niedziela, 31 grudnia 2000

Rozdział 26 - Małe tęsknoty

Miała zakaz zapraszania Anity na święta i przyrzekła się do niego zastosować, Antek miał dopilnować tego, a jednak było to bardzo ciężkie wyzwanie. Zbyt ciężkie, by mogła beztrosko spędzić ten czas z rodziną. Było gwarnie i tłoczno. Przyjechała jej mama, mama Antka przywożąc ze sobą Gośkę, która była w trakcie trzeciego rozwodu i potrzebowała ramienia macochy. I choć tak wiele się działo, nie potrafiła zapomnieć o Anicie i z trudem przypominała sobie o złożonej obietnicy. Od zawsze uwielbiała okres świat, ciepła rodzinnego, przystrojonego domu przesiąkniętego zapachem cynamonu. Tak, uwielbiała kiedyś, jeszcze niedawno. Teraz było bardzo przyjemnie, jednak nie potrafiła tak bardzo zaangażować się, bo jej świat był podzielony, jej świat był też tam, jej świat był powiększony o osoby, których przy niej nie było, a ona tak zwyczajnie za nimi tęskniła.
Szukała powodu, najmniejszego pretekstu, by choć na chwilę znaleźć się w hotelu, by ukoić swoją pustkę choć chwilą z Anitą, ale nie potrafiła go odnaleźć. W drugi dzień świąt zwyczajnie nie wytrzymała, założyła buty i stanęła w korytarzu zakładając płaszcz.

– Co ty wyprawiasz? – usłyszała zdziwiony głos męża, który wracał z podwórka z Gośką.
– Jadę na chwilę do hotelu – oznajmiła pewnie, udając pośpiech, nie chcąc wdawać się w negocjacje z mężem.
– Po co? – zapytał ją z nutą pretensji.
– Muszę coś sprawdzić – próbowała zbyć go.
– Nie rób tego, dzwoniłem do Anity, ma wszystko pod kontrolą, nie potrzebuje ciebie, nie ma prawie ludzi – przekonywał ją zawzięcie Antek.
A może ja jej potrzebuję, chciała wykrzyczeć.
– Muszę to sama sprawdzić – powiedziała tylko.
– Dorota nie – przytrzymała ją. – Obiecałaś – blokował jej wyjście.
– Obiecałam, że nie będę jej zapraszać. Muszę podlać kwiaty u Agaty w biurze – rzuciła pierwszy pretekst, jaki jej się nasunął.
– Agata nie ma kwiatów w biurze – rzucił pewnie, czym ją zdziwił, gdyż sama nigdy na to nie zwróciła uwagi.
– Antek proszę – błagalnie na niego spojrzała.
– To jadę z tobą – wziął kluczyki od swojego samochodu.
– Nie, pojadę sama, zostań w domu – stanowczo oponowała, nie mając ochoty na towarzystwo męża.
– Widziałaś, co dzieje się na dworze – otworzył drzwi i pokazał zaśnieżone podwórko, na które wciąż padały białe płatki – nie dojedziesz swoim samochodem, dziś nikt dróg nie odśnieża.
– Pojadę twoim – bez zastanowienia wyjęła mu kluczyki z rąk – ty zajmij się gośćmi, to by było bardzo niegrzeczne, gdybyśmy nagle oboje wyjechali – powiedziała to, po czym wyszła bez zastanowienia na podwórko.
Jadąc samochodem męża trzeci raz w życiu, siedząc za jego kierownicą, śmiała się pod nosem. Nie mogła uwierzyć, że to zrobiła, że jedzie jego wielkim autem do miasta, sama zostawiając osłupiałego Antka, patrzącego z niedowierzaniem przez okno, jak ona bez chwili zawahania wsiada do jego samochodu. Włączyła płytę i ze skwaszoną miną przerzuciła na radio. Zdecydowanie wolała posłuchać kolęd, niż Bjork.
Wjechała na parking, prawie pusty i z satysfakcją zaparkowała na swoim miejscu. Prawie biegła do hotelu, nie mogąc doczekać się, aż winda pokona jedno piętro i otworzy się w holu.
Wyszła i z radością rozglądała się po holu, zdawała się nie być w nim wieki.
– Co ty tu robisz? – usłyszała oburzona Anitę.
– Przyjechałam – powiedziała spokojnie, nie przejmując się jej tonem.
– Po co? – jej pretensja wciąż nie znikała.
– Dzień dobry – przywitała się po polsku z ochroniarzem, panem Gienkiem, który grał w karty z Anitą.
– Ja cały czas mam hotel pod kontrolą – usprawiedliwiał się z przejęciem – kolega jest teraz na obchodzie.
– Graj – rozkazała Anita po polsku do skrępowanego mężczyzny. – Ja tu dziś rządzę – powiedziała już po angielsku do Doroty.
– Widzę, że uczysz się polskiego – Dorota nic sobie nie robiła z fochów przyjaciółki, z radością siadając przy ich stoliku. Dziewczyna wręcz rozczuliła ją swoim buntowniczym zachowaniem.
– O, szefowa – usłyszała zdumionego, kolejnego ochroniarza.
– Zajechałam na chwilę – wytłumaczyła swoją obecność.
– Tu wszystko pod kontrolą, pilnujemy i hotelu, i pani Anity – zapewnił.
– Co on wygaduje? – zapytała Anita ze złością, słysząc swoje imię w wypowiedzi mężczyzny.
– Mówi, że za mną tęsknisz.
– Głupia jesteś – powiedziała ta bez zastanowienia. – Ja nigdy nie tęsknię, jak mi czegoś brakuje, to po prostu spełniam swoją potrzebę – wyjaśniła pewnie.
– Nie wątpię – zaśmiała się z łagodnością, nie dając się jej przekonać. – Potrzebuję sprawdzić kilka danych – skłamała.
– Droga wolna – Anita nie ustępowała w swojej obscenicznej złości.
Dorota bez zastanowienia poszła korytarzem, naprawdę chciała wejść do swojego biura, włączyć komputer i choć udać, że cokolwiek robi, ale gabinet Agaty, który mijała, wprost krzyczał. A może pustka, jaką tamta po sobie zostawiła, była aż tak wielka, że zapragnęła w jakikolwiek sposób choć przez chwilę obcować z jej przedmiotami. Niepewnie nacisnęła klamkę i weszła do pokoju Ulki. Czułą się jak przestępca. Pewnie by uciekła, gdyby drzwi gabinetu Agaty nie stały otworem, tuż przed nią. Zamknęła za sobą drzwi i weszła. Z szacunkiem starła lekki kurz z jej mebli, przestawiła jej zdjęcie z Ericiem i starszym mężczyzną. Spojrzała na biurko, na którym zalegały stosy porozrzucanych papierów, pozostawiony kubek z odciśniętą czerwoną szminką, rozsypane żelki. Spojrzała na krzesło i podniosła leżący pod nim lakier do paznokci. Usiadła w jej fotelu, rozglądając się po gabinecie, jego ciemnych ścianach i jasnych meblach w kolorze kości słoniowej. Nie wiedziała czy to przyzwyczajenie, czy tęsknota sprawiły, że nagle chłodny wystrój stał się dla niej ukojeniem, azylem. Próbowała uderzyć paznokciami o blat, chcąc usłyszeć znajomy dźwięk, ale jej paznokcie były zbyt delikatne, by wydać odgłos, który można było usłyszeć, gdy Agata o czymś myślała intensywnie. Spojrzała na kosz i odkryła w nim butelkę po pustych perfumach, niczym narkoman na głodzie sięgnęła po nią, tak bardzo pragnęła poczuć ten kojący zapach. Wdychając mocny zapach wanilii pomieszanej z jaśminem i tysiącem innych woni, czuła, jak napływają jej łzy do oczu. Tak bardzo pragnęła, by kobieta do której one należały, której zapach rozchodził się każdego szczęśliwego poranka, której niebieskie oczy z czułością zapewniały, że ona, Dorota, potrafi, że da radę, że jest wyjątkowa, znalazł się tuż obok. By ponownie spojrzały na nią oczy, które dały jej więcej niż spojrzenie matki, męża, kogokolwiek. Kim była jeszcze rok, pół roku temu? Zamyśliła się. Nie, tego nie był w stanie przewidzieć największy jasnowidz, nikt kto posiadał choć odrobinę rozsądku. Tyle lat bycia cieniem cienia poszło w zapomnienie. Stała się kobietą, przed którą inni się tłumaczą, z którą inni się liczą. Lata świetlne dzieliły ją od Agaty, ale nie była już potulną żoną, spłoszoną kobietą. Bez zastanowienia zamiast szerokich spodni wkładała garsonkę i portfelową spódnicę, próbowała nawet zrobić makijaż. Jej buty nie były po prostu wygodne, teraz były ładne. Teraz jej świat był ładny, nawet nieporządek na biurku jej mentorki, był artystycznym nieładem. O Agacie mogła rozprawiać godzinami, ponieważ stała się ona nowym sensem jej życia, nadzieją na zmiany, które właśnie następowały. Dziwiło ją, że Antek tak bardzo ucina wszelkie wzmianki na jej temat. Nie podziela wśród bliskich jej zachwytu Agatą. W chwili gdy liczyła, że ją wesprze, połączy z nią entuzjastycznym wychwalaniu, on lekko ironizując, zapewniał tylko, że dziewczyna jest ok. Nie tego się po nim spodziewała. Wierzyła, że jego relacje z Agatą są specyficzne, ale przyjacielskie. Mieli inną nić porozumiewania, inny system, ale wierzyła w ich szczerość, w ich nietypowość. I gdy ona mówiąc wszystkim, jak wyjątkową osobą jest Agata, jak nieprzewidywalną, on naigrywając się z niej, wychodził ostentacyjnie. Może to potęgowało dodatkowo jej tęsknotę, może jego kategoryczne odcinanie się, tak ją bolało. Bardzo tęskniła, pragnęła, by Agata wpadła do gabinetu, spóźniona lub nie. Musiała być spóźniona, przecież nigdy nie przybyła o czasie. I nagle drzwi się otworzyły, a jej serce z zaczęło walić jak oszalałe, tak bardzo pragnęła, by to była ona.
– Cześć – w drzwiach stał Jacek, niezbyt zaskoczony jej obecnością.
– Cześć – odpowiedziała spokojnie, z nadzieją, że rumieńce na policzkach skrzętnie skrywa makijaż.
Czuła niedorzeczny zawód, ale nie aż tak bolesny, bo to był Jacek. Ktoś z codzienności, za którą tak bardzo tęskniła.
– Co tu robisz? – spytała obojętnie.
– Tak jak ty zapragnąłem zjeść Harribo – sięgnął po jedną z żelek rozrzuconych na biurku Agaty.
Coraz bardziej odkrywała, że pod maską obojętności kryje się uroczy człowiek. Lubiła jego poczucie humoru okraszone sarkazmem, ironią i cynizmem. Był tak inny, a jednak wyjątkowy.
– Jasne – odpowiedziała żując afrodyzjak swojej przyjaciółki i uśmiechając się do Jacka.
– Zdaje się, że oboje mamy sumienie – powiedział z sarkazmem, co ona od razu odgadła jako aluzję do Anity.
– Ciebie też tak potraktowała? – zapytała, choć nie miała złudzeń, co do poczynań dziewczyny.
– Zdecydowanie to zimna suka – usiadł na biurku Agaty. – Długo tu jesteś? – zapytał dość przyjaźnie.
– Trochę – nie była świadoma czasu, jaki spędziła w gabinecie Agaty.
– Trochę mnie zaskoczyłaś – był niecodziennie serdeczny.
– Tak jak i ty mnie – z zaciekawieniem obserwowała nieznane jej oblicze mrukowatego kolegi.
– Dlaczego tu jesteś? – twardo zadał pytanie i pierwszy raz poczuła, że naprawdę interesuje się tym, o co zapytał.
– To, że martwiłam się o Anitę, nie wystarcza ci? – nie miała pojęcia, jak inaczej może mu to wytłumaczyć. Przecież nie może zdradzić mu intymnej prawdy, że tęskni za Agatą.
– Są telefony – z miną pokerzysty mierzył się z nią wzrokiem.
– Dobrze mi tu, potrzebowałam przez chwilę odreagować cały zgiełk rodzinny – poddała się w bezsensownej walce.
– Myślałem, że takie laski jak ty nie odczuwają potrzeby odetchnięcia od ciepłego gniazda domowego.
Zaintrygował ją tą wypowiedzią. Nie sądziła, że w jakikolwiek sposób zwraca na nią uwagę, a już na pewno nie spodziewała się, że ma ugruntowane opinie na jej temat.
– Czyli jakie? – nie kryjąc ciekawości, spojrzała na niego.
– No, zdaje się szczęśliwe – odpowiedział niepewnie.
– Jestem szczęśliwa – zapewniła, bo w tym momencie była.
– Ty przyjechałaś tym transformersem? – wiedziała, że celowo zmienił temat, uciekając od niezręcznie poważnej rozmowy.
– Tak – roześmiała się. Musiała koniecznie zapamiętać to określenie, by powtórzyć je Antkowi.
– A to szkoda, myślałem, że napijesz się ze mną.
– Nie, nie napiję, muszę wracać – odpowiedziała lekko oszołomiona tym, że jego ton naprawdę był pełen zawodu. I w ogóle, że on zakładał, że ona mogłaby z nim napić się alkoholu.
– Anita zdecydowanie woli Gienka i Mariana – powiedział z udawanym żalem.
– Nie poddawaj się, ona tylko zgrywa się tak, że niby jej przeszkadzamy – poklepała go po ramieniu wstając z fotela.
Nie miała poczucia czasu, nie czuła w sobie pragnienia powrotu do domu. Czuła obowiązek i tylko on ją zmusił do zostawienia w hotelu Anity i Jacka, któremu udało się przekonać dziewczynę, by napiła się z nim. Wracając do domu myślała o nim, o tym jak bardzo musi być samotny, że święta spędza w pracy, prosząc by ktoś z nim został, przybierając ludzkie oblicze. A kim w jego oczach była ona, kobieta uciekająca z domu, siedząca w obcym gabinecie, gdy nie musi. Pewnie nawzajem dla siebie byli smutnym zjawiskiem.
Przestała z uporem mówić o Agacie, o jej wyjątkowości, milcząc tęskniła za nią tak samo.

Po Gośce nie widziała zbyt wielkich oznak smutku i żalu spowodowanego rozwodem. Była sobą, wciąż żartując i bawiąc wszystkich swoja bezpośredniością.
Tylko raz Dorota zdobyła się na zapytanie o jej uczucia.
– Gośka, powiedz czy ty naprawdę tak lekko to przechodzisz, czy to tylko taka poza? – naprawdę chciała to od niej usłyszeć.
Goska patrzyła na nią zaskoczona.
– Wchodząc w kolejne małżeństwo mówiłam sobie, nie, ja wręcz krzyczałam; do trzech razy sztuka. Jak się okazało trzecie też nie wyszło. Chyba nie jest mi to przeznaczone – mówiła dość swobodnie.
– Czyli nie boli to jakoś szczególnie – Dorota wywnioskowała z postawy szwagierki.
– Bolałoby, gdyby to on mnie zostawił, ale to była moja decyzja, uwierz to daje dużą przewagę w niepotrzebnych zwątpieniach.
– To ma jakiekolwiek znaczenie? – zawsze uważała, że rozwód bez względu na winę jest porażką dla każdej ze stron.
– To ma decydujące znaczenie – z mocą podkreśliła Gośka, po czym obróciła się na pięcie i ruszyła z dumnie podniesioną głową, dołączając do reszty rodziny.
Nigdy nie potrafiła zrozumieć Gośki, zawsze była dla niej zbyt wyzwolona, żyjąca bez większych ograniczeń. Tak bardzo nieprzewidywalna jak i teraz w tym wyznaniu.
Gdy zadzwonił telefon i usłyszała Anitę mówiącą, że byłoby wskazane, by już pojawiła się, pofrunęła jak na skrzydłach.
Przed Nowym Rokiem w hotelu zrobiło się na nowo tłoczno. Fakt, że nieliczni cieszyli się z powrotu do obowiązków. Anita bardzo starała się nie zdemaskować, ale Dorota widziała jej entuzjazm związany z przygotowaniami do Sylwestra, do pierwszego balu w hotelu. Ulka nie kryła swojej radości, biegając podekscytowana. Jacek rozmawiający bez sarkazmu z Magdą, był niezaprzeczalnym dowodem, że nie tylko ona jest tam, gdzie czuje się na miejscu, szczęśliwa.
Dorota nie dała się namówić, zresztą tak jak i Ulka do tego, by jakiekolwiek przygotowania do Sylwestra przebiegały w domu przy mężach.
W pokoju Anity w pośpiechu przebierały się w suknie.
Dorota miał zbyt wiele obowiązków, by skupiać się na mężu czy Gośce. Uczestniczyła w całej organizacji, ciesząc się, że Ulka wzięła na siebie mowę powitalną.
Szampan płynął strumieniami. Tańczyła z Antkiem, potem z Jackiem, którego nie poznała w garniturze, z większością pracowników, bo musiała. Jednak prawdziwa zabawa odbywała się na zapleczu, w ścisłym gronie: ona, Anita, Ulka, Magda i też Jacek. To był ich wewnętrzny bal, do którego nikt nie miał dostępu.
O dwudziestej trzeciej na scenę wszedł Jacek i ogłosił, że ma niespodziankę, o której nikt nie wiedział.
– To jest prezent dla wszystkich tych, którzy zrozumieją przesłanie – burknął pod nosem.
Zgasły światła i na białym ekranie pojawił się film.
– Cześć, kochani – mówiła Agata radośnie śmiejąc się, wsparta na ramieniu Erica, który za żoną powtórzył – Cześć, kochani.
– Oglądając ten film jesteście o krok od wejścia w Nowy Rok, my już w nim jesteśmy – ogłosiła triumfalnie – wypiliśmy za wasze zdrowie wysoko, bardzo wysoko, byście byli szczęśliwi.
Potem nastąpiła mała przerwa i czas się cofnął o kilka dni.
– Mam nadzieję, że wyzwanie, jakie dziś podjęłam, za namową mojego szalonego męża dojdzie do skutku – mówiła Agata – otóż chcemy Nowy Rok przywitać w powietrzu i tak dziś rozpoczynamy kurs spadochroniarstwa, by o godzinie zero przejść chrzest bojowy.
– Kochanie, pokaż im Rusela – krzyczał Eric po angielsku – niech zrozumieją, co tobą powodowało.
– Mój mąż zakłada, że robię, to tylko dlatego, że podoba mi się instruktor – śmiała się. – Rusel, choć zaprezentuj swoje mięśnie moim przyjaciołom – zachęcała.
Na ekranie pojawił się opalony chłopak, o pięknej muskulaturze i ciemnych włosach związanych w kucyk.
– Hello – pomachał do kamery, prężąc swoje mięśnie. – Agata, wystarczy? – upewnił się skrępowany.
– Nie, Rusel, musisz zrobić dokładniejszą prezentację, tak by wszystkim moim koleżankom szczęki opadły – tłumaczyła wymownie gestykulując.
Rusel śmiał się, posłusznie dostosowując się do fanaberii Agaty.
Pokaz kolejnych dni, żarty Erica, prezentacja Rusela i głośny śmiech Agaty.
Ostatnia scena była zagłuszana przez odgłosy pracy silników samolotu. Niebo, chmury i Agata z krzykiem skacząca w przestrzeń z Ruselem, trzymającym ją za rękę, po chwili kolejny instruktor dołączył do nich z Ericiem. Naprawdę mieli szampana, naprawdę go pili, tysiące kilometrów nad ziemią, za ich zdrowie.
Dorota poprosiła Jacka, by przesłał jej film na maila. Gdy wrócili wszyscy do domu, gdy dziewczynki spały spokojnym snem, w wielkiej ciszy, stęskniona włączyła komputer i oglądała film.
– Cofnij – usłyszała wzruszony głos Antka za swoimi plecami.
– „Czy Pati jedna jest, czy jest nas trzy?” – śpiewała Agata zakładając plecak, śmiejąc się do kamery.
Obejrzeli ten film jeszcze dwa razy, wspólnie. Antek trzymał ją za rękę i patrzył na nią z takim uczuciem i sentymentem, tak jak ona kilka dni wcześniej na Anitę, jedyny łącznik za światem, za którym tak bardzo tęskniła.
Mąż dotknął ustami jej szyi, całował ramiona, kochał się z nią tej nocy. Pierwszej nocy Nowego Roku i choć bardzo pragnęła, nie potrafiła w tym odnaleźć żadnej przenośni, spełnienia, znaczenia.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz