niedziela, 31 grudnia 2000

Rozdział 40 - Wróżka

– To jakaś paranoja! Odkąd tu jestem, wciąż ktoś mną manipuluje chcąc, bym ja z kolei manipulowała innymi – mówiła z oburzeniem Agata do Zuzy, prowadząc samochód. Czuję się jak chomik w kołowrotku.
– Bo ty, Górska jesteś najlepszą aktorką. – Przyjaciółka poklepała ją krzepiąco po kolanie. – Po tobie nikt nie spodziewa się gierek. Poza tym masz za długie nogi jak na chomika.
– Dzięki – powiedziała ta z sarkazmem. – Zawsze mogę na ciebie liczyć.- Przeszyła przyjaciółkę chłodnym spojrzeniem.
– No, co ?– obruszyła się Su. – Mnie mają za tak wredną, że nikt nigdy nie uwierzy w moje szczere intencje.
– Święta prawda – przytaknęła skręcając w podwórze Zacharewiczów.
– Do tego nieźle ci wychodzi dogadywanie się z dzieciakami – dodała.
– I z psami! – Odwróciła się do tyłu uśmiechając do białego psiego pyska.
– Poczekaj, zobaczę czy Miśka zamknęli – powstrzymała ją przed wyprowadzeniem Ozzy'ego z auta Zuza.
– Misiek chroniony! – W progu domu stał Antek śmiejąc się z Zuzy, po omacku szukającej psa.
– Teren wolny! – krzyknęła Zuza do Agaty.
– Chodź, kochanie – Agata wypuściła psa.
Pies od razu podbiegł do boksu, w którym ukryty był Misiek.
– Nie, Ozzy, tak nie wolno – upomniała go Agata, odciągając zwierzaka od siatki.
– Gdzie przetrzymujecie potwora? – z ciekawością, cicho spytała Zuza.
– W klatce, pod specjalnym nadzorem, bez obaw – odpowiedział.
– Spokojnie, nadchodzi Superniania, macie karnego jeżyka? – zapytała Antka, podając mu smycz.
– Mamy krzesło tortur.
– Mało skuteczne, poczekajcie. –Agata cofnęła się do samochodu przypominając sobie o prezentach dla dziewczynek. – Dla niej też coś mam.
– Co masz? – Całą sobą czuła przeszywające ją spojrzenie Antka.
– Tajemnica – Uśmiechnęła się przekornie, mijając go w drzwiach i napawając się zapachem jego perfum.
– A dla mnie? – zapytał.
– Ja jestem dla ciebie najlepszym prezentem – powiedziała niby do siebie.
– Brzydkim – dogryzł.
Weszła do salonu i wodziła po nim wzrokiem z ciekawością poszukując potwora. Przy stole z dziewczynkami Doroty siedziała czarnowłosa nastolatka. Miała mocno pomalowane czarną kredką oczy, na szyi skórzany pasek z ćwiekami, na rękach dziesiątki bransoletek. Gdy podniosła wzrok na Agatę, ta oniemiała. Była zjawiskowo piękna. Delikatna twarz dziecka, ozdobiona ogromnymi, niebieskimi, niewinnymi oczyma, otoczona puklami czarnych włosów układającymi się niczym lśniące sprężyny. Zuza lekko ją szturchnęła, ale Agaty to nie ocuciło. Usiadła przy stole i wpatrywała się w dziewczynę, wyobrażając ją sobie w jej naturalnym, jasnym kolorze włosów. Hanka, całkowicie zdezorientowana spuściła wzrok.
– Jestem Agata – podała jej rękę.
– Hanka – odpowiedziała ta nieśmiało.
– Masz jakiś kontrakt z agencją modelek? – wypaliła wprost, w myślach próbując sobie przypomnieć, gdzie miała zapisany numer do agenta Anity.
– Słucham? – zapytała osłupiała dziewczyna..
– Jesteś modelką? – powtórzyła pytanie.
– Nie.– Teraz to Hanka z uwagą się jej przyglądała, jakby w poszukiwaniu innych, poza mówieniem od rzeczy, objawów szaleństwa.
– Mam świetne kontakty – powiedziała, wciąż zapatrzona.
– Wujek coś do pani pokazuje – wskazała na Antka, który gestami chciał coś przekazać.
– Jaki wujek? Nie mam wujka, mam same ciotki. – Zupełnie zignorowała gesty przyjaciela.
– Ale chcesz być modelką? – Agata uparcie drążyła temat nie przejmując się niczym, co działo się wokół.
Dziewczyna wzruszyła obojętnie ramionami.
– Ona ma szkołę! – Ze złością krzyknął zniecierpliwiony Antek, próbując odsunąć Agatę od stołu.- Superniania? - to pytanie skierował do Zuzy. - Czas odkurzyć krzesło tortur – mruknął pod nosem.
– Wiesz, że jesteś najpiękniejszą dziewczyną jaką widziałam w swoim życiu? – spytała Agata Hankę powoli, wyswobodziwszy się z ramion zrezygnowanego Antka, który poddał się w wysiłkach odciągania jej od siostrzenicy.
– Pani też jest piękna – wyznała Hanka cicho, zawstydzona.
– Jestem Agata – zaznaczyła z naciskiem.
– Tak, wiem.
– Ile masz lat?
– Prawie szesnaście – odpowiedziała dumnie.
– Co chcesz robić w życiu?
– Nie wiem. – Wzruszyła ramionami. – Trochę śpiewam – zdradziła zawstydzona.
– Śpiewasz??? – Hanka coraz bardziej zachwycała Agatę.
– Tak. To twój pies? – Dziewczyna wskazała na Ozzy'ego, chcąc zmienić temat. Jakby zdała sobie sprawę, że od kilku minut w pokoju panuje cisza, a cała uwaga skupiona jest na niej. Nie kryła się z tym, że zaczynało jej to doskwierać.
– Tak. Co śpiewasz? – Agata pierwszy raz nie zareagowała na zainteresowanie, jakie ktoś okazał jej psu, niemal ignorując pytanie nastolatki.
– Występuję w teatrze muzycznym. Śpiewam, co każą – odpowiedziała zupełnie zdezorientowana.
– A co byś chciała śpiewać?
– Jeszcze nie wiem, ostatnio przeglądałam płyty wujka, polubiłam Fionę Apple, słyszałaś to?
– Tak. – Uśmiechnęła się lekko. – Ma tę płytę ode mnie.
– Podoba mi się.
– Możesz ją sobie wziąć – oświadczyła podekscytowana tym, że kolejnej osobie przypadła do gustu jej ulubiona wokalistka.
– Dzięki, niech weźmie też mój samochód! – usłyszała w oddali głos Antka.
– Przegram sobie – powiedziała Hania, uśmiechając się.
Agata powoli wracała do rzeczywistości
– Przepraszam za moje dziwne zachowanie, ale masz moce magiczne, zaczarowałaś mnie – mówiła do dziewczyny.
– Ktoś mi to już kiedyś powiedział. – Hanka nagle zrobiła się smutna.
– I nie mylił się – entuzjastycznie oznajmiła Agata, jednak szybko rozpoznała, co sugeruje nagła zmiana nastroju dziewczyny – Złamał ci serce? – udała, że nie wie o kim mowa. – Zapomnij o nim, nie był tego wart.
– Ja nie chcę go zapomnieć – powiedziała, mając łzy w oczach.
– Jej, ty masz naprawdę szesnaście lat? – Agata była poruszona jej dojrzałością.
– Prawie. – Już nie udawała bardziej dorosłej niż była naprawdę.
– Mam dla ciebie prezent – Agata jej podała pakunek.
– Dla mnie?
– Dla was też. – Uśmiechnęła się do trzech pozostałych dziewczynek i rozdała kolorowe torebki.
– Pamiętnik! – Hanka oglądała z zafascynowaniem czarny, skórzany skoroszyt.
– Podoba ci się? – zadała pytanie, choć tak naprawdę nie potrzebowała odpowiedzi, dziewczyna zachwycona wertowała kartki notesu.
– Skąd wiedziałaś? – Hanka pytająco spojrzała na Agatę.
– Też miałam kiedyś szesnaście lat. – Uśmiechnęła się, mrugając do niej porozumiewawczo.
– Przyda mi się – zapewniła taką z miną, jakby już w myślach tworzyła pierwsze zapiski.
– Wyjdziesz ze mną na chwilę? Muszę zapalić, a Ozzy potrzebuje spaceru – poprosiła dziewczynę, podając jej smycz.
– Jasne! – Hanka bez zastanowienia wstała od stołu.
Agatę nie interesowało nic, co działo się wokół, co o tym wszystkim sądzą ci, którzy w przerażeniu obserwowali ich chaotyczną wymianę zdań.
Wyszły na podwórko.
– Palisz? – wyciągnęła do niej paczkę.
Dziewczyna zaczęła się niepewnie rozglądać.
– Chodź za samochód, nikt cię nie zobaczy. – Obie schowały się za autem.
– Wiesz wszystko? – Hanka spojrzała na Agatę lekko zrezygnowana.
– Miałam być bardziej dyskretna, ale ty czarujesz, nie potrafię przy tobie grać – powiedziała szczerze. – Nie dziwię się, że oni tak bardzo się o ciebie martwią, jesteś czarodziejką.
– Nie mów tak. – Była smutna, słowa wypowiadane przez Agatę choć miłe, najwyraźniej sprawiały dziewczynie silny ból.
– Dlaczego? Już to gdzieś słyszałaś? – Z uwagą przyglądała się dziewczynie.
– Nazywał mnie Wróżką. – Z jej oczu spłynęła łza.
– Podkochiwałaś się w nim? – Agata próbowała odgadnąć emocje Hani.
– Nie. Ja go kochałam, dalej go kocham, jest dla mnie ważniejszy niż ojciec. – W jej głosie było wiele żalu i tęsknoty.
– Nie masz z nim kontaktu?
– Nie, nikt nie ma. – Nastolatka patrzyła w ciemny las, mocno mrugając oczami, chcąc powstrzymać napływające łzy.
– Dlaczego myślisz, że to wina matki? – zapytała ją Agata wprost.
– Bo ona zawsze była szalona, nieprzewidywalna. Na pewno zrobiła albo powiedziała coś, przez co wszystko tak się popsuło.
– Chodź do samochodu. – Otworzyła drzwi.
Obserwowała z uwagą dziewczynę i rozpoznawała, że walka z matką ją męczy, a jednak bunt nie ustępował. Może właśnie w ten sposób chciała pokutować za błędy dorosłych. Agata doskonale wiedziała, że Hania nie jest w stanie swoim zachowaniem niczego odmienić. I choć matka dziewczyny w żaden sposób nie przypominała jej własnej, to w postawie dziewczyny poniekąd widziała siebie sprzed wielu lat. Teraz doskonale rozumiała, że nie była w stanie wygrać ze światem dorosłych, ale wtedy, w imię ideałów, odrzuciła dom rodzinny, co z perspektywy czasu wyrzucała sobie, jako ogromny błąd. Dziś nie mogła pozwolić, by ta dziewczyna odtrąciła ten piękny świat, o którym opowieści Agata wysłuchiwała podczas leśnych ucieczek. Chciała jej oszczędzić tego, co sama teraz czuła.
– A jeśli nie? Jeśli cierpi tak jak ty? Albo bardziej? – Agata łagodnie spojrzała na dziewczynę, która w złości zacisnęła zęby.
– Jestem na nią zła, bo się poddała, nie walczyła. A ja nigdy nie zapomnę – wypowiedziała w wielkim gniewie i złości.
– Nie możesz cały czas żyć przeszłością, to temat zamknięty, nie masz na to wpływu. Czas to zostawić za sobą i ruszyć do przodu – łagodnie tłumaczyła.
– Nie chcę zapomnieć, nie jestem taka – rzuciła to niczym oskarżenie.
– Ona pewnie też, ale nie może przecież was zadręczać swoimi smutkami. Musi was chronić, być silną dla was.
– Myślisz, że nie zapomniała? – spojrzała z nadzieją na Agatę.
– Jestem pewna, że nie – twardo patrzyła w oczy Hani.
– Nie pozwala wymieniać jego imienia, nawet się nie smuci, zachowuje się jak dawniej – dziewczyna w swoich rozterkach wyrzucała z siebie niespójne argumenty.
– Powiedz jego imię – poprosiła Agata.
Hanka zebrała się w sobie, jednak po dłuższej chwili próby z rezygnacją wypuściła powietrze.
– Nie potrafię! – Poddała się, ścierając łzy.
– Widzisz, jak bardzo jesteś do niej podobna – przytuliła ją.
Siedziały w samochodzie jeszcze bardzo długo, nikt im nie przerywał, nie ponaglał. Agata opowiedziała jej o swoim dzieciństwie, o relacjach w domu i widziała przerażenie w oczach Hanki. Widziała rosnącą tęsknotę za domem.
– Nareszcie! – Antek wstał z kanapy i przyglądał się im z uwagą, gdy wróciły do domu.
– Dzięki, wujek. – Spokojna już Hanka pocałowała go.
– Za co? – Rozglądał się zaskoczony.– Za nią – Uśmiechnęła się, wskazując na Agatę. Wzięła swój telefon i spojrzała na zegar.
– Nie jest za późno – powiedziała do niej Agata, domyślając się, że waha się, czy zadzwonić do matki. – Na to nigdy.
– Dobranoc! – Hanka wbiegła radośnie po schodach.
Agata odprowadziła dziewczynę nieobecnym wzrokiem..

Bal sylwestrowy dopadło fatum. Większość osób rozchorowała się, istniało zagrożenie, że w ogóle się nie odbędzie. Jednak Agata z determinacją walczyła do końca, bo obiecała szesnastoletniej Wróżce, że będą się bawić na prawdziwym balu.
Nie było Doroty, Magdy, w ostatniej chwili rozchorował się Eric. Z wiadomych względów nie było też Jacka, który oznajmił, że ma ciekawsze rzeczy do roboty niż udawanie księżniczki na sztywnym balu dla bogatych idiotów. Jednak pomimo odczuwalnych braków w obsadzie, bal sylwestrowy się odbył.
– Jestem zazdrosny – powiedział Antek z wyrzutem siadając przy Agacie, brodą wskazując na tańczącą Hankę.
– Jeśli jej matka ma tę samą moc, dziwię się, że nie zostałeś dziewczynką na wieki. – Poklepała go po plecach.
– Byłbym wtedy twoją najlepszą przyjaciółką, poznałbym wszystkie twoje sekrety – mówił śledząc wzrokiem siostrzenicę.
– Zuza by się obraziła, nie przeżyłabyś tego, siostro – szybko zmieniła ton rozmowy.
– Ale byłoby łatwiej.
– Pewnie tak – spojrzała na niego i lekko się uśmiechnęła.
Hanka usiadła ciężko przy Agacie, zmęczona tańcem. Oddychała z trudem.
– Myślisz, że znajdę fryzjera, który przefarbuje mi włosy z powrotem na blond?
– Nie, poczekasz trochę aż odrosną, ale to dobrze – powiedziała pewnie Agata.
– Co, dobrze? – Hanka zdumiona spojrzała na nią.
– Za błędy młodości się płaci, następnym razem nie zrobisz takiej głupoty.
– Agata, tak ci dziękuję, za wszystko – dziewczyna nieoczekiwanie rozczuliła się przytulając się do niej. - Oj, chyba muszę się położyć, już późno, jestem wykończona. – Ziewnęła. - Wujek, jedziemy?
Agata odprowadziła ich na parking i z dumą patrzyła, jak Antek otwiera przed Hanią drzwi. Była piękna, lekko niepokorna i miała przed sobą całe życie na popełnianie i naprawianie swoich błędów.
– Nie wracasz na bal? – zapytał Antek zaskoczony widząc, że Agata otwiera windę.
– Eric leży chory. – Uśmiechnęła się i pomachała im.
– Do zobaczenia, moja piękna Haniu! – Pomachała dziewczynie. – Uważajcie jutro na drodze!
Szczęśliwa, z poczuciem dobrze spełnionego obowiązku, wsiadła do windy. Z rozbawieniem poprawiała sobie włosy, uśmiechając się do swojego odbicia w lustrze.
– Nie śpisz, Ericu? – Weszła roześmiana do mieszkania, zaskoczona tym, że mąż siedzi na dole i wyczekująco na nią patrzy.

A potem zrobiło się jej bardzo zimno.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz