niedziela, 31 grudnia 2000

Rozdział 47 - Winna

Wszyscy z jej świata, nawet ona sama, uwierzyli w fikcję, w której żyła, którą tworzyła. Tylko nie on jeden, Antek. Wciąż analizowała, gdzie popełnia błąd, co robi nie tak, że nie potrafi wmówić mu swojej wersji. Nawet Eric dał się przecież nabrać.
Angażowała się w to przedstawienie jednego aktora tak bardzo, że sama zaczynała uważać, że wszystko, co najgorsze, ma już za sobą. Wychodząc z windy, stawała się silna. Nie mogła przecież pokazać po sobie, że kolejna noc była zła, że znowu było jej zimno.
Wiedziała od Jacka, że Eric obserwuje ją na każdym kroku. Nie miała pojęcia, skąd ten chłopak to wie, jednak nie interesowało ją to. Miała nadzieję, że Eric patrząc na nią choć trochę się dziwi, że widzi, jak świetnie się trzyma, jak dobrze wygląda. Dlatego też i tego dnia dumnie prezentowała się w ciasno przylegającej spódnicy, wysokich szpilkach, swobodnie rozrzuconych włosach. Przedstawienie, które odgrywała, było wyczerpujące, dlatego wciąż odliczała dni do rozprawy sądowej, do daty, która oznaczała koniec tej maskarady. Zadzwonił telefon, który ze zdziwieniem odebrała.

– Już idę – powiedziała do Jacka.
– Nie – rozkazał. – Zostań tam, niech widzi, co stracił.
– Spadaj! – Roześmiała się.
– Stań przy recepcji, tam będzie miał rzut z kilku kamer – instruował ją obojętnym tonem.
– Tu? – spytała rozbawiona zatrzymując się.
Zaskoczona recepcjonistka z uwagą obserwowała Agatę, która bez widocznej przyczyny przeglądała dokumenty leżące na kontuarze. Zimmer uśmiechnęła się do dziewczyny, zapewniając ją tym samym, że jej obecność nie jest do końca służbowa.
– Bardziej w lewo… Idealnie! – krzyknął Jacek do ucha Agaty tak głośno, że podskoczyła i niemal upuściła telefon.
– Mogę już wracać? – zapytała z ironią Agata, czując poruszenie personelu jej niespodziewaną i nie do końca zrozumiałą wizytą.
– Przeglądaj grafik, najlepiej zagryź wargę. – Chłopak nie poddawał się w dręczeniu, jak mu się wydawało, Erica, jednak to Agata czuła się coraz mniej komfortowo.
– Zachowujesz się jak napalony reżyser pornola! – Śmiała się, mówiąc cicho do telefonu.
– Próbuję go w ten sposób zamordować, zaraz mu serce stanie. – Był rozbawiony i nie krył zafascynowania nową zabawą. – Skurczybyk, a niech mnie, ma trzy kamery na twój tyłek skierowane.
– Przestań już! – Wyprostowała się, czując obrzydzenie. Rozłączyła się.
Pierwszy raz poczuła odrazę do Erica i jego erotomanii. Nie mogła zrozumieć, dlaczego tak zuchwale ją podglądał, pomimo tego, że niedługo miał zostać ojcem dziecka innej kobiety.
Oburzona ruszyła przed siebie z trudem zachowując pozę seksownej i pewnej siebie pani Zimmer. Gdy zbliżała się do swojego gabinetu w przejściu między pokojami niemalże weszła na Jacka. Ten z głupkowatym uśmiechem otworzył jej drzwi i przepuścił przodem. Gdy weszli, Agata obrzuciła go krótkim, pełnym pogardy spojrzeniem, na co ten tylko wzruszył ramionami i usiadł zgarbiony na krześle, zuchwale uśmiechając się pod nosem.
– Znowu. – Ulka tylko pokiwała głową, dobrze znając grę w kotka i myszkę, w którą chłopak zabawiał się od dłuższego czasu.
– Co znowu? – zainteresowała się Magda, jak zwykle zupełnie nieświadoma wszystkiego, co się rozgrywało tuż pod jej nosem.
– Znowu wyjadałeś mi moje miśki – Agata udała święcie oburzoną, odwracając tym uwagę Magdy.
– Twoje są najlepsze. – Spojrzał z pełną powagą na swoją szefową, po czym wymownie skierował swój wzrok na jej pośladki.
– Wstydziłbyś się! – Dorota klepnęła go w kark.
Tradycyjnie udawali, że się rozchodzą, ale gdy tylko wyszła Magda, za chwilę spotkali się w gabinecie Agaty.
– On jest chory. – Ulka wciąż nie mogła uwierzyć, że Eric tak obsesyjnie śledzi każdy krok porzuconej żony.
Agata zawstydzona spojrzała po swoich pracownikach. Teraz, gdy spoglądała na tę sytuację trochę z boku, coraz bardziej docierało do niej, jak istotną sprawą w jej związku był seks i jak bardzo Eric był nim pochłonięty. Dla niej ta sfera była tak samo ważna, pod tym względem stanowili wyjątkowo dopasowaną parę, teraz jednak, gdy wciąż niemal czuła na sobie jego pożądliwy wzrok, było jej wręcz niedobrze. Eric zawsze wydawał się być tak nią zafascynowany, że przestała być czujna, nigdy nie dopuszczała do siebie myśli, że to właśnie on mógłby ją zdradzić.
– Zostało jeszcze trzydzieści osiem dni tej głupiej zabawy. – Agata ostentacyjnie wykreśliła kolejny dzień, zbliżający ją do terminu rozwodu.
– Będzie mi go brakowało. Co za głupiec, on mnie nie docenia – Jacek był wyraźnie urażony.
– Słuchajcie, ale zablokujemy go w końcu? – upewniła się Dorota, która najgorzej z nich odnajdowała się w tej niecodziennej rozgrywce.
– On będzie myślała że nie – zadrwił Jacek.
– Znowu to robicie! – Zuza wpadła do pokoju i z oburzeniem spojrzała na Jacka siedzącego z laptopem Agaty na kolanach. Jednak jej ciekawość była silniejsza i już chwilę później zajęła miejsce blisko chłopaka, by móc spoglądać w obraz.
– Powiem wam szczerze, że dziś mnie to ewidentnie obrzydziło – Agata była zdegustowana – On potrzebuje pomocy specjalisty – westchnęła, po czym zrezygnowana zarysowała datę szesnastego kwietnia w kalendarzu, będąc pewną, że ona coś znaczy, co jednak, nie była sobie w stanie przypomnieć, gdyż sprawa Erica zbyt mocno ją zdekoncentrowała.
– Mam nadzieję, że Jacek wreszcie go znajdzie, nawet na końcu świata – Zuza z zaciekawieniem patrzyła na zabawę chłopaka. – Gdzie jest ta szumowina? – Ona jedyna miała odwagę wtórować Jackowi.
– Nie ma go w żadnym z hoteli, pewnie jest gdzieś z maszkarą – Jacek przeglądał monitoring w każdym z obiektów coraz bardziej okazując swoje zniecierpliwienie tym, że nie potrafi ustalić miejsca pobytu poszukiwanego.
– Napala się na Agatę, a ta głupia Róża leży z wielkim brzuchem i myśli, że ten pracuje – Ulka wzdrygnęła się.
– Duży ma już brzuch? – spytała szybko Agata, pomimo przeszywającej ją fali zazdrości.
– Ile... – Ulka szybko policzyła w pamięci. – Pięć miesięcy, to nie powinien być wielki.
– Taki wieloryb jak ona na pewno ma wielki – powiedziała Zuza z odrazą.
Agata udawała, że ją to nie obchodzi, nie boli. Udawała niechęć, tak samo jak jej przyjaciółki. Jednak najbardziej na świecie pragnęła tego brzucha, właśnie takiego, niewielkiego. Nade wszystko chciała poczuć delikatne kopnięcie maleńkiej stópki. Pamiętała film, który oglądała tuż przed tym, jak zapaliło się światło. Z trudem oderwała się od natłoku dręczących ją dramatycznych wspomnień.
Chciała uciec, chciało jej się płakać, krzyczeć, jednak w masce obojętności wytrwała do końca spotkania.
Gdy wreszcie została sama, z trudem panowała nad sobą, ogromnym wysiłkiem woli powstrzymała szloch.
Próbowała skupić się na pracy, niestety skończyło się to na bezmyślnym przekładaniu kartek, które nie były wstanie w żaden sposób odwrócić jej uwagi, złagodzić przygniatającego ją bólu.
– Ulka, jadę coś kupić – powiedziała wychodząc z biura.
– Wrócisz? – zapytała zdawkowo bratowa.
– Postaram się, potrzebujemy czegoś?
– Nie. – Ulka nawet na nią nie spojrzała, zapatrzona w monitor komputera.
Nie wiedziała, co ze sobą zrobić, nie mogła zostać w hotelu. Tutaj musiałaby udawać do końca, obawiając się, że Eric ją obserwuje, jak przecież przez większość czasu, jaki spędzała w hotelu. Zamknięcie się w apartamencie również niczego nie rozwiązywało. Próbowała wymyślić coś, co skutecznie odwróciłoby jej uwagę od natrętnie powracających wspomnień i dręczących ją pytań – co czuje Eric, czy za nią tęskni, czy wspomina, czy żałuje tego, co się stało?
Nie myśleć, nie myśleć! – krzyczała do siebie.
Zatrzymała się przed marketem, mając nadzieję, że zakupy spożywcze, których szczerze nienawidziła, zmęczą ją na tyle, by przestała się zadręczać. Jednak tego dnia nawet wyszukiwanie artykułów spożywczych nie było skuteczną bronią. Prawie uciekała z marketu po tym, jak bezwiednie weszła na stoisko z akcesoriami dziecięcymi. Pospiesznie wychodząc na parking niemal staranowała ciężarną kobietę. Wówczas z całej siły zapragnęła, by ten dzień nareszcie się skończył.
Otworzyła tylne drzwi i wkładała po kolei wielkie torby z żywnością. Jedna z nich o coś zahaczyła i pękła, po podłodze samochodu potoczyły się pomarańcze.
– Cholera! – syknęła pod nosem i zajrzała pod siedzenie sprawdzając, co rozerwało papierowy worek.

Siedziała za samochodem, w rękach ściskając metalową obrożę i smycz, niczym talizmany.
Nie pamiętała, w jaki sposób się tam znalazła i ile czasu tak tkwiła, gdy przez łzy zobaczyła światła samochodu. Przez najmniejszą chwilę nie miała wątpliwości. To był on.
Szedł do niej z wielkim kocem. Wiedział, jak bardzo jest jej zimno.
Okrył ją i mocno tulił, a ona wciąż płakała, nie potrafiąc podnieść się z ziemi.
– Już mi lepiej – zapewniała leżąc pod drzewem na jego kolanach.
– Nie kłam – wciąż jej nie wierzył.
– Naprawdę – brnęła – ten las mnie bardzo uspokaja. – Jakby na potwierdzenie swoich słów nabrała powietrza, napawając się świeżym zapachem, który i tak nie potrafił jej ukoić.
– Przestań! – Był wzburzony. – Zdejmij w końcu tę cholerną maskę! – Pogłaskał ją po głowie. – Co takiego się wydarzyło, że nie walczysz? – zapytał z pretensją.
– Jak to: nie walczę? – Popatrzyła na niego zdziwiona. – Codziennie walczę, gram w idiotyczną grę, udaję, że mnie to bawi, tylko po to by go przekonać, że stosuję się do wymagań. Walczę o hotel – mówiła z żalem, że tego nie dostrzega. Nie rozumiała, jak mógł użyć tak mocnych słów, gdy ona codziennie zmagała się z rzeczywistością, co było już ponad jej siły.
– Ty walczysz o to, byśmy my ci uwierzyli, by on uwierzył. Nie walczysz o siebie! – zarzucił jej twardo, pewien swoich racji.
Agata milczała, nie potrafiła odpowiedzieć. Ze wszystkich sił starała się opanować, by ze wzruszenia nie rozpłakać się ponownie. Nie mogła pojąć, jak to możliwe, że ona tak dobrze ją znał, tak łatwo odgadywał emocje, które pragnęła ukryć przed wszystkimi i udawało jej się to. Tylko on jeden nie dał się nabrać.
– Agata, co takiego się stało, czy on coś ci zrobił? – pytał ze złością.
Potrząsnęła tylko głową, zalana łzami, czując ogromny ból w piersiach, rozrywający ją całą.
Zaczynało brakować jej powietrza w płucach.
– Agata! – Potrząsnął nią. – Cokolwiek tam siedzi, musisz się od tego uwolnić! – błagał.
Opanowanie bólu, jaki nią targał, stawało się coraz większą torturą. Wpatrywała się w otaczający ich las i gotowa była uciec w jego głąb, by tylko wyrwać się z tych katuszy, by nie musieć myśleć, odpowiadać na pytania, by to wszystko wreszcie się skończyło. Wreszcie nie wytrzymała, skapitulowała.
– Zasłużyłam na to! – krzyknęła ze złością. – Rozumiesz? Zasłużyłam! – Zatracała się w poczuciu winy.
– Ty naprawdę w to wierzysz? – Z niedowierzaniem patrzył jej w oczy, a ona czuła jak pod tym pełnym zaufania spojrzeniem kruszeje, jak poddaje się w walce.
– Ja to wiem, mam poczucie sprawiedliwości, wiedziałam, że kiedyś za to odpokutuję! –
I choć pozostał tylko jeden krok do obnażenia prawdy o sobie, już czuła znaczącą ulgę, choć nie do końca zdawała sobie z tego sprawę.
– Co ty wygadujesz? – Antek był wyraźnie poirytowany.
– Jestem zła, bardzo – patrzyła mu w oczy i wręcz domagała się, by to zobaczył, by uwierzył, jak jest podła.
– Jasne – zakpił.
Chciała, by przestał w nią wierzyć, by przestał się martwić, by ją znienawidził tak, jak na to zasługiwała. Wzmagał się w niej krzyk, który musiał wydostać się na zewnątrz. Resztką sił walczyła, by tego nie powiedzieć, by przy niej jednak został. Przed oczami zaczęło jej pulsować jasne światło, które raziło coraz bardziej. Wiedziała, że za chwilę straci wszystko, co najważniejsze. Ale nie było już mocy, by ją zatrzymać. Sama wydała wyrok i teraz musiała dokonać na sobie egzekucji.
– Zabiłam dziecko! – krzyknęła, gwałtownie wstając. – Zabiłam swoje dziecko, nie pozwoliłam mu się nawet urodzić!
Traciła przytomność, las zakołysał się, świat zaczął wirować. Trawa była mokra i zimna.
Kiedy po jakimś czasie zaczęła powoli odzyskiwać świadomość, nie rozumiała, dlaczego jej nie zostawił, dlaczego wciąż przy niej był, tulił. Całował jej włosy, czoło, ścierał łzy.
– Ciiiii... – kołysał ją.
Czuła całą sobą, jak ten najgłębszy, najbardziej więziony ból się uwalnia. Jak pozwala jej spokojniej oddychać.
– Mieliśmy jechać do Finlandii, otwierać nowy hotel – mówiła mechanicznym głosem. – Przed nami było dużo pracy, potrzebował mnie. Wciąż chciało mi się spać. Przesypiałam całe dnie. Było mi wstyd, że tak zawodzę, za tydzień mieliśmy wyjechać, a ja jedyne czego pragnęłam, to snu. Pomyślałam, że mam jakieś niedobory witamin, poszłam do lekarza. Poradzono mi, bym zrobiła test ciążowy, był pozytywny. Siedziałam na ławce w parku przez cały dzień i wciąż nie dowierzając, zaglądałam do torebki, by się upewnić, że to prawda. Zadzwoniłam do Erica i zażartowałam, że idę do lekarza, bo te moje wieczne śpiączki wyglądają jak ciąża. Nie powiedziałam, że jestem w ciąży. Czego się spodziewałam po tym wyznaniu? Na pewno nie tego, co usłyszałam. Eric powiedział, bym nie marnowała czasu na lekarzy, bo jeżeli ten największy horror ma się ziścić, to on skacze z okna. Nie chciał nigdy słyszeć o dzieciach, nie wiem, jak by się zachował, gdyby poznał prawdę. Wieczorem poszłam do mojej ginekolog. Potwierdziła, że jestem w siódmym tygodniu ciąży. A ja zapytałam, kiedy możemy to zakończyć. Dała mi sześć dni do namysłu, ja nie chciałam czekać, ale ona się nie poddała. Całe sześć dni świadomie nosiłam dziecko w brzuchu, całe sześć dni nie paliłam, całe sześć dni… byłam matką. Poszłam na umówioną wizytę. Wcześniej kazała mi obejrzeć film, obejrzałam. Oglądałam wpierw zarodek i cały późniejszy rozwój ciąży, aż do wyniosłego momentu narodzin. Najmniejszy mięsień mi nie drgnął. Wstałam i bez cienia wątpliwości weszłam do gabinetu. Zapaliła jasne światło nade mną, tak mocne, że musiałam mrużyć oczy. Do dziś je widzę. Po kilku minutach chciałam to wszystko zatrzymać, ale nic już nie było do uratowania. Wróciłam do domu, skończyłam się pakować i następnego dnia pojechaliśmy do Finlandii. Nigdy nie polubiłam tego hotelu.
Gdy skończyła mówić, nie potrafiła spojrzeć w jego oczy, nie miała odwagi zmierzyć się z pogardą malującą się w jego spojrzeniu.
– Chciałaś to zatrzymać. – Beznadziejnie starał się ją tłumaczyć.
– Ale nie zatrzymałam. – Nie pozwoliła mu na jakiekolwiek usprawiedliwianie tego czynu.
Siedzieli w milczeniu. Spodziewała się, że wstanie i bez słowa ją zostawi, jednak on wciąż przy niej był.
– Teraz… – próbował coś powiedzieć.
– Teraz to nie ma znaczenia – przerwała mu. – A Eric mnie zostawia, bo… będzie ojcem! – Śmiała się histerycznie. – Będzie ojcem innego dziecka! Czy to nie jest najlepsza pokuta?
– Agata! – Starał się do niej dotrzeć, gdy znowu zanurzała się w otchłani rozpaczy. – Te wszystkie lata, gdy to w sobie tłamsiłaś, były wystarczającą pokutą – słyszała jego głos, jakby z oddali.
– Nie ma winy bez kary – powtarzała niczym mantrę.
– Przestań! – krzyknął, podnosząc ją z ziemi. – Nie możesz całego swojego życia skupiać na jednym błędzie! – Potrząsał nią.
Wpatrywała się w Antka, próbując zrozumieć jego słowa, których sens z każdą chwilą coraz mocniej do niej docierał.
Im bardziej trafiało do niej to, co mówił, ból był większy. Nagle poczuła, co tak naprawdę się stało. Została sama, bo to Eric tak zadecydował, nie siła wyższa, tylko on sam. Bolało inaczej, bolało mocniej. Nikt go do tego nie zmusił. On jej nie chciał, sam z siebie. Zaczęła krzyczeć, jej ciało przeszył wielki ból poczucia niesprawiedliwości. Była nikim, była słaba, czuła się brzydka i głupia. On wybrał inną, bo tamta była lepsza.
Kopała drzewo, wyrywając się Antkowi. Długo nie potrafiła się opanować.
– Dlaczego wolał właśnie ją? – krzyczała. – Dlaczego ona? W czym jest lepsza? – próbowała uzyskać odpowiedź, ale on milczał. Milczały też drzewa, tylko echo niosło jej pełne rozpaczy pytanie.
Wreszcie nazwała, wydarła z siebie to, co ją tak bardzo tłamsiło, co nie pozwalało spokojnie spać i oddychać. Gdy skończyła, wszystko było inne.
Rozglądała się, widząc swój las na nowo i jedyne czego pragnęła, to usnąć. Nareszcie przespać całą noc.
– Skąd wiedziałeś, że tu będę? – zapytała ziewając.
– Bo cię znam – odpowiedział jej spokojnie.
– Tylko ty mi nie uwierzyłeś – powiedziała zdumiona.
– Teraz ci wierzę. – Uśmiechnął się do niej i widziała w nim spokój, tak bardzo podobny do tego, który i ją ogarniał.
Choć czuła się coraz bardziej zmęczona i zziębnięta, pragnęła, by ta chwila trwała jak najdłużej. Było jej naprawdę dobrze, w tym ciemnym lesie, z człowiekiem, któremu ufała i który był jedynym powiernikiem jej mrocznej tajemnicy.
– Kiedy jesteś ze mną, wszystko wydaje się błahe – wyznała ściszonym głosem.
– To dobrze. – Pocałował ją w czoło.
Wtuliła się w niego tak mocno, że poczuła zapach jego delikatnych perfum, które wydały jej się niezwykle zmysłowe.
– Ty też mnie zostawisz – powiedziała ze smutkiem, uświadamiając sobie, że on do niej nie należy i nigdy nie będzie należał. Nie miała nawet prawa do tej chwili, do tego miejsca.
– Nie, Agata, jeżeli sama mnie nie odtrącisz, ja będę zawsze. – Ukląkł przed nią, by patrzeć w jej twarz.
Patrzyła jego zielono-brązowe oczy, na jego usta, nos. Tak, tylko to było jej potrzebne, by przetrwać, by żyć.
– Masz swoje życie – spuściła wzrok.
– Ty jesteś moim życiem. – Podniósł jej brodę, by spojrzała w jego oczy.
Wystraszyła się tego wyznania.
– Nie mogę być twoim życiem – zaprzeczyła, choć zapragnęła tego bardziej, niż powinna.
– Nie masz wyboru, wdarłaś się w nie i już zostaniesz na zawsze. W ciszy patrzyli na siebie. Pierwsza przerwała tę pełną napięcia chwilę, odwracając głowę w kierunku drzew.
– Jako przyjaciółka – zastrzegła.
Nie odpowiedział. Patrzył w głąb lasu, a ona i tak wiedziała, że nie jest w stanie tam niczego dostrzec.

– Tak, jako przyjaciółka – powiedział po długiej chwili, po czym uśmiechnął się tajemniczo.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz