niedziela, 31 grudnia 2000

Rozdział 27 - Bal hipokryzji

Sylwestra odmówiła z pełną świadomością, wiedząc, że nie będzie niczym szczególnym, żadnym wystrzałowym spotkaniem, bo Agata była daleko, zbyt daleko. Ale impreza pożegnalna Anity była najmilszym i najbardziej wyjątkowym wydarzeniem ostatnich miesięcy, prawie tak wielkim, jak powrót z wakacji Agaty. Zdecydowanie mogła je ze sobą równać. Nareszcie pozbywała się tej, która jej symbiozę tak bardzo zakłócała. Była otwarta na wszystko, mogła upiec pierwszy w swoim życiu tort, byleby tylko Anita zniknęła, by wróciła do swojego świata. Najchętniej do kompletu spakowała by też Erica, ale nie mogła być aż tak wymagająca. Znikająca Anita była wystarczająco optymistycznym faktem. Zatem Eric mógł zostać, oczywiście warunkowo, ale nie stanowiło to już tak wielkiej bolączki.
Otwarta była na wszelkie sugestie dotyczące wieczoru, bez cienia obłudy cieszyła się nim. Plan był prosty. Najpierw babska nasiadówka u Agaty, a potem wypad do klubu, gdzie mieli dołączyć do nich panowie. Nie spodziewała się, że Anitę będzie żegnać aż tak wielka grupa kobiet. Gdy otworzyły się drzwi windy, słychać było wielki gwar dochodzący z apartamentu Zimmerów. W samym mieszkaniu Agaty było naprawdę tłoczno. Na wejściu zobaczyła Ulkę, Magdę, kilka dziewczyn z hotelu, których imion nie pamiętała, ale kojarzyła je z recepcji, sekretarkę Doroty, no i oczywiście Agatę, Anitę i niepewnie patrzącą na nią Dorotę.

– Lisowa, a co ty taka spóźniona? – krzyczała do niej Agata, nalewając kieliszek czerwonego wina.           
– Szkodniki dziś akurat zapałały do mnie uczuciem i nie tak łatwo mogłam je podrzucić mamie – wyjaśniła. – Nie macie tequili? – spytała, gdy Agata podała jej wino.
– Kochanie, dla ciebie wszystko – Agata pocałowała ją w usta.
– Górska, ty już jesteś pijana – zauważyła.
– Pijana to ja dopiero będę, chodź – pociągnęła ją na kanapę, sama siadając obok.
– Ktoś pije ze mną tequilę? – zapytała grupę.
– Anita, pijesz tequilę? – zapytała Agata po angielsku.
– Jasne – ta podeszła bez zastanowienia – już mnie to picie wina obrzydza, ile można – powiedziała bezpośrednio do Zuzy.
– Są okazje, gdy trzeba wyrwać się z wąskich ram – Zuza nie poznawała samej siebie w swojej otwartości do intruza.
Anita była łatwiejsza do zaakceptowania, gdy była z dala od Agaty. Nie będąc cieniem Zimmerowej zdecydowanie zyskiwała w oczach Zuzy.
– Co sądzisz o moim makijażu? – usłyszała nieśmiałe pytanie Doroty.
Poczuła się niezręcznie, zdając sobie sprawę, że nawet się z nią nie przywitała, a tym bardziej nie przyglądała.
– Kochanie, przepraszam – przytuliła ją – od wejścia widziałam, że pięknie wyglądasz, ale one mnie tak zaabsorbowały, że zapomniałam ci to powiedzieć – patrzyła oniemiała na Dorotę, która nie wyglądała do końca jak Dorota.
– Piękna, co? – Anita objęła Dorotę z satysfakcją – Moja robota.
– Wyglądasz…. – zawahała się jakiego określenia użyć, by jej nie urazić; mówiąc młodo, radośnie, seksownie, sugerowałoby, że wcześniej taka nie była – zajebiście! – wybrnęła zręcznie.
– No widzisz – Anita przytuliła jeszcze mocniej Dorotę – wyglądasz tak, że nawet Zuzie mowę odebrało.
Dorotą potrafiła się dzielić bez problemu, bez cienia zawiści mogła przyglądać się jej relacji z Anitą, byle tylko ta nie zbliżała się do Agaty. Jej przyjaciółki, która swoim powrotem wywróciła ich, jak się okazało mało interesujący świat do góry nogami. I czyniąc wszystko wokół tak ekscytująco lepszym i ciekawszym.
– A będzie Gienek i Marian? – zapytała Anita Doroty, gdy zjeżdżały windą.
– Agata ich zapraszała, ale nie wiem, czy przyjdą – odpowiedziała z lekkim rozbawieniem Zacharewicz.
– No, niech tylko spróbują nie przyjść – zagroziła czupurnie Szwedka.
Wsiadły do taksówek. Dorota wsiadła do jednej z Anitą, Ulką i Magdą. Do kolejnej - dziewczyny z recepcji i sekretarka Doroty. Zuza z Agatą jechały tylko we dwie.
– Co masz w tej torebce? – zainteresowała się nietypowym rozmiarem torebki, którą Agata trzymała pod ręką.
– Prezent – odpowiedziała – dla Antka, tylko jemu jeszcze nie dałam prezentu.
– Co masz dla niego? – nie kryła ciekawości.
– Buty z owczej wełny – zaśmiała się, wypominając zdziwienie Zuzy, gdy otrzymała od Agaty w prezencie buty Ugg, których wartość odkryła dopiero, gdy doczytała, że są uwielbiane przez celebrytki.
– No,  co masz? – dopytywała – scyzoryk to nie jest – przywołała scyzoryk wielofunkcyjny, którym Karol był zachwycony i bawił się nim w każdej wolnej chwili, od momentu gdy Agata mu go dała.
– Bumerang, by zawsze wracał do domu – zaśmiała się, porozumiewawczo patrząc przyjaciółce w oczy.
– Zajebisty prezent – Zuza była zachwycona pomysłem – dlaczego dopiero dziś mu go dajesz, przecież widziałaś go wcześniej.
– Wyobraź sobie, że nie chodzę po hotelu z bumerangiem z nadzieją, że spotkam Antka – powiedziała z ironią.
W lokalu czekały na nie już pozostałe dziewczyny, natomiast panów jeszcze nie było. Anita zaś ewidentnie czekała na nią przy barze ze szklanką alkoholu.
W klubie rozgrywał się konkurs karaoke i wcale nie zdziwiło jej nagłe podekscytowanie Agaty głupią zabawą. Na pierwszy ogień wrzuciła Magdę, która bez skrępowania śpiewała piosenkę Maryli Rodowicz „Małgośka”, wciąż spoglądając na Agatę, szukając w jej oczach poparcia. Aplauz Zimmerowej słychać było w całym lokalu.
– Od której pijecie? – zapytała Anitę.
– Od szesnastej, ale spoko, Agata ma mocną głowę, zresztą pewnie to wiesz.
Dlaczego wcale nie zaskoczył jej widok Agaty na scenie, przeglądającej teksty?
Usiadła na scenie i paląc z namiętnością zaśpiewała do papierosa „Tabakierę” Kayah.
W trakcie jej wykonania w lokalu pojawili się mężczyźni, jednak ona zdawała się ich nie widzieć, kontynuując swoje bardziej aktorskie niż wokalne wykonanie.
Zuza z zainteresowaniem obserwowała reakcję mężczyzn widzących ją na scenie. Eric podbiegł od razu pod scenę, krzycząc na cały lokal:
– To moja żona! – jednak ona tylko delikatnie się uśmiechnęła, wcale na niego nie patrząc.
Robert nie ukrywał zdziwienia, wpatrywał się w Agatę intensywnie, starając się w kobiecie na scenie odnaleźć swoją siostrę. Zuza wiedziała, że do tego, by cokolwiek rozpoznał, potrzebne są im jeszcze długie godziny, tygodnie, by nadrobić stracone lata.
Karol jak zwykle był trochę zagubiony. Zuza podeszła do niego z rozbawieniem, czułym uściskiem zapewniła, że Agata nie zwariowała, że wszystko jest zabawą, że cokolwiek mogło mu się wydawać, takim nie było i nie jest.
Okularnik, który swoją nonszalancją ją denerwował, przez krótką chwilę patrzył na przedstawienie Agaty. Bez cienia zainteresowania i poruszenia podszedł do baru, do Anity która była sama i zamówił piwo. Zuza nie lubiła chłopaka, przypadkiem zapamiętała jego imię, zdaje się wypowiedziane w rozmowie przez Dorotę. Jacek dołączył do grona osób, które chętnie wysłałaby z Anitą, w podróż dokądkolwiek.
Antek nie reagował na nikogo i na nic. Stał nie rzucając się nikomu w oczy, z tyłu, oparty o futrynę z lekkim półuśmiechem, skupiał się tylko na scenie. Dopiero gdy Agata przestała śpiewać, gdy Eric wziął ją w ramiona i całował z zapałem, Antek podszedł do baru i zamówił wódkę. Wypił dwa kieliszki i dopiero wtedy zaczął nawiązywać jakikolwiek kontakt z otoczeniem. Nikt na niego nie zwracał uwagi, nikt z wyjątkiem Zuzy, która z zainteresowaniem śledziła każdy jego ruch. Dopiero gdy usiadł przy Dorocie, gdy ona, jak Zuza domyślała się, zawstydzona jego komplementami, spuszczała wzrok, odpuściła i poddała się atmosferze festynu.

Z wieczoru pamiętała, jak Agata wręcza Antkowi prezent. Nie słyszała, co mówiła, co on powiedział, jak go zripostowała, ponieważ scena ta rozegrała się o kilka metrów od niej. Był to ostatni z faktów, które pamiętała na tyle, by być pewną, że wydarzyły się na pewno. Wszystko co było po tym, stawało się niewyraźne, niespójne. Były tańce, były śpiewy, była Anita stale ciągnąca ją do baru. Jak przez mgłę pamiętała niewyraźny obraz, jak piła z Jackiem, z nielubianym okularnikiem. Na pewno zatańczyła z Erikiem i to nie raz. Wypiła morze alkoholu z Anitą. Bal hipokryzji, tak zapamiętała dzień, w którym pozbywała się swojej konkurentki.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz