niedziela, 31 grudnia 2000

Rozdział 54 - Komunia

Starała się skupić na domu i rodzinie, jednak było to niezwykle trudne. Jedyne, czym się usprawiedliwiała to tym, że tak jak i ona, udają też Zuza i Antek. Każdy z nich starał się być rodzicem skoncentrowanym tylko na tak doniosłym dniu w życiu ich dziecka, jakim jest dzień przyjęcia Komunii, każdy z nich robił co mógł, by nie rozpoznano, że jego myśli kierują się wciąż w zupełnie w inne miejsce.
Antek w piątek po powrocie do domu poszedł spać bez słowa, w sobotę wstał pierwszy. Od rana w domu zapanował harmider. Jako pierwsze przyjechały mama i siostra Doroty z rodziną. Gdy po południu zjeżdżali się goście z Krakowa, łatwiej było nie myśleć o tym, co ich tak bardzo trapiło.
Dorota jednak radziła sobie z tym dużo lepiej. Obserwowała Antka, który pomimo, że śmiał się i żartował, co chwilę się zamyślał, wręcz pogrążał w innej rzeczywistości.
Hania ponownie była blondynką, może nie był to jeszcze jej cudownie złoty kolor pierścionkowych włosów, jednak powierzchowność dziewczynki stała się dużo łagodniejsza. Rozmawiała z matką, śmiały się tak, jak kiedyś, na zmianę, zgodnie opiekując się Józkiem. Na nowo w ich relacji zagościła przyjaźń i znowu ich wzruszające porozumienie wywoływało nutę pozytywnej zazdrości.
– Będzie Agata? – zapytała Hania pomagając w kuchni.
– Nie – odpowiedział krótko Antek.
– Dlaczego? – Dziewczyna nie kryła zawodu.
– Agata musiała wyjechać do Szwecji na jakiś czas – wyjaśniła dyplomatycznie Dorota.
– A tak chciałam, by poznała mamę. – Z żalem spojrzała na Antka.
– No to nie pozna – odburknął.
Hania jakby nie zauważyła tego, że Antek był dla niej niemiły i radośnie wybiegła do ogrodu przejmując brata z ramion Wendy.
– Nie powinieneś być dla niej tak ostry – Dorota upomniała męża.
– Ja? – zdziwił się, zupełnie nieświadomy tego, jak potraktował Hankę.
– Ty – spojrzała na niego srogo. – Ona nie ma pojęcia o niczym, to jeszcze dziecko.
Na nowo oddalił się myślami, jednak po chwili jakby otrząsnął się i trzeźwo spojrzał na Dorotę.
– Za dużo zależy od poniedziałku – próbował się usprawiedliwić.
Dorota jednak wiedziała, że wcale nie chodzi mu o hotel. Tak, jak wszyscy, martwił się tylko o Agatę, co nie było niczym dziwnym. Nawet Jacek, na co dzień mało zaangażowany emocjonalnie w cokolwiek, nie potrafił ukryć swoich uczuć.
Wieczorem Wendy i Zbyszek zajęli się czesaniem Kasi, a potem fryzurami reszty rodziny. Dorota bardzo chciała zatracić się w przygotowaniach do uroczystości, jednak wciąż działo się coś, co nie pozwalało jej na to, przypominając o Agacie. Była obecna wśród nich, nawet oddalona o setki kilometrów.
Antek trzymał córkę na kolanach i mocno ją przytulał. Całował jej włosy, łaskotał, co od razu wywoływało panikę Wendy, spowodowaną nadmierną troską o fryzurę Kasi.
– Która godzina? – zapytała Kasia ziewając.
– Dwudziesta pierwsza trzydzieści – odpowiedział Antek całując ją w policzek. – Chyba pora spać – zasugerował córce.
– Nie mogę – powiedziała z przejęciem. – Muszę poczekać do dwudziestej drugiej.
– Po co? – zainteresował się.
– O tej godzinie ciocia Agata pozwoliła mi i Milenie otworzyć nasze prezenty – powiedziała z ekscytacją i niecierpliwością.
– Skoro pozwoliła, to poczekamy – Antek mocno ją przytulił na nowo pogrążając się w zamyśleniu.
Zanim Kasia z Antkiem weszli na górę obejrzeć prezent, zadzwoniła Zuza.
– Cześć, Dorota, widziałaś prezent? – zapytała z przejęciem.
– Nie, a powinnam? – zaniepokoiła się tonem przyjaciółki.
– Górskiej odbiło – powiedziała ze wzruszeniem. – Lepiej zobacz. Jest Antek?
– Dam ci go. – Podała mężowi słuchawkę. – Zuza – powiedziała, gdy zaskoczony przyjmował telefon.
Dorota nie pytała, o czym rozmawiali, było to oczywiste. Od nocy sylwestrowej tych dwoje nawiązało bardzo intensywną znajomość, o jednoznacznym podłożu.
Gdy skończyli, Dorota zaciekawiona poszła do pokoju z córką i mężem obejrzeć prezent od Agaty. W pudełku znajdował się łańcuszek z pięknym wisiorkiem w kształcie kwiatka. Dorota z uwagą się mu przyglądała i nie mogła uwierzyć, że mienią się na nim prawdziwe diamenty. Był też zegarek do kompletu. Antek podał go Dorocie pokazując wygrawerowany napis: „Kiedy pragniemy czegoś, to cały Wszechświat działa na naszą korzyść – Agata”. Długo przyglądał się temu zdaniu z lekkim uśmiechem. Dorota nie miała pojęcia, co to za cytat, jednak była pewna, że Antek doskonale zna jego pochodzenie.
Następnego dnia w kościele spotkali się z Zuzą, która tak jak i oni nie potrafiła skupić się na tym, co powinno być najistotniejsze. Długo, ze wzburzeniem dyskutowała z Antkiem. Dorota chciała przywołać tych dwoje do porządku, jednak odpuściła, nie chcąc wywoływać zamieszania. W trakcie mszy Antek z zainteresowaniem przyglądał się parze starszych ludzi zajmujących miejsca w ławce za nimi.
– Kto to? – zapytał go cicho Dorota.
– Rodzice Agaty – wyszeptał.
– Skąd wiesz? – zdziwiła się, nie mając pojęcia, że ich zna.
– Spójrz na oczy tego mężczyzny – odpowiedział po chwili.
Dorota dyskretnie przyjrzała się mężczyźnie w popielatym płaszczu. Jego oczy okalały ciemne rzęsy, a jasność niebieskiego spojrzenia wywoływała to, czego teraz tak bardzo potrzebowała. Za nimi stała Ulka z mężem łagodnie się do niej uśmiechając.
– Zapraszam was na obiad – Dorota po mszy podeszła do Roberta i jego żony.
– Nie – Ulka przyjaźnie pogłaskała ją po ramieniu – jutro o piętnastej widzimy się wszyscy u mnie w gabinecie. Tak, jak umówiliśmy się z Agatą – przypomniała.
– Dzwoniła do ciebie? – wtrąciła się szybko Zuza, wypytując Ulkę.
– Nie – ta zaprzeczyła. – Kontaktowała się tylko z Jackiem, prosiła byśmy byli wszyscy – powtórzyła.
– Nie wierzę! – Zuza z oburzeniem spojrzała na Antka, jak zawsze szukając w nim wsparcia. – Do nas ani słowa, a z nim rozmawia!
– Pewnie nie chciała nas absorbować w tym dniu – starał się usprawiedliwić Agatę. Mimo to Dorota miała wrażenie, że Antek wcale nie jest zaskoczony, jakby nawet nie oczekiwał, że Agata będzie kontaktowała się z nimi.
– Oszukuj się. – Patrzyła mu wymownie w oczy, jakby dzieliła się z nim tajemnicą.
– Su! – Podeszła do nich Roksi, karcąco spoglądając na córkę. – Daj spokój, zajmij się rodziną – upomniała ją. – Pozwól Agacie uregulować swoje sprawy.
– Rodzina – prychnęła z irytacją, przewracając oczyma i patrząc na grupę ludzi gromadzącą się przy Milenie. – Do jutra – rzuciła odchodząc.
Pojechali do restauracji w hotelu, gdzie było przygotowane przyjęcie. Dorota żałowała, że nie wybrała lokalu w centrum, ponieważ tu wszystko przypominało jej o Agacie. Jednak z drugiej strony wiedziała, że Zuza nie wytrzymałaby w innym otoczeniu, z trudem przyszłoby to też zapewne Antkowi. Sama Dorota wciąż miała wrażenie, że słyszy stukanie obcasów Agaty, jakby ta miała pojawić się za chwilę, stając niespodziewanie z butelką wina w progu restauracji.
Po uroczystym obiedzie Dorota z dumą zaprezentowała bliskim hotel, który na każdym zrobił wielkie wrażenie. Zabrała Wendy, Zośkę, Gośkę i Barbarę do swojego gabinetu.
– Ale żeś się ustawiła, kobieto! – Wendy podziwiała jej biuro.
– Tak to można pracować! – Gośka wyglądała przez okno, machając do Adama i dając mu znaki, że za chwilę do niego dołączy, by zapalić papierosa.
– Masz sekretarkę! – Zośka była podekscytowana. – Muszę omówić to z Wiktorem – udała oburzoną – w końcu ja też jestem dyrektorem.
Barbara była wyciszona, kontrolowała wszystko swoim matczynym wzrokiem. Przyglądała się fotografiom na biurku. Z lekkim uśmiechem odstawiła zdjęcie dziewczynek i z powagą patrzyła na zdjęcie Doroty i Antka. Dorota czuła, że Barbara celowo przeciąga wyjście, by zostały same. I tak się stało, wszyscy po chwili gdzieś się rozeszli.
– Co się dzieje? – zapytała ją teściowa łagodnie, okalając ją swoim ciepłym, a jednocześnie bardzo przenikliwym spojrzeniem.
Dorota nigdy nie umiała kłamać, w dodatku chyba nikt nie był w stanie oszukać Barbary.
– Agata, nasza przyjaciółka i właścicielka hotelu ma problemy. – Dorota usiadła na biurku. – Rozwodzi się z mężem. Nie wiemy, co będzie dalej z tym wszystkim – zatoczyła ręką szeroki łuk - w zasadzie sprawa dotyczy nas wszystkich – zastosowała wytłumaczenie Antka, nie chcąc wdawać się w niepotrzebne szczegóły.
– Dlaczego rozwodzi się z mężem? – zaskoczyła ją pytaniem.
– Będzie miał dziecko z inną kobietą – wyjaśniła, nie rozumiejąc, dlaczego akurat to ten aspekt całej sprawy najbardziej interesuje matkę Antka.
- Nie dało się tego naprawić? – drążyła. Dorota wiedziała, że Barbara wybaczyła mężowi zdradę i pokochała jego córkę, jednak wyczuwała, że tak żywe zainteresowanie nie jest spowodowane czczą ciekawością.
– On nie chciał, by mu wybaczyła – odpowiedziała zgodnie z prawdą.
Barbara pokiwała głową.
– A czy wybaczyłaby, gdyby ją prosił? Dociekania teściowej stawały się wręcz irytujące i bardzo osobliwe, ponieważ kobieta nie należała do wścibskich.
– Agata to ktoś wyjątkowy – zapewniła dobitnie Dorota patrząc jej w oczy i mając nadzieję, że w ten sposób zakończy kłopotliwą rozmowę. – Jest taka jak ty, wybaczyłaby nawet to.
Barbara zamyśliła się, będąc w tym momencie niezwykle podobną do swojego syna.

W korytarzu pomiędzy częścią hotelową a restauracją biegały dzieci, było głośno i radośnie. Dorota ucieszyła się na ten widok licząc, że rodzinny gwar zaabsorbuje ją na tyle, że choć na krótko przestanie zadręczać się tym, co dzieje się w Szwecji.
– Gdzie wy się podziewałyście? – spytał Antek podchodząc do niej i Barbary.
– Synek, my, kobiety czasami potrzebujemy pobyć bez was – powiedziała łagodnie, patrząc mu w oczy.
Dorota miała wrażenie, że Antek był zdenerwowany i unikał spojrzenia matki, wręcz od niego uciekał. Bardzo ją to zaskoczyło, nigdy wcześniej się tak nie zachowywał.
– Dorota, wypiję z chłopakami, dobrze? – zapytał z lekką złością jakby na matkę, która stojąc obok próbowała zmusić go do kontaktu wzrokowego
– Pij – wzruszyła ramionami zupełnie nie rozumiejąc ani jego, ani Barbary. Gdy Antek odszedł, jego matka zamyślona ruszyła w kierunku bawiących się wnuków. Dorota chciała biec za teściową, by wszystko jej wyjaśnić, jednak po chwili odpuściła. Nie mogła biegać za każdym i tłumaczyć, dlaczego Antek zachowuje się tak dziwnie. Zdała sobie sprawę z tego, że nawet nie miała pomysłu na to, jak go usprawiedliwić, bo jego postępowanie stawało się coraz bardziej kłopotliwe i trudne do zrozumienia też dla niej samej. Kiedy nawet bracia nie potrafili sprawić, że przestał się zamartwiać, zaczęła się niepokoić jeszcze bardziej.
– Sześciu wspaniałych. – Zośka przytuliła się do matki wskazując na swoich braci siedzących razem przy stole.
– Tak. – Patrzyła czule na synów, jednak jej spojrzenie nie było zupełnie spokojne.
– Co jest, mamo? – Zośka od razu rozpoznała jej niepokój.
– Jestem waszą matką, znam wasze serca, znam wasze dusze – powiedziała biorąc najmłodszego, jedynego wnuka na kolana.
– Mamo nie mów, nawet przez chwilę nie udało mi się ciebie oszukać? – Zośka z coraz większym spokojem wracała do chwil, które były dla niej najbardziej bolesne. Do momentów, o których z nikim dotąd nie rozmawiała.
– Nawet przez ułamek sekundy – odpowiedziała, pozbawiając córkę jakichkolwiek złudzeń.
– Oj, bujasz! – Zośka nadąsała się, po czym ruszyła w kierunku braci.
– Wiedziałam wszystko, zanim ona sama to odkryła – oznajmiła Dorocie tajemniczo Barbara.

Dorota zaczęła się zastanawiać, czy taka zdolność rozpoznawania uczuć swoich dzieci jest radością, czy też wielką męką dla matki. I poczuła dziwny lęk.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz