niedziela, 31 grudnia 2000

Rozdział 45 - Maska siłaczki

Ból, cierpienie, złość i przeszywające ją zimno, nie były łagodzone poczuciem niesprawiedliwości. Choć chciała pogrążyć się w rozpaczy, w jej podświadomości kreował się pewien obraz, wspomnienie i znów raziło ją jasne światło. Przecież wiedziała, że kiedyś przyjdzie jej za to wszystko zapłacić. I teraz płaciła. Kara, na którą podświadomie czekała, za czyn którego się dopuściła, nadeszła. Była surowa, adekwatna do jej winy. Sprawiedliwość triumfowała i musiała się z tym pogodzić, mając nadzieję, że w ten sposób odpokutuje.
Musiała zacząć żyć, podejmować decyzje, walczyć. Bez ochronnego parasola.
Zastanawiała się nad inną formą kary, przecież mogły być ich tysiące. A gdyby jej ktoś zabrał przyjaciół, zostawiając tylko Erica? Czy ten by ją ogrzał, tak jak oni? Nie łudziła się, istniały jeszcze okrutniejsze kary. Z niepojętą łaską ktoś zostawił przy niej bliskich. Nie była zupełnie sama, miała dla kogo się podnosić. I podnosiła się.
Płakała tylko, gdy zostawała sama. Nie potrafiła uwierzyć, że on to zrobił, że ją porzucił, że nagle wszystko się skończyło. A potem znów pojawiało się pulsujące światło. I z pokorą ścierała płynące łzy.
I choć świat bez Erica był niewyobrażalnie smutny, a poczucie porażki i porzucenia obezwładniające, to świadomość jej egoistycznych zachowań nie pozwalała jej się nad sobą roztkliwiać.
– Chodź. – Antek otworzył przed nią drzwi.
– Idę – powiedziała pewnie, jednak walczyła ze sobą, z przemożną potrzebą zostania w mieszkaniu.
– Dasz radę? – upewnił się, trafnie rozpoznając jej wahanie.
– Dam. – Pokiwała głową i z udawaną pewnością siebie weszła do windy.
– Mogę wszystko odwołać – przekonywał ją wciąż, że niczego nie powinna robić na siłę, wbrew sobie.
– Nie, muszę wreszcie wyjść, na szczęście mam maskę, przecież wiesz – zdobyła się na żart i mrugnęła do niego.
Gdy weszła na parking, skupiała się tylko na tym, by dojść do samochodu, nie odrywając wzroku od wyznaczonego celu. Z trudem odganiała wspomnienie Erica w pośpiechu pakującego swoje torby do bagażnika, ciągnącego za sobą jej psa. Mąż nawet na nią nie spojrzał, po prostu, bez emocji, robił swoje. Zasłużyłaś na to - upomniała się w myślach i tylko dlatego nie złamała się w pół, trzęsąc z wewnętrznego zimna.
– Włączę ci muzykę, dawno niczego nie słuchaliśmy – udawał, że nie widzi jej bólu.
– Jasne – uśmiechnęła się, choć muzyka była z innego, poprzedniego świata.
– Roksi zrobiła pierogi – rzucił, by poprawić jej humor.
– Powiem ci coś, ja nie lubię pierogów, lubię je po prostu lepić, ale nie mów im tego, błagam cię. – Patrzyła na ludzi chodzących po chodnikach, przekraczających jezdnie, rozmawiających przez komórki i nie potrafiła zrozumieć: dlaczego wszystko dzieje się tak, jakby nic się nie stało?! Jakim prawem cały świat zupełnie sprawnie funkcjonuje, podczas gdy jej życie zostało zupełnie zniszczone?
– Agata – jego głos był pełen bólu – nie chcę, byś tak cierpiała. – Zatrzymał się na parkingu – Gdybym tylko potrafił, wiedział jak… Zrobię wszystko. – Patrzył na nią z niewyobrażalnym oddaniem.
– Wiem. – Wtuliła się w niego. – Tylko… ja… dam radę. – Znowu pokazało się rażące światło. – Nie martw się o mnie – zapewniła.
– Jasne – powiedział z sarkazmem, wyjeżdżając z parkingu.
Wiedziała, że będą tam wszyscy, że robią to tylko dla niej, że musi się postarać.
Nabrała głęboko powietrza w płuca i wysiadła z samochodu.
Nikt nie wymagał, że będzie się śmiać, że będzie radosna, ale ona chciała, by przestali się o nią martwić. By wrócili do swoich domów, rodzin, swojego życia.
– Jutro wracam do pracy – zaczęła głośno i dobitnie, zaskakując wszystkich.
– Ile się spóźnisz? – próbowała zażartować Ulka.
Ukradkiem spostrzegła, jak Jacek i Dorota skrzyżowali przerażone spojrzenia, tak jakby rozumieli coś, o czym nie mogli przecież wiedzieć.
– Będę jutro pierwsza – zapewniła z zuchwałym uśmiechem, którego sztuczność przyprawiała wręcz o mdłości.
– Ciociu, namalowałam dla ciebie laurkę – Milena podała jej kartkę.
Agata patrzyła na białego kotka, z łatką na oku. I wiedziała, że Zuza pilnowała, by nie był to pies. Ale dziecko i tak nie potrafiło pozbawić go cech Ozzy'ego.
– Piękna! – Udawała, że nie dostrzega zakamuflowanego portretu psa.
Starała się rozmawiać, śmiać, świetnie się bawić, tylko po to, by wreszcie ich odciążyć. Widziała ich spokojniejsze twarze, porozumiewawcze spojrzenia. Tylko on jej nie uwierzył. Patrzył na nią, siedząc z boku, z uwagą zapamiętując każdy gest. Musiała bardziej się wysilić, by oszukać Antka.
Gdy ustalali cicho w kuchni, kto z nią zostanie, weszła, by zakończyć ich ochronę.
– Chcę, byście przestali już mnie pilnować. – Udawała odprężoną. – Myślę, że wystarczy tego niańczenia.
– Nie! – oburzyła się Zuza.
– Zuzka, nie możecie żyć za mnie. – Przytuliła ją. – Kocham cię, ale nie możesz już u mnie spać.
– Nie powinnaś być sama – protestowała przyjaciółka podniesionym, wręcz władczym głosem.
– Zuza, on nie przyjdzie do mnie w nocy, nie zadzwonił ani razu – pokazała swój nowy telefon, starając się zagrać przed nimi, że wcale ją to nie obchodzi. – Przecież powymienialiście mi zamki, pozmieniałam kody, bez mojej zgody nikt nie wejdzie.
– Uważam, że nie powinniśmy jej słuchać – Zuza buntowała resztę. – Antek! – wołała o pomoc.
– Nie, Zuza – postawiła sprawę jasno Agata. – Chcę pobyć wreszcie sama. – Była twarda. – Nie zgadzam się.

To było dziwne uczucie. Znajdowała się w apartamencie zupełnie sama. W sumie wcześniej też bywała w nim zazwyczaj sama, ale wtedy miała nad sobą parasol - kolorowy, ochronny parasol. Było inaczej, było cudownie. Było.
Udawała przed sobą, że nic się nie dzieje, że gdy tylko się postara, wróci to, co teraz wydawało jej się odległe o miliony lat świetlnych.
Włączyła nawet muzykę, by było jak dawniej. Nie było.
Wciąż dręczyły ją dziesiątki myśli - czy teraz jest z tamtą, czy jej dotyka? Dlaczego wybrał Różę? Czy choć przez chwilę za nią zatęsknił, czy o niej pomyślał? Czy naprawdę stała mu się nagle tak bardzo obojętna, że przestał się o nią troszczyć? Czy jest szczęśliwy? Czy wcześniej, u jej boku, tylko udawał? Jej głowa pulsowała od natłoku pytań, na które nie potrafiła udzielić sobie żadnej odpowiedzi.
Rano starała się oszukać ich choć makijażem. Specjalnie się spóźniła, by pomyśleli, że zaspała.
– Wróciłaś! – Magda odetchnęła z ulgą. – Naprawdę choroba cię zmasakrowała, chuda jesteś jak patyk.
– Wszystko się nadrobi – zapewniła ją.
– Ulka i Dorota, przyjdźcie do mnie za dwadzieścia minut – poprosiła po zebraniu, gdy się rozchodzili. Ten czas dała im po to, by mogły oddzwonić, odebrać swoje wyciszone telefony, które natarczywą wibracją przez całą naradę ją rozpraszały. By mogły potwierdzić, że wraca.
Weszła do swojego biura i odkryła, jak wielką pracę wykonali, by czuła się komfortowo. Nie było tu żadnych zdjęć czy przedmiotów, które mogłyby jej przypominać o tym, co straciła. Pozbycie się wszystkich fotografii psa musiało kosztować ich wiele trudu. Jacek bardzo skrupulatnie oczyścił jej komputer.
– Głupi Jacek – roześmiała się na głos. – Taki cwany, a zapomniał wykasować najważniejszego - pamięci.
Po dwudziestu minutach wróciły dziewczyny.
– Musimy ustalić, jak wygląda nasza sytuacja finansowa – zaskoczyła je. – Nie możemy liczyć na pieniądze Erica, hotel musi utrzymać się sam.
– Myślisz, że może się odciąć od nas finansowo? – zapytała ją z lekkim oburzeniem bratowa.
– Ulka, a niby dlaczego miałby nie chcieć tego zrobić?
– O tym nie pomyślałam. – Dziewczyna zamyśliła się.
– Myślicie, że hotel bez niego się nie utrzyma? – Dorota patrzyła przerażona.
– Nie wiem, nigdy nad tym się nie zastanawiałam – wzruszyła ramionami. – Musimy to sprawdzić. – Agata nie kryła swoich lęków, jednak nie chciała niepotrzebnie panikować nie mając pewnych podstaw.
– Masz jakieś zaplecze finansowe? – zapytała ją rzeczowo Ulka.
– Mam karty do wspólnych kont, ale wolałabym ich nie używać, o ile jeszcze mi ich nie zablokował.
– Możesz to sprawdzić? – Ulka na nowo stawała się głównodowodzącą.
– Nie dam mu tej satysfakcji, musimy sobie poradzić bez pieniędzy Erica Zimmera – powiedziała chłodno, na co Ulka rzuciła jej tylko krótkie spojrzenie.
– Mogę pracować za darmo – powiedziała z przejęciem Dorota.
– Myślisz, że twoja pensja pomoże utrzymać hotel? – spojrzała na przyjaciółkę pytająco.
– I tak za dużo zarabiam! – Machnęła ręką.
– Dziewczyny, pracujecie dziś nad tym, by ustalić, jak stoimy z kasą, jakie są prognozy. Jutro będziemy dalej o tym myśleć.
– Jasne. – Ulka zaczęła szybko wynotowywać rzeczy do sprawdzenia.
– Ja posprawdzam, ile mam pieniędzy na swoich kontach, może wystarczy na prąd i waciki? – żartowała sugerując, że nie martwi się sytuacją.
Miała satysfakcję, że zajęła je na tyle, że nie będą jej pilnować, chociaż one. Liczyła, że przekażą reszcie, że pracuje i logicznie myśli.
Nie zaskoczyła jej też specjalnie Zuza, która pojawiła się w porze obiadu i wyciągnęła ze sobą do restauracji. Choć nie myślała w ogóle o jedzeniu, z udawaną ochotą poszła na obiad, co było dość niekomfortowe, ponieważ jej ciało przestało odczuwać łaknienie. By utwierdzić Su w przekonaniu, że świetnie sobie radzi, po tym, gdy nie znalazła dla siebie nic w karcie, wypiła z nią chociaż kawę. Udawała, że nie widzi, jak ta, żegnając się z nią, w pośpiechu szuka swojego telefonu, by ogłosić wszystkim, jak dobrze Agata sobie radzi.
Wracając na górę czuła, że najbardziej zmęczona jest ciągłym udawaniem. Że jest silna i nie czeka na telefon od Erica, że jadła śniadanie, że świetnie spała, że uwielbia laurki z kotami, że da radę. Mogła nareszcie zachowywać się zgodnie z tym, jak naprawdę się czuła. Choć przytłaczała ją samotność, udało się jej usnąć, polegując na kanapie w salonie. Obudził ją uporczywie dzwoniący telefon. Zerwała się w pośpiechu, serce jej biło z podekscytowania, przecież to zazwyczaj Eric dzwonił wieczorami, z najdziwniejszymi problemami. Dopiero spojrzenie na wyświetlacz komórki uświadomiło jej, że to nie on.
Szybko zakończyła rozmowę z Robertem, starając się przekonać go ziewaniem, że dzwoni nie w porę. Trzęsła się cała. Na przemian było jej zimno i gorąco.
– Ona nie powie ci, w jakim fraku masz iść na przyjęcie... – Płakała długo, siedząc skulona w rogu kanapy.
Zasnęła dopiero nad ranem. O świcie musiała bardziej postarać się w nakładaniu korektora pod oczy.
– Jesteś pewna, że nie możemy korzystać z jego pieniędzy? – zapytała z powagą Ulka, gdy tylko zamknęły się drzwi za Magdą.
– Nie – zaprzeczyła stanowczo.
– Pracowałyśmy nad tym do nocy – mówiąc to, podała jej plik papierów.
– A to są płace ludzi – położyła kolejne wydruki Dorota.
Jedyną korzyścią było to, że powstał problem, pozwalający odciągnąć wszystkich od jej sytuacji.
– To jesteśmy w dupie. – Agata rozsiadła się w fotelu, jeszcze raz przeglądając dokumenty, z nadzieją, że liczby kłamią.
– Trzeba pomyśleć o jakimś kredycie – podpowiedziała Ulka.
– Nie mamy rozdzielności majątkowej, nikt bez jego zgody nie da mi pieniędzy. Możemy o tym myśleć dopiero po rozwodzie. – Coraz natarczywiej pukało do niej realne życie.
– Sprawdzałaś swoje konta? – Ulka łapała się każdej nadziei.
– Wystarczy na jeden miesiąc – powiedziała.
– Słabo. Nie rozumiem, jak to możliwe, że przy takim majątku ty nie masz kasy? – Ulka traciła tak charakterystyczne dla niej stoickie opanowanie i zdolność logicznego myślenia.
– Możemy liczyć tylko na to, że naprawdę będzie chciał szybkiego rozwodu – Agata zamyśliła się, bojąc się panicznie tej chwili.
– Hmm, tak naprawdę, tobie należy się połowa majątku – Ulka zawiesiła znacząco głos.
– Zapomnij o tym, nigdy nie zniżę się do tego, by o coś takiego walczyć.
– Może powinnaś zastrzec swoje konta, by nie miał do nich dostępu – poradziła Dorota.
– Przestań, dla niego to nie są pieniądze warte uwagi. Duma by mu na to nie pozwoliła. – Roześmiała się, po czym nagle spoważniała. – Cholera, z Róży też się śmiałam.
– Może lepiej niech widzi, co się dzieje na twoim rachunku, może okaże łaskę – powiedziała Ulka z nadzieją.
– Nie poproszę go o pomoc – powiedziała poważnie Agata.
– To pozostała nam modlitwa, by jego słowa o szybkim rozwodzie były prawdą. – Ulka zrezygnowana położyła głowę na jej biurku.
– Stawiam obiad – zaproponowała Agata. – Póki jeszcze mnie stać – dodała z uśmiechem.
W restauracji spotkały Antka. Nic nie mówił. W milczeniu zjadł posiłek, udając, że słucha tego, o czym rozmawiają. Jednak Agata wiedziała, że wciąż ją obserwuje, że nadal bada każdy jej ruch i gest.
– Jak cię oszukać, Antku? – rozprawiała w zamyśleniu.

Problemy świetnie sprawdzały się za dnia, pozwalały skupić się na nich i przetrwać. Jednak noc była okrutniejsza i bardziej przebiegła – gdy Agata zostawała sama, nic nie potrafiło zagłuszyć jej myśli i przenikające do szpiku kości zimno ogarniało jej całe ciało.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz