niedziela, 31 grudnia 2000

Rozdział 31 - Fanatyczki

– Mamo, czy jutro jest sobota? – krzyczała Milena ze swojego pokoju.
– Nie, jutro jest piątek – odpowiedziała Zuza przewracając oczyma, wiedząc, do czego to pytanie nawiązuje.
– Jejku, chciałabym, by była już sobota.
– Kochanie, śpij – upomniała córkę.
– Mamo, a myślisz, że kość, którą dziś kupiłam Black Ozzyemu, będzie mu się podobać?
– Tak, na pewno – odpowiadała spokojnie, jednak do Karola, leżącego obok niej na łóżku, stroiła pełne obrzydzenia miny.
– W sobotę zabiorę aparat, bo koleżanki nie wierzą mi, że mam psa – rozprawiała głośno dziewczynka.
– Skarbie, bo to nie jest twój pies – odezwał się Karol.
– Ciocia powiedziała, że trochę jest też i mój – ogłosiła dumnym głosem.
– Skoro ciocia tak powiedziała, to jest trochę twój – Karol szybko poddał się w bezsensownej konwersacji z córką.
Zaległa cisza.
– Mamo, wiesz co? – głos Mileny oderwał Karola od pieszczenia żony.
– Tak wiem, chciałabyś, by była już sobota – Zuza z coraz większym trudem okazywała cierpliwość monotematycznej córce.
– Tak, bardzo bym chciała, ale piątek to i tak lepiej niż poniedziałek.
– Milena, śpij – surowo i stanowczo nakazała.
– Dobrze, mam nadzieję, że on mi się przyśni.

Tak wyglądały rozmowy z Mileną, odkąd w domu Agaty pojawił się pies, który stał się centrum świata siedmioletniej dziewczynki. W soboty Agata zabierała Milenę i jechały z psem poza miasto. Cały dzień spędzały razem, jedząc wspólnie obiad, szukając w Internecie wszystkiego, czego wcześniej nie wyczytały na temat psa. Zuza tylko raz spróbowała w tym uczestniczyć, ale kolejnego razu nie chciała ryzykować, ponieważ Agata była tak samo zaangażowana w Ozzyego, jak Milena. Czy był śnieg, mróz lub deszcz - sobota była tylko dla tej dwójki, no, trójki. Zuza mogła pojąć fascynację córki, ale nagłą niepojętą miłość Agaty do psów trudniej. Gabinet Zimmerowej tonął w fotografiach Ozzyego, pulpit komputera zdobił wielki pysk pupila, tapetę telefonu również. Jednak, gdy którejś soboty córka wróciła w koszulce, na której widniała podobizna psa Agaty, zaczęła się niepokoić.
– Górska – mówiła do telefonu – czy tobie naprawdę rozum odebrało?
– Co, fajna koszulka? – była szczerze podekscytowana.
– Mam nadzieję, że nie będziesz jej nosić – mówiła, wściekle szatkując warzywa na kolacyjną sałatkę i z zainteresowaniem obserwując, czy Antek nie przywiózł Kasi do nich na noc.
– Pewnie, że będę, do tego zamówiłam jeszcze kilka gadżetów, ale to będzie niespodzianka dla Mileny, na przyszłą sobotę – rozpoznała po głosie przyjaciółki, że celowo podjudza jej niepokój.
– Ja naprawdę zaczynam się poważnie obawiać twojej ekscytacji. To niezdrowe.
– Zuzka, to zabawa, co się dąchasz.
– Muszę kończyć – rozłączyła się, widząc na podjeździe samochód Antka.
– Milena! – krzyknęła – Kasia przyjechała – otworzyła drzwi wejściowe, by przywitać gości.
– Cześć – Antek podał jej plecak córki.
– Wejdziesz? – zaproponowała przyjaźnie, ustępując mu miejsca w drzwiach.
– A Karol jest? – zapytał wchodząc.
– Zaraz powinien być. Chodź, zjesz z nami kolację – zapraszała.
– Kasia, mam coś dla ciebie – krzyczała podekscytowana Milena, zbiegając szybko ze schodów.
– Chodź – Su pociągnęła Antka za sobą.
– Co takiego ma Milena? – zapytał zaskoczony poirytowaną miną Zuzy
– Kupę Ozzyego – powiedziała ze złością – koszulkę z jego podobizną, ale nie wykluczam, że po którymś dniu z Górską przyniesie amulet z gówna.
Antka wcale to nie dziwiło, śmiał się, sypiąc cukier do herbaty.
– Daj się dziecku bawić – skomentował z rozbawieniem.
– Dziecko rozumiem, ale stara baba z koszulką w pieski, daruj sobie, Górska się uwstecznia, czekaj, z jakim ona tekstem dziś do mnie wysokoczyła... – zamyśliła się. –O, "nie dąchaj się" – przytoczyła.
Antek z satysfakcją zamyślił się na chwilę i z lekką nostalgią uśmiechnął się łagodnie.
– Agata nie ma dzieci, w zasadzie ten pies to dla niej jakiś substytut – bronił jej.
– No taa, do tatusia bardzo podobny – roześmiała się rozbrojona.
– Kto jest do tatusia podobny? – zainteresował się Kacper, który nagle pojawił się w kuchni przy stole.
– Ty, synku – przytuliła go.
– Mamuś, ja się boję, że Milena źle ręce umyła, że nie zmyła wszystkich bakterii po piesku – mówił zawstydzony.
– Myła ręce – zapewniła syna.
– A jak trochę źle umyła i tatuś przez nią umrze – mówił z przerażeniem.
Z trudem ukryła rozbawienie, tym bardziej, że Antek nie wytrzymał i wyszedł z trudem opanowując atak śmiechu.
– No widzisz, w czym przyszło mi żyć – powiedziała, gdy Kacper uspokojony wyszedł z kuchni.
– Nie dąchaj się – zażartował.

Rozmawiali o restauracji, o planach zatrudnienia nowych ludzi, czemu przeciwstawiał się Karol. I choć rozmowa była angażująca, jej rozmyślania zaprzątało zupełnie coś innego, coś co było poza firmą, gdzie nie było psów, dzieci, pracy. Była prawie gotowa nawiązać do tego cholernego wieczoru, do koszmarnej nocy. Patrząc na Antka, rozmawiając z nim, nie potrafiła uwierzyć w to, co spędzało jej sen z powiek. Widziała zabawnego faceta, bez cienia kłamstwa. Takiego jakim go nie znała, nigdy. Był niezwykle odprężony i do wszystkiego podchodził na luzie, biło od niego szczęście. Z satysfakcją odkryła, że jednak nowa Dorota, nowe życie, towarzystwo, wyszły mu na dobre. Nie było sensu wracać do głupiej nocy, bo jego cała osoba mówiła: jestem nowym Antkiem, znalazłem wreszcie swoje miejsce na ziemi. Tylko nie mogła wiedzieć, gdzie było to miejsce. 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz