niedziela, 31 grudnia 2000

Rozdział 34 - Pieśń deszczu

Zuza z wielką ulgą rozkoszowała się słonecznym, upalnym porankiem. Nareszcie nadszedł dzień, po którym będzie mogła spać spokojnie, nie będą nękać ją wyrzuty, nie będzie analizować swoich win.
Lipcowy dzień oznaczał koniec zakładu. Minął dokładnie rok od parszywej nocy i czy zakład był, czy też nie, wygrała. Przestała posądzać Antka o grę, o kontynuowanie głupiego zakładu, wiele miesięcy wcześniej. Jednak dopiero ten dzień oznaczał prawdziwą wolność.
– Górska, możesz jutro wziąć urlop? – zapytała tajemniczo przez telefon.
– Co knujesz? – przyjaciółka od razu węszyła podstęp.
– Powiem ci wieczorem, śpimy u Roksi – zadecydowała z dziecinną radością.
– Jakaś okazja?
– Tak, bal zwycięstwa – ogłosiła.
– Zuzka, co znowu knujesz? – była zdegustowana.
– Ogłaszam koniec knucia, dziś mija rok od zakładu – wykrzyczała radośnie.
– Naprawdę? – Agata odkryła to z zadumą.
– Zawiesiłaś się? – ponaglała przyjaciółkę do bardziej wylewnej reakcji.
– Zuza, ale powiedz szczerze, chyba nie wierzysz w to, że on… – Agaty głos był pełen sprzecznych emocji.
– Nie – zapewniła – ale oficjalnego zawieszenia broni nie było, wiec musiałam być czujna do końca – tłumaczyła. Tak naprawdę kilka miesięcy wcześniej zaczęła zapominać o zakładzie. Naprawdę uwierzyła w szczerość Antka i jego relacji z Agatą.
– To znaczy, że mogę od dziś bez paranoicznego strachu rozmawiać z Antkiem – powiedziała z ulgą.
– Wiesz na paranoicznie wystraszoną, to ty mi, kochanie nie wyglądałaś – zapewniła przyjaciółkę.
– Jestem dobrą aktorką, o której mam być u Roksi? – zapytała rzeczowo.
– O siódmej. Pasuje?
– Będę. Kupię dużo wina – zapewniła.
Jedyna rzecz jaka zdawała się psuć tego dnia, to pogoda. Lało niemiłosiernie.
– Płacz zły świecie, płacz – powiedziała Zuza z satysfakcją wyglądając przez okno w sypialni. – Dobro zwyciężyło – ledwie to oznajmiła, zadzwoniła jej komórka.
Wyświetliło się połączenie od Agaty. Spojrzała na zegarek - była osiemnasta.
– Zuza – mówiła poważnie – ja się spóźnię.
– Ile? – ta przewróciła oczyma, tak naprawdę wcale tym nie zaskoczona. Górska spóźniała się zawsze.
– Nie wiem – mówiła z przerażeniem.
– Agata, co się stało? – po jej ciele przeszedł dreszcz niepokoju.
– Nie wiem, czy powinnyśmy to opijać. Był u mnie Antek, poprosił mnie o spotkanie – smutek w jej głosie był szczery.
– Cholera – Zuza usiadła zrezygnowana na łóżku. Zacisnęła pięść, gotowa wyładować swoją złość na podstępnym, obłudnym Zacharewiczu.
– Czekaj na mnie u Roksi – poprosiła ta.
– Agata, ty płaczesz?
– Nie – nie była przekonująca – jestem po prostu bardzo, bardzo…
– Zawiedziona – dokończyła za przyjaciółkę.
– No…

– Ja też – powiedziała ze smutkiem patrząc na zły świat, ogarnięty deszczem, triumfalnie uderzającym w parapet.

2 komentarze:

  1. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń
  2. POPRAWIAM KOMENTARZ- Grubo przesadziłaś Moja Droga i tu się publicznie buntuje : Po pierwsze w takim momencie nie kończy się rozdziału, teraz nie wiem co będzie dalej i się nie dowiem tego przez cały tydzień.A po drugie jak już rzucasz takie krótkie rozdziały to wrzuć ich ze 6 a nie tylko 3 !!!

    OdpowiedzUsuń