziwieniem.
Złapała go mocniej za rękę, patrząc mu prosto w oczy.
– Czy to że tak rzadko bywasz w swoim rodzinnym mieście, ma związek z tym, że nie lubisz polskiego rocka?
Zobaczyła w ułamku sekundy tysiące emocji. Próbował wyrwać rękę z jej splotu, ale przytrzymała ją stanowczo, zmuszając, by ponownie spojrzał w jej oczy.
– Nie chcę o tym rozmawiać – powiedział po długiej chwili, unikając jej natarczywego spojrzenia.
– Bo nadal boli? – nie ustępowała.
– To będzie bolało zawsze, ponieważ to największa porażka mojego życia – spojrzał w końcu jej w oczy.
– Aż tak wielka, by tyle dla niej poświęcić? – nie rozumiała, co takiego mogło odłączyć go od rodziny, od dziesiątek pięknych wspomnień.
– Aż tak wielka, by zrobić wszystko, by o niej nie pamiętać, by nie liczyć się z ceną tej amnezji – powiedział pewnie.
A jednak udało jej się dotrzeć do tajemnicy, jaką skrywał w sobie.
– Tak wielka, że nie chcesz mi o niej opowiedzieć? – nie poddawała się, chcąc dotrzeć do sedna.
– Tak wielka, że nie dziś – uśmiechnął się lekko.
– Tak wielka, że kiedy? – nie dawała za wygraną.
– Tak wielka, że kiedyś… Może kiedyś… – poprawił szybko.
– Ej, nie ma może – obruszyła się.
– Nie dąchaj się – pocałował jej dłoń.
– To nic nie da – udała, że gest ten nie robi na niej wrażenia.
– Odwiozę cię do domu – odpalił samochód, delikatnie rozplatając ich dłonie.
– Nie dam ci się przelecieć moim samolotem – wciąż udawała obrażoną, gdy wyjeżdżali z lasu.
– Pewnie że dasz, będziesz wystawać pod restauracją z kluczykiem do swojego czarterka, prosząc bym go odpalił – droczył się z nią.
– Myślisz, że samolot odpala się na kluczyk? – zainteresowała się.
– Nie wiem, cholera, ale pewnie jakiś klucz tam być musi, to ty jesteś milionerką, to powinnaś takie rzeczy wiedzieć – wciąż jej dokuczał, wytykając majętność Erica, jednak powoli faktycznie zaczynała się z tego śmiać.
– Ja jestem żoną milionera, mam prawo nie wiedzieć takich rzeczy – udała wyniosłość.
– Skromną żoną – dodał – ale jakby chciał zrobić ci prezent w postaci samolotu, naprawdę jestem gotów się poświecić i zrobię licencję – śmiała się, zatrzymując samochód pod restauracją.
– Ależ jesteś wielkoduszny – złapała się za serce.
– Tylko dlatego, byś nie pozostawała sama w przestrzeni powietrznej.
– Ja się z twoich fobii nie naśmiewam – krzyknęła za nim, gdy wysiadał z jej samochodu.
– Moje nie są śmieszne – powiedział, otwierając przed nią drzwi auta.
– Tego nie jestem w stanie ocenić – powiedziała obrażona, przesiadając się na miejsce kierowcy.
– Agata – zatrzymał ją, zanim wsiadła do samochodu – wiesz, że się nie naśmiewam.
– A ja się nie dącham – zapewniła.
Złapał ją za nos, przytulił.
– Zobaczymy się jeszcze przed twoim wyjazdem? – zapytał z nadzieją.
Nie wyobrażała sobie, by mogło być inaczej, jednak była świadoma, że zwłaszcza w tym okresie, może mieć problemy z wolnym czasem.
– Organizujemy wigilię w hotelu przed wyjazdem, więc na pewno się spotkamy – nie mogła mu więcej obiecać.
– Dorota nie wie, że wyjeżdżasz? – domyślił się.
– Jeszcze nie, ale zostawiam jej Anitę, zaopiekujcie się nią, tylko na święta jej nie zapraszajcie, ona nie znosi świąt, jest ateistką z zasadami.
– A są ateiści bez zasad?
– Jasne, Eric jest. W Boga nie wierzy, ale to mu nie przeszkadza w hucznym obchodzeniu świąt i celebrowaniu wszelkich rytuałów z nimi związanych.
– Wracaj do swojego popapranego świata – zamknął za nią drzwi.
– A ty do swojego idealnie poukładanego – powiedziała przez otwarte okno.

Stał na skraju ulicy, patrząc za odjeżdżającym autem. Zniknęła nagle, gdy wjechała na skrzyżowaniu w prostopadłą ulicę.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz