niedziela, 31 grudnia 2000

Rozdział 24 - Milcz, Karolu

To było w szale zakupów i wszelkich innych przygotowań świątecznych. Tak! Na pewno wtedy. To był czas, kiedy powinna z uwagą wysłuchać męża, ale ona go wyśmiała tak, że nigdy już nie odważył się ujawnić swoich wątpliwości, a miał ich wiele. Ale dlaczego akurat wtedy - w sytuacji, która była tak klarowna, nie wzbudzająca najmniejszego niepokoju, zwątpienia - nie dała mu szansy?

Karol wrócił z pracy i krzątał się bez celu po domu. Zuza czuła, że męża coś gryzie, ale znała go na tyle, że wiedziała, że przy pierwszym pytaniu nie odpowie, potrzebował kilku kolejnych, a na to tego dnia naprawdę nie miała czasu. Milena stale wymądrzała się, zarzucając rodzicom, jak mało czasu spędzają w domu. Próbowała wmówić im, że Karol jest niczym gość i gdyby pies zamieszkał w jej pokoju, na pewno nie odbiłoby się to na jego zdrowiu. Liczyła na wrzuty sumienia Zuzy bądź Karola, które miały spowodować nagłą zmianę decyzji, ze wszystkich sił starając się przekonać brata, by wsparł ją w jej żądaniach.
Tego wieczoru Zuza nie miała siły na dodatkowe ceregiele, które miały skłonić do zwierzeń Karola, by ten wreszcie powiedział to, co zamierzał. W duchu jednak liczyła, że chociaż on odpuści w tym dniu.
Ale nie odpuścił.

– Zuza jest coś, o czym powinnaś wiedzieć – powiedział z powagą.
– Tak? – zapytała, siadając przy stole.
– Dziś w restauracji była Agata, naszej, w centrum – nie krył przejęcia.
Jednak ona doskonale wiedziała o tej wizycie, jak też o celu, jaki jej przyświecał.
– Obawiasz się, że jedzenie w hotelu jej nie smakuje? – nie rozumiała wielkiej powagi męża.
– Nie, raczej nie, o tym nie pomyślałem – był zdekoncentrowany, kręcił się po kuchni w poszukiwaniu nie wiadomo czego.
– To w czym problem? – zapytała chłodno.
– Chodzi o jej relacje z Antkiem – wyrzucił z siebie.
– To znaczy? – wpatrywała się w niego pytająco.
– Wiesz, w zasadzie wpadłem na nią, jak wychodziła. Była jakaś nie w sosie, dopiero jak zobaczyła, że Antek jest ze mną, jej nastrój wyraźnie się poprawił – powiedział z przejęciem, jakby odkrywał największy sekret.
Zuza z trudem powstrzymała śmiech, starając się zachować powagę. Rozmawiała z Agatą i dokładnie wiedziała, co ta czuła wychodząc z restauracji. Agata szczerze wyznała, że pomyślała, że Antek w tamtej chwili wykorzystuje czas, który jego żona poświęca dla córek na swoje rozpustne życie.
– A co w tym dziwnego? – starała się zachować powagę.
– To że pokazała mu kluczyki do swojego auta, a on jak zaczarowany, bez zastanowienia wsiadł do niego i pojechali. Na długo. – Zdegustowany kręcił głową.
– Jak długo?
– Nie wiem, ile dokładnie go nie było, ale wrócili na pewno po dobrych dwóch godzinach.
– Może miała z nim coś do omówienia? – wręcz bawiła ją ta wymiana argumentów.
– Niby co? – parsknął.
Zuza w duchu śmiała się z tego, że jej biedny mąż nie ma świadomości, jak przebiegłe potrafią być kobiety, jak manipulują nieświadomymi niczego mężczyznami.
– Nie jestem Agatą, ciężko mi cokolwiek sugerować. Nie rozumiem, co ciebie tak bardzo niepokoi? – bezradnie rozłożyła ręce.
– Wiesz, Antek wrócił zupełnie odmieniony, tak jakby nagle ktoś mu powiedział, że świat jest prosty i nic nie może stanowić dla niego problemu – Karol pogrążał się w swoich teoriach.
– Ale jaki to ma związek z Agatą? – udawała, że niczego nie pojmuje.
– No wiesz, ten wasz głupi zakład. Nie jestem pewien, czy Agata nie łapie się na jego zagrywki, czy jego działania nie są skuteczne? – nie krył zażenowania tym wspomnieniem. Nie sądziła, że ten pamiętny wieczór również zaprząta myśli Karola, jednak nie mogła mu niczego zdradzić.
– Ale z tego, co mówisz to on był bardziej pobudzony spotkaniem niż ona – zignorowała niepokój męża.
– No był, jak wariat stał na ulicy i patrzył, jak ona odjeżdża.
– Kochanie, to gdzie widzisz problem, wychodzi na moje? – ogłosiła zwycięsko.
– Zuza, oni mają jakieś dziwne relacje, on je jej z ręki – Karol próbował wzbudzić w niej niepokój.
– Wciąż wychodzi na moje – nie ulegała jego słowom.
– Ale po co ona tam się pojawiła, po co z nim pojechała – był ewidentnie zaniepokojony.
– Najwidoczniej miała jakiś powód – pogłaskała go po głowie.
– Coś mi w tym nie gra – nie dawał się zbyć.
Przytuliła się do niego, wzruszona jego przejęciem. Kochała Karola właśnie za to, że był jej tak bardzo oddany, zawsze z nią szczery i niezwykle podatny na jej manipulacje.
– Karol, wiesz dlaczego tak pewnie założyłam się o Agatę? – zapytała łagodnie.
Spojrzał na nią pytająco.
– Bo to jedyna osoba, oprócz ciebie, której ufam, która wiem, że ma zasady.
– Zuza, ale to naprawdę nie było zwykłe spotkanie – patrzył na nią z przejęciem, jednak coraz bardziej ulegał jej czułemu dotykowi.
– Karol mówimy o Agacie, mojej Agacie i zaufaj mi, że cokolwiek byś nie zobaczył, nic nie powinno wzbudzać twojego niepokoju.
– Dlaczego jesteś jej tak pewna?
– Bo ona jest dobra, cokolwiek robi, robi w słusznej sprawie, zaufaj mi – wtulała się w niego.



Tak, to właśnie wtedy zmusiła Karola do milczenia, zakazując mu wątpić. I choć wątpliwości gromadziły się w nim, nigdy ich nie wyartykułował, nie chcąc narażać się na wymówki żony. Usłyszała to od niego po latach, po latach, gdy nic już nie miało znaczenia, ponieważ wszystko co miało się wydarzyć, dokonało się.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz