niedziela, 31 grudnia 2000

Rozdział 43 - Moc nienawiści

Była zła na siebie. Uważała, że jest słaba, bo nie potrafiła być taka jak wszyscy, zdeterminowana, żądna zemsty, gotowa by zabić. Było jej tak wstyd, że miała ochotę uciekać, nieważne dokąd. Bez mocarnej Agaty znowu poczuła się nikim, dlatego też nie chciała, nie mogła na nią patrzeć. Skoro ktoś tak wyjątkowy leżał bez sił i świadomości, co mogła znaczyć i zdziałać ona sama? Nie radziła sobie z najprostszymi działaniami, nie umiała się zmusić do logicznego myślenia. Tylko wrodzone poczucie obowiązku sprawiało, że codziennie, jak automat przychodziła do pracy.
Podziwiała Ulkę, która pojawiała się w hotelu, jakby nic się nie stało i zachowywała się tak, że nikt nie śmiał zadawać pytań. Jacek też jej imponował. Mimo znużenia tkwił przed komputerem i myszkował w Internecie po to, by włamać się do systemów monitoringów innych hoteli, by znaleźć Erica, by móc go śledzić. Jednak Zimmera nigdzie nie było.
Dorota z uwagą śledziła poczynania Roksi, która z ogromnym poświęceniem robiła wszystko, by Agacie nie zabrakło niczego, czego tylko mogłaby potrzebować czy zapragnąć. Stale widziała matkę Zuzy w kuchni, gotującą wszelkie ulubione smakołyki Agaty, które udało się wygrzebać jej córce w pamięci. Zobaczyła też na nowo Roberta. Nie sądziła, że tak nagle można stać się bratem. Obserwowała relację, która w jej przekonaniu powinna jeszcze kilka lat być odbudowywana, a zamiast tego w okamgnieniu zamieniała się w szczerą emocję brata do siostry.

Dorota nie miała w sobie tak wielkiej zawziętości jak Zuza i Antek, nie miała tyle siły, by jak oni nienawidzić Erica.
Czuła wielki ból, jednak nie potrafiła. Choć pragnęła wzbudzić w sobie to uczucie, jej podświadomość walczyła, podsuwając obiektywne argumenty i sprawiając, że Dorota stanowiła swoisty balans dla pozostałych. Zagubiona w swoich analizach czuła się gorsza od reszty. Oczywiście cierpiała, słysząc krzyki Agaty, dobiegające z sypialni. Jednak nie miała wytrwałości Antka i Zuzy, by za każdym razem, z takim samym poruszeniem zrywać się i biec do niej.
W trakcie pracy, zachodząc na górę, do apartamentu Zimmerów, za każdym razem pragnęła, by Agata spała. By nie musiała spotykać się ze swoim mężem, by nie musiała się mierzyć z jego siłą, jego oddaniem.
Mijała się z nim w domu, gdy w pośpiechu odwoził dziewczynki, spiesząc się, by być tam, gdzie ona być nie umiała.
Z całego serca chciała, by to wszystko okazało się tylko sennym koszmarem, by można było cofnąć czas. Pragnęła, by zwrócono jej nowe życie. To, które tak nieoczekiwanie otrzymała i pokochała, a które teraz równie szybko rozpadało się.

Dorota wyszła na taras i patrzyła na ogród. Ten, w którym po raz pierwszy ujrzała i niemal natychmiast pokochała Agatę. Ten, który tak zauroczył wspaniałą Panią Zimmer, że nazwała ją, Dorotę, artystką. Ten, w którym w rocznicę pojawienia się Agaty w jej życiu, zorganizowała huczne przyjęcie. Widziała koc, na którym leżał Eric, biegającego białego psa, śmiejącą się Agatę, jej mocno podkreślone usta. Z trudem łapała oddech. Kręciło się jej w głowie. Dlaczego to wszystko tak nagle, niczym bańka mydlana, rozprysło się? W jednej chwili dotarło do niej, kto jest za to wszystko odpowiedzialny. Pomimo mrozu czuła ogarniającą ją falę gorąca. Tak silną i gwałtowną, jak to, co się w niej właśnie rodziło. Sprawiającą, że w tej przełomowej chwili stawała się taka, jak inni. Ogarnęła ją potrzeba wykrzyczenia tego, co czuła, całemu światu.
- Nienawidzę cię, Ericu Zimmerze! – Wydarło się z jej piersi dławione, rozrywające ją od środka cierpienie. I nagle poczuła się wolna.
Nie bała się hotelu, czuła, że już potrafi zachowywać się jak Ulka. Wiedziała, że nie będą ją płoszyły pytania o Agatę.



I choć wciąż nie lubiła zachodzić na górę, nie czuła się już słaba. Odkryła, jak wielką moc niesie ze sobą uczucie nienawiści.  

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz