niedziela, 31 grudnia 2000

Rozdział 33 - Przyjęcie w ogrodzie

Wstała z łóżka wcześniej niż planowała. Mogła spokojnie spać jeszcze godzinę, ale zaprogramowany organizm domagał się swoich rytuałów. W kuchni oznaczyła kolejny dzień w kalendarzu, przesuwając czerwony kwadrat z dziewiętnastego na dwudziesty maja. Ta data dziwnie wryła się w jej pamięć. Nie potrafiła sobie przypomnieć, co takiego oznacza. Była jednak znacząca. Spojrzała na solenizantów upewniając się, że nikt z bliskich w tym dniu nie ma swojego święta. Jednak dwudziesty maja coś oznaczał. Wchodząc do łazienki, spojrzała na zrzuconą z wieszaka w korytarzu kurtkę Eli. Podniosła ją i zawiesiła. Wtedy spojrzała w lustro i już wiedziała, przypomniała sobie ten dzień. Dzień, którego nie zanotowała w kalendarzu, bo wtedy go nie miała i nie potrzebowała. Dokładnie rok temu w jej domu pojawiła się Agata. Podeszła zafascynowana swoim odkryciem i patrzyła przez okno, przez które pierwszy raz ją ujrzała. Jeszcze wtedy nie wiedziała, że to spotkanie odmieni jej życie, ją całą. Wtedy zdruzgotana jej urodą, chciała ukryć się w sypialni. Czy mogła przypuszczać, że zaledwie rok po tym spotkaniu tak wiele się zmieni?
– Co taka zamyślona? – przywitał ją Antek, całując w policzek.
– Nic, planuję, co przygotować na wieczór – odpowiedziała, wyrywając się tym samym ze wspomnień sprzed roku.
– Dużo piwa, Eric przyjechał – mówił pijąc wodę z butelki.
– Szklanka – upomniała.
– Ciii, nic nie widziałaś – odwrócił się i poszedł do łazienki.

Z rozbawieniem patrzyła, jak znika w korytarzu. Była pewna, że nawet on zmienił się od przybycia Agaty. Tak, on zdecydowanie stał się inny. Stał się bardziej oddany jej i dziewczynkom, spędzał zdecydowanie więcej czasu w domu. Soboty, które spędzał w domu nie były już jego dniem odpoczynku, nagle stały się najmilszym dniem tygodnia, szczególnie dla dzieci, które miały oboje rodziców w domu. Im bliżej wieczora Antek stawał się bardziej szczęśliwy, tak jakby naładowane akumulatory zabawą, nie potrafiły znaleźć ujścia. W nocy przewracał się z boku na bok, a jej było przykro, że rano będzie musiał wstać i jechać do Wrocławia.
– Musimy zamknąć Miśka w boksie – powiedział wycierając włosy ręcznikiem.
– Zamkniemy, biedny Misiek myśli, że my mu krzywdę robimy, nie wiedząc, że życie mu ratujemy – spojrzała przez okno na swobodnie biegającego psa.
– Ozzy niestety jest kilerem dla innych panów – powiedział dziwnie usatysfakcjonowany.
– Jak sobie przypomnę tę scenę, gdy Eric z nim przyszedł, a Agata trzęsła się ze strachu. A teraz nie rusza się bez niego… – pokręciła głową z niedowierzaniem.
– Agata to wariatka, przy niej niczego nie idzie przewidzieć.
– Nie idzie – uśmiechając się sentymentalnie, wiedząc że nawet tego, o której pojawi się w pracy.
Nakrywała stół w ogrodzie i z satysfakcją patrzyła na piękne niebo.
Spojrzała na zegarek i wiedząc, że wszystko jest przygotowane, ze spokojem usiadła do komputera. Po kilku sekundach Cobra666 zaproponował rozgrywkę. Po tym jak go rozłożyła, zapytała:
– Będziesz?
– Nie – w zasadzie od razu pojawiła się odpowiedź.
Nie nalegała. To nie miało najmniejszego sensu, jak i próba ustalenia dlaczego. Po prostu taki był i takim go lubiła: dziwnym.
– Zobaczymy – odezwał się po kilku minutach.
– To jakby co, do – sama śmiała się ze skrótów jakie wypisywała, ale najważniejsze było to, że je oboje rozumieli.
– Jakby co.
Chciała by był, ale nie mogła mu tego w żaden sposób okazać, bo nauczyła się przy nim, że im bardziej go ignorowała, tym bardziej on ustępował, lub nie. Taki był.
Usiadła zrelaksowana w ogrodzie i przypomniała sobie dzień, gdy Antek pierwszy raz ją tu przywiózł. Gdy opisywał, jak będzie wyglądał ich dom i podwórko, a ona nie potrafiła w to uwierzyć. Wszystko było takie, jak mówił, nawet plac zabaw. Wtedy słyszała gwar radosnych dzieci, przybywających gości, ale siebie nie potrafiła w tym odnaleźć. Teraz odważnie, rozpromieniona i szczęśliwa pewnie wychodziła im na spotkanie.
– Doris – usłyszała zachrypnięty głos Erica.
– Specjalnie dla ciebie – podała mu puszkę piwa schłodzoną w dziecięcym basenie.
Obserwowała z rozrzewnieniem Agatę i Antka, jak droczą się ze sobą. Ozzy skakał radośnie witając się z nim. Obserwowała z uwagą, jak Agata podchodzi do boksu Miśka, jak z nim rozmawia.
– Serce mi się kraje – powiedziała przepraszająco, całując Dorotę.
– Nic mu nie będzie – zapewniła ją, ignorując szczekanie Miśka.
Patrzyła na swój ogród tętniący życiem. Biegające dzieci, dokazującego białego psa i swoich przyjaciół.
– Co się tak zawiesiłaś? – przywołała ją do rzeczywistości Zuza.
– Nic, dobrze mi tu – stuknęła kieliszkiem czerwonego wina w kieliszek przyjaciółki.
– Powiem ci, że jak nie ma Anity i psychopaty okularnika, to też mi jest dobrze – Zuza upiła z satysfakcją łyk wina.
Jednak Dorocie brakowało do pełni szczęścia tylko tej dwójki.
Kręciło jej się w głowie, nie pierwszy raz od roku jaki minął, jednak krojąc kapustę w kuchni, nie protestowała, gdy Ulka dolewała jej wina.
– Kurcze, że też wcześniej nie robiliśmy takich imprez – Ulka zachwycała się spotkaniem, pomagając jej w kuchni.
– Wcześniej nie miałyśmy czasu, a jeszcze wcześniej jak miałyśmy, to nie znałyśmy się – wyjaśniła jej z prostotą.
Naprawdę szczerze lubiła Ulkę i cieszyło ją to, że pomimo trudnych początków związanych z jej własnymi kompleksami, udało im się zaprzyjaźnić.
– Czujesz, że my się kiedyś mogłyśmy nie znać? – zadumała się zabawnie Ulka.
– Ważne, że już się znamy – powiedziała z mocą Dorota.
– Fakt – przytaknęła ta roześmiana.
Siedziały na schodach tarasu i zanurzały się w sielankową atmosferę pikniku. Eric leżał na kocu i tłumaczył coś Kacprowi, dziewczynki siedziały w grupce na drugim kocu. Karol rozmawiał z Robertem, obejmując Zuzę, która z pogardą przyglądała się Ericowi z jej synem.
– Wiesz co – Agata droczyła się z Antkiem – jak masz zamiar tak głupie teorie wysnuwać, to lepiej utop się w basenie – powiedziała z urazą, siadając na schodach.
– Co jej powiedziałeś? – zapytała z pretensją Dorota.
– Że jej pies jest brzydki – usiadł za Agatą.
– Sam jesteś brzydki – roześmiała się Zimmer – Ozzy, Kochanie, zostaw Misia, choć do mamusi – krzyczała do psa, który nie potrafił się zdecydować.
– Górska, ciebie porypało do końca – podeszła oburzona Zuza. – Mamusia – wykpiła.
– Widzisz Górska, porypało cię – Antek łapiąc Agatę za ramiona potrząsnął nią.
– Wiecie, co wymyśliłam? – powiedziała Agata nic sobie nie robiąc ze sceny, jaka się rozgrywała.
– Jeżeli to ma jakikolwiek związek z Ozzym – pogłaskała psa Zuza – to ja się wypisuję.
– Przecież go lubisz – Agata spojrzała z wyrzutem.
– Lubię – zapewniła.
– Ale to coś zupełnie innego, w październiku jest rocznica otwarcia hotelu, pomyślałam o tym, by zrobić wielki bal – powiedziała rozmarzona z błyskiem w oku.
– Bal – podłapała pomysł Ulka – to świetnie!
– Kicia, jaki bal? – zainteresował się Eric krzycząc tubalnie w stronę siedzących na schodkach.
– Bal dla księżniczek, co ty na to? – krzyczała do niego po angielsku. Wszyscy wiedzieli, że choć zrozumiał polskie słowo bal, nic więcej nie był w stanie zrozumieć. Zawsze wyłapywał tylko pojedyncze słowa, proste zwroty.
Posłał jej całusa.
– Kicia, ty jesteś księżniczką, możesz sobie zrobić bal – Zimmer jak zawsze adorował swoją żonę.
Agata uradowana westchnęła nie kryjąc, że tak jak wszyscy zebrani wokół, jest bardzo szczęśliwa.
– Dlaczego jesteś księżniczką, a nie królową? – Antek powiedział to ze złośliwością w głosie.
– Bo jestem młoda, a królowa jest stara i brzydka – oparła się o jego kolana i z przekorą przechyliła głowę, by na niego spojrzeć.
– Ale ty… – celowo nie dokończył.
– Antek – upomniała go Dorota – nie przesadzaj.
– No, masz rację, kochanie – objął Dorotę – królowa Elżbieta była brzydsza.
Po północy podjechał hotelowy bus i ku zaskoczeniu wszystkich, wysiadła z niego Magda.
– Dlaczego ty przyjechałaś?– Ulka patrzyła z niedowierzaniem.
– Bo muszę wam coś powiedzieć – była podekscytowana i odciągała dziewczyny od samochodu.
– Byłaś na wieczorku? – upewniła się Ulka z lekkim niepokojem.
– Oczywiście, że tak – odpowiedziała poirytowana – jak sobie wyobrażaliście szachistę, takiego typowego?
– Nie wiem – odpowiedziała ze zdziwieniem Dorota obserwując rozpromienioną dziewczynę.
– Ja myślałam, że to starsi panowie, w pulowerkach, z zaczesaną łysiną i wielkich brylach, do tego powolni jak ślimaki – z wyrzutem spojrzała na Ulkę – jak mnie wrobiłaś w ten wieczorek, chciałam cię zabić, a teraz – uśmiechnęła się szelmowsko – mam ochotę cię uściskać.
– Co takiego się stało? – Agata patrzyła z ciekawością.
– Nie padnijcie, jak odkryjecie cudo siedzące w busie.
Nawet Dorota z ciekawością wsiadła do busa udając, że żegna się z przyjaciółkami. Na siedzeniu za Magdą siedział wysoki chłopak, z podekscytowaniem wpatrujący się w roześmianą dziewczynę.
– Co to było? – zapytał ją Antek, gdy stali machając im na pożegnanie.
– Nic – uśmiechnęła się tajemniczo – szachista.
– Od kiedy zwracasz uwagę na innych facetów? – udawał urażonego.
– Nie zwracam – wtuliła się w jego ramię.
Czekając na Antka, który brał prysznic włączyła kurnik.
– Partyjka? – po kilku sekundach odezwał się Cobra666.
– Jestem pijana, nie dam rady – wyłączyła laptopa.
Tego wieczoru z podekscytowaniem czekała na męża, gdy ucichł prysznic, z wypiekami czekała, aż wejdzie do sypialni.
– Czekasz na mnie, Doris – uśmiechnął się, patrząc na nią.

– Tak – czuła, jak cała płonie, gdy zbliżał się do niej.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz