niedziela, 31 grudnia 2000

Rozdział 53 - Przekroczenie granic

Droga do Sztokholmu była długa, zbyt długa. Pomimo lasów, pól i miejsc, w których próżno było szukać śladów zarówno cywilizacji, jak i zasięgu, nawet przez chwilę się nie bała. Nie myślała też ani o Ericu, ani nawet o hotelu. Jedyne, co w tej chwili dla niej istniało, to intensywne wspomnienie poprzedniego wieczoru. Nienawidziła siebie z całego serca za to, co się stało. Gardziła i sobą, i Antkiem, ale oddałaby wszystko, by móc jeszcze raz to przeżyć. Jej żołądek był ściśnięty z nadmiaru skrajnych emocji, jej głowa pulsowała od wspomnień. Chciała wymazać z pamięci wszystko, co się wydarzyło, a zarazem pragnęła zapamiętać na zawsze każdy szczegół.
– Gdzie będziesz mieszkała w Sztokholmie? – zapytał ją Antek, gdy wyjechali spod jego domu.
– Eric się do mnie odezwał, prawie po pół roku – zadrwiła wyciągając swój telefon. – „Apartament pozostawiam do twojej dyspozycji” – odczytała sms. Nie kryła pogardy wobec dziecinnego zachowania męża.
– Zatrzymasz się w nim? – zapytał z uwagą na nią spoglądając.
– Tak, mam trochę rzeczy do zabrania – odparła, nie wiedząc tak naprawdę, czy cokolwiek z jej osobistych rzeczy jeszcze tam jest. Nie miała pojęcia, co działo się w głowie Erica i jakimi pobudkami się kierował, zakładała więc każdą ewentualność.
– Jak długo planujesz tam zostać? – W jego głosie rozpoznała pretensję, podobną do tej, którą od rana manifestowała jej Zuza.

Przez chwilę milczała zastanawiając się, jak powinna odpowiedzieć.
– Nie wiem – odparła spokojnie, choć jej serce waliło jak oszalałe. Jedynie ono znało jej plan, decyzję, jaką podjęła.
– Agata, co jest grane? – zapytał zatrzymując samochód w lesie.
Nic nie mówiła. Wysiadła z auta i zapaliła papierosa. Było już ciemno, ale nie aż tak, by nie dostrzegła złości w jego oczach. Nie miała wątpliwości, że rozpoznał jej zamysły.
– Agata! – domagał się odpowiedzi.
– Muszę posprzątać swoje życie, nie wiem, kiedy wrócę, bo nie wiem, co będę miała do posprzątania – oznajmiła zawile.
– A hotel? – wytoczył najbardziej absurdalny argument.
– Dziewczyny sobie poradzą – zapewniła z pełnym przekonaniem.
Opierała się o samochód, z rozrzewnieniem patrząc na otaczający ją las. Jej las, ich las. Miejsce należące tylko do niej i Antka, będące świadkiem jej śmiechu, łez, krzyku. Drzew, które widziały wszystko, zbyt wiele. Które słyszały za dużo. Chciała się po raz ostatni tym wszystkim nacieszyć, nie była jednak w stanie – czuła już jedynie obezwładniającą ją tęsknotę. Wiedziała jednak, że jej decyzja jest jedyną słuszną i nie ma innej drogi. Nie mogła się teraz poddać, musiała pożegnać się ze światem, do którego nie miała prawa.
– Agata, o co chodzi? – dopytywał zaniepokojony.
– Już ci powiedziałam. – Unikała jego wzroku. Tak było łatwiej się rozstawać. Nie mogła się zdradzić, musiała walczyć do końca. Ale nie doceniła Antka i tego, jak dobrze ją znał.
– Agata, patrz na mnie! – Był coraz bardziej wzburzony.
Spojrzała, udając rozbawioną, z trudem opanowując prawdziwe emocje. Lekko się do niego uśmiechnęła wierząc, że tym go przekona.
– Nie – podszedł do niej z przejęciem – nie zrobisz tego!
Spuściła wzrok. A jednak nie była tak dobrą aktorką, jak zakładała.
– Nie wiem, o czym mówisz – wciąż starała się go oszukać.
– Agata! – Przytrzymał jej brodę, zmuszając tym gestem, by patrzyła mu w oczy. – Co ty planujesz? – naciskał nabierając powietrza.
– Nic. – Nie miała siły z nim walczyć. Pragnęła uciec z tego miejsca, bo tylko tak mogła ocalić i siebie, i jego.
– Przestań! – rozkazał coraz bardziej pobudzony tym, co zaczęło powoli do niego docierać. – Nie zrobisz mi tego!
– Antek – mówiła do niego spokojnie – muszę zrobić porządek wszędzie, nawet tu. – Czuła, jak łzy napływają jej do oczu.
Przytrzymał jej ramiona i patrzył z tak wielkim bólem, że łzy, które starała się powstrzymać spływały po jej policzkach.
– Muszę, dopóki możemy nad tym zapanować – tłumaczyła, cicho płacząc.
– Nie! – Oddychał ciężko.
Gdy był tuż przy niej, kruszała pod wpływem bliskości jego oddechu, czuła, jak się rozsypuje, jak staje się bezsilna, zależna od niego.
– Już dawno powinniśmy to zatrzymać – próbowała mu to wytłumaczyć, zmusić go, by w końcu zrozumiał i nie utrudniał. Ból był zbyt wielki, czuła mdłości. Z trudem utrzymywała się na nogach.
– Agata, nie zostawiaj mnie – błagał. – Nie teraz! – Rozdygotany wplatał swoje palce w jej włosy.
– Zatracamy się w tym za bardzo, przestajemy nad sobą panować! – Płakała patrząc mu w oczy.
– Przysięgam, nie stanie się nic! – Trzymał jej twarz w dłoniach. – Tylko mnie nie odtrącaj, nie będę cię dotykał, nie będę zbyt blisko – przekonywał z przejęciem.
Wiedziała, że są zbyt słabi. Nie mogła mu zaufać, uwierzyć w wypowiadane słowa, nie mogła ufać nawet sobie.
– Ale ja tego pragnę. – Patrzyła mu w oczy trzęsąc się z podniecenia. Był zbyt blisko, by mogła się bronić. Jego twarz zdradzała to, czego nie chciała do siebie dopuścić, a jednocześnie pragnęła, by on mógł wyczytać to samo z jej twarzy. Wszystko się oddalało - hotel, skrupuły, świat. Wciąż wplatał ręce w jej włosy, głaskał ją po głowie. Próbowała się wyswobodzić, ale jej nie pozwolił. Był jeszcze bliżej. Jej ciało drżało, jej wargi drżały. Wiedziała, jak bardzo ze sobą walczył, że teraz wszystko zależy od niej. Ale ona już nie potrafiła. Dotknęła jego ust. Ich wargi tak bardzo siebie pragnęły. Nie panowali nad swoimi ciałami, które jak wyswobodzone z długiej niewoli szybko znalazły wspólny rytm. Jego usta, jej usta. Walka, taniec, energia kochanków. Las wirował. Antek przypierał ją swoim ciałem, jakby bał się, że się mu wymknie, dotykał jej wszędzie. Zbłąkane dłonie zatraconych w sobie kochanków wędrowały w namiętności. Rozpiął jej bluzkę, całował jej piersi, a ona była tylko dla niego, cała dla niego. Zdarła z niego koszulkę i poddawała się tej żądzy, chciwie całując jego ciało. Jego dłoń zsunęła się w głąb jej spodni.
– Nie! – krzyknęła nagle, z największym bólem, wyrywając się z jego objęć.
Patrzeli na siebie ze strachem i z niedowierzaniem, ciężko oddychając. Stało się jasne, że są zbyt słabi.
Agata zamknęła się w samochodzie i głośno płakała. To był koniec, to musiał być koniec, to powinien być koniec.
Nie rozmawiali przez całą drogę powrotną, nie spojrzeli nawet na siebie, nie mieli odwagi. W milczeniu dojechali do hotelu.
– Antek... – wyszeptała na parkingu, patrząc mu w oczy, bezgłośnie krzycząc największe wyznanie.
– Wiem, Agata – wykrzyczał szeptem to samo.
Pragnęła się w niego wtulić, poczuć ciepło jego ciała, zapomnieć się jego ramionach. Pożegnanie musiało wreszcie nastąpić i być dramatycznie bolesne, zasłużyli na to. Przekroczyli granicę i już nigdy nie mogli sobie zaufać. Oboje doskonale wiedzieli, że nigdy nic już nie będzie takie samo.
– Obiecaj, że nie zadzwonisz – błagała.
– Będę czekał, aż ty to zrobisz. – Kiwnął głową, zgadzając się.
– Wiesz, że mogę nie zadzwonić? – Spojrzała na niego z przejmującym smutkiem. Pragnęła znaleźć w sobie aż tak determinującą siłę, by tego nie zrobić, jednak teraz zastanawiała się, jak wytrzyma choć jeden dzień bez jego głosu.
– I tak będę czekał – wyszeptał, patrząc jej w oczy.
Tak bardzo nie chciała się odwrócić, jednak jej ciało było poza jej mocą. Stała w windzie, żegnając się, nie potrafiąc wcisnąć guzika, by zamknąć drzwi. Patrzeli na siebie z daleka, jednak to, co mieli sobie do powiedzenia, nie potrzebowało bliskości, słów.
– Kocham cię – usłyszała swój głos, gdy drzwi się zamknęły.

Nawet Sztokholm, który nie tak dawno jeszcze był jej domem, nie wzbudził w niej żadnych emocji. Nie było w niej miejsca na żadne uczucia, poza tymi, które wiozła ze sobą z Wrocławia. Bez zastanowienia wjechała na parking, machając do parkingowego, który zaskoczony, szczerze się do niej uśmiechał. Spojrzała na zaparkowane, czerwone, sportowe auto i zastanawiała się, czy nadal do niej należy. Zajęła swoje miejsce przy samej windzie, wypakowując torby z samochodu. Wniosła jedną i zamierzała zawrócić po pozostałe. Zanim zdążyła cokolwiek zrobić, do windy weszła Anita z pozostałymi walizkami. Nie patrzyła na nią, nie odezwała się słowem, gdy wjeżdżały na górę. Razem wtaszczyły bagaże do apartamentu. Agata usiadła ciężko na kanapie i kładąc nogi na stole zapaliła papierosa, częstując Anitę.
– Dlaczego się nie odezwałaś? – zapytała Anita po długiej przerwie. – Dlaczego wszyscy milczeliście? – Patrzyła na Agatę z wielkim zawodem.
– Nie chciałam stawać pomiędzy tobą a Erikiem – odpowiedziała zaciągając się papierosem.
– A reszta? – Nie kryła żalu, że grupa, z którą tak bardzo się zintegrowała, nagle ją odtrąciła. Nie mogła przecież wiedzieć, jak ciężko było Dorocie przystać na rozkaz Agaty, jak Jacek z udawaną obojętnością odrzucał połączenia od niej.
– Ja im nie pozwoliłam – powiedziała stanowczo.
– Nie ufasz mi? – zapytała z wyrzutem.
– Ufam ci – spojrzała na nią – nie chciałam, byś go znienawidziła tak, jak ja. Jak się dowiedziałaś?
– Gdy wszyscy zamilkliście, gdy milczał nawet telefon Erica, wiedziałam, że coś się stało. Byłam gotowa przyjechać do Polski, ale miałam tak napięty harmonogram zdjęciowy, że jedyne, co mi się udawało, to pojawić się na góra dzień w Sztokholmie, a i to bardzo sporadycznie. Chłopcy z klubu nic nie wiedzieli, Eric nie kontaktował się nawet z nimi. Miałam zdjęcia w plenerze niedaleko farmy Henry'ego więc się u niego zatrzymałam, ale on, podobnie jak reszta, nie był niczego świadomy. Z ogromną radością opowiadał o waszym spotkaniu na wystawie, nawet wspominał o tym, że zaczynasz myśleć o dziecku. Kompletnie nic mi nie pasowało. Potem zadzwoniła Emma, że widziała przypadkiem Erica. Skoro byłam pewna, że jest w mieście, to na niego zapolowałam. Próbował mnie zbyć, ale znasz mnie. – Wzruszyła ramionami.
– Powiedział ci? – upewniła się.
– Musiał. – Zamyśliła się. – Agata jak to możliwe? – zapytała z niedowierzaniem.
Agata wstała z kanapy i wyszła na taras. Anita podążyła za nią. Patrzyły z góry na pływający po rzece statek. Nic nie odpowiedziała, nie znała przecież odpowiedzi. Przywołała wiele nieprzespanych nocy, kiedy targana rozpaczą próbowała ją znaleźć, nawet najgłupszą, najbardziej absurdalną, jednak na próżno.
– To naprawdę koniec? – Anita wciąż nie mogła w to wszystko uwierzyć.
– Tak – odpowiedziała stanowczo.
Opowiedziała przyjaciółce o wszystkim, co się wydarzyło. Po raz kolejny zastanawiał ją fakt, że mówi z zupełną obojętnością, bez emocji, jakby mówiła nie o swoim życiu, a przecież jeszcze nie tak dawno przerażało ją ono i pogrążało w beznadziei.
– Nienawidzę go – powiedziała Anita przez zaciśnięte zęby. Agata spojrzała na przyjaciółkę i wręcz pozazdrościła jej tak silnych emocji wobec Erica. Dla Agaty to wszystko było już przeszłością, z którą się pogodziła. Nawet nie potrafiła nienawidzić Erica. Łapała się na tym, że myśli o nim z coraz większym rozbawieniem.
– Anita, dziś go nienawidzisz, jutro kochasz, tak już z wami jest – powiedziała, nie chcąc by przyjaciółka stała się wrogiem Erica. Wręcz dawała jej swoje przyzwolenie na dalszą przyjaźń z już prawie byłym mężem.
– Ale tego mu nigdy nie zapomnę – zarzekała się.
Nie pytała o to, co mówił Eric, jak przedstawił całą sytuację. Nie interesowało ją nic, oprócz poprzedniego wieczoru. Pragnęła zostać sama, pogrążając się we wspomnieniach, a zarazem bała się tej samotności, by się w nich nie zatracić. Czuła się podle, ale tęskniła za każdym centymetrem jego ciała. Wciąż powracała myślami do lasu, do tej krótkiej chwili bliskości pomiędzy nimi.
– Jeżeli będzie chciał zabrać hotel, będę zeznawać – słowa Anity wyrwały ją z zamyślenia.
– Dzięki, ale nie pozwolę ci na to – odpowiedziała.
Anita kręciła się bez celu po apartamencie. Agata rozpoznawała jej szok, rozterki, z którymi oni wszyscy już się uporali. Miała świadomość, że dla Anity jest to jeszcze bardziej dramatyczna sytuacja, niż dla przyjaciół z Wrocławia, gdyż ona była najbliżej z nią i Erikiem, wszystko z nimi budowała, była w zasadzie częścią ich związku.
– Dziewczyny chcą się z tobą zobaczyć wieczorem – przerwała ciszę Anita.
– Kochanie, to świat Erica, nie chcę go drażnić – powiedziała asekuracyjnie. Nie miała odwagi na spotkanie w tak licznym gronie.
– Nie jesteśmy jego światem, to on się nas wyrzekł – zapewniła, po czym błagalnie spojrzała na Agatę. – Mogę z tobą zostać? – W jej głosie był wyczuwalny wręcz ogrom tęsknoty.
– Jasne! – Agata ucieszyła się szczerze. Poczuła ulgę, że Anita nadal jest jej oddaną przyjaciółką, że ma ją przy sobie.
Usiadła obok Anity i położyła głowę na jej kolanach, a ta delikatnie głaskała ją po włosach.
– Mogę zadzwonić do Emmy i zarezerwować stolik? – zapytała ją błagalnie.
– Dzwoń – roześmiała się Agata.
Powrót do świata, który wydawał się już być tak odległy był dziwnym uczuciem. Cieszyła się na to spotkanie, jednak czuła, że nie jest już częścią tej rzeczywistości. Jej życie było daleko, jej życie było w lesie.
Zanim weszły do windy, zadzwonił telefon.
– Halo? – odebrała Anita. – Już ją daję. – Spojrzała na Agatę, robiąc wymownie duże oczy.
– Kto? – zapytała cicho.
– Steph – odpowiedziała zdziwiona Anita, podając jej telefon.
– Tak, słucham? – powiedziała niepewnie nie mając pojęcia, co usłyszy od oddanej Ericowi pracownicy.
– Dobry wieczór – Steph była jak zwykle bardzo oficjalna – pan Eric Zimmer zaprasza panią na obiad w niedzielę – oznajmiła chłodno.
Agatę zamurowało. Nie wiedziała, jak powinna postąpić i zupełnie nie rozumiała intencji Erica. Powoli docierało do niej, że nie przyjechała tu po to, by rozmyślać o Antku, a rozliczyć się ze swoją przeszłością.
– Dobrze – odpowiedziała po chwili. – Steph, mam do pani prośbę, proszę nie łączyć żadnych rozmów z Polski – poprosiła.
– Oczywiście – ta przystała służbowo.
Pod pubem Kenneta było jak zwykle tłoczno. Motory poustawiane przed wejściem skutecznie utrudniały przedostanie się do środka przypadkowym gościom. Anita przepychała się przodem, nie robiąc sobie nic z zaczepek mężczyzn stojących na zewnątrz. Przy drzwiach stał Kennet, asekurując je przy wejściu.
– Witaj, Polko – przywitał ją serdecznie, mocno ściskając.
– Cześć! – Odetchnęła z ulgą widząc, że jego stosunek do niej w żaden sposób się nie zmienił.
Z rozbawieniem szła za rosłym mężczyzną, w skórzanej kamizelce z napisem SWEET. Poczuła radość pomieszaną z nostalgicznym rozrzewnieniem, gdy tylko przekroczyła próg klubu, gdzie mocne, rockowe brzmienie muzyki przywołało wspomnienia.
Emma stała za barem, ale na widok Agaty wybiegła, zostawiając pracę innej dziewczynie.
– Jesteś! – Tuliła ją, skacząc z radości. – Chodź! – Ciągnęła ją za rękę do stołu, przy którym siedziała już Anita z Rachel i Lisą.
Agata poczuła ulgę i radość, że wszystkie pozostały wciąż jej przyjaciółkami, że tak naprawdę nic się nie zmieniło.
– Za zakon! – Rachel wzniosła pierwszy toast.
Opowiedziała im pokrótce, co się wydarzyło, jednak bez szczegółów dotyczących hotelu, o który musiała stoczyć walkę. Nie chciała o tym rozmawiać, zapragnęła się bawić.
Grała głośna muzyka, było tłocznie. Kennet donosił im piwo. Pojawił się mąż Rachel, zapewniając Agatę, że Eric nie zasługiwał na nią, że jeszcze będzie ją błagał, by do niego wróciła. Tyle, że jej na tym wcale nie zależało, do niczego nie było jej to potrzebne. To, czego naprawdę potrzebowała, było poza jej zasięgiem.
– Pójdziesz z nim na ten obiad? – upewniła się Rachel przejęta całą sytuacją.
– Pójdę – przytaknęła.
– To dobrze, powinnaś pójść z Anitą za rękę i udawać, że zostałyście kochankami – obmyślała strategię Emma.
– Eric by zwariował, przecież to jego największa fantazja! I to bez niego! – Śmiała się Rachel.
– Jestem do dyspozycji. – Anita wzruszyła ramionami.
Agata zbyt była pijana, by się im opierać.
Patrzyła na Anitę. Jej usta nagle wydały jej się tak bardzo podobne do tych, którymi nasycała się poprzedniego wieczoru.
– Zatańcz ze mną! – krzyknęła do przyjaciółki.
Bawiły się na parkiecie, skakały jak dawniej, jak wtedy, gdy Eric z zafascynowaniem się do nich dołączał, a potem ciągnął ją na ubocze, by nacieszyć się jej pocałunkami, jej wilgocią.
I choć wiedziała, że to nie nastąpi, że nikt nie sprowadzi jej z parkietu, kusiła jak zawsze. Zaczęła powoli dostrzegać zbyt zuchwałe spojrzenia obserwujących je mężczyzn. To, co początkowo zdawało się być zabawą, stawało się niezręczne. Kręciło jej się w głowie od nadmiaru alkoholu. Patrzyła na usta Anity i pojawił się w niej impuls. Tak bardzo chciała zmyć z siebie jego smak, pragnęła sprawdzić, czy jej usta, inne usta potrafią ją zaspokoić. Pocałowała Anitę, najpierw delikatnie. Całowały się na środku parkietu, szokując tym wpatrzonych w nie mężczyzn. I choć usta Anity nie były tym, czego potrzebowała, skutecznie pozbyła się podrywaczy.
– Jesteście nienormalne! – z zachwytem krzyczała Emma.
– Nie podobało ci się? – z zawodem stwierdziła Anita, która nie kryła, że liczyła na więcej.
– Ale spróbowałam – przytuliła się do niej – teraz wiem, że nic nie tracę.
– Ale co, aż tak źle było? – nie ustępowała.
– Anita, masz cudowne usta! – zapewniła ją i zaczęła znowu tańczyć.
I choć Anita nie mogła zaspokoić jej potrzeb, jej pragnień, wymyśliły zabawę. W zasadzie wszystko zaplanowały dziewczyny. Agata po prostu nie chciała im psuć tej gry.

Wróciły z Anitą do apartamentu, wcześniej ostentacyjnie trzymając się za rękę, paradowały parkingiem. Była pewna, że Eric je obserwuje i pierwszy raz ją to bawiło.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz