niedziela, 31 grudnia 2000

Rozdział 44 - Wydarzenia sylwestrowej nocy

Zuza tylko jedną noc spędziła w domu, tę samą, co i Antek. Stało się tak za namową Ulki i Roberta, którzy nalegali, by przespali się we własnych łóżkach. Była pewna, że tak jak dla niej, tak i dla niego nie była to dobra noc. Kiedy rano spotkali się na parkingu i spojrzeli na siebie, żadne nie udawało. Szybko ruszyli do apartamentu Zimmerów. Gdy tylko weszli do sypialni, wiedzieli, że nie popełnią tego błędu ponownie. Agata cała się trzęsła się, pomimo kilku warstw kołder nałożonych na nią przez Roberta i Ulkę. Znowu było jej zimno.
Gdy spali w trójkę nie drżała, nie krzyczała, nie wpadała w ten przerażający dla nich kataleptyczny stan ze spłyconym do minimum oddechem. Zuza postanowiła wtedy, że już nie odstąpi przyjaciółki na krok.
Była niedziela. Mijał trzeci tydzień od feralnego Nowego Roku. Byli tylko we trójkę. Zuzie udało się namówić Roksi, by pojechała do Karola i pomogła mu przy dzieciach.
Przygotowywała obiad. Gdy z góry dobiegły ją odgłosy naturalnej, zwyczajnej rozmowy, w pierwszej chwili była pewna, że to tylko złudzenie. Jednak jej serce przyspieszyło. Opanowała się z trudem, by nie biec po schodach.
– Cześć – uśmiechnęła się do niej lekko Agata.
– Jesteś! – powiedziała z ulgą Su.
– Długo mnie nie było? – zapytała.
– Trochę. – Antek pogłaskał ją delikatnie po dłoni.
– Ile? – domagała się konkretów.
– Trzy tygodnie. – Zuza położyła się obok niej na łóżku. – Jesteś głodna?
– Chyba powinnam się najpierw umyć. – Próbowała wstać.
– Zuza myła cię codziennie, nawet zęby ci szorowała – zaśmiał się Antek.
– Chcesz zejść na dół? Jest pyszna pieczeń – zachęcała Zuza ostrożnie.
– Chyba już czas. – Zamknęła oczy, powstrzymując łzy.
– Jeśli uznasz, że jeszcze nie, wrócimy tu z tobą – zapewnił ją Antek.
– Chyba czas, byście mogli wrócić do swoich rodzin. – Była jednak straszliwie smutna.
– Nie myśl teraz o tym, świetnie sobie radzą bez nas – zapewniła ją.
Zuza z trudem powstrzymała łzy, widząc, jak Agata schodzi powoli po schodach, trzymając się kurczowo Antka. Wyglądała przerażająco - potwornie chuda, z ziemistą cerą i pozbawionymi blasku włosami.
– Musimy cię odkarmić – Antek nałożył jej solidną porcję mięsa, gdy już usiedli przy stole.
– Jak Hania? – zapytała, łapiąc się na siłę ostatniego miłego wspomnienia.
– Powoli zaczyna na nowo dogadywać się z matką. Była zachwycona balem – powiedział.
– Kto by pomyślał, że dla mnie on tak się skończy... – Spuściła wzrok, powstrzymując łzy.
– Mam nadzieję, że chociaż połowa tych rzeczy rozbiła się na jego głowie – stwierdziła Zuza ze złością.
– Sporo – przytaknęła przyjaciółka.
– Szkoda, że przeżył – syknęła, mrużąc oczy w nienawiści.
– Pomożesz mi się wykąpać? – zapytała Agata.
– Chodź. – Wstała od stołu.
– Antek, opowiem wam wszystko, jak się ogarnę. Nie chcę straszyć dłużej swoim żałosnym wyglądem.
– Może chcesz porozmawiać tylko z Zuzą? – zasugerował bez cienia urazy.
– Nie, proszę. Chcę, byś był – złapała go za rękę.
Agata długo leżała w wannie bez słowa, jakby zbierając siły do tego, by opowiedzieć im, co się stało tej feralnej nocy. Zuza cierpliwie czekała, nie ponaglała jej.
Gdy wyszły z łazienki, Zuza z radością patrzyła na Antka, bo wiedziała, że jego twarz powoli odżywa, że jego oczy, tak jak i jej samej, zaczynają ponownie lśnić. Oboje na nowo odnajdowali się po traumatycznych przeżyciach, widząc, że Agata wraca do siebie.
Siedziała w białym dresie na łóżku. Jej jasnoniebieskie oczy nie odzyskały jeszcze blasku, była bardzo krucha. Jednak Zuza wiedziała, że niebawem i to pokonają.
– Są gdzieś papierosy? – zapytała.
Antek długo się śmiał. Pierwszy raz od tak dawna ktoś w tym apartamencie naprawdę się śmiał. Prośba wycieńczonej, wychudzonej dziewczyny była zaiste absurdalna, ale oznaczała, że zaczyna walczyć, że stara się zacząć żyć jak wcześniej.
– Wszyscy wiedzą? – zapytała nerwowo, z góry chyba zakładając, że nie ma co się łudzić co do tego, iż udało się ten fakt utrzymać w tajemnicy.
– Nikt poza nami – odparła pewnie Zuza. – Ulka, Jacek, Robert, Karol, Roksi, Dorota, no i my – wymieniła jednym tchem.
– Jak wam się udało to ukryć? – Agata przyglądała się im zdumiona.
– Udało – zapewniła ta pełna dumy.
– A on? – przełknęła ślinę i nabrała powietrza tak, jakby te wspomnienia ją dusiły. –Kontaktował się?
– Nie – odpowiedziała krótko Zuza. – Zresztą, przypominam ci, że twoja komórka została brutalnie rozbita o ścianę – dodała po namyśle i krzepiąco uśmiechnęła się do Agaty, próbując odciągnąć ją od przygnębiających ją wspomnień.
– Jest coś, czego nie zniszczyłam? – Zawstydzona niepewnie rozglądała się po salonie, który w porównaniu do tego, co zastali wchodząc tu noworocznego poranka, prezentował się przyzwoicie.
– Nie bardzo, ale przez ten czas skompletowaliśmy ci naczynia, a Jacek nawet przyniósł telewizor – Zuza wskazała na wielkie pudło ustawione w centralnym punkcie mieszkania.
Agata nabrała powietrza.
– Gdy wróciłam z balu, czekał na mnie w salonie, tutaj. – Pokazała na miejsce, na którym siedziała. – Zdziwiłam się, bo zostawiłam go w sypialni ciężko chorego. Kiedy zwrócił się do mnie po imieniu, od razu wiedziałam, że coś jest nie tak. – Rozglądała się nerwowo, powstrzymując łzy. – Zostawił mnie dla tej Róży – wyrzuciła z siebie szybko, z wyraźnym bólem. W jej głosie brzmiało głębokie niezrozumienie całej tej sytuacji.
– Dla brzydkiej Róży? – Zuza szybko mrugała nie mogąc uwierzyć w to, co właśnie usłyszała. Patrzyła na Agatę, która nawet po ostatnich, tak trudnych przeżyciach wciąż przyciągała wzrok swoją urodą i nie potrafiła pojąć, co może powodować nawet najbrzydszym mężczyzną, by związać się z takim szkaradzieństwem porzucając przy tym kobietę-marzenie. Doskonale wiedziała, jak wygląda Róża. Jej postać była uwieczniona na kilku fotografiach, które zrobiła jej córka podczas wystawy psów. – Aaaale, jak to możliwe?
– Kolejna lekcja: nigdy nie ignoruj nawet najbrzydszych kobiet. – Wzruszyła ramionami. – Do tego zdradził mnie z nią na tej wystawie w Poznaniu. Dlatego tak szybko wyjechał – mówiła tonem, w którym było słychać, że wciąż w to wszystko nie dowierza.
– To znaczy, że miał wyrzuty? – upewniła się Zuza, która próbowała sklecić jakiś logiczny obraz tej absurdalnej sytuacji.
– Byłam głupia jak but, uwierzyłam we wszystko, co mi powiedział. Przecież powinnam coś wyczuć, cokolwiek.
– Ale kto by przypuszczał, że jest ślepy? – Zuza kręciła głową.
– Nazajutrz przelał mi pieniądze na zakupy, by mi zrekompensować swoją nieobecność, no i chyba zdradę. – Roześmiała się ironicznie. – Było to o wiele za dużo, nawet jak na niego. Wyjątkowo nalegał, bym zaszalała, a mi wciąż nie zapalało się nawet blade światełko ostrzegawcze, głupia jestem.
Zapaliła kolejnego papierosa.
– Myślicie, że uda mi się to wszystko ukryć do rozwodu? – Spojrzała na nich niepewnie.
– Cholera, nie wiem. Jesteś pewna, że to się skończy rozwodem? – zapytała Zuza, by upewnić się, czy Agata podjęła ostateczną decyzję.
– Bardzo szybkim – zaciągnęła się, wypuszczając powoli dym. – Musi, zanim… zanim urodzi się dziecko – dokończyła szybko. – Inaczej nie będzie miało przecież jego nazwiska. – Patrzyła przed siebie pustym wzrokiem.
– Wpadli?! – krzyknęła głośno Su nie panując nad emocjami.
Agata pokiwała głową.
– Ja chyba śnię, złapała go na dzieciaka! – Zuza patrzyła z niedowierzaniem. – I on dał się w to wrobić?
– Będzie miał dziecko – powiedziała z żalem tak, jakby fakt ten miał stanowić jakąś okoliczność łagodzącą dla Erica.
Zapadła długa cisza. Agata ścierała łzy.
– Czy chociaż był skruszony, było mu wstyd, przepraszał cię? – łudziła się Zuza, próbując wyobrazić sobie moment, w którym ten znienawidzony od zawsze wieprz porzuca jej piękną przyjaciółkę.
Agata zaprzeczyła.
– Powiedział… powiedział, że mam się poważnie zachowywać. Że jestem dorosła i powinnam to zrozumieć – wyrywała te słowa z zaciśniętego gardła. – To mu pokazałam, jaka jestem dojrzała. – Wykonała grymas, który miał być uśmiechem. – Zablokowałam windę i chciałam go zabić.
– Szkoda, że ci się to nie udało – Zuza zaciskała pięści.
– To tak boli. – Wypiła łyk wody. – Nigdy bym nie przypuszczała, że tak się skończy moje małżeństwo. Powinnaś teraz powiedzieć: ”A nie mówiłam?” – Spojrzała smutno na Zuzę.
– Wiesz, że nigdy tego ode mnie nie usłyszysz. – Łagodnym spojrzeniem dodawała otuchy przyjaciółce.
– Wiem, dziękuję. – Położyła się wyczerpana na łóżku.
Zuza wymieniła porozumiewawcze spojrzenia z Antkiem, wciąż nie wierząc w to wszystko.
– Myślałaś, co dalej? – Zuza najdelikatniej jak potrafiła, próbowała zmusić Agatę do powrotu do ludzi, do życia, wiedząc, że tylko to pomoże jej pokonać ból.
– Muszę zająć się pracą – westchnęła.
– Odpocznij jeszcze – doradził Antek.
– Nie, już dość, muszę zacząć coś robić – mówiła jednak tak, jakby ta wizja ją samą przerażała.
– Boisz się, co powiedzieć ludziom? – odgadła Zuza.
– Powiedział, że nie życzy sobie, bym robiła wokół tego szum, bym go ośmieszała – parsknęła. – Ostatnia rzecz, jaką mogłabym chcieć robić, to obnosić się z faktem, że zostałam porzucona, ponieważ jakaś pokraka wepchnęła się do łóżka mojemu mężowi.
– Faktycznie – przytaknęła Zuza.
– Wyjaśnijcie reszcie, bo ja nie dam rady. – Spojrzała na nich z błaganiem.
– Nie musisz nic nikomu mówić – zapewnił ją Antek.
– Chcę, by wiedzieli – poprosiła.
– Jasne, niech wiedzą, za co umrze Eric Zimmer – Zuzę ogarniała zimna furia.

Gdy Agata usnęła, Zuza i Antek długo siedzieli sami na dole. Wieczorem przyszedł Jacek z białą farbą i zamalował ostatni ślad po Ericu Zimmerze.  

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz