niedziela, 31 grudnia 2000

Rozdział 55 - Spotkanie

Patrzyła na swoje odbicie w lustrze i z trudem rozpoznawała siebie.
– Nie, nie pójdę tak – powiedziała stanowczym tonem, chcąc wycofać się z pomysłu koleżanek.
– Pójdziesz! – niemal chórem odpowiedziały jej przyjaciółki.
Ubrały ją w wąską, czarną sukienkę, pod którą nie mogła założyć bielizny, gdyż była tak opięta. Anita zrobiła jej precyzyjny makijaż, na koniec delikatnie pudrując ciemnoczerwone usta, by pozostały takimi przez cały wieczór. Rachel długo oglądała jej buty, nie potrafiąc zdecydować, które z dziesiątek szpilek będą pasowały najbardziej.
– Nie zapominaj, że jesteś spełniona przy mnie! – Anita delikatnie pocałowała ją w ramię, co przypomniało jej inne usta. – I nie napinaj się tak – upomniała zaskoczona jej reakcją.
– Jasne, bo to codzienność spotkać się z niemal byłym już mężem po półrocznej przerwie w kontaktach – westchnęła Agata.
– Pamiętaj, że my, dziewczyny z zakonu, jesteśmy silne. – Emma usiadła okrakiem na kolanach Agaty i założyła jej kosmyk włosów za ucho.
– Kiedy ostatnio spałaś z Kennetem? – zapytała ją nagle Agata, choć znała odpowiedź od chwili, gdy tylko ujrzała Emmę w klubie. Nie miała wątpliwości, że ich romans na nowo ożył.
– To nie ma znaczenia, nie łamię tym żadnego z przykazań! – Zeszła z jej kolan niezadowolona ze zwrotu w rozmowie.
– Spałaś z nim? – Lisa wpatrywała się zaskoczona w rudowłosą przyjaciółkę.
– I co z tego? – ta próbowała zbagatelizować temat.
– Może to, że nawet się nie przyznałaś – oznajmiła Anita z pretensją.
– Wczoraj – odpowiedziała z zawstydzeniem.
– Dlaczego się z tym kryjesz? – zapytała Agata, zupełnie nie rozumiejąc postawy Emmy, która była przecież wolna, tak jak i Kennet. Mieli prawo do siebie. Nie krzywdzili nikogo swoją bliskością. Agata zazdrościła całą sobą komfortu sytuacji, w jakiej znajdowało się tych dwoje.
– Głupio mi, ty się rozwodzisz, a ja nareszcie układam sobie na nowo życie. – Patrzyła Agacie w oczy.
– Jakie nowo? – Agata roześmiała się. – Chyba na staro.
Czuła się niezręcznie ze swoimi tajemnicami i z tym, że ukrywa przed wszystkimi swoje prawdziwe emocje. Oszukiwała je. Czuła się okropnie zwodząc je, że rozdarcie, zamyślenie, brak koncentracji i cierpienie spowodowane jest rozstaniem z Erickiem.
– Może ty też ułożysz sobie jeszcze na staro. – Emma uśmiechnęła się krzepiąco do Agaty, dodatkowo pogrążając ją w wyrzutach.
– Nie, Emma, ja już nie kocham Erica – powiedziała głośno, ciesząc się, że chociaż w części może być z nimi szczera. – Już nie potrafiłabym z nim być, zamykam ten rozdział jutro. – Pozbawiła je złudzeń.
Dziewczyny wymieniły się spojrzeniami, w których Agata wyczytała zawód. Naiwnie wierzyły, że to wszystko, co następnego dnia miało mieć swój finał w sądzie, można jeszcze uratować. Było jej przykro, że je zawodzi, że kończy pewien etap ich wspólnej znajomości.
– A jak ”Pan Całuśne Usta”? – zapytała nagle Rachel, chcąc rozładować niepokojącą ciszę, jaka zapanowała.
– Kto? – Choć jej serce przyspieszyło, udawała, że nie wie, o kim ta mówi. – Jej, przecież to mąż mojej przyjaciółki, ty niemoralna! – udała oburzoną i w tym samym momencie, jak obuchem, dotarła do niej brutalna świadomość, jak wstrętną jest hipokrytką.
– Mężowie przyjaciółek są aseksualni – upomniała je Anita, dodatkowo policzkując i tak już stłamszoną wyrzutami Agatę.
– Ten nie był –podkreśliła Emma wymownie z zuchwałą, rozmarzoną miną.
Agata wiedziała o tym najlepiej. Tęskniła za nim w każdej sekundzie, stale zastanawiała się gdzie jest, co robi, czy choć przez chwilę o niej myśli. Czy w rodzinnym gronie, wśród najbliższych, pamiętał o niej, o lesie, o jej ustach? Czy wspomnienie ich nagłego wybuchu namiętności powodowało w jego brzuchu ucisk tamujący oddech, sprawiający, że prawie upadał od nadmiaru szalonych emocji?
Anita nie miała skrupułów i zamówiła dla Agaty hotelową limuzynę.
– Pij czerwone wino i zostawiaj na kieliszku czerwień swojej szminki – nakazała z nutą aktorskiego uniesienia, żegnając się z Agatą w podziemiach parkingu.
– A potem wrócę do ciebie – z podobną pozą pocałowała Anitę w policzek.
Na parkingu przed wejściem do restauracji poczuła lęk i niepewność. Z trudem włożyła maskę obojętności. Ta maska była ważna, walczyła w niej nie tylko o siebie. Walczyła dla nich, walczyła dla niego.
Wzięła głęboki oddech, z lekkością wysiadła z samochodu i swobodnym krokiem wkroczyła do restauracji. Czuła na sobie spojrzenia wszystkich mężczyzn, jednak ona skupiła się tylko na jednym. Tym, którego pożądliwy wzrok pożerał ją bez cienia wstydu.
– Witaj, Ericu – przywitała się chłodno stając nad nim.
– Zapraszam – wskazał szarmanckim gestem na miejsce obok.
Eric. Jej miłość, jej beztroska, jej świat. Nie mogła zrozumieć, jak mogła nie widzieć jego brzydoty, pychy i niestosownego zuchwalstwa. Czuł się panem całego świata. Tym, którego wszelkie zamysły i zachcianki są realizowane natychmiast. Teraz miała przekonać się, jaki plan sporządził dla niej.
Siedziała i swobodnie na niego patrzyła, nie dając mu szans na poczucie przewagi, jaką nad nią posiadał.
– Jesteś piękna – wyszeptał z zadumą, przechylając się w jej kierunku.
Nic nie odpowiedziała. Nie mogła ulegać jego komplementom, mając przeczucie, że on celowo próbuje ją zwieść swoim zalotnym zachowaniem.
– Piękna Agata. – Z zachwytem kręcił głową, nie odrywając od niej spojrzenia.
– Ericu, chyba nie w czas te komplementy. – Uśmiechnęła się, udając rozbawioną. – Zdaje się, że jutro się rozwodzimy? – przypomniała mu.
Udawała obojętną, jednak fakt, iż jego fascynacja wciąż była tak silna i tak bardzo widoczna, podnosiła ją na duchu. Liczyła, że może dzięki temu uda się jej coś wskórać, ale zaraz strofowała się w myślach, uświadamiając sobie, że jej przeciwnikiem jest Eric Zimmer, człowiek skrywający swoją wielką inteligencję i przebiegłość pod maską nieokrzesanego szaleńca.
– Tak, jutro przestaniemy bawić się w piękną i bestię – powiedział z półuśmiechem, którego nie potrafiła zinterpretować.
– To była twoja decyzja – mówiła lekko, co kosztowało ją naprawdę wiele wysiłku.
– Moja – przytaknął, bacznie obserwując każdy jej ruch. – Na co masz ochotę? – zapytał, gdy kelner podszedł do ich stolika.
– Poproszę ostrygi – uśmiechnęła się do kelnera – i czerwone wino – przypomniała sobie zalecenie Anity.
– Proszę to, co pani Zimmer – Eric podkreślił wyniośle, że ona nosi jego nazwisko, co zapewne było zupełnie oczywiste dla obsługi restauracji. Jednak zrozumiała, że była to celowa zagrywka, mająca uświadomić jej, jak wielkim było to przywilejem, ba, zaszczytem.
– Rozumiem, że zaprosiłeś mnie w jakimś konkretnym celu? – Patrzyła na niego z powagą, chcąc jak najszybciej przejść do sedna i wyswobodzić się z tej niezręcznej sytuacji, w której Eric wciąż zuchwale podkreślał, że to ona jest ofiarą i musi grzecznie znosić jego zachowanie. Gdyby tylko miała pewność, że jej dyplomacja przyniesie oczekiwany efekt, mogłaby bawić się w tę grę przez długie godziny. Jednak nie ufała Ericowi, była pewna, że ma ściśle zarysowany plan, a jej pozostało cierpliwie czekać na jego wyjawienie.
– Owszem. – Uśmiechnął się lubieżnie. – Pragnąłem napawać się twoim widokiem, bogini. – Zuchwale patrzył na jej piersi, podając teczkę z dokumentami.
– Co to jest? – zapytała pełna obaw. Doskonale pamiętała wieczór, gdy wręczając jej teczkę dokumentów dał jej najcudowniejszy prezent z możliwych. Czy był aż tak okrutny, by odebrać jej go tym samym gestem?
– Zobacz – zachęcał. Wśród dokumentów znajdowała się ugoda rozwodowa, zawierająca podział majątku. Z uwagą śledziła każde słowo, by nie umknął jej najdrobniejszy nawet szczegół. Czuła, że jej serce bije jak oszalałe i była pewna, że jej policzki płoną.
– Chyba zwariowałeś! – Oddała mu papiery, z trudem opanowując emocje.
– Nie mam czasu na długie rozprawy, uważam to za sprawiedliwy podział. – Nie był zaskoczony jej reakcją. Jakby wiedział, że będzie wzbraniać się przed jego decyzją.
– Jedyne, co chcę, to hotel we Wrocławiu. – Patrzyła mu dumnie w oczy.
– Jak zawsze, idealistycznie niezachłanna. – Kręcił głową z rozbawieniem.
– Ericu, to są hotele, które zbudowałeś ciężką pracą, nie roszczę sobie do nich żadnych praw. Jedyne, na czym mi zależy, to hotel we Wrocławiu – powtórzyła. Zupełnie nie rozumiała szczodrego gestu Erica.
– Jeszcze się nie nauczyłaś, że on sam się nie utrzyma? Że musi minąć czas, zanim zacznie przynosić dochody? – Zaśmiał się, szczerze rozbawiony jej postawą.
– Poradzę sobie – zapewniła, mając w głowie kredytowy plan Ulki.
– Jestem zdumiony twoją determinacją, ty naprawdę kochasz ten hotel – wydawał się być wręcz wzruszony i dumny.
– Jest dla mnie bardzo ważny – przyznała.
– Tak – zamyślił się – jesteś prawdziwą panią Zimmer. – Kręcił z zadumą głową.
– Już niedługo, za chwilę przyjdzie kolejna – odparła chłodno. Musiała dać mu do zrozumienia, że to ją boli, gdyż zapewne tego od niej oczekiwał. Nie mogła obnażyć przed nim swojej wielkiej słabości, tego, że tak naprawdę już zapomniała o latach spędzonych z nim, że nie umiała cierpieć po tej stracie, gdyż tak bardzo zatraciła się w leśnym, zakazanym romansie.
– Ty jesteś prawdziwa. – Wypił łyk wina. – Byłem wzruszony, widząc jak ostatnie pieniądze przelewasz na konto firmowe, by zapłacić pracownikom – kpił śmiejąc się głośno. – Jak zamierzałaś dalej wszystkich utrzymać? – Był tym rozbawiony, a jednak ciekawy jej planu.
– Jak śmiałeś? – udała wzburzoną, gdy zdradził się z tym, że ich śledził i kontrolował.
– Postawa twojej wiernej gwardii zaimponowała mi bardzo. – Niczego nie zamierzał jej wyjaśniać, z niczego się tłumaczyć. – Zrezygnować z pensji? Mało który pracodawca może liczyć na takie oddanie! – Patrzył na nią z niekłamanym podziwem.
– Zapłaciłabym im w późniejszym terminie – obruszyła się.
– Z czego? – Bawił się jej walką.
– Sprzedałabym samochód – wymieniła pierwszą wartościową rzecz, jaką posiadała.
– Beze mnie? Nic byś nie sprzedała – zaśmiał się.
– Coś bym wymyśliła – zarzekała się, próbując go przekonać o swojej sile.
– Zasłużyłaś na to. – Wymownie spojrzał na teczkę. – Podpisz i jutro spotkamy się tylko formalnie, by zakończyć to wszystko.
Zabolało ją, że mówi o tym tak swobodnie. Pomimo pożądania, którego nie ukrywał, nie chciał już być z nią dłużej. Bez względu na wielkie wrażenie spowodowane jej determinacją, on jej nie chciał.
– Gdzie jest haczyk? – Ponownie sięgnęła po dokumenty.
– Nie ma – zapewnił, stając się nagle poważnym Zimmerem, dla którego w biznesie nade wszystko ważne jest dane słowo, co było jego złotą regułą. – Mam tylko jedną propozycję. – Przybliżył się. – Nie chciałbym rozstawać się z tobą w biznesie – zaproponował.
– Nie rozumiem? – Była zaskoczona jego rzeczową postawą.
– Chcę, byśmy nadal rozwijali imperium, wspólnie – wyjaśniał zupełnie poważnie.
– Jak ty to sobie wyobrażasz? – Nie potrafiła zrozumieć jego propozycji.
– To, co zbudowałaś we Wrocławiu budzi mój wielki podziw. – Stał się negocjatorem, zdobywającym kolejny ważny kontrakt, tak w każdym razie się zachowywał.
– O czym ty mówisz, przecież to hotel taki, jak wszystkie? – Nie pojmowała, czym dla Erica różni się ten hotel od pozostałych. Dla niej miał on wartość sentymentalną, ale jego nie mogła o to podejrzewać.
– Nie – zaprzeczył. – Hotel to ludzie. Ci, których ty wybrałaś, są ci bezgranicznie oddani, stworzyłaś coś wyjątkowego. – Był bardzo poważny. – Tylko ty potrafisz zbudować taki zespół, taki hotel – wyznał z podziwem.
– Eric, nie rozumiem? – Coraz trudniej rozpoznawała jego intencje.
Dolał jej wina. Jego postawa była zupełnie inna od tej, jaką prezentował na początku spotkania. Znała go takim tylko ze spotkań biznesowych, na których nieprzejednanie walczył o intratny kontrakt. Nie mogła uwierzyć, że jego podejście jest prawdziwe.
– Ja robię sobie przerwę na rok – oświadczył rozsiadając się wygodnie w fotelu. – Za rok się spotkamy, wtedy dasz mi swoją odpowiedź. Masz ochotę na spacer? – zaproponował niespodziewanie.
Tak, spacer był tym, czego potrzebowała najbardziej. Próbowała to wszystko ze sobą posklejać, poskładać w sensowną całość. Spacerowali bulwarem. Tym samym, na który zabrał ją na pierwsze spotkanie. Wszystko miał rozplanowane, dokładnie tłumaczył, jak powinna wyglądać ich współpraca. Nawet sugerował, jak Agata ma przedstawiać mediom ich rozstanie. Ze skupieniem wysłuchiwała wszystkich wskazówek. Była tak oszołomiona, że nie zareagowała nawet, gdy wziął ją za rękę. W jej głowie mnożyło się coraz więcej zagadek, pytania piętrzyły się z każdym jego zdaniem. Tak bardzo walczyła, by ich nie zadać, by nie obnażyć przed nim swojej porażki. Spacerując doszli do hotelu. Usiedli na promenadzie.
– Agata – odczytał z zadumą nazwę patrząc na statek, jej statek. – Chodź! – Pociągnął ją za sobą w kierunku trapu.
Gdy tylko weszli na pokład, podbiegł do nich kapitan.
– To zaszczyt dziś państwa gościć. – Ściskał im dłonie.
– Chcemy z żoną uczcić ten wieczór – powiedział patrząc Agacie w oczy, na co ona się tylko roześmiała.
Wszystko, co się wokół niej działo, obierało nieobliczalny kierunek. Bo jakikolwiek scenariusz próbowałaby założyć, nie była w stanie przewidzieć, że ostatni wieczór jej małżeństwa spędzi tańcząc z Erickiem, co więcej – świetnie się bawiąc. Jednak gdy oparła się o burtę i patrzyła na wodę lekkimi falami odbijającą się od statku, myślała tylko o jednej osobie. Tak bardzo pragnęła, by był przy niej. By mogła mu opowiedzieć to wszystko, śmiać się z nim z tego.
– Wszyscy mężczyźni na tym pokładzie pragną być twoimi sługami. – Z rozbawianiem podał jej kolejną lampkę szampana. Uśmiechnęła się, a on przyglądał się jej z jeszcze większą uwagą.
– Bogini – wyszeptał. – Jedyna kobieta, która jest warta tego miana.
– Oj, Ericu. – Oparła się o niego swobodnie. – Jesteś jak zawsze niepoprawny.
Pociągnął ją za rękę i posadził na skrzyni.
– Dlaczego nie zadajesz pytań, dlaczego nie zadręczasz mnie wyrzutami? – Patrzył jej w oczy z szaleństwem.
Czuła swoje wielkie zwycięstwo. Niezdawanie przez nią pytań bardziej dręczyło jego, niż ją kusiła chęć usłyszenia na nie odpowiedzi. Uśmiechnęła się niewinnie.
– Szanuję twoje decyzje. Cokolwiek postanowiłeś, zawsze się temu poddawałam. – Podniosła kieliszek wznosząc toast.
– Nie mogłem z tobą być – powiedział z powagą, ale ona położyła mu palec na ustach, udając że jest ponad to. Eric jednak musiał to z siebie wyrzucić.
– Doprowadzasz mnie do szaleństwa, cały czas mi to robiłaś! – wyrzucił z siebie ze złością i dzikim uwielbieniem. – Jesteś jak narkotyk, nie mogłem całe życie być na haju! Musiałem spróbować żyć w świecie brzydkim i trudnym.
– Ericu, o czym ty mówisz? – śmiała się beztrosko.
– O tobie... – Przysunął się do niej bliżej, wąchając jej włosy. – Ludzie przy tobie są jak odurzeni, wierzą w rzeczy niemożliwe. Ba! Robią rzeczy niemożliwe! Początkowo, gdy zobaczyłem tę twoją grupę, śmiałem się z twoich idealistycznych zapędów. Dziewczyna bojąca się swojego cienia, chłopak o autystycznej osobowości z wyrokiem za przestępstwa hakerskie i kolejna notowana, bez szans na odbudowanie swojego wizerunku. Pomijając idiotkę w recepcji, nieudolnych restauratorów i emerytowanych pijaczków w ochronie. Czekałem tylko, kiedy przyjdziesz po pomoc, kiedy będę mógł ci pomóc wywalić całą tę kadrę. A tu okazuje się, że nie przychodzisz, nieudacznicy stają się niezawodną, w pełni oddaną ekipą. Dzieją się cuda. Chłopak zaczyna nawiązywać kontakt z otoczeniem. Doris bojąca się głośniej kichnąć, najpierw staje się dyrektorem z prawdziwego zdarzenia, a potem heroicznie podejmuje ze mną walkę.
– Dorota?
– Oj, obiecałem tego nie wygadać! – Zaśmiał się ironicznie. – To ona sprawiła, że będziesz jedyną Panią Zimmer – wyznał lekko.
– Nic nie rozumiem! – Wpatrywała się w niego w osłupieniu.
– Róża nie zasłużyła sobie na to miano, nie ma klasy – parsknął ze złością.
Agata zapaliła papierosa, coraz bardziej poruszona jego wyznaniami, jednak wciąż zasłaniała się pozą beztrosko bawiącej się lalki. Tylko tak, uwodząc go, mogła rozwikłać swoje zagadki.
– A dziecko, jego nazwisko? – zapytała.
– Mój syn będzie nosił moje nazwisko – oświadczył z dumą. – Miałem się z tobą rozwieść, to był warunek, nie obiecywałem jej nic więcej, a co ona sobie w głowie ułożyła, to jej sprawa. Sama wydała na siebie wyrok.
– Wysłali ci maile – domyśliła się, odwracając głowę w stronę rzeki. Była wzruszona postawą swoich pracowników, wiernych przyjaciół. Na nowo ogarnął ją żal, że ona nie potrafi być tak oddana.
– Tak – dotykał jej ramion – ale dzięki temu moja zabawa staje się atrakcyjniejsza.
– O czym ty mówisz, jak coś takiego może cię bawić? – zapytała oburzona.
– Teraz ja będę opium, będę mamił, uwodził, dokonywał rzeczy niebywałych. Ona nie jest tobą w żadnym calu, nie zhańbiłbym ciebie, nie aż tak. Odpokutuje to wszystko. Nie mam nad nią aż takiej mocy, jaką ty masz nade mną, ale moje pieniądze owszem. Coś, co na ciebie niestety nigdy nie działało.
– Niestety – zakpiła udając zasmuconą.
Zbyt zuchwale jej dotykał. Nie miała na to ochoty, ale chciała, by odpowiedział na jeszcze kilka niezadanych pytań.
– A teraz… – wyszeptał jej do ucha, próbując włożyć rękę pod sukienkę.
– A teraz, Ericu, będziesz miał dziecko. – Odwróciła się, powstrzymując jego rękę. – Będziesz cudownym ojcem. – Udała zupełnie pogodzoną z tym faktem, pomimo bólu jaki w niej powodował.
– Tak, będę miał syna. – Patrzył na wodę. – Z kobietą, która nie jest tobą – stwierdził z wyraźnym bólem.
– Twój wybór. – Zaciągnęła się papierosem.
– Nie mogłem mieć z tobą dziecka, zwariowałbym, oszalałbym z zazdrości – zaczął tłumaczyć jej rozgorączkowany. – Obsesyjnie bałem się, że mnie odtrącisz poświęcona macierzyństwu. Zrobiłbym mu krzywdę, gdyby dotykało twoich piersi, ssało je. Nie umiałbym się tobą dzielić, nawet ze swoim dzieckiem – wyznał przejęty.
Coraz trudniej było jej okazywać opanowanie. Wypiła szampana do końca, próbując zapanować nad sobą. Choć adorował ją, zadawał swoimi wyznaniami dotkliwy ból.
– Będziesz musiał się dzielić Różą – kontynuowała, chcąc jak najszybciej dotrzeć do finiszu.
Roześmiał się rozbawiony, bardzo głośno i spektakularnie.
– Chyba sobie żartujesz! – zanosił się. – Jej ciało nigdy nie będzie twoim... – Zbliżył się, próbując ją pocałować. Odsunęła się od niego. Dotknęła delikatnie jego policzka, po czym pocałowała subtelnie.
– Dobranoc, Ericu – wyszeptała mu do ucha.
– Kicia, ta ostatnia noc, oficjalnie przecież wciąż jesteśmy małżeństwem. – Był pobudzony i podniecony.

– Ericu, czekałam pół roku, teraz ktoś na mnie czeka w hotelu. – Wzruszyła ramionami, udając skrępowanie. – Do jutra! – Pocałowała go w policzek i zbiegła z pokładu.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz