niedziela, 31 grudnia 2000

Rozdział 56 - Napięcie

Nie wytrzymywała w domu. O trzynastej postanowiła uciec od rodziny Karola, od ich śmiechu i bezsensownej paplaniny. Nie potrafiła odnaleźć się w ich serdeczności, nie teraz, gdy ktoś tak bardzo jej bliski walczył w tym samym czasie w sądzie o wszystko.
– Karol! – zawołała go do przedpokoju. – Ja jadę. – Spojrzała na męża przepraszająco.
– Jedź. – Pokiwał głową wiedząc, jak bardzo to przeżywa.
– Nie jesteś na mnie zły? – upewniła się przejęta.
– Nie – przytulił ją – zadzwoń, jak już będziesz coś wiedziała. – Ja się nimi zajmę. – Uśmiechnął się porozumiewawczo.
Wybiegła bez słowa do samochodu. Podjechała pod dom matki i kilka razy nerwowo uderzyła w klakson.
– Zwariowałaś? – upomniała ją Roksi, wsiadając do auta.
– Możliwe – odpowiedziała wyjeżdżając spod swojego rodzinnego domu.
Szły szybko hotelowym holem w kierunku biura Agaty, gdzie byli umówieni. W gabinecie była tylko Ulka.
– Już? – Spojrzała na nie zaskoczona.
– Jeszcze nikogo nie ma? – zdziwiła się Zuza.
Wyszła do kuchni i zrobiła trzy kawy. Gdy z nimi wróciła, był już Jacek. W sposób dla niej niepojęty jego obecność napełniła ją wzruszeniem.
– Jeśli chcesz, wypij moją – podała mu swój kubek – i tak nic nie przełknę.
Chłopak bez słowa przyjął kubek i dosypał do bardzo słodkiej już kawy jeszcze dwie łyżeczki cukru.
O czternastej trzydzieści niemal namacalne napięcie wprost elektryzowało powietrze.
– No, gdzie ty jesteś? – zdenerwowana Ulka krzyczała do telefonu, rozmawiając z mężem.
Po chwili do biura wpadła Dorota z Antkiem, a zaraz po nich pojawił się Robert.
Nikt nie wysilał się na jakiekolwiek rozmowy. Siedzieli w skupieniu w gabinecie Agaty patrząc to na zegar, to na telefon. Jacek spod jej biurka wyciągnął książkę.
– „Przewodnik Wojownika Światła” – przeczytał ze śmiechem, ale nikt mu nie wtórował. Antek podszedł, zabrał mu ją i zaczął bezmyślnie przeglądać stronice.
O piętnastej telefon milczał, o piętnastej dwadzieścia nadal.
Antek zdenerwowany chodził po gabinecie.
– Siadaj! – Zuza nie wytrzymała jego ciągłego, nerwowego marszu.
– To pomaga. – Spojrzał zachęcająco na Zuzę.
Su przeszła się po gabinecie i wróciła na swoje miejsce.
– Nie pomaga – powiedziała z pretensją w głosie.
Ulka leżała na biurku i nawijała sobie włosy na palce.
Robert złapał jej kosmyk i próbował zrobić to samo, ale odsunęła jego rękę stanowczym gestem.
– To moje natręctwo – oznajmiła poirytowana.
Dorota z trudem powstrzymywała łzy. Co chwilę zaciskała pięści.
Jacek rysował na podkładce Agaty abstrakcyjne wzory, które zajmowały coraz większą przestrzeń.
Tylko Roksi ze spokojem ścierała kurz z mebli.
Zadzwonił telefon. W pierwszej chwili rzucili się w jego kierunku, po czym próbowali ustalić kto ma odebrać. Ulka stanowczym ruchem włączyła system głośnomówiący.
– Cześć! – przywitała się z nimi Agata. – Już po – powiedziała z wyraźną ulgą.
Zuza w jej głosie od razu rozpoznała, że wszystko poszło dobrze, jednak większość nie znała jej aż na tyle. No, może Roksi, która delikatnie uśmiechnęła się do Zuzy. I Antek, który spojrzał porozumiewawczo na Zuzę, oczekując, że potwierdzi jego wrażenie. Z radością skinęła głową.
– Jest dobrze – mówiła spokojnie Agata. – Hotel jest nasz.
Wszyscy odetchnęli z ulgą, wymieniając szybkie spojrzenia.
– Ciężko było? – dopytywała Ulka.
– Nie – zaśmiała się Agata. – Mało tego. Zostawił mi też hotele w Sztokholmie, w Malmö i Norwegii. Co wy na to?
– Pierdzielisz! – Ulka patrzyła z niedowierzaniem na telefon. – Masz na to papiery?
– Mam wyrok sądu – obwieściła triumfalnie. – Zresztą, o nic nie musiałam walczyć, to była propozycja Erica.
Wymienili zszokowani spojrzenia, gdyż takiego gestu ze strony Zimmera nikt się nie spodziewał.
– A ty się łaskawie zgodziłaś? – zadrwiła Zuza nie kryjąc podekscytowania.
– Fakt, trochę się opierałam – żartowała. – Wymieniłam hotel w Finlandii na ten w Norwegii – dodała.
– Wariatka! Co to za różnica? – zapytała ją Ulka.
– Dla mnie zasadnicza, ale najważniejsze, że już po wszystkim i muszę wam uroczyście podziękować. To, że Eric tak bez oporów mi to wszystko oddał, to wasza zasługa – ogłosiła z wdzięcznością.
– Nasza? – niespodziewanie odezwała się Dorota.
– Tak, kochanie – Agata jak zawsze zwróciła się do niej z czułością, teraz jeszcze bardziej wyczuwalną. – Ładnie to tak knuć za moimi plecami?
– Powiedziałaś, że możemy robić to, co uważamy za słuszne – włączył się Jacek, broniąc Doroty. – A to było jedyne wyjście po tym, jak uznaliśmy, że zwariowałaś.
Zuza zaczęła przyglądać się wymownym spojrzeniom Doroty i Jacka. Ich porozumienie zaczęło ją już niepokoić, ale postanowiła zastanowić się nad tym później.
– Aż mi żal Róży – powiedziała z sarkazmem Agata, jednak bez cienia współczucia. – Jesteście niesamowici.
– Kochanie, powiedz, jak ty to przeżyłaś? – zapytała ją Roksi, jako jedyna interesując się czymś więcej niż hotelem.
– Roksi – Agata z czułością wypowiedziała jej imię. – Nie sądziłam, że jestem tak silna – stwierdziła z dumą. – Dzień wcześniej spotkałam się z Erickiem i powiem wam, że jedyne co we mnie wywołał, to rozbawienie. Jest jak dziecko, ale już nie moje – mówiła spokojnie.
– Co dalej? – zapytała Ulka swoim zwyczajnym, służbowym tonem, dając do zrozumienia, że oczekuje na dalsze wskazówki Agaty odnośnie organizacji pracy.
– Słuchajcie. – Nabrała powietrza. – Su, tylko nie krzycz – ostrzegła. – Ja muszę tu zostać na jakiś czas, za dwa tygodnie usankcjonuje się rozwód, do tego czasu chcę obejrzeć moje włości – zaśmiała się wymownie. – Muszę pozałatwiać tu trochę spraw.
– Potrzebujesz pomocy? – zaoferował się Robert.
– Dzięki, ale powinnam sobie poradzić, nie martwcie się już o mnie, proszę.
Zuzie w ogóle się to nie podobało. Coś jej się nie zgadzało. Niestety, nie potrafiła jeszcze rozpoznać co.
– Kiedy wrócisz? – dopominała się.
– Nie wiem – powiedziała z lekkim żalem. – Proszę, zrozumcie mnie, jak to wszystko tu poustawiam, chcę odpocząć – zrobiła przerwę. – Potrzebuję sama ze sobą dojść do ładu. Proszę, uszanujcie to – była bardzo poważna.
– Ile potrzebujesz czasu? – Zuza nie ulegała jej tonowi.
– Su, błagam – jęknęła z wyrzutem. – Jak będę gotowa, dowiesz się pierwsza, obiecuję.
– To znaczy? – Nie ustępowała, chcąc wymusić na przyjaciółce podanie konkretnego terminu.
Ta nie odpowiedziała.
– Co dalej mamy robić? – zapytała Dorota.
– Cieszcie się! – Na nowo była roześmiana. – Zróbcie sobie dziś przyjęcie, ja stawiam. Bawcie się dobrze, to polecenie służbowe! – zarządziła, choć Zuza w jej tonie wyczuwała tęsknotę. Więc dlaczego tak uparcie chciała być od nich daleko? Nic się jej nie składało w logiczne wyjaśnienie.
– Bez ciebie to nie to samo – powiedziała Dorota.
– Nie zauważycie nawet, że mnie nie ma. Ja też dziś to opijam – Zuza była pewna, że usłyszała cień smutku w jej głosie. – Aha – dodała po chwili – Dorota, Jacek, odwieszam szlaban na Anitę – ogłosiła.
– Cieszymy się bardzo – burknął Jacek ze skierowanym do koleżanki grymasem, który mógł oznaczać uśmiech.
– Jeszcze raz wam dziękuję. Cieszcie się, jesteśmy obrzydliwie bogaci! – mówiła z podekscytowaniem i radością, na które prawie każdy się nabrał.
Gdy Agata się rozłączyła, popatrzyli po sobie zaskoczeni i uradowani. Jednak nie wszyscy tryskali entuzjazmem.

Zuza nabuzowana złością stała przy oknie. Nie potrafiła cieszyć się ze wszystkimi, nie bez Agaty. Przypomniała sobie o Antku, on na pewno ją rozumiał. Odwróciła się, chcąc o to zapytać, ale nie było go w gabinecie.  

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz