niedziela, 31 grudnia 2000

Rozdział 49 - Powietrze

Potrzebowała go jak powietrza. By żyć, by być, by oddychać.
Nie mogła go chcieć. On nie mógł chcieć jej. A wciąż nie potrafili być osobno.
Wszystkie wolne popołudnia spędzali razem, choć krótką chwilę. Kradli ulotne minuty, by następnego dnia czekać na więcej. By oddychać, pokonała swoja fobię, związaną z samotnymi wyprawami samochodowymi, która teraz była mało istotnym wspomnieniem. Z nim się śmiała pełną piersią. Nie było Erica, nie było rozwodu, nie było walki o hotel.
Przy nim pragnęła, choć nie powinna, choć było to dla niej zakazane. Przy nim była silna, dla niego była silna. I choć w chwili, gdy się rozstawali, pojawiał się świat, nie był on już tak przerażający, tak bolesny. Jedyne co czuła, to tęsknotę. I choć wiedziała, że kolejnego dnia ją ukoi, niecierpliwie wyczekiwała tego ukojenia.
Uczyła go pleść warkocze na swoich włosach. Uczył ją dolewać płyn do chłodnicy. Uczyła go Stachury. Uczył ją Hłaski. Czytała mu Prousta. Czytał jej Kosińskiego. Pokazała mu Duży Wóz. Pokazał jej spadającą gwiazdę.
Całował ją w czoło i pozwalał jechać przodem. Stawała przed miastem i pozwalała się wyprzedzić, sama zaś skręcała do miasta.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz