niedziela, 31 grudnia 2000

Rozdział 57 - Ucieczka

W zamyśleniu wpatrywała się w widok rozpościerający się z tarasu. Odłożyła na stolik telefon, wymieniając go na papierosa. Zrezygnowana oparła się o balustradę i spojrzała w przestrzeń dzielącą ją od ziemi. Wystraszona swoimi myślami cofnęła się i usiadła w rattanowym fotelu. Opatuliła się pledem chroniąc plecy przed chłodnym wiatrem.
– Byłeś tam? – zapytała cicho siebie. – Czy mi uwierzyłeś? – Starła łzy z policzków. W tym niemal absolutnym zamyśleniu, jak odrętwiała, przesiedziała dwa kwadranse. W końcu musiała wyrwać się z natłoku dręczących ją myśli, wspomnień. Zaczęła bez celu przemieszczać się po apartamencie. Próbowała sprzątać, ale niestety nie miała co. Włączyła telewizor, ale szybko się nim znudziła. Weszła do garderoby i włożyła garnitury Erica do pokrowców. Do walizek spakowała resztę jego rzeczy.
– Mogę wejść? – usłyszała głos ex-męża w domofonie.
– Jasne. – Wcisnęła przycisk i bez cienia emocji czekała, aż pojawi się w drzwiach.
Wszedł z wielkim bukietem róż, które podał jej przesadnie szarmanckim gestem.
– Dlaczego róże? – zapytała, patrząc na niego chłodno.
– To taki mały dowcip – pocałował ją w policzek – ale nie widzę twojej dziewczyny? –
Rozglądał się za Anitą. Ten żart, choć była pewna, że Eric pozna się na nim szybko, okazał się jednak dobrym pomysłem. Naprawdę w to uwierzył i nawet nie krył swojego zafascynowania zaistniałą sytuacją.
– Nie chciała się z tobą spotkać – powiedziała bez ogródek. – Przynajmniej na razie. Napijesz się czegoś? – zaproponowała.
– Kawy. – Usiadł przy stole. – Mocnej, długa droga przede mną. A ty, kiedy wracasz? – Rozglądał się z nostalgią po apartamencie, jakby się żegnał z każdym przedmiotem po kolei, jednak na Agacie jego teatralne zachowanie nie robiło żadnego wrażenia.
– Zostanę tu jeszcze trochę – odpowiedziała na pytanie podając mu filiżankę.
– Jadę doprowadzić Różę do spazmów – roześmiał się. – Jak jej powiem, ile dostałaś, oszaleje! – Wydawał się być zachwycony nową rozrywką.
– Zrobiłeś to tylko dlatego, by jej dopiec? – zapytała z urazą.
– Nie, Kicia, znasz mnie, to ci się należało – zarzekał się.
– Kiedyś mi się wydawało, że cię znam. – Popatrzyła mu w oczy. – Ale okazało się, że jednak nie. – Musiała mu to powiedzieć, jednak nie poczuła żadnej ulgi. Sama przecież miała oblicze, którego się wstydziła, nie potrafiłaby go odkryć nawet przed niemoralnym Erickiem.
– Poradzisz sobie – zapewnił ją.
– Tak, oczywiście, jestem cyborgiem – zachichotała sarkastycznie.
Eric nie był dobrym rozmówcą, jeśli wymiana zdań schodziła na egzystencjalne, ważkie tematy. Zniecierpliwiony poważnym tonem rozmowy zaczął interesować się walizkami przygotowanymi przez Agatę.
– Wszystko spakowałaś? – zapytał patrząc na torby.
– Zdaje się że tak. Jeśli coś znajdę, oddam ubogim – zaproponowała, na co ten skinął głową, zgadzając się na jej sugestię.
– Zobaczymy się za rok? – nawiązał do ich ewentualnej współpracy.
– Nie wiem, Ericu. – Nie chciała go zwodzić, jednak instynkt podpowiadał jej, że powinna zostawić sobie furtkę na każdą ewentualność. – Jak się okazuje, nie jesteśmy w stanie przewidzieć tego, co może się wydarzyć – wybrnęła na pozór niejednoznacznie z odpowiedzi na pytanie.
– Będę naciskał – ostrzegł.
– Jak Ozzy? – zapytała, z trudem zmieniając temat.
– Ozzy nie jest tak silny jak ty. – Spojrzał na nią szybko. – Dość ciężko odchorował to rozstanie. Nie krył poirytowania słabością psa.
Miała łzy w oczach, gdy usłyszała, że jej wierny przyjaciel cierpiał.
– Dlaczego mi go zabrałeś? – zapytała z pretensją i niezrozumieniem.
– Co za ironia! – zaśmiał się nieszczerze. – Nie zadałaś mi pytania, dlaczego cię zdradziłem, zostawiłem, będę miał dziecko z inną kobietą. Jedyne pytanie dotyczy psa. Dlaczego go zabrałem? – Spojrzał uważnie w jej oczy. – Bo za często go dotykałaś, całowałaś – powiedział dobitnie.
Po wyjściu Erica jedyne czego pragnęła, to cisza i spokój. Jednak tego dnia nie było jej dane ich zaznać. Wieczorem rozpoczęło się opijanie rozwodu. Dziewczyny przygotowały dla niej imprezę z najbardziej absurdalnymi atrakcjami. Jedną z nich było rzucanie lotkami w podobiznę Erica. Anita celnie trafiała w krocze, Agata w serce.
– Dzwoniła do mnie Dorota – powiedziała Anita uśmiechając się, gdy leżały już w łóżku, wyczerpane całonocną imprezą.
– Cieszysz się? – Przytuliła się do niej.
– Lubię Dorotę – zapewniła Anita, głaszcząc przyjaciółkę po głowie.
– Ja też. – Zamyśliła się, pragnąc nie czuć tego bolesnego ucisku w sercu.
Kolejne dni były ciężkie. Tęsknotę, okrutną potrzebę ciała, trudno było oszukać pracą.
Tak bardzo chciała wymazać go z pamięci, jednak coraz bardziej wspomnienia wymykały się spod jej kontroli. W każdej chwili zastanawiała się, gdzie on jest, z kim i co robi. Z trudem odkładała laptop, by nie odczytać swojej poczty.
Długa rozmowa ze Stefani była bardzo motywująca. Nie spodziewała się, że uda im się wypracować jakikolwiek kompromis, a o współpracy nawet nie marzyła. Jednak Stef pomimo swojego dystansu, zobowiązała się jej pomóc.
Pojechały z Anitą do Norwegii, do Malmö. Przez kilka dni mieszkały w domku w lesie. Gdy wróciły do Sztokholmu, w recepcji czekała na nią przesyłka. Rozpakowała pakunek i usiadła na schodach.
„Zapomniałaś”. Tylko tyle i aż tyle wyczytała w załączonym liściku.
– Co to za książka? – zainteresowała się Anita widząc, jak Agata z trudem nabiera powietrza.
– Zapomniałam jej. – Uśmiechnęła się do przyjaciółki, próbując ją zmylić.
– I dlatego niemal straciłaś przytomność? – Uważnie się jej przyglądała.
– To ważna książka. – Tuliła ją niczym talizman. Tyle wspomnień było z nią związanych, tyle doznań.
Nie, nie mogła jeszcze wrócić. Teraz była tego pewna. Tylko... Czy kiedykolwiek będzie mogła?
– Kiedy wracasz? – zapytała ją Anita, gdy jadły śniadanie.
– Co, już się nudzisz? – rozpoznała od razu.
– Mam sesję w Mediolanie – wyjaśniła znużona, wybierając owoce z musli i celnie trafiając nimi do śmietnika ustawionego pod ścianą.
– To jedź, ja chcę jeszcze odwiedzić Henry'ego. – wiedziała, że Anity nie da się zatrzymać, że i tak była przy niej bardzo długo, zważywszy na wszystkie niekomfortowe okoliczności.
– Jesteś pewna? – Anita była pełna obaw i w pełni gotowa do poświęceń.
– Tak, zabrałam ci dostatecznie dużo czasu. A Eric poinstruował mnie, jak rozmawiać z seniorem.
Anita spakowała swoje rzeczy następnego ranka. Agata też. Nie chciała już dłużej mieszkać w tym hotelu. Coraz bardziej tęskniła za Polską.
U Henry'ego spędziła trzy dni. Rozmowa nie była łatwa, ale mądrość i doświadczenie starca zwyciężyły. I choć wiedziała, że jest mu z tym bardzo ciężko, starał się, by ten czas był dla niej beztroskim odpoczynkiem. Za dnia dużo spacerowali, jeździli konno, wieczorami ogrywał ją w szachy.
– Zawsze będziesz dla mnie jak córka – wyznał jej na pożegnanie.
– Nie gniewaj się na niego – poprosiła, nie chcąc utrudniać Ericowi jeszcze bardziej relacji z ojcem.
– Odwiedzisz mnie jeszcze? – zapytał z nadzieją.
– Tak, staruszku. – Śmiała się przez łzy, wtulając w niego. – Odwiedzę – zapewniła.
Co dalej? Co dalej? To jedyne, co ją trapiło. Przekroczyła granicę z Polską, jednak nie mogła jeszcze wrócić tam, gdzie wyrywało się jej serce. Upał jej doskwierał. Pomimo klimatyzacji nie wytrzymywała palącego słońca. Zatrzymała się w zajeździe w lesie z satysfakcją odkrywając, że jest tam zasięg internetowy. Odpisała Jackowi na maila, podając nowe instrukcje odnośnie poszukiwań, które były ich tajemnicą. Cieszyła się, że jest tak bardzo wytrwały. Walczyła ze sobą, by nie odczytać pozostałych wiadomości. Zajrzała do skrzynki, która służyła jej do komunikowania się z Polą, próbując przypomnieć sobie, kiedy ostatni raz kontaktowała się z nią. Gdy zobaczyła wiadomość, jej serce przyspieszyło. Pola od czterech dni była w Polsce, w Krakowie. To było światło w tunelu, za którym zamierzała podążyć.
– Agata? – Pola odebrała z niedowierzaniem głosie.
– Gdzie się zatrzymałaś? – zapytała wprost.
– Przyjedziesz? – spytała z wielką nadzieją.
– Tak, będę wieczorem – odpowiedziała Agata z ulgą, mając w końcu jakiś nowy punkt docelowy.
Pola podała jej nazwę pensjonatu, adres i numer.
Miała cel, zadanie, czas na walkę. Do wszystkich napisała po kilka zdań. Długo myślała, czy wysłać wiadomość i do Antka. Otwierała i zamykała swój laptop. Tego, co chciałaby napisać, nie mogła. W radio słyszała ich piosenkę, jedną z wielu, więc po prostu ją zacytowała.
„Ty, ty mnie dobrze znasz, wszystko o mnie wiesz Wiem, wybaczasz mi, że wszystko przeze mnie.”
Agata
Co było do przewidzenia, całą drogę żałowała, że wysłała tego maila, było to złamaniem danego sobie słowa. Była na siebie zła. Mimo to myślała tylko o tym, czy już go odczytał i czy jej odpisze.
Do Krakowa dojechała w nocy, a gdy znalazła pensjonat dochodziła już pierwsza. Pomyślała, że prześpi się w samochodzie, a rano zamelduje.
Wysiadła tylko by się przeciągnąć i zapalić papierosa.
– Ma pani ognia? – usłyszała za plecami męski głos i wystraszona gwałtownie się odwróciła.
– Tak – odpowiedziała z ulgą, widząc młodego chłopaka, za którym stała grupa młodzieży z pakunkami na plecach.
Podała mu zapalniczkę.
– Mieszkacie tu? – wskazała na pensjonat.
– Tak. – Patrzył na nią ze zdziwieniem.
– Mieszka tu moja przyjaciółka – powiedziała do grupy, która ją otoczyła, wymieniając się jej zapalniczką.
– Rosjanka? – pewnie zapytała dziewczyna w długich dredach.
– Skąd wiesz?
– Bo oprócz nas nikt tu nie mieszka – zaśmiali się.
– Rozumiem – uśmiechnęła się do nich – myślicie, że mogę się jeszcze o tej porze zameldować? – zapytała niepewnie.
– Jasne – odpowiedział jeden z chłopaków. – Henia zawsze na nas czeka.
– To właścicielka pensjonatu – wyjaśnił chłopak z wielkim plecakiem. – Jestem Krzysiek. – Wyciągnął do niej rękę.
– Agata – odpowiedziała ściskając jego dłoń.
– Masz zamiar tu zamieszkać? – Chłopak z zaciekawianiem oglądał jej samochód.
– Chyba tak – oznajmiła bez przekonania, widząc konsternację młodzieży.
– To się Henia ucieszy! – rzucił ktoś z grupy.
Weszła na nimi do pensjonatu. Przyglądała się im z zaciekawieniem. Byli niezwykli. Młodzi, zintegrowani i z pasją, którą nieśli na swoich barkach. Palety, które dźwigali na plecach świadczyły, że są artystami, a ich niecodzienne stylizacja włosów i ubrań - że niepokornymi.
– Cicho, dzieciaki! – usłyszała od progu zdenerwowany głos kobiety. – O której to się wraca? – karciła ich.
– Pani Heniu, ale my gościa prowadzimy, i to nie byle jakiego! – Wskazali na Agatę.
Kobieta zaskoczonym wzrokiem zmierzyła od stóp do głów elegancką kobietę.
– Pani to chyba pensjonaty pomyliła – powiedziała w końcu z uwagą, próbując ukryć przed Agatą kieliszek i opróżnioną do połowy butelkę wina.– Ta pani to koleżanka tej Rosjanki – wyjaśniła jedna z dziewcząt.
– Ach, to pani! – Wciąż obserwowała Agatę z niedowierzaniem. – Na pewno chce pani tu mieszkać?
– Tak. – Zdziwiona Agata wzruszyła obojętnie ramionami. – Oczywiście, jeżeli jest coś wolnego. – Nie rozumiała obaw kobiety.
Wszyscy się roześmiali.
– Spać, ale już! – pogoniła ich właścicielka, sama nie kryjąc rozbawienia słowami Agaty. – Przepraszam – usprawiedliwiała się.
Agata podała jej swój dowód.
– Proszę go schować, to nie hotel. – Kobieta wciąż przyglądała się jej zaintrygowana. – Nie wiem, czy jutro się pani nie wyprowadzi, moje standardy nie są zbyt wysokie, tu tylko młodzi, bez pieniędzy się zatrzymują – tłumaczyła.
– Nie szkodzi – Agata nie przejmowała się niczym, była gotowa podjąć każde wyzwanie, by oddalić chwilę, gdy nie będzie miała już ucieczki.
– Jest wspólna łazienka na piętrze – uczciwie uprzedzała o wszelkich niedogodnościach Henia.
– Poradzę sobie – zapewniła.
Agata uśmiechnęła się słysząc rozchodzące się na górze głosy przemieszczającej się młodzieży.
– To dobre dzieciaki – zapewniła ją pani Henia. – Oni zjawiają się tu co roku i wtedy to miejsce ożywa. Postaram się ich trochę okiełznać, by nie przeszkadzali.
– Proszę się mną nie przejmować – uspokoiła ją biorąc klucz.
– Oni całe dnie spędzają na rynku, sprzedają swoje prace, w nocy robią trochę hałasu – mówiła do wchodzącej po schodach Agaty.
Ale ta jedyne czego pragnęła, to nareszcie spokojnie usnąć. I akurat temu z jej marzeń było dane się ziścić.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz