niedziela, 31 grudnia 2000

Rozdział 48 - Powrót Górskiej

– Mamusiu, czy ciocia Agata nie może po prostu przeprosić wujka? – analizowała Milena w drodze powrotnej ze szkoły.
– Nie, nie może – odpowiedziała chłodno córce.
– A dlaczego? – zapytała ta naiwnie.
– A po co miałaby to robić? – Zuza pytająco spojrzała w lusterko, w którym odbijała się postać Mileny niewinnie nawijającej sobie na rękę kruczoczarny warkocz.
– Oh, mamo! Ty nic nie rozumiesz! – obruszyła się dziewczynka – Oddałby jej wtedy Black Ozzy'ego!– Tylko ten jeden aspekt katastrofy interesował Milenę.
– Teraz kochanie mamy poważniejsze problemy niż Ozzy – starała się zamknąć córce usta.
– Nie sądzę – obraziła się Milena i do końca trasy ostentacyjnie milczała, wyrażając w ten sposób swój ból po stracie czworonożnego przyjaciela i złość na matkę, która niczego nie rozumiała.
- Black Ozzy! – śmiała się Zuza w myślach. – Trzeba walczyć o hotel, a nie o psa.

I w gabinecie Agaty codziennie toczyła się ta wojna, wojna o przetrwanie. Wojownik zasadniczo był jeden, ale kadra wspierająca – wyjątkowo oddana. Zuza czuła się w pełni zintegrowana z tą kilkuosobową grupką. Każdy stawał się jej bliski, gdy walczył przy Agacie, a zwłaszcza - przeciwko Ericowi. Po długich oporach wpisała nawet w telefonie numer Jacka pod przypadającą mu słusznie literą J. Ponieważ zasłużył - był wierny, waleczny i lojalny, choć wciąż na swój sposób niepokojący.
Tajemnica, jaka ich połączyła, była też dobrą terapią dla samej Agaty, która zaczynała żyć i walczyć. Zuza widziała, jak czasami odpływa, oddala się od nich, ale coraz lepiej radziła sobie z powrotami. Czas, najlepsze lekarstwo, a do tego nienawiść, podsycana w zamkniętym gabinecie, przynosiły widoczne efekty.
Jednak tego jednego wieczoru bardzo poważnie się zaniepokoiła. To było wtedy, gdy Agata pod eskortą Antka przyjechała do Roksi na noc. Su pewnie nawet by się o tym nie dowiedziała, gdyby na nich nie wpadła. Przyjaciółka była bardzo śpiąca, wręcz słaniała się na nogach i natychmiast położyła się do jej łóżka.
– Co jej jest? – zapytała Antka, który był dziwnie spokojny i to właśnie ten spokój w okamgnieniu zdenerwował Zuzę.
– Znalazła obrożę psa w samochodzie – odpowiedział zdawkowo.
– I co?! – Su bała się, że cały koszmar powróci.
Zuza nie odpuszczała Antkowi, domagała się szczegółów, chodząc za nim po domu matki.
– Poradzi sobie – zapewnił ciężko siadając w fotelu, w salonie.
– Jak ją znalazłeś? – wypytywała, nie rozumiejąc postawy i opanowania Antka.
– Przypadkiem – rzucił krótko.
Zuza usiadła naprzeciw niego i nie kryła swojej podejrzliwości. Nie chodziło o to, w jaki sposób znaleźli się tu razem i gdzie byli wcześniej, tak naprawdę ich spotkanie wcale jej nie zaskoczyło, a o bardzo osobliwe, wręcz porażające wyciszenie Zacharewicza.
– Dlaczego tu przyjechała? – zapytała patrząc mu w oczy.
– Pomyślałem, że lepiej jednak, by była pod opieką – rzekł spokojnie. Wyraźnie ją zbywał, nie reagując zupełnie na jej wzmożoną zaczepność.
– Nie chciała wracać do hotelu? – Coraz bardziej irytowało ją zachowanie Antka, którego nagle bardzo zainteresował pilot od telewizora, a nie rozmowa z nią.
– Nie chciała, by Eric na nią patrzył. – W końcu udało się jej złapać z nim kontakt.
– Zostaję z nią. – Wyjęła z kieszeni telefon i zadzwoniła do domu.
Patrzyła na Antka, który ponownie zanurzył się w sobie i z dawno niewidzianym spokojem przełączał kanały informacyjne. Wpatrzony w ekran sprawiał wrażenie, jakby dopiero co się wybudził z bardzo długiego snu. Interesowała go każda wiadomość, każdy program. Zupełnie odłączył się od tego, co działo się w domu, od kolacji, jaką przygotowała dla niego jej matka. Jedyne, co się liczyło dla niego w tej chwili, to szklany obraz.
– Myślisz, że ta noc będzie ciężka? – zapytała Antka przy drzwiach, gdy zakładał buty w korytarzu i szykował się do wyjścia.
– Nie – uśmiechnął się – ta noc będzie spokojna. – Poklepał ją po ramieniu, po czym delikatnie pocałował w policzek na pożegnanie. Zupełnie zdezorientowała ją jego postawa.
Poza tym nie mylił się. Nie miała pojęcia, skąd mógł to wiedzieć, ale noc była rzeczywiście niezwykle spokojna. Patrzyła na Agatę, śpiącą błogo niczym dziecko. Nawet Roksi nie potrafiła się powstrzymać i co chwilę zaglądała do jej pokoju, by napawać się tym widokiem.
Rano Agata nadal spała tak mocno, że Roksi nie pozwoliła jej zbudzić.
Zuza po cichu wymknęła się do kuchni i zawiadomiła Ulkę, że Agata się spóźni.
Robiły wszystko, by spała jak najdłużej, uśmiechając się do siebie porozumiewawczo.
Gdy zadzwonił telefon Zuzy, ta odebrała go szybko.
– Halo – powiedziała cicho do słuchawki.
– Śpi jeszcze? – dopytywała się Ulka z troską.
– Śpi – potwierdziła Zuza.
– Dzwoniła Steph, zaraz po tym jak skończyło się zebranie bez Agaty, była zaniepokojona.
– Co chciała? – Zuza zapytała ze złością, nie kryjąc swojej nienawiści do kobiety, która pozostała wierna Ericowi.
– Rozmawiała z Dorotą, ale chciała Agatę do telefonu, pytała czy dokumenty dotarły? – Ulka kpiąco parsknęła.
– Przecież już dawno przyszły? – Su nie widziała sensu w pytaniu Szwedki.
– No tak, to był pretekst, pewnie dopatrzył się, że jej nie ma – wycedziła z oburzeniem.
Zuza ze złością zacisnęła pięści, gotowa do ataku na ofiarę, która niestety nie była w jej zasięgu. Podła, Ruda Świnia miała czelność kontrolować Agatę!
– Nie powiemy jej tego – zamyśliła się Zuza. – Gotowa jeszcze uwierzyć, że się o nią troszczy – wręcz rozkazała.
– Psychopatyczny skurczybyk! – Ulka też nie oszczędzała w wyzwiskach.
– A jak dzisiaj? – zapytała Su lekko protekcjonalnym tonem, zaznaczając tym samym, że to ona na czas, kiedy nie ma Agaty, nad wszystkim sprawuje kontrolę.
– Jak zawsze, Jacek na dobre ulokował się w fotelu Agaty, chyba zacznę do niego wołać Panie Prezesie – zakpiła, nie reagując na wywyższanie się Zuzy. – Dorota już u siebie.
– Muszę kończyć – Su szybko rozłączyła się, słysząc, że otwierają się drzwi od sypialni.
– Która godzina?! – Agata krzyczała z przejęciem, biegając w popłochu po kuchni.
– Dziesiąta!– przedrzeźniała ją w krzyku Zuza, naśmiewając się z jej pełnego poruszenia zachowania.
– Ty – pokazała na nią palcem – to twoja sprawka! – Bez chwili wahania winę za swoje spóźnienie zrzuciła na Zuzę, która z miną triumfatorki zuchwale się do niej uśmiechnęła.
– Też cię kocham. – Puściła jej całusa.

Agata była jakby odmieniona - inna, spokojniejsza i szczęśliwsza.
Zjadła w pośpiechu śniadanie i pobiegła do pracy.
Stały z Roksi przy oknie, obserwując z radością, jak szybko biegnie do auta, jak szuka w pośpiechu kluczy, wysypuje wszystko z torebki, znajduje. Za chwilę odbywa się tradycyjne pomylenie biegów, gwałtowne szarpnięcie i o mały włos nie staranowałaby płotu Roksi. Odjechała z piskiem opon spod domu.

– Wielki powrót Górskiej – Zuza ze spokojem przytuliła się do matki.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz