niedziela, 31 grudnia 2000

Rozdział 38 - Brzydka Róża

Zmęczona po długim dniu pracy wjeżdżała windą na górę. Weszła do apartamentu i niemal natychmiast uderzyła ją wielka pustka. Nie witał jej biały, szeroko uśmiechnięty pies, skacząc na nią radośnie. Porażająca cisza, w której tak brakowało rytmicznego uderzania psich pazurów o podłogę była tego dnia szczególnie przygnębiająca. Wciąż powtarzała w myślach to, co obiecała sobie wcześniej - że nie będzie zamęczać Ozzy'ego bezsensownymi wystawami, że nie będzie uczestniczyć w idiotycznej pasji Erica. Po co jej jakiekolwiek trofea, medale, nagrody, skoro i bez tego wiedziała doskonale, że jej pies jest najlepszy. Włączyła wiadomości, ale nawet w nich mówili o pierwszej Światowej Wystawie Psów Rasowych w Poznaniu. Na ekranie oko kamery omiatało okazałe hale, tętniące żywiołem przygotowań do tego, by przez cztery dni gościć wystawców z całego świata. Patrzyła na puste mieszkanie i powoli zaczynała się łamać.
– Henry! – pomyślała o ojcu Erica i wszystko, co wcześniej sobie przyrzekała, ulotniło się w jednej chwili, niespodziewanie przynosząc ulgę i napędzając do działania.
Sięgnęła po telefon.
– Zuza, czy mogę zabrać Milenę na dwa dni do Poznania?

W sobotę z samego rana jechały podekscytowane samochodem, wymieniając porozumiewawcze uśmiechy. Śpiewały wesołe piosenki i Agacie nawet udało się na chwilę zapomnieć o tym, jak bardzo nie lubiła jeździć w trasy.
– Ciociu, jak ja się cieszę! – Milena z zachwytem patrzyła przez okno jej samochodu.
– To będą dwa cudowne dni – zapewniła Agata dziewczynkę.
Było kilka minut przed dziesiątą, gdy po wielu minutach poszukiwania wolnego miejsca zaparkowała samochód przed Halą Targową. Próbowała dodzwonić się do Erica, by dowiedzieć się, na którą halę się udać, ale mąż nie odbierał telefonu.
– Przepraszam – zaczepiła przechodzącą kobietę. – Czy wie pani, gdzie jest informacja?
– W tamtym budynku – zapytana wskazała na pobliski obiekt, bardzo oschle i dokładnie mierząc Agatę wzrokiem
– Dziękuję – powiedziała zaskoczona obcesowością tamtej.
– Bardzo niemiła baba – zauważyła rezolutnie Milena równie zdumiona odpychającym zachowaniem dziwnej pani.
Agata uśmiechnęła się tylko pod nosem, zastanawiając się, czy upomnieć dziewczynkę. Stwierdziła jednak, że komentarz był dość trafny, poczuła się nawet wyręczona przez ośmiolatkę w wyartykułowaniu swoich myśli. Szła kilka metrów za kobietą i zastanawiała się, dlaczego tamta przy masywnych nogach i dużej pupie założyła jasnozielone spodnie o zdecydowanie niekorzystnym kroju, a na górę krótką kamizelkę w kolorze trudnym do określenia. Patrzyła na traperskie buty kobiety i powoli zaczynała się domyślać, dlaczego ta z tak wielką pogardą ją potraktowała. Może to przez to, że na wystawy, pomimo wymownej nazwy, nie powinno się zakładać długiego płaszcza i butów na wysokim obcasie? Dlaczego nagle zawstydziła się swoich pomalowanych mocnymi kolorami ust i paznokci?
– Podaj mamusi bilet – zatrzymał się przy nich starszy mężczyzna i podał Milenie bilet, który wypadł z kieszeni płaszcza Agaty.
Spojrzała na odbicie w szybie i nagle kwestia odpowiedniego stroju przestała ją obchodzić. Były piękne. Milena, którą trzymała za rękę, wystrojona była we wrzosowy płaszcz, na który opadały rozpuszczone, kruczoczarne włosy. Dziewczynka wyglądała niczym dziecko z reklamówki o lepszym, szczęśliwszym życiu.
Poczuła się spełniona, mogąc udawać mamę tej wspaniałej dziewczynki. Uśmiechnęła się porozumiewawczo do Mileny, która czarnymi oczami odziedziczonymi po matce i babce, tak dobrze znanymi Agacie, odwzajemniła uśmiech.
Nie obchodziły jej już niczyje nieprzychylne spojrzenia, czuła się najpiękniejszą kobietą na ziemi, ponieważ ziemianie widzieli w niej matkę.
Znalezienie Erica okazało niezbyt trudne, tym bardziej, że jego ogromne wzburzenie było widoczne z daleka i było tak namacalne, że zdawało się zataczać kręgi o dość szerokim zasięgu.
– Już po? – zapytała całując go.
– Tak, po wszystkim – odpowiedział z furią. – Nie wygrał, wyobrażasz sobie?! – Był czerwony ze złości.
Spojrzała z czułością na Milenę, pozwalającą, by Ozzy skakał na nią radośnie. Dziewczynka śmiała się w głos uradowana widokiem przyjaciela.
– To przez was! – zarzucił im. – To wy go tak rozpuściłyście, że nie chce teraz stać na ringu! – Eric zaczął nagle obarczać je winą za brak sukcesu, którego tak był pewien.
– Mi jego medale nie są do niczego potrzebne! – Znowu poczuła, że tego dnia wszyscy ją źle traktują.
– No zobacz, na co ona mu pozwala! – mówił z furią po szwedzku, próbując odsunąć od dziecka białego psa.
– Milena – zawołała dziewczynkę – idziemy! – Przywołała ją gestem i ruszyła do wyjścia.
– Kicia! Kicia! – słyszała, jak za nią woła, ale nie odwróciła się. Gdy wyszły z hali nerwowo zapaliła papierosa.
– Ciociu, co się stało? – zapytała przestraszona Milena.
– Nic, kochanie, wujek musi trochę ochłonąć, później zobaczymy się z Ozzym – mówiła czule, starając się nie pokazać szalejących w niej emocji.
Jej telefon wciąż wibrował, ale nie miała najmniejszej ochoty go odbierać.
Spacerowały po halach i podziwiały psy na ringach i przed nimi. Z niezrozumieniem przyglądała się twarzom wystawców, ich skupieniu i determinacji. Kupiła katalog i ustaliła, w której hali i w jakim ringu sędziuje Henry.
Z radością odkryła, że nareszcie ktoś ucieszył się z tego, że jednak zdecydowała się przyjechać. Lekki, znaczący uśmiech, rozświetlający twarz Henry'go, będącego w trakcie oceniania ogromnego psa, wynagrodził jej wszystko. Cierpliwie czekała, aż zakończy swoją pracę, która dawała mu tak wiele pasji, że było ją widać malującą się na jego twarzy. Było to niezwykle miłe doznanie, obserwować ojca Erica, z zaangażowaniem biegającego po ringu. Cieszyło ją to tym bardziej, że wciąż pamiętała, jak ciężką walkę z nowotworem przeszedł 4 lata wcześniej. Była przy nim, starała się mieć nadzieję za ich oboje, choć wszyscy mówili, że już się z tego nie podniesie. Ale on nie poddał się, zwyciężył tę walkę, a teraz wciąż był aktywny i nikt nawet nie domyślał się, ile tak naprawdę może mieć lat. Był młody duchem, był szaleńcem - tak jak i jego syn.
– Kicia... – Poczuła uścisk Erica i rozpoznała ogromną ulgę w jego głosie.
– Ciii. – Wzięła go za rękę i wciąż nie odrywała wzroku od ringu.
Napawała się widokiem pełnego życia Henry'ego.
– Nie jesteś już zła? – Eric starał się załagodzić sytuację.
– Jestem, ale pewnie to i tak nie ma dla ciebie znaczenia – mówiła ze spokojem.
– Nie mów tak, proszę – Był naprawdę skruszony.
Uśmiechnęła się do męża, dając tym samym znak swojej kapitulacji w gniewie. Niestety tak było zawsze, nie potrafiła zbyt długo na niego się złościć, bo to nie miało najmniejszego sensu. Teoretycznie mogłaby być na niego obrażona bez przerwy, a on i tak w swoim roztargnieniu popełniałby te same błędy, więc po prostu, by nie utrudniać sobie życia i nie psuć humoru działaniem z góry skazanym na porażkę, odpuszczała mu prawie zawsze.
– Ciociu, powiedz wujkowi, że Ozzy jest naprawdę najpiękniejszy, a ten sędzia to ślepy buc – poprosiła Milena.
– Milena mówi, że on i tak jest najpiękniejszy – przetłumaczyła mu ważniejszą połowę zdania jednocześnie posyłając ostrzegawcze spojrzenie dziewczynce.
Eric wydawał się już spokojniejszy i z aprobatą pogłaskał Milenę po głowie.
– Macie hotel? – zainteresował się.
– Tak.
– Ja mam hotel lekko szmatławy, ale dla psiarzy nie oferuje się tu zbyt wielkich luksusów – rzucił poirytowany.
– Dasz radę. – Agata śmiała się, zbyt dobrze zdając sobie sprawę z tego, jak wielkim wyzwaniem dla męża będzie mieszkanie w średniej klasy zatłoczonym hotelu, pełnym psiej konkurencji.
– Wolałbym być z tobą. – Spojrzał jej w oczy.
– Wytrzymasz! – Pocałowała go.
– Może wysłalibyśmy Milenę z psem na długi spacer? – zaproponował, pobudzony jej pocałunkiem.
– Zwariowałeś, jestem za nią odpowiedzialna – zaśmiała się.
– Piętnaście minut, Kicia – błagał, namiętnie patrząc jej w oczy.
– Nie! – Jego niedorzeczne negocjacje bawiły ją. Jednocześnie próbowała wyjąć spod długiego płaszcza jego dłoń, którą delikatnie gładził jej pośladki. Chętnie by się poddała tym zabiegom, były jednak tak samo przyjemne, co niestosowne, zważywszy na miejsce i otoczenie, w jakich się znajdowali.
– No, jesteś Ericu. Kobiecy głos wybawił ją od coraz śmielszych propozycji męża i przerwał jej własne rozterki. Ze zdziwieniem odkryła, że należał do kobiety, której pogardliwe spojrzenie uderzyło ją rano i wciąż takim pozostawało.
– Chcę cię komuś przedstawić. – Udawała, że nie dostrzega Agaty. – To jest właśnie Eric Zimmer – mówiła z dumą do mężczyzny, stojącego obok, będącego w podobnym wieku do Erica. – Nie muszę mówić, czyim jest synem – dodała po polsku wymownie spoglądając na ring.
– Jan – Mężczyzna podał z powagą rękę Ericowi.
– A to jest... – Agata sądziła, że kobieta w końcu zwróci na nią uwagę, ta jednak gwałtownie odwróciła się w stronę Ozzy'ego – Black Ozzy, nasza duma, niestety dziś niesprawiedliwie oceniony.
Agata z oburzeniem patrzyła na kobietę, przywłaszczającą sobie jej psa. Nie obchodziło ją, to że kobieta jest bardzo niekulturalna, że ją zignorowała. Z furią patrzyła na to, jak dotyka jej psa i prezentuje go mężczyźnie jak swoją dumę i własność.
– Kto to jest? – zapytała cicho Erica po szwedzku.
– Róża – odpowiedział obojętnie.
Agata lekko się uśmiechnęła, bo rzeczywiście imię nie miało nic wspólnego z wyglądem Róży. Z rozbawieniem obserwowała brzydką kobietę, która próbowała się dowartościować obnosząc się ze swoim kynologicznym doświadczeniem i częstując chmurnym spojrzeniem każdego, kto się pojawił na jej drodze.
– Henry – przytuliła z ulgą teścia, który wreszcie zszedł z ringu i wyratował ją z niemiłej sytuacji.
– A ty jak zawsze olśniewająca. Och, gdybym tyko miał tyle lat, ile nie mam... – Z dumą tulił Agatę, powtarzając jej do ucha swoją stałą regułkę.
– Witaj, tato – Eric przytulił ojca.
– A ta słodka istota? – Senior Zimmer wskazał na Milenę z łagodnością i wzruszeniem, jakie wywoływała na większości obserwatorów dziewczynka bawiąca się z wielkim psem, uchodzącym za wyjątkowo agresywnego.
– To Milena, córka naszych znajomych. Agata bawi się czasami w jej matkę – skomentował Eric.
– Może nie powinnaś poprzestawać jedynie na zabawie? – Henry spojrzał pytająco w oczy Agaty i mrugnął do niej porozumiewawczo, ale ona tylko z wymuszonym uśmiechem pokiwała głową.
– Miło mi pana poznać – z przejęciem włączyła się do rozmowy Róża. – Naprawdę jestem zaszczycona. Dla kogoś, kto całe swoje życie spędził z psami to niezwykłe wyróżnienie.
Agata z ciekawością podsłuchiwała wymądrzającą się po angielsku Różę, która z zachwytem wpatrywała się w Henry'ego, nie zdając sobie sprawy z tego, że on w zasadzie jej nie rozumie.
Siedzieli w restauracji przy obiedzie. Milena wciąż ze smutkiem patrzyła na samochód, w którym został Ozzy. Róża bez cienia zawahania dołączyła do nich, zabierając też Jana. Agata nie przestawała się zastanawiać, co powoduje, że tamta tak jawnie okazuje jej swoją niechęć.
– Ta kobieta mnie nie lubi – powiedziała Agata po szwedzku do Henry'ego.
– Dziwisz się jej? – Był rozbawiony, wcześniej dostrzegając odpychające zachowanie Róży. – Jesteś piękna.
– To nie ma nic do rzeczy. Poza tym to chyba nie powód, by tak ostentacyjnie okazywać swoją niechęć, przecież nawet mnie nie zna. – Uśmiechnęła się.
– Nie sądzę, by robiło to na tobie wrażenie. – Poklepał ją uspokajająco po kolanie.
– Ciociu, zapytaj tego pana, jakie psy były u niego na ringu – ze wstydem poprosiła Milena.
– Milena pyta, jakie psy oceniałeś? – przetłumaczyła pytanie.
Ale zanim Henry odpowiedział, wtrąciła się Róża.
– Uważam, że to niegrzecznie mówić w języku, który nie wszyscy rozumieją – powiedziała z wyższością do Agaty.
– Henry nie rozumie angielskiego, więc rozmawiam z nim po szwedzku, to oczywiste – powiedziała po polsku, patrząc na czerwoną ze złości twarz Róży. – I, gwoli ścisłości, to nie ja jestem niegrzeczna.
Spojrzała na mężczyznę, siedzącego obok Róży, który z zakłopotaniem obserwował nie do końca miłą wymianę zdań między paniami.
– Jestem Agata Zimmer – powiedziała pewnie wyciągając rękę w jego kierunku – ta pani zapewne domyśliła się, kim jestem, ale zapomniała nas sobie przedstawić. – Z wyższością spojrzała na kipiąca ze złości kobietę.
– Kicia, o co chodzi? – Eric dopytywał nie rozumiejąc, czego dotyczy rozmowa, jednak po protekcjonalnym tonie głosu żony domyślił się, że nie jest ona serdeczna.
– Ericu – pocałowała go – w tym całym zamieszaniu zapomnieliśmy o manierach, musiałam co nieco ponaprawiać.
Spacerowali po rynku. Róża nie odpuściła i szła z nimi. Agatę mało obchodziła jej obecność.
Wniebowzięta Milena prowadziła Ozzy'ego na smyczy, trzymając Erica za rękę.
– Ładnie razem wyglądają – zauważył Henry, idąc z Agatą pod rękę. Powiedział dokładnie to, o czym Agata myślała od chwili, gdy mąż wziął Milenę za rękę.
– Henry, to że ty masz potrzebę bycia dziadkiem, nie znaczy, że on chce zostać ojcem – starała się bardzo, by jej głos był obojętnie naturalny.
– A ty? Nie chcesz mieć dzieci? – patrzył na nią badawczo swoimi doświadczonymi oczyma.
– Może – powiedziała zawstydzona, wiedząc, że nie ma sensu okłamywać mądrego starca.
– Zrobię wam zdjęcie – zaproponował. – A nuż, jak napatrzy się na fotografię, to mu się zachce.
Agata z bijącym sercem przyglądała się pięknemu zdjęciu szczęśliwych ludzi. Eric, Milena, Agata i rozświetlający to wszystko Ozzi. Całe szczęście, że Róża nie zmieściła się w kadrze.
Z ogromnym bólem uświadamiała sobie, że ich prawdziwy obrazek nie musiał daleko odbiegać od tego zaaranżowanego.
Henry mieszkał w tym samym hotelu, co Agata i Milena. Odprowadzili na parking Erica, Ozzy'ego i Różę.
– A pani jutro wystawia jakiegoś podopiecznego? – zapytała Różę z lekką złośliwością – Czy też tylko turystycznie?
– Wystawiam – z satysfakcją odpowiedziała zagadnięta.
– I co, pieski tak cały dzień same czekają w hotelowym pokoju? – dogryzła.
– Za chwilę idę z nimi na długi spacer – wytłumaczyła się zimno Róża.
– To proszę się nie zgubić, Poznań to duże miasto. – Z rozbawieniem obserwowała rodzącą się furię w kobiecie.
– Chyba nie jesteś o nią zazdrosna? – zapytał Henry, gdy machali im na pożegnanie.
– Czasami trzeba poudawać. – Wzięła go pod rękę.
Następnego dnia z premedytacją wybrała dla Mileny bordowy płaszczyk, który idealnie komponował się z jej garderobą. Zaplotła jej dwa warkocze i ozdobiła szyję jasną apaszką.
– Ciociu, ale my wyglądamy! – stwierdziła z zachwytem Milena patrząc w lustro przed wyjściem.
– Dziś, moja mała, zaszalejemy na zakupach, jak rasowe kobiety – zapowiedziała.
– Mam stówę – powiedziała z dumą dziewczynka.
– Zostaw ją sobie, ja stawiam.
– Mama powiedziała, że nie mogę na nic ciebie naciągać – powiedziała zawstydzona.
– Ależ ty nie będziesz mnie naciągać, to ja będę nalegać. A tak naprawdę to wujek Eric nie do końca był grzeczny i użyjemy jego karty. – Puściła oczko do dziewczynki. – Mama coś wspominała o naciąganiu wujka Erica? Zaufaj mi, nie będzie miała nic przeciwko temu.
Dziś już bez cienia wstydu poruszała się po halach. Dzwoniła do Erica, ale znowu nie odbierał. Widziała gdzieś w oddali Różę, ale po chwili ta zniknęła jej z pola widzenia. Pomyślała, że znajdzie Erica przy ringu Henry'ego, ale też tam go nie było. Idąc do toalety wpadła na Różę i jej koleżankę.
– Widziała pani mojego męża? – zapytała.
– Wyjechał – powiedziała oschle.
– Wyjechał? – zaskoczona wpatrywała się w kobietę.
– Tak – wysyczała, próbując odejść od Agaty, tak jakby jej zbyt bliska obecność ją raziła.
– Coś się stało? – Agata była zaniepokojona i mało ją obchodziła scena nienawiści prezentowana przez Różę.
– Nie. – Kobieta była już wściekła.
– Dobra, nieważne – zrezygnowała z próby dogadania się z Różą, wyjęła telefon i z uporem dzwoniła do Erica.
– Kicia, ale jesteś upierdliwa – odebrał wreszcie.
Roześmiała się, słysząc jego poirytowanie. Zakładała, że zapewne nie wytrzymał warunków panujących w hotelu i ulokował się gdzieś pod Poznaniem.
– Dlaczego nie odbierałeś? – zapytała z troską.
– Bo śpię – odpowiedział rozdrażniony.
– Gdzie śpisz? – Miała w planie na nowo ściągnąć go do miasta, by mogli razem spędzić kolejny ekscytujący dzień z Henrym.
– Jestem w domu, wyjechałem z samego rana – rzucił oschle.
– Dlaczego? – Zaskoczył ją tym całkowicie.
– Nie będę patrzył na zwycięstwa innych psów.
Śmiała się głośno, stojąc w rogu toalety, czując na sobie kłujące spojrzenie Róży. Choć nie rozumiała, o czym rozmawiają i tak podsłuchiwała, wcale się z tym nie kryjąc.
– Nawet nie pożegnałeś się z ojcem! – zarzuciła mu.
– Stary zrozumie, wracaj do mnie. – W jego głosie była ogromna tęsknota.
– Będę późno, zjem coś z Henrym, miałam w planie zaszaleć na zakupach – wyznała swoje zamiary.
– Kicia, to zaszalej, dobry pomysł, kup sobie, co tylko chcesz i tej małej też! – Nagle zapalił się do tego pomysłu.
– Oj, moja karta została w domu, liczyłam na twoją. – Roześmiała się słodko.
– Poczekaj, zrobię przelew – naciskał.
– Daj spokój, żartowałam. Mam pieniądze, nie będę kupować futra z norek.
– Chciałbym, byś kupiła sobie takie futro... – jego ton stawał się uwodzicielski.
– Nie ma mowy. Ale na jakąś szałową bieliznę może mi wystarczy – powiedziała półszeptem.
– Zrobisz to? – Był zachwycony.
– Tylko na mnie czekaj – powiedziała zalotnie podsycając jego entuzjazm.
Cieszyła się, że nikt nie potrafił zrozumieć, o czym rozmawiała przez telefon, z rozbawieniem spojrzała na ludzi w kolejce. Co dziwne, Róża wciąż była w toalecie. Przez chwilę rozważała serię troskliwych pytań o stan pęcherza kobiety, ale szybko zrezygnowała, nie chcąc angażować się w bezsensowne przepychanki słowne.
– I co, mąż się odnalazł? – usłyszała złośliwe syknięcie myjącej ręce Róży.
– Tak! – Uśmiechnęła się do niej pogodnie i wyszła.
Wychodząc usłyszała sygnał wiadomości i spojrzała na telefon. Oniemiała.
„Nigdy nie wydam takich pieniędzy na fatałaszki” – napisała do męża po tym jak otrzymała sms-owe powiadomienie z banku o zasileniu konta.
– Chyba, że chcesz, bym zaczęła szykować pokoik dla dziecka – dodała w myślach.

Milena stała przy ringu z Henrym, dumnie trzymając go za rękę. Agata uśmiechnęła się do starca, z wielką tęsknotą patrzącego na dziewczynkę. Wzięła go pod ramię i radośnie ruszyli przed siebie.  

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz