niedziela, 31 grudnia 2000

Rozdział 41 - Porażające zimno


Była niepocieszona faktem, że ominęła ją zabawa sylwestrowa. Zamiast świętować z Agatą, poszaleć na parkiecie i nareszcie wyjść gdzieś z mężem, tkwiła w domu z córkami, pod ciepłym kocem i z zapasem chusteczek próbowała pokonać uporczywą infekcję. Choć Antek usiłował pocieszyć ją faktem, że nie było większości znajomych, to i tak nieszczególnie poprawiło to jej nastrój. Teraz jeszcze do jej wewnętrznego rozdrażnienia doszedł niepokój o męża i Hankę, którzy po balu, zaledwie po kilku godzinach snu, wyjechali do Krakowa.
Dorota z ulgą odebrała telefon od Antka.
– Już się niepokoiłam – powiedziała z żalem.
– Zawiozłem ją do Zośki – oznajmił zmęczonym głosem.
– I jak? – zapytała z wielką ciekawością.
– A ryczą sobie, a teraz jeszcze mama płacze – odparł rozbawiony.
– Wracasz? – zapytała z nadzieją.
– Jutro, kochanie. Jestem setnie zmęczony, muszę ten bal odespać – mówił lekko ziewając.

Spojrzała na wibrującą komórkę i odrzuciła połączenie.
– Kto dzwoni? – zainteresował się.
– Jacek, potem do niego oddzwonię – powiedziała z rozdrażnieniem.– A Hania? Zadowolona z balu? – zapytała równocześnie spoglądając na uporczywie brzęczącą komórkę i ponownie odrzuciła połączenie.
– To znowu Jacek? – zapytał mąż z nutką irytacji.
– Tak.
– Oszalał, skoro odrzucasz, to powinien włączyć myślenie.
– Poczekaj chwilkę – powiedziała do Antka i ze złością odebrała połączenie.
– Jacek, za moment oddzwonię – rzuciła szybko do słuchawki.
– Agata! – krzyknął z paniką.
– Co: Agata? – poczuła lekki dreszcz niepokoju.
– Ona tu siedzi, nie wiem, co robić... – mówił szybko, z przerażeniem.
– Jak to siedzi? Gdzie siedzi? – Czuła jak ogarnia ją lęk.
– W sukni. Na parkingu – mówił nieskładnie. – Przyjedź tu, ja nie mogę,,, – ciągnął błagalnym tonem.
– Co z nią? – huknęła na niego.
– Nie wiem, musisz tu przyjechać. Nie mam z nią kontaktu, nie wiem, nie wiem... – Jego głos z reguły pełen beznamiętnego spokoju teraz był głosem zagubionego dziecka.
– Jacek! Jak to nie masz z nią kontaktu? – krzyczała zakładając buty. – Dzwoń do Zuzy!
– Nie odbiera, Ulka też – słyszała, jak Jacek coś mówi do Agaty, ale z jego słów wnioskowała, że nie było odzewu.
– Jacek, czy ona jest przytomna?
– Oczy ma otwarte, coś szepce, ale nie potrafię jej zrozumieć – krzyczał.
Dziewczynki z przejęciem patrzyły na matkę.
- Poczekajcie chwilę – powiedziała do nich wybiegając z domu. Stanowczo załomotała w drzwi mieszkania obok, zza których dość szybko wychyliła się siwa głowa sąsiadki.
- Błagam panią, może pani przypilnować dziewczynek? – Wtargnęła z wypisaną na twarzy prośbą, której nikt nie potrafiłby odmówić. Sąsiadka nie pytając o nic cofnęła się tylko w głąb mieszkania po klucze i już za chwilę witała się z córkami Doroty.
– Kasiu – przytuliła swoją najstarszą z córek – zajmie się wami pani Stasia, nie wiem kiedy wrócę – starała się mówić możliwie opanowanym głosem.
– Mamusiu – mówiła z przerażeniem Ela – tatuś coś krzyczy. – Pokazała na słuchawkę.
– Nie wiem, Antek, coś się stało z Agatą – krzyknęła. – Jadę prosto do hotelu.
– Mamo, ja wracam! – słyszała, jak zawołał, a potem dotarł do niej jego urywany oddech, jakby ruszył biegiem.
– Antek, ja się rozłączam i jadę. Próbuj zadzwonić do Zuzy i Ulki – nakazała przytomnie.
Czy można jechać szybciej niż Dorota tego dnia? Była pewna, że jeżeli tak, to tylko na wyścigach. Nie obchodziły jej żadne ograniczenia, żadne radary i światła. Wydawało jej się, że spłynęły na nią jakieś nadspodziewane zdolności lub miała po prostu bardzo dużo szczęścia, ponieważ nigdy nie była zbyt wytrawnym kierowcą. To cud, że łamiąc tak wiele przepisów nie spowodowała żadnego wypadku. Wjeżdżając na parking minęła samochód Zuzy. Widziała ją, jak biegnie ze swoją matką w kierunku windy. Zanim sama wybiegła, na parkingu pojawił się też samochód Ulki i ona sama.
Podbiegła do windy, przy której zgromadzili się pozostali. Dopiero, gdy dotarła na miejsce, zrozumiała, o czym mówił Jacek. Przed windą siedziała Agata. Była wciąż w wieczorowej sukni, okryta tylko marynarką Jacka. Trzęsła się cała, na pokrytej rozmazanym makijażem, zapuchniętej twarzy, nie było widać oczu.
– Co on ci zrobił?! – krzyczała Zuza, ale ta nie reagowała.
– Boże... – Ukucnęła przed nią Ulka – Agata, spójrz na mnie! – wołała, ale bez rezultatu.
– Jacek zrób coś z tą windą, trzeba dziewczynę rozgrzać – powiedziała Ulka swoim zwyczajnym, zarządczym tonem.
– Agata, podaj kod – prosił, ale nie było odzewu.
– Niech ktoś coś zrobi z tą cholerną windą!!! – Zuza kopała drzwi.
Ulka wybiegła na schody. Po kilku minutach wróciła z kluczami, wołając Jacka. Po chwili zjechali windą. Dorota trzęsąc się ze zdenerwowania pilnowała, by drzwi się nie zamknęły, reszta z trudem podniosła Agatę i wprowadziła ją do windy. Zuza okrywała ją swoim płaszczem, sama dygocząc z przerażenia. W apartamencie wszystko było porozrzucane, pod nogami chrzęściło szkło.
– Co to bydlę ci zrobiło?! – płakała wściekła Zuza. – Mamo, napuść wodę do wanny! – krzyknęła, sama próbując ogrzać przyjaciółkę swoim ciałem, trzymając ją w silnym uścisku.
Dorota pobiegła na górę po kołdrę. Sypialnia wyglądała podobnie jak dolna część apartamentu. Chwyciła kołdrę, z opustoszałej garderoby wyjęła też ciepły dres i dwie różne skarpety. Na dole Zuza i Roksi podnosiły Agatę próbując wprowadzić ją do łazienki.
Z oczu Agaty wciąż leciały łzy. Płakały wszystkie. Ulka szlochała zmiatając szkło. Jacek próbował poustawiać poprzewracane meble, był blady jak ściana.
– Szukaj wódki, ją trzeba upić – wybiegła z łazienki Zuza, krzycząc do Doroty.
Barek był pusty, nie było w nim nawet najmniejszego kieliszka. Wszelki alkohol i akcesoria z nim związane leżały porozrzucane w kawałkach na podłodze.
– Idę do baru – Dorota ruszyła do wyjścia.
– Poczekaj. – Dobiegł do niej Jacek. – Pomogę ci.
– Nikomu ani słowa – rozkazała Ulka.
Schodzili w napięciu, bez słowa. Mijali uśmiechniętych gości, niedospany personel. Jej komórka wciąż brzęczała.
– Odbierz ten cholerny telefon – syknął Jacek.
– Halo – odebrała posłusznie.
– Dorota, co się dzieje? – krzyczał Antek.
– Antek – rozpłakała się, nie wytrzymując napięcia. – Przyjedź tu, on ją zostawił.
Zapadło długie milczenie.
– Muszę kończyć – przerwał wreszcie zdecydowanym tonem ciszę, która jeszcze bardziej ją rozbijała. Wzięła głęboki oddech, nie chciała rozczulać się nad sobą, gdy na górze Agata trzęsła się przerażona tym, że jej świat się rozwalił.
– Poczekaj, jak ona się czuje? – zapytał z niepokojem..
– Nie wiem, czy coś czuje – mówiła, próbując powstrzymać drżenie głosu.
– Kochanie, będę niedługo – zapewnił.
Weszła do baru. Jacek bez słowa podał jej kieliszek wódki, który wypiła jednym haustem.
– Oj, suszy? – barmanka starała się ich zagadnąć.
– Daj dwie duże butelki wódki, z pięć win i szkło do tego – Jacek mówił jak robot.
– Poważna sprawa! – zaśmiała się barmanka.
– Polać jeszcze? – zapytał Jacek, na co Dorota tylko skinęła głową.
– Wy tak od wczoraj? – Dziewczyna nie ustępowała w próbach nawiązania z nimi konwersacji.
– Czy ty, kurwa, możesz nic nie mówić? – warknął Jacek, nawet nie spoglądając na barmankę.
Doroty nie obchodziła mina Majki. Cieszyła się, że powiedział coś, co ona sama miała na końcu języka i co wreszcie zamknęło barmance usta. Przed wejściem do mieszkania Agaty spojrzeli sobie w oczy, w milczeniu dodając sobie otuchy. Przez chwilę miała nadzieję, że Jacek ją przytuli, on jednak tylko przepuścił ją w drzwiach.
Agata siedziała na łóżku opatulona kołdrami, ale wciąż się trzęsła. Zuza czesała jej włosy. Ulka myła podłogę. Roksi robiła kolejną herbatę.
– Gdzie Antek? – zapytała ją Zuza.
– Wraca z Krakowa, będzie niedługo. – Dorota, nie chcąc patrzeć na przerażająco smutny obraz, jaki tworzyła Agata pogrążona w swoim dramacie, zajęła się rozstawianiem alkoholu i szkła.
– Słyszysz? – Zuza próbowała dotrzeć do Agaty. – Antek tu jedzie, może się będziesz śmiała! – Zuza znowu się rozpłakała.
– Karol pojechał po twoje dzieci – powiedziała Roksi do Doroty. – Będą u Zuzy, nie martw się o nie.
– Dzięki – Dorota wciąż wpatrywała się w Agatę.
Jacek rozdał kieliszki z wódką.
- Wypij, kochanie – Zuza podała Agacie alkohol, który ta posłusznie wypiła.
Agata nadal się trzęsła, mimo kołder i ukropu, jaki zaczynał panować w apartamencie po tym, jak Ulka włączyła ogrzewanie na maksymalną moc. Wszyscy czuli się jak w saunie, za wyjątkiem jej jednej. Mijały kolejne minuty i kwadranse, podczas których nic się nie zmieniało. Dorota nie miała pojęcia, jak długo utrzymywał się taki stan rzeczy.
Zadzwonił telefon Doroty. Wszyscy jednocześnie spojrzeli w jej kierunku.
– Antek – powiedziała z nadzieją do Zuzy, jakby jego obecność miała nagle wszystko odmienić. - Jest na dole.
Ulka podeszła do domofonu i wpuściła go do windy. Wszyscy w skupieniu czekali licząc, że jego pojawienie się coś zmieni. Gdy wszedł – blady, wyczerpany i poruszony, Dorota zdała sobie sprawę, że chyba nigdy nie widziała męża w takim stanie.
– Agata – powiedział z bólem, klękając przed nią.
Pierwszy raz na kogoś spojrzała. Patrzyła na niego pustym spojrzeniem.
– Zimno mi – powiedziała do Antka.
Tulił ją, głaszcząc po głowie, a ona znowu była daleko. Jego łzy kapały na jej włosy. Płakali wszyscy, nawet Jacek z czasem przestał się kryć z ocieraniem łez.
Gdy Agata usnęła, wszyscy odetchnęli. Przez kolejne minuty patrzyli po sobie w milczeniu.
– Ma ktoś broń? – pierwsza zapytała spontanicznie Zuza.
– Przestań – upomniała ją Ulka, obrzucając surowym spojrzeniem.
– Załatwię. Trzy dni góra. – Przysiadł się Jacek.
– Zabiję gnoja – rzuciła z nienawiścią Zuza i wypiła kolejną setkę wódki.
– Co robimy? – zapytała najbardziej osadzona w rzeczywistości Ulka.
– Mogę się do niej przenieść – zaproponowała Roksi – na tak długo, jak tylko będzie trzeba.
– Nikt więcej nie powinien się o tym dowiedzieć – zasugerowała Ulka. – Jacek, widział was ktoś? – powracało jej logiczne myślenie i skłonność do szybkiej analizy sytuacji.
– Sprawdzam monitoring. – Siedział z laptopem Agaty na kolanach. – I od której tam siedziała.
– Skąd znasz hasło? – zainteresowała się Ulka.
– Ozzy – odpowiedział, na co wszyscy zgodnie pokiwali głowami.
– Będziemy mieć dyżury, nie może zostać sama – zarządziła Ulka. – Tyle tylko, że musimy udawać i pojawiać się w pracy. – Spojrzała pytająco na Dorotę.
– Może powinnyśmy powiedzieć Magdzie? Nie będziemy musieli niczego udawać chociaż na porannych zebraniach.
– Magda wszystko wypaple. Oczywiście w wielkiej tajemnicy – mówił Jacek nie odrywając wzroku od monitora.
– Oficjalna wersja jest taka, że Agata zachorowała, co nie jest przecież niczym nadzwyczajnym – ustalała plan Ulka. – Każdy z nas musi pojawiać się jak zwykle w hotelu, by nic nie wydało się podejrzane.
– Tu powinien być cały czas jakiś facet – zauważyła Zuza –W razie gdyby ta szumowina próbowała wrócić.
– Ja będę – odezwał się Antek.
– Stuknij się w głowę, ty też musisz pojawiać się w hotelu – obruszyła się Ulka.
– Może na zmianę z Karolem? – zasugerowała Dorota.
– Daj spokój – wyśmiała ją Zuza.
– Zadzwonię do Roberta. – Ulka wzięła telefon i podeszła do okna, by porozmawiać z mężem.
– Ja też mogę jej pilnować – zaoferował się Jacek.
– Mamo, pojedziesz rano po rzeczy, dobrze? – powiedziała Zuza do matki. – Na jakiś czas tu zamieszkasz.
– Robert tu jedzie. – Ulka usiadła obok Zuzy. – Jest taki sam jak ty, chce go zabić.
– Mam trzech kolesi do obstawy – powiedziała z satysfakcją Zuza.
– Którzy chętnie go ukatrupią – zadeklarował za wszystkich Jacek. – Czekajcie – powiedział wpatrzony w monitor. – Mam coś. Druga czterdzieści.
– Dawaj – ponaglała go Zuza.
– Mogę włączyć głos? – zapytał Antka.
– Włącz – kiwnął głową.
Patrzyli, jak Agata roześmiana żegna się Hanią.
– Nie wracasz na bal? – pytał Antek przez otwarte okno samochodu.
– Eric leży chory – uśmiechnęła się i pomachała im.
– Do zobaczenia, piękna Haniu! – pomachała dziewczynie. – Uważajcie jutro na drodze.
Wszyscy wpatrywali się, jak śmiejąc się wsiada do windy. Kamera uchwyciła też, jak rozbawiona poprawia sobie włosy. Drzwi się zamknęły.
Dorota wtuliła się w Antka, który z trudem opanowywał emocje. On ostatni widział Agatę szczęśliwą, dumną, że znowu mogła pomóc.
– Jest. – Jacek spojrzał na nich z konsternacją.
Była dziewiąta trzydzieści. Z windy wybiegł Eric pakując w pośpiechu swoje torby i psa. Po chwili na parking wyskoczyła Agata.
– Wracaj! – krzyczała, biegnąc za odjeżdżającym samochodem.
Chodziła po parkingu krzycząc. Próbowała wrócić do windy. Wciskała kod, ale drzwi się nie otwierały. Usiadła zrezygnowana. Usiłowała drżącymi palcami wybrać jakiś numer na komórce, ale wciąż się jej nie udawało. Rzuciła telefonem o ścianę. I już tak została.
– Możesz zrobić głośniej? Chcę wiedzieć, co ona mówi – poprosiła Zuza ścierając łzy.
W pokoju rozległ się żałosny, zapłakany głos Agaty.
– Chociaż oddaj mi psa – błagała. – Chociaż psa.
Szloch Zuzy i Roksi był zbyt głośny, by nie poruszyć wszystkich.
– O której ją znalazłeś? – spytała Dorota z trudem.
– Za piętnaście dwunasta – pokazał komputer.
– Ona będzie miała zapalenie płuc – powiedziała przejętym głosem Roksi. – Musimy pomyśleć o lekarzu.
– Mamo, przecież dasz sobie radę bez lekarza. Jacek masz dostęp do jakichś leków? – zapytała Zuza.
– Napisz mi, co potrzebujesz – powiedział do Roksi.
Ulka podeszła do domofonu i wpuściła Roberta. Podbiegł do Agaty i pogłaskał ją po włosach.
– Jak go zabić? – zapytał, patrząc wzburzony po twarzach pozostałych.
– Na razie musisz nas porozwozić, tylko ty nie piłeś. Musimy popakować się, by mieć tu zapas ciuchów, by to mądrze rozegrać. – Ulka nie traciła swojego praktycznego zmysłu. – Kto zostaje na noc?
– Ja zostanę – powiedziała Zuza. – Mama musi się spakować.
– Dorota? – spojrzał pytająco na żonę Antek.
– Ty zostań, rano przywiozę ci świeże ubrania i resztę. – Pogłaskała go po głowie.
– Dorota, jutro musisz zwolnić ochronę – bez ogródek powiedziała Ulka. – To skandal, że tego nie widzieli.
– Zgrałem to, resztę wyczyściłem, nikt już tego nie zobaczy – zaręczył Jacek.
– Dasz radę jutro? – upewniła się Ulka patrząc na Dorotę.
– Dam – zapewniła.
Wszyscy nagle się poruszyli, widząc, że Agata się przebudza. Spojrzała tylko na tulącego ją Antka. Niestety wyraz jego twarzy niezaprzeczalnie potwierdzał, że to, co mogła uważać za najgorszy koszmar, nie było tylko snem.
Znowu płakała.
– Zimno mi – mówiła tylko.
– Przynieście jeszcze kołdry – powiedziała Roksi robiąc kolejną herbatę.
– Może powinniśmy zanieść ją do łóżka? – zasugerowała Ulka.
– Jasne – prychnęła Zuza. – Zanieśmy ją do łoża małżeńskiego.
– Tam zawsze może ktoś z nią spać – tłumaczyła córce Roksi. – Tu nie.
– Dobra – poddała się Zuza. – Ja dziś z nią będę spać, ty na dole – powiedziała do Antka. – Tylko błagam, zmieńcie pościel, nie chcę spać w oparach tego wieprza.
Dorota posłusznie wstała i ruszyła do sypialni. Ulka pojawiła się zaraz za nią.
– Szlag!– Ulka usiadła zrezygnowana. – Damy radę? – spytała, pierwszy raz okazując słabość i lęk przed tym, co może się wydarzyć.
– Damy, jak nie my, to kto? – Dorota starała się pokrzepić i siebie, i przyjaciółkę.
– Masz rację – ta odpowiedziała. Podniosły się równocześnie i zabrały do pracy.
Chwilę później Dorota z uwagą patrzyła, jak Antek wnosi Agatę do sypialni. Robert szedł tuż za nim.
– Ona może być głodna – zauważyła Roksi przed wyjściem.
– Mamo, jest trzecia w nocy, kto o tej porze je? – zaoponowała Zuza.
– Może ma ktoś Haribo? – podsunął Jacek.
Nikt nie odpowiedział. Zanim zamknęły się drzwi windy, Dorota patrzyła oniemiała na poszarzałe twarze Zuzy i Antka. Byli jak dwójka ludzi, którym nagle ktoś wyrwał ziemię spod nóg.

Potem rozejrzała się po towarzyszach, którzy zjeżdżali z nią windą. Nikt nie był taki, jak wcześniej. Wszyscy w krzyczącej bólem ciszy patrzyli po sobie. Ponieważ ta, która ich olśniewała, dodawała chęci życia, leżała teraz trzęsąc się w łóżku i jedyną rzeczą, jaką udało się im ustalić to to, że jest jej zimno.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz