niedziela, 31 grudnia 2000

Rozdział 3 - Agata


Agata delikatnie zsunęła z siebie ramię Erica, spojrzała na zegar, na którym czerwony wyświetlacz pokazywał piątą dwadzieścia. Założyła czarny satynowy szlafrok, podeszła do statywu, na którym umocowana była kamera i wyłączyła migający czerwony przycisk, wcześniej cofając nagranie do momentu, kiedy przestali się kochać. Wyjęła małą kasetkę, umieściła w kieszeni szlafroka i zeszła boso na dół. Po ciemku na gładkim blacie odszukała zapalniczkę i z lubością zaciągnęła się papierosem.
Usiadła przy oknie obserwując z hotelowego apartamentu, który był jej domem, uśpiony Sztokholm. Patrzyła w ciemną przestrzeń, w migoczące w dali neony, oświetlone statki przepływające pod oknami hotelu. Teraz mogła wszystko spokojnie przemyśleć, bez tryskania sztucznym entuzjazmem. Podczas kolacji mąż wręczył jej kopertę, która zawierała prezent z okazji jej trzydziestych trzecich urodzin i zarazem piątej rocznicy ślubu.
Początkowo nie była w stanie zrozumieć zawartości dokumentu. Dopiero po dłuższej chwili zorientowała się, że trzyma w ręku akt notarialny, spisany na jej personalia. Dostała od męża hotel. Kiedy ta informacja dotarła do jej świadomości, zaczęła drżeć z przejęcia.
Eric pocałował ją w rękę, a następnie w policzek, wdychając zapach jej perfum.
– Wszystkiego najlepszego kochanie – powiedział ze spokojem.
– Eric, to jakiś żart? – patrzyła niepewnie to na akt notarialny, to na męża.
– Kochanie, nadeszła pora, byś wypłynęła na głęboką wodę. Nie możesz się bać, to będzie twój hotel. Owszem, pomogę ci, ale teraz to ty będziesz kapitanem na tym statku – mówił to takim tonem, jakby wręczał jej ekspres do kawy.
– Nie, Ericu, nie mogę przyjąć takiego prezentu – powiedziała z powagą odsuwając od siebie dokumenty.
– Kicia, przestań się ze mną droczyć! Jak to się mówi? – zastanowił się – O, że prezentów się nie odmawia.
– Nie oddaje – poprawiła go odruchowo. – Ale to nie jest zwykły prezent! – rozglądała się po zatłoczonej restauracji, w której prawie jak nigdy przedtem, raptem wszyscy zaczęli posyłać pełne ciekawości spojrzenia w kierunku ich loży. Zapewne wykrzyknęła ostatnie zdanie.
– Wielkie halo, prezent jak prezent, jak będę miał kaprys, to ci kupię wyspę.
– Eric, przestań – Agata była coraz bardziej zdenerwowana.
– Kotku, jesteś moją żoną i wszystkie moje pieniądze są twoimi pieniędzmi, wiec patrząc na to z tej perspektywy, to nie jest zbyt wyszukany prezent – powiedział swobodnym tonem.
– Tak, faktycznie – zdobyła się na krztynę ironii. – Przecież każda kobieta dostaje takie prezenty. – Wyjątkowo w tej sytuacji denerwowało ją nonszalanckie zachowanie męża.
– Ty nie jesteś każda kobieta – powiedział poważnie, patrząc jej głęboko w oczy.
Agata nie potrafiła zapanować nad emocjami, które nią zawładnęły. Była zażenowana, przerażona, zawstydzona i podekscytowana.
– Dlaczego Wrocław? – spytała po dłuższej chwili.
– Ponieważ teraz ja chcę poznać twój kraj.
Poruszyło ją to wyznanie, zupełnie niepodobne do Erica. Czuła, że ulega temu argumentowi.
– Jesteś szalony! – Agata roześmiała się.
– Wiem, a jak bardzo zbzikowany, przekonasz się dzisiejszej nocy – uwodził ją spojrzeniem.
– Panie Zimmer, tę stronę pańskiej osobowości znam doskonale, od wielu lat mi ją pan prezentuje – odparła akcentując każde słowo delikatnie dotykając dłonią jego świeżo ogolonego policzka.
– Ależ droga pani, ta będzie jeszcze bardziej dzika – zapowiedział zuchwale, poddając się jej dotykowi.
Eric przysiadł się na sofę obok żony, podając jej grubą teczkę z dokumentami i rysunkami. Nie zwracając uwagi na gości tłumnie oblegających hotelową restaurację, namiętnie pocałował ją.
– A teraz, droga pani Zimmer, pooglądaj sobie te papierki, a ja w tym czasie zapoznam się z pani ciałem.
I delikatnie wsunął rękę pod jej granatową sukienkę.
– Przestań – zachichotała. – Tu są ludzie.
– W niczym mi nie przeszkadzają – zapewnił.
Jedną ręką objaśniał jej, co zawierają poszczególne dokumenty, pokazując, na jakim etapie jest budowa hotelu, a drugą ją pieścił. Początkowo próbowała się koncentrować na rysunkach i wykresach, ale coraz bardziej jej ciało poddawało się dotykowi męża.
– Idziemy na górę – szepnęła mu do ucha.
Zaprzeczył stanowczym ruchem głowy.
– Eric, ja nie wytrzymam – błagała.
– O to mi chodzi, chcę byś tu doszła – sapnął.
– Ciebie porąbało do końca – powiedziawszy to, odsunęła się od niego delikatnie.
Eric wyciągnął rękę spod stołu, powąchał ją z przymrużonymi oczyma, po czym delikatnie oblizał palce.
– Hmm, czuję że jesteś gotowa – powiedział patrząc jej w oczy, wstał i pociągnął za sobą w kierunku ich apartamentu.
Agata z rozbawianiem dała się prowadzić Ericowi za rękę, nie zwracając już uwagi na zainteresowanie, jakie sobą wzbudzali, ponieważ jak zawsze przyciągali ku sobie zdumione spojrzenia. Fakt, stanowili dziwną parę: ona wysoka, do tego w szpilkach. On dużo niższy, starszy. Najprawdopodobniej wszyscy zakładali, że jest z nim dla pieniędzy, ale jej nigdy nie zależało na tym, by w jakikolwiek sposób komukolwiek się tłumaczyć.
Od momentu, gdy po raz pierwszy zobaczyła go, odkryła w nim to coś. Coś, co przebijało przez jego nieatrakcyjną prezencję, czyniąc ją tym samym nieistotną. Było w nim to, czego nie mieli inni, do tej pory napotykani na jej drodze mężczyźni. Zobaczyła w nim bezkompromisowość i szczerość. Był nieprzewidywalny, bezpośredni, inteligentny i bił od niego żar namiętności. To wszystko razem odbierało znaczenie jego nieatrakcyjnej powierzchowności. Wtedy, gdy zobaczyła go pod uczelnią, poczuła to, co powinni wywoływać w niej inni - młodzi, przystojni chłopcy, starający się o jej względy. Nigdy nie żałowała swojej decyzji, nawet w chwilach, gdy Eric doprowadzał ją do szału swoją ekstrawagancją czy wręcz ignorancją. W jej pamięci nigdy nie zatarło się to, co w nim zobaczyła podczas pierwszego spotkania.
***
Sięgnęła po kolejnego papierosa, zapaliła lampkę i uśmiechając się sięgnęła po grubą teczkę. Raptem dostrzegła napis: Inspektor Nadzoru – Robert Górski.
– Pięknie – powiedziała do siebie. – Spisek na całego.
Zastanawiała się przez chwilę czy Robert, jej brat, powiedział o tym przedsięwzięciu rodzicom, ale szybko odrzuciła tę opcję. Nawet on nie próbował zrozumieć, ani tym bardziej wtrącać się w jej skomplikowane relacje z matką. Przeglądała dokumenty, rozkładając i składając po kolei rysunki, nie było w nich nic, co by ją zaskoczyło, ponieważ wszystkie hotele miały ten sam układ. Upewniła się tylko, czy ich apartament jest zgodny z założeniami jej pierwowzoru i z satysfakcją odsunęła od siebie teczkę. Sięgnęła po kolejnego papierosa. Powąchała kosmyk włosów i po raz tysięczny obiecała sobie rzucić w najbliższym czasie nałóg.
Na zewnątrz robiło się jasno. Patrzyła na wodę, na budzący się Sztokholm - miasto, które pokochała, które stało się jej domem. Pomimo, że stale podróżowali po hotelach Erica, w których czekał na nich ten sam apartament, precyzyjnie kopiowany, to tylko ten w Sztokholmie miał w sobie tę moc, że nazywała go domem. Uwielbiała jeździć rowerem po mieście, przemieszczać się promem z wyspy na wyspę. Kochała wieczorny gwar, klub Keneta i dziewczyny z grupy motocyklowej, które przyjęły ją do swojego zakonu. Słuchały ostrej muzyki, piły piwo, paliły papierosy, głośno śmiały się, po czym wracały do swoich domów, dzieci, mężów, partnerów, codziennego życia.
Miała tu wszystko, była szczęśliwa. Tylko czasami, gdy nadchodziła wiosna, stawał jej przed oczami zawsze ten sam, obrazek sprzed wielu lat. Drewniany, rozwalający się taras przy małym domku, zapach ziołowej herbaty i beztroski śmiech czarnowłosej, ciemnookiej dziewczyny, z chłopięcą fryzurą. Jeżeli mogłaby się przenieść w czasie do jakiegokolwiek momentu z przeszłości, wróciłaby właśnie tam - do beztroskiego życia z Zuzą, z jej matką, Roksi, która była dla niej ważniejsza niż własna rodzicielka, rozmów do białego rana. Czy można by odzyskać coś, co przeminęło?
– Cholera, spełnia się trzecie bla – powiedziała głośno i po raz pierwszy od otrzymania prezentu uśmiechnęła się z satysfakcją i sięgnęła po telefon.
– Halo – usłyszała zaspany głos Zuzy.
– Cześć, czarownico – przywitała się radośnie.
– O, Agata? – Przyjaciółka była zaskoczona.
– Twoje trzecie bla się spełniło – oznajmiła.
– Co, proszę? Jak to, ale trzecie bla to… – Zuza zbierała myśli.
– Wracam do Wrocławia – ogłosiła naprawdę podekscytowana.
– Zostawił ciebie – usłyszała pełen nadziei głos przyjaciółki. – Mam pretekst, by go zabić. Nareszcie.
– Głupia jesteś, Zuzka! – Agata nie wytrzymała. – Wracam z Ericiem, przeprowadzamy się do Polski, do Wrocławia.
– Och, jej – pisnęła Su. – Agata, jak ja się cieszę!
Rozmawiały bardzo długo, opowiedziała przyjaciółce przebieg całego poprzedniego wieczoru, skupiając się na istotnych szczegółach i zapowiadając, że niedługo przyjedzie do Polski na kilka dni.
***
Agata stała wpatrzona w mały niegdyś domek i nie mogła uwierzyć, że przeszedł tak radykalną przemianę. Początkowo myślała, że taksówkarz pomylił adres, ale nie, niestety nie. Dom Roksi został przebudowany i gruntownie odświeżony, a jej ukochany, rozlatujący się drewniany taras, został zmieniony w murowany. Dopiero widok biegnących w jej kierunku Zuzy i Roksi, pozwolił na oderwanie się od tego przygnębiającego widoku. Tuliły się wszystkie piszcząc z radości. Cieszyła się, że chociaż one pozostały takie same. Zuza ze swoimi bujnymi lokami, które od liceum zdążyły sporo urosnąć i zmienić się w prawdziwą burzę i jej matka z długim czarno-siwym warkoczem. Ich widok pozwalał mieć nadzieję, że nie wszystko odeszło.
– Pokaż się. – Roksi przyglądała się Agacie z nostalgicznym wzruszeniem. – No, no, ale z ciebie wytworna milionerka – wyznała z zachwytem.
– Daj spokój – Agata się zawstydziła. – Ja tu widzę, że bank obrabowałaś – wskazała na dom.
– No wiesz, jestem w końcu docenianą artystką! – Roksi wciąż się uśmiechała.
Weszły do domu. Agata rozglądała się po wnętrzu, które było jej kiedyś tak bliskie. Dom był inny, zupełnie odmieniony, ale duch Roksi był wyczuwalny w każdym zakątku. Obejrzała swoją sypialnię, która była kiedyś pokojem Zuzy i rzuciła się w kierunku siedzącego na łóżku miśka Kratka, wtulając się w niego.
– Jesteś pewna, że chcesz mnie z nim zostawić? – upewniła się, pamiętając dziecięce przywiązanie Zuzy do miśka.
– Nie bardzo. – Su położyła się obok Agaty na łóżku i z radością patrzyła na przyjaciółkę.
– Jak za dawnych lat – ze wzruszeniem powiedziała Roksi, wpatrując się w nie z rozrzewnieniem.
Siedziały w kuchni i piły ziołową herbatę. Przekrzykując się, wchodziły sobie w słowo, dokańczając zdania, co chwilę śmiejąc się głośno. Tak, jakby nie było tych lat, jakby widziały się wczoraj. To nic, że Roksi miała zmarszczki wokół swoich ciemnych oczu, że Zuza stała się okrąglejsza, to były wciąż te same kobiety, które ona tak bardzo kochała. I pierwszy raz poczuła, że wróciła do domu.
Roksi pokazała jej swoją pracownię, w której wytapiała ze szkła naczynia, figurki i zabawki.
– Matka wie, że przyjechałaś? – zapytała z troską Roksi, gdy ta zafascynowana oglądała jej artystyczne dokonania.
Agata zaprzeczyła.
– W niedzielę jestem umówiona z Robertem, ale jestem pewna, że nie powiedział jej o moim przyjeździe – choć wiedziała, że przed nimi nie musi udawać, to jednak nie chciała psuć sobie nastroju rozmową na temat swojej rodziny.
– A zamierzasz się z nią spotkać?
– Nie wiem, chyba jeszcze nie teraz – powiedziała szczerze patrząc na kobietę, której mądre, doświadczone oczy ze zrozumieniem akceptowały jej wybór. Roksi doskonale znała niepoprawne relacje, jakie łączyły Agatę z matką, z domem rodzinnym, jednak wciąż nie ukrywała nadziei, że jest szansa, by odnowić więzi, które dawno temu zbyt bardzo się poluźniły.
Rozległ się sygnał klaksonu.
– Chowaj Kratka! – Przerażona Zuza wyrwała Agacie miśka z rąk i podała Roksi, która szybko schowała go w wysokiej szafce.
– Biegną szkodniki, Kratek to talizman, jego nie pozwolę zniszczyć – wyjaśniła zdziwionej przyjaciółce.
Do domu w ośnieżonych butach wpadła dwójka dzieci, z impetem rzucając się w objęcia Roksi.
Agata szybko zrozumiała, dlaczego Kratek został` przed nimi ukryty.
– Będziemy robić dzisiaj kolczyki! – Władczo krzyczała ciemnowłosa dziewczynka.
– Nie, potwory! Babcia, powiedz, że dzisiaj potwory! – dopominał się niższy o pół głowy od siostry chłopiec.
Roksi nagle przemieniła się w zdominowaną babcię, pozwalając dzieciom na wszystko, tuląc je i przytakując wszystkiemu, czego zażądały.
– Ciężko uwierzyć, że potrafią tyle krzyku narobić – wyrwał ją z zamyślenia głos Karola.
– Hej, cześć. – Agata wtuliła się w męża Zuzy. – Macie piękne dzieci.
– To po babci – wtrąciła Roksi. – Idźcie już, my tu mamy masę rzeczy do zrobienia. Słyszeliście: potwory, naszyjniki – wyganiała ich.
***
Agata z oporem, nie mogąc oderwać wzroku od sielskiego obrazka zakładała długi, popielaty kożuch, po czym wyszła na zimne podwórze za Karolem i Zuzą.
Jechali do restauracji meksykańskiej, która należała do przyjaciółki i jej męża.
Zuza rozbawiła Agatę swoim zachowaniem szefowej, bacznie obserwującej personel, sugestywnie dającej do zrozumienia, że ona tu jest i wszyscy muszą się mieć na baczności. Co chwilę rzucała komentarze do Karola, krytykując zabiegany personel, który tego wieczoru miał komplet gości. Agata nie zauważała żadnych niedociągnięć, które tak wzburzały przyjaciółkę, z rozbawieniem przyglądała się jej nowemu wcieleniu.
Agata lubiła Karola, bo był dobrym mężem dla Zuzy, a to się dla niej liczyło najbardziej. Opowiadała im o swoich planach, problemach, lękach. Wciąż czekała, by znaleźć dogodny moment, w którym przedstawi im swoją propozycję.
– Myśleliście, by pójść dalej? – spytała wreszcie.
– Dalej, znaczy gdzie? – Karol nie zrozumiał, do czego Agata zmierza.
– Dalej, znaczy dalej – westchnęła Zuza. – Jemu trzeba jak krowie na rowie, on nie jest mną.
– Chodzi mi o rozwinięcie firmy, stworzenie sieci – sprecyzowała Zimmer.
– To nie takie proste – Karol załapał temat. – Ciężko się przebić w nowych miejscach, w dużych miastach trudno o lokale w dobrym położeniu, jakiś czas temu to badałem.
– Nic nie jest proste na początku, biznes niesie ze sobą ryzyko – ciągnęła.
– No wiesz, Agata, mamy inną perspektywę niż ty, nie mamy dowolnego zaplecza finansowego, by pozwolić sobie na straty.
– Ale macie markę, sprawdzającą się w dużym mieście, macie pełne obłożenie lokalu i jestem pewna, że gdyby było więcej miejsca, było by też wypełnione klientami. Macie klimat, styl i - co najważniejsze - dobre jedzenie. – Uśmiechnęła się krzepiąco.
– Sądzisz, że o tym nie myśleliśmy?
– A myśleliśmy? – wtrąciła zaskoczona Zuza.
– Mówię o Antku – wytłumaczył żonie. – Ten temat co jakiś czas wraca.
Agata nie wiedziała, o kim mowa.
– Antek to nasz wspólnik – wyjaśniła szybko Zuza.
– Mówiły jaskółki, że bla, bla, bla – Agata uśmiechnęła się porozumiewawczo do przyjaciółki.
– To ten przypadek, co potwierdza regułę – obroniła układ Zuza.
– Rozumiem, a dlaczego nie otworzycie kolejnego punktu we Wrocławiu?
Karol przez chwilę milczał, analizując odpowiedź.
– Tu idzie na tyle dobrze, że starcza na dwie rodziny, więc nie narzekamy.
– Mów za siebie – Zuza się obruszyła. – Antek nie poprzestaje na restauracji, inwestuje w nieruchomości. – Nie kryła niezadowolenia zbyt rozważnym postępowaniem męża, z lekką zazdrością mówiąc o przedsiębiorczości wspólnika.
– Ma większą rodzinę i większe potrzeby – bronił swojej zachowawczości Karol.
– No tak, piętnaścioro dzieci na utrzymaniu – zakpiła Zuza. – Ma troje dzieci, o jedno więcej od nas, a poza tym większa rodzina powinna zmuszać do większej rozwagi.
– Ryzykant? – zapytała Agata.
– Fuksiarz – wyjaśnił Karol.
Agata widziała jak Lisowa zaczyna załapywać, że ta rozmowa nie jest przypadkowa. Uśmiechnęła się do Zuzy, gdy ta badawczo przyglądając się jej i próbowała odkryć sens rozmowy. Mierzyły się wzrokiem.
– No dobra, wygrałaś – Zuza poddała się.
– Co? – Karol patrzył zaskoczony na żonę.
Agata uśmiechnęła się i wciąż milczała z miną triumfatorki. Wiedziała, że wygrała z upartą przyjaciółką.
– Mów, co knujesz? – Zuza nie zwracała uwagi na męża.
– Gdyby ktoś zaproponował ci lokal, w dobrym miejscu, we Wrocławiu... – spytała Karola.
– Nie? – pisnęła Zuza – Chyba śnię.
Agata nie zwracała uwagi na przyjaciółkę, tyko wciąż pytająco patrzyła na niemogącego się odnaleźć w tym wszystkim Karola, niemającego pojęcia, do czego ona zmierza.
– Kocham cię – Zuza rzuciła się w ramiona Agaty, odwracając tym jej uwagę od męża.
– Decyzja należy do was – wzruszyła ramionami, wyswobadzając się z kleszczowego uścisku koleżanki.
– Czy wy możecie mi wyjaśnić, o co w tym wszystkim chodzi – odezwał się Karol zupełnie nie odnajdujący się w tym, co się działo wokół niego.
– Wybacz mu, on jest facetem – Zuza, wciąż się śmiała.
– Przepraszam Karol, zapomniałam... – Agata rozbawiona próbowała zacząć wyjaśniać od zera mężowi przyjaciółki.
– Zapomniałyście, że tu jestem – nie dał dokończyć Zimmerowej.
Agatę powoli zaczynała męczyć postawa sceptycznie do wszystkiego nastawionego Karola. Rozglądała się po lokalu, który w ogóle nie współgrał z jego osobowością. Nasączona czerwień na ścianach przełamywana kontrastującymi kolorami, blask świec, zieleń kaktusów, dźwięk meksykańskiej trąbki w tle i roześmiani, gwarni goście - to wszystko było zaprzeczeniem osobowości Lisa. A jednak lokal należał do niego i tylko to pozwoliło Agacie mieć nadzieję. Ze wszystkich sił starała się nie dać po sobie poznać rozdrażnienia, jakie nią zawładnęło. Dała jeszcze jedną szansę Karolowi.
– Zapomniałam, że nie czytasz mi w myślach tak, jak twoja żona – dokończyła. – Jak wiecie, dostałam od Erica w prezencie hotel, który muszę zorganizować, zatrudnić ludzi, nadzorować budowę, generalnie - zrobić wszystko od początku do końca.
– No dobra, ale ja nie rozumiem, w czym my ci możemy pomóc, my nie mamy nic wspólnego z hotelarstwem.
Karol był coraz bardziej poirytowany.
– W hotelu się JE – powiedziała Agata dobitnie.
Obie wpatrywały się w Karola, który łączył powoli wszystkie informacje w całość, patrzyły jak trawi i analizuje na nowo całą rozmowę.
Agata cierpliwie, w przeciwieństwie do Zuzy, pozwoliła mu to wszystko przełknąć.
Gdy zaczął wracać do rzeczywistości, kontynuowała.
– W hotelach zawsze znajdują się dwie restauracje: tradycyjna, należąca do hotelu i restauracja rybna, w której zjeść można wszystko, co tylko wymyślono z ryb, co się świetnie sprawdza w krajach Skandynawii, gdzie ludzie mają obsesję na punkcie owoców morza, w Polsce niestety nie. Chcemy, by równowagą dla tradycyjnej kuchni było coś egzotycznego, stąd pomyślałam o kuchni meksykańskiej.
Zapadło milczenie, o dziwo, nawet Zuza się temu poddała.
– Nie musicie mi odpowiadać dzisiaj ani jutro, daję wam czas do końca stycznia. Wszystkie plany i dokumenty są u mojego brata, on też udzieli wam wszystkich odpowiedzi odnośnie etapów i przebiegu prac, z nim musicie też dogadywać wszystkie pozwolenia – poczuła ulgę, gdy skończyła swoje wywody, niemalże poczuła dumę, że z takim opanowaniem dotrwała do końca.
– Karol, przecież to wspaniała propozycja – Zuza próbowała zarazić zamyślonego męża swoją ekscytacją.
– Musimy to omówić z Antkiem – próbował ostudzić jej zapał.
– Nie rozśmieszaj mnie, Zacharewicz dwóch minut nie będzie się zastanawiał – obruszyła się Zuza walcząc z opornym mężem.
– Muszę zaczerpnąć powietrza – powiedział, po czym wstał od stołu i wyszedł z lokalu.
– Przepraszam za niego. – Zuza starała się naprawić sytuację – Antek jest inny, będzie zachwycony, jest tak samo napalony na nowe wyzwania jak ja.
Ale nie musiała przekonywać Agaty, bo ta domyśliła się, co jest powodem obaw Karola.
– Zuza mam prośbę, jak on wróci, zostaw nas samych na jakieś trzydzieści minut.
Dziewczyna ze zdziwieniem popatrzyła na Agatę.
– Trzydzieści minut i zrób to w miarę dyskretnie. – Sama nie rozumiała swojej determinacji w walce o tę właśnie restaurację, ale jej podświadomość podpowiadała, że to najlepszy wybór i nie ze względu na przyjaciółkę, ale na klimat, któremu tak łatwo uległa, gdy tylko przekroczyła próg lokalu. Zuza przytaknęła, nie mając pojęcia, co Agata zamierza zrobić.
Karol wrócił po dwudziestu minutach, uśmiechając się trochę trzeźwiej, ale wciąż nieprzekonany. Zuza wymknęła się pod pretekstem kontrolowania sytuacji na zapleczu.
– Nie bój się mnie – powiedziała Agata do Karola, który nawet nie udawał, że nie wie, o co jej chodzi. – Nie mam zamiaru ci jej zabierać, a poza tym ona by się już nie dała.
– Tak myślisz? – spytał sceptycznie.
– Tak. Nie obawiaj się mnie, zaufaj mi.
– Mam zbyt wiele do stracenia – powiedział szczerze.
– To zaufaj Zuzie – mówiła spokojnie, chcąc wyciszyć w nim emocje.
– Chyba rozsądniej byłoby tobie – zaśmiał się krótko.
Agata spojrzała w kierunku zaplecza i też się roześmiała, widząc przyjaciółkę, pouczającą pracowników. Przystawali z rezygnacją na jej, jak mogła się bez problemu domyślić, wymysły.
– Nie obiecuję, że nic się nie zmieni, ale nie stanę pomiędzy wami – zapewniła Agata, rozbawiona sceną, którą obserwowała.
– Tak jak kiedyś – uzupełnił Karol.
– Nie, to nie tak. Wtedy tak naprawdę nie było was, byłyśmy my – pewnie sprostowała.
– Ale po twoim wyjeździe nagle byliśmy – Karol był wciąż nieprzekonany.
– Ale to nie ja byłam problemem.
– Nie? – zapytał, nie kryjąc sarkazmu.
– Nie – zapewniła.
– To co, Su w desperacji wreszcie mnie zachciała? – Karol próbował zobaczyć przeszłość w nowym świetle.
– Po prostu dojrzała, byłeś jej potrzebny, nie zawiodłeś, ja zawiodłam według niej – wyjaśniła oczywistym tonem, zupełnie świadoma tego, że Zuza nigdy jej nie wybaczyła wyjazdu do Szwecji i związku z Erikem, choć w zasadzie w odwrotnej kolejności. Agata doskonale znała niedorzeczne pretensje przyjaciółki, która jej związek traktowała jako zdradę ich relacji.
– A teraz wróciłaś, a ona cieszy się jak dziecko.
Agata nie potrafiła powstrzymać uśmiechu. Zuza była jak mała dziewczynka, obrażała się o niedorzeczności, po czym z rozbrajającą szczerością wybaczała. Kochała ją za to, że była tak szalenie nieprzewidywalna.
– Ja też się cieszę, tylko pamiętaj, że tamte dziewczynki dorosły i pozmieniały im się priorytety – powiedziała, choć pragnęła, by Zuza na zawsze pozostała właśnie dziewczyną z jej młodości.
– Chora ta wasza przyjaźń – skonstatował Karol.
– Trochę. – Wzruszyła ramionami, nie chcąc rozwijać tematu.
– Przerażacie mnie.
– Niepotrzebnie – zapewniła go, rozpoznając zarówno w tonie jego głosu, jak też po spokoju malującym się na jego twarzy, że przerażenie to tylko dla zasady rzucone słowo, by mógł podkreślić swoją postawę. Karol od zawsze zadziwiał Agatę swoim opanowaniem i nigdy nie zdołała zrozumieć, jak tak skrajnie różne osoby jak on i Su mogą tworzyć udany związek. Karol nigdy nie spieszył się, nie podnosił głosu, nie denerwował, ale też nie okazywał entuzjazmu.
– Tego nie jestem pewien. Mam nadzieję, że nie będę żałował. – Karol nie dawał się łatwo przekonać.
– Nie będziesz – zapewniła go Agata. – I sam powoli zaczynasz się już cieszyć.
– Z twojego powrotu?
– Też.
Gdy Zuza wróciła do stołu, Karol był już zupełnie odprężony i swobodnie rozmawiał z Agatą o planach i terminach związanych z otwarciem hotelu.

Kolejny dzień do południa spędziła z Roksi, która opowiadała, jak bardzo odmieniło się jej życie, gdy pojawiły się wnuki, jak wielkim przeżyciem jest dla niej realizowanie się w roli babci. W południe dołączyła do nich Zuza. Siedziały w kuchni i lepiły pierogi. Był to rytuał w ich przeszłości, teraz prawie zapomniany przez Agatę.
Przyjechały dzieci, ponownie przewracając dom do góry nogami, tym razem walcząc o uwagę nowo poznanej ciotki. Agata nie potrafiła się przyzwyczaić, że jej najlepsza przyjaciółka jest matką, że ma obowiązki z tym związane, że się w tym odnajduje. Z lekką zazdrością patrzyła jak je ubiera do wyjścia, jak one nalegają, by wracała z nimi do domu, jak się w nią wtulają. Relacje, które były tak jej obce, tak przypominające jeden dzień, którego nie chciała pamiętać, choć ten uporczywie powracał.
Spały z Zuzą w jednym łóżku, rozmawiając prawie do rana, dokładnie tak jak wtedy, gdy były nastolatkami.
***
Potem przyszła niedziela i Agata rozpoczęła starcie z realnym światem. Spotkała się z bratem w centrum miasta.
– Cześć dryblasie – starała się rozładować napięcie, udając, że spotkanie jest dla niej bezstresowym wydarzeniem.
– Cześć – przywitał ją oschle. – Byłaś już na budowie? – przeszedł od razu do spraw służbowych.
– Nie, no co ty, czekałam na ciebie. – Starała się być wciąż przyjaźnie nastawiona do brata.
Patrzył zaskoczony na nią.
– Chcesz powiedzieć, że dostajesz hotel, bagatela, jesteś dwa kroki od niego i nie raczysz nawet z daleka zobaczyć budowy? Co ty przez ten cały czas robiłaś? – był wzburzony.
Agata poczuła, że wróciła na łono swojej rodziny. Tak zupełnie innej, od tej którą zostawiła w małym domku.
– Nie czułam potrzeby oglądania czegokolwiek przez płot. – Przestała dbać o jakość tego spotkania.
– Dziwiłem się, że wcześniej nie zadzwoniłaś, by się spotkać – jego pouczający ton pełen pretensji tylko dolał oliwy do ognia.
– Robert, ale ja nie mam potrzeby oglądać hotelu, którego układ znam doskonale, ta wizyta to formalność. Mogę pooglądać widoki z okien, których zresztą jeszcze nie ma – powiedziała, wskazując na wznoszący się powoli budynek za metalowym ogrodzeniem.
Patrzyła na powstający hotel z rosnąca ekscytacją, jednak nie dała tego po sobie poznać. Odpaliła papierosa i podeszła do bramki. Hotel wyglądał jak każdy hotel Erica, ale ten miał coś wyjątkowego, co powodowało podniecenie. Należał do niej. Znała ten etap budowy, wiedziała, że już za chwilę, pomimo że nic na to jeszcze nie wskazywało, będzie tętnił pełnią życia. Już czuła w jego wnętrzu zapachy, widziała lampy, hol, recepcję, słyszała szmer gości, uprzejmy ton personelu. Obejrzała się w głąb długiego korytarza i wiedziała, że na jego końcu są schody prowadzące do ich apartamentu, który będzie ich nowym domem i poczuła, że tu będzie szczęśliwa.
– Zaprowadź mnie do apartamentu – obojętnie powiedziała, odpalając kolejnego papierosa.
– Po co? Przecież i tak nic tu nowego nie zobaczysz – nie ukrywał swojej pogardy.
– Widok z okna jest inny. – Nie czekając na niego ruszyła w głąb korytarza. – Mam nadzieję, że Eric wytłumaczył ci wszystko odnośnie windy? – upewniła się, gdy usłyszała jego kroki za sobą.
– Tak, bezpośrednio z parkingu – powiedział bardzo oficjalnie.
– Możesz mnie zostawić samą? Poczekaj w samochodzie, wrócę za chwilę.
Gdy tylko jego kroki ucichły w głębi hotelu, zrzuciła wreszcie maskę obojętności i z radością podbiegła do okna tarasowego i uśmiechnęła się niczym mała podekscytowana dziewczynka, wchłaniając widok rozpościerający się na zewnątrz.
Zamknęła oczy i zaczęła chodzić po salonie, którego układ znała doskonale. Pomimo, że był pustą, bezbarwną przestrzenią, ona widziała już wszystko. Zrobiła krok po omacku i znalazła się przy wyspie w kuchni, odwróciła się, zrobiła dwa kolejne i sięgnęła do szafki, która tam miała być niebawem. Wyciągnęła dwie czarne filiżanki i zrobiła kawę z ekspresu, czuła nawet jej zapach. Wróciła do wyspy, z szuflady wyciągnęła pilota i jednym przyciśnięciem włączyła muzykę, która zaczęła tak głośno dudnić, że szybko ją ściszyła, w obawie, że obudzi Erica, który śpi na górze. Wzięła filiżankę z kawą i podeszła do schodów prowadzących do sypialni, wchodziła ostrożnie starając się nie rozlać kawy, czując pod stopami ich chropowatą strukturę. Postawiła kawę na nocnej szafce Erica. Otworzyła oczy i poczuła ogromną tęsknotę. Tak bardzo uwierzyła, że za chwilę położy się przy mężu.
Wyjęła telefon.
– Kicia – usłyszała głos Erica.
– Jestem w hotelu – powiedziała rozanielona.
– I jak, podoba ci się?
– Jest doskonały, a widok z okna cudowny, postarałeś się bardzo, kochanie – powiedziała wzruszona.
– Bo to nie był kolejny hotel, tylko prezent dla kogoś wyjątkowego – oznajmił żonie czułym głosem.
– Tak się zapomniałam, że niosąc kawę na górę, prawie ją rozlałam na ciebie.
– Kotku, czuję jej zapach.
– Świeżo zaparzona.
– I czuję zapach twoich perfum i to, jak jesteś gorąca. I siedzisz obok mnie na brzegu łóżka.
– Tęsknie za tobą – wyznała.
– Wracaj Kicia, bo zwariuję.
– Jutro będę – obiecała.
– Ale zanim wrócisz, zamknij oczy i powiedz, co ze mną robisz, bo właśnie wstaję z łóżka rozbudzony twoją bliskością – westchnął.
Powiedziała mu to wszystko, co powinno się wydarzyć, gdyby była przy nim.
Schodziła po schodach z rumieńcem podniecenia, czując na sobie zapach Erica, który się ulotnił, gdy tylko zamknęła drzwi samochodu Roberta.
– To miała być chwila!? – krzyknął tak głośno, że wystraszyła się, nieprzyzwyczajona do tego, że ktoś podnosi na nią głos.
– Przepraszam, zapomniałam się – odpowiedziała prosto, zgodnie z prawdą.
– Mam rodzinę i wolałbym z nią spędzić niedzielny czas.
– Ja też jestem twoją rodziną. – Pomimo bólu, jaki odczuwała, na nowo założyła maskę obojętności.
– Tak, jesteś – zakpił.
– Zawieź mnie do Roksi – rozkazała.
– Nie masz zamiaru odwiedzić rodziców? – zapytał siostrę ostro.
– Nie będę wam burzyć niedzielnego porządku – rzuciła z ironią, ukrywając pod nią ból rozczarowania.
– Ty się nigdy nie zmienisz – powiedział z pogardą.
W milczeniu mu się przyglądała. Miała dość na ten dzień relacji rodzinnych. Chciała wrócić tam, gdzie czuła się dobrze i bezpiecznie. Do małego domku, który co prawda został odarty z rozpadającego się tarasu, ale wciąż był dla niej ostoją.
– Jak zadzwoni Karol, albo Zuza daj im wszystko, o co poproszą – powiedziała, gdy stali już pod domem.
– Co? – wydusił z siebie zaskoczony.
– Plany, projekty, pozwolenia, udziel im wszystkich potrzebnych informacji – uściśliła.
– Ty chyba żartujesz, czy Eric wie, co ty kombinujesz?
– Przypominam ci, że to mój hotel i ja tu decyduję o wszystkim, także o tym, czy wciąż będziesz miał tę pracę.


Zatrzasnęła za sobą drzwi auta i nie odwracając się pobiegła tam, gdzie mogła się wreszcie ukryć.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz