niedziela, 31 grudnia 2000

Rozdział 58 - Wierny ogrodnik

Odczuli wielką ulgę. To, o co tak bardzo walczyli, należało do nich. Był bankiet i wielka radość. Jednak nie wszyscy brali udział w niej udział. Zuza bawiła się tylko pozornie, a Antek zdawał się jej w tym wtórować. Dorota zaczęła coraz uważniej ich obserwować. Wciąż byli razem, zupełnie nie potrafili się zintegrować z resztą w fetowaniu zwycięstwa.
– Co wam jest? – zapytała, gdy po raz kolejny zastała ich siedzących przy stole, jak zwykle tylko we dwoje.
– Nie wierzę, że ona to wszystko tak spokojnie przechodzi – powiedziała Zuza.
– Jest z nią Anita. Dzwoniłam do niej, mówiła mi, że Agata dobrze to wszystko znosi – zapewniła ich Dorota, pełna zaufania co do zapewnień szwedzkiej przyjaciółki.
– Nie podoba mi się to. – Zuza nie dawała się przekonać.
– Ty też uważasz, że Agata potrzebuje wsparcia? – zwróciła się do męża.
– Nie znam jej tak dobrze, jak Zuza – odpowiedział wymijająco, sugerując jednak, że ufa przeczuciom Su.
Dorota wzmogła czujność. Będąc z Ulką i Jackiem cieszyła się ze zwycięstwa. Przy Antku i Zuzie starała się zrozumieć postępowanie Agaty, co nie było proste.
Jedynym łącznikiem pomiędzy byłą Zimmer a nimi był Jacek. Tylko z nim się kontaktowała. Dorota szybko to sobie wytłumaczyła. Wszyscy byli bardzo emocjonalnie zaangażowani w życie Agaty, tylko Jacek był najbardziej zdystansowany i trudno było go sprowokować do niepotrzebnych lęków i paniki, więc nic dziwnego, że wybór padł na niego.
Jednak Agata wciąż nie wracała, co było coraz bardziej odczuwalne i niepokojące.
Pomimo, że Jacek co rano przekazywał wszelkie polecenia i wskazówki od niej, zaczynali poważnie się martwić.
– Koniec zabawy. – Zuza wparowała na ich poranne spotkanie, za nią wszedł Antek. – Łącz mnie z nią – rozkazała Jackowi.
– Zapomnij – odpowiedział krótko, nawet nie spojrzawszy w jej kierunku.
– Muszę z nią porozmawiać! – Starała się być dyplomatyczna, choć kipiała złością.
– Nie mogę – Nic sobie z niej nie robił.
– Jacek – odezwał się Antek – Zuza zna Agatę najlepiej, to jej zniknięcie nie jest normalne, po prostu pozwól jej się z nią skontaktować – starał się wpłynąć na chłopaka.
– Przekażę pozdrowienia od was obojga – powiedział ten z ironią zamykając temat.
Rozpętała się burza. Codziennie rano na zebranie wpadała Zuza z coraz większą determinacją żądając kontaktu z Agatą.
– Prosiła jeszcze o czas, spadajcie – za każdym razem obojętnie odpowiadał Jacek.
Dorota znalazła się w absurdalnej sytuacji. Z jednej strony przyjmowała racjonalne wytłumaczenie Jacka, który zapewnił ją i Ulkę, że Agata potrzebuje jeszcze czasu i muszą to uszanować, a z drugiej była bombardowana histerycznymi atakami niepokoju Zuzy, którą wspierał Antek.
– Pierdolony wierny ogrodnik! – wygrażała Zuza. – Dorota, musisz na nim to wymóc! – Uklękła przed nią błagalnie.
– Ja? – Patrzyła oniemiała, nie rozumiejąc, jakim sposobem mogłaby dotrzeć do Jacka.
– Tylko ty masz na niego jakiś wpływ – zdesperowana Zuza w ciemno zakładała taką możliwość.
– Chyba mnie przeceniasz! – Nie czuła się na siłach sprostać oczekiwaniom przyjaciółki.
– On ciebie lubi, tylko ciebie przepuszcza w drzwiach – wysunęła najbardziej bezsensowny argument.
Szczyt nastąpił lipcowego poranka, gdy każdy na swojej poczcie odczytał wiadomość od szefowej. Ulka sama zadzwoniła do Zuzy, czytając jej na głos swojego maila.
„Ula, proszę jeszcze o czas. Wiem, że dasz radę. Jesteś stworzona do tej roboty. Ty to wiesz, ja to wiem, oni też. Agata.”
– Zajebiście! – krzyknęła Zuza. – To jej odpisz, że nie dajesz rady – wpadła raptem na świetny pomysłem.
– Ona naprawdę nie zamierza jeszcze wracać – Ulka z przejęciem patrzyła w swój monitor, pierwszy raz okazując w sprawie zniknięcia szefowej niepokój.
– Ty coś dostałaś? – zapytała Zuza Dorotę.
– Tak – powiedziała nieśmiało, nie mając odwagi przeczytać wiadomości na głos.
– Co? – dopominała się Zuza.
– Napisała, że mam się nie zamartwiać, że jest jej to naprawdę potrzebne – wymyśliła na poczekaniu.
– Dostałeś coś? – zapytała z kolei Antka.
– Tak. – Zamyślił się. – Coś podobnego w treści jak mail do Doroty – odpowiedział, jednak Dorota ku swojemu zaskoczeniu wyczuła, że również i on okłamał Zuzę.
– Hm! Okazuje się, że ja dostałam najdłuższego maila! – Ze złością otworzyła swoją pocztę i odczytała: „Zuzka, proszę, uspokój się. Uwierz, że to co robię, jest ważne, nie tylko dla mnie. Wrócę, obiecuję. I choć wiem, że żadna siła nie jest w stanie cię przekonać, że robię coś rozsądnego, coś mądrego i potrzebnego, to zaufaj mi jednak. Kocham Cię, Siostrzyczko.”
– Ja jej pokażę! – zamyśliła się. – Zwolnij Jacka – zażądała, patrząc na Dorotę.
– Zwariowałaś! – oburzyła się Ulka.
– Nawet jakbym chciała, nie mogę. – Dorota wyjaśniała rzeczowo – Jest poza moim zasięgiem. Jego, Ulkę, główną księgową i mnie może zwolnić tylko Agata – powiedziała prawdę, więc przyszło jej to łatwo.
– Super! – Zuza ze złością uderzyła pięścią w stół. – Dorota, musisz przydusić okularnika – tym razem jej głos przybrał błagalny ton.
Czuła się idiotycznie, idąc korytarzem, na końcu którego było biuro Jacka. Mały, zagracony pokój, w którym nigdy nie było sprzątane. Zapukała.
– Wejdź – zawołał ją Jacek. Po tonie poznała, że wiedział, kto stoi za drzwiami.
– Nudzisz się? – zaśmiała się, widząc go, bawiącego się monitoringiem.
– Sprawdzam, czy ta wariatka nie zbliża się z nożem do mojego biura – powiedział.
Dorota zdjęła z krzesła karton i usiadła naprzeciwko kolegi.
– Będziesz tu siedziała, aż mnie złamiesz? Trochę ci zejdzie. – Spojrzał na nią obojętnie, zupełnie nie przejmując się jej obecnością.
– Nie – zaśmiała się. – Będę tu siedzieć, aż Zuza uwierzy, że robiłam wszystko, by z ciebie cokolwiek wyciągnąć.
– Nie łudzisz się więc, że coś ci powiem? – upewnił się.
– Nie – zaręczyła.
– Co, też się zastanawiasz, ile Agata płaci mi za moje milczenie? – przytoczył jeden z zarzutów, jaki wystosowała Zuza, próbując go przekupić, by ten się złamał i podał jej namiary do szefowej.
– Nie sądzę, że o to chodzi – odpowiedziała.
– Jakie są twoje teorie? – podtrzymywał rozmowę zaskakując tym Dorotę
– Nie mam żadnych – wyznała szczerze, gdyż tak naprawdę nie zastanawiała się wcześniej, dlaczego Jacek tak spokojnie i zdecydowanie odpiera wszelkie ataki na swoją osobę jeśli chodzi o dostęp do Agaty. – Jednego jestem pewna. Gdyby działo się coś złego, na pewno nie siedziałbyś bezczynnie.
Spojrzał na nią zaskoczony jej wyznaniem, ale nic nie odpowiedział. Nastało milczenie, jednak pierwszy raz poczuła się z tym niekomfortowo, co zapewne było wynikiem tego, że tym razem to ona bezczynnie siedziała w jego biurze. I by nie zacząć z nudów sprzątać w naprawdę nieuporządkowanym gabinecie, postanowiła kontynuować dialog.
– Opowiedz mi coś o sobie – poprosiła go. – Nie będę tak siedzieć i przyglądać ci się w ciszy. Zamyślił się, po czym uśmiechnął się do niej przebiegle.
- Dobrze. Cóż, na studiach byłem gwiazdą. Głównym rozgrywającym w baseball, wszystkie laski błagały, bym się z nimi umówił, ale ja zawsze byłem twardzielem – powiedział z dumą. – Twoja kolej. – Wskazał na nią.
– Byłam przewodniczącą grupy cheerleaderek, z racji najdłuższych nóg i najładniejszej buzi. Zawsze było mnie wszędzie pełno – odbiła piłeczkę w jego stronę, mierząc go ironicznym uśmiechem.
– Mogłem zostać gwiazdą rocka, ponieważ jestem osobowością sceniczną, mam wszystko: prezencję, talent i zajebisty głos, ale nie lubię krzyku durnych lasek. – Spojrzał na nią wymownie.
– Z racji tego, że mam ogromne parcie na szkło, grałam w uczelnianym teatrze. Nie muszę dodawać, że byłam kluczową postacią wszelkich przedstawień. Jednak najlepiej sprawdzam się w kabarecie, jestem do tego stworzona – westchnęła.
Roześmiał się. Zabawa była absorbująca. Wymyślali sobie życiorysy i przygody, jakich nigdy nie było dane im przeżyć. Bo byli zamknięci, bo nie mieli siły przebicia, bo kryli się w zakamarkach swojej osobowości.
– Myślisz, że dwie godziny to wystarczający czas, by Zuza uwierzyła, że robiłam wszystko? – zapytała rozbawiona opowieścią Jacka o tym, że na jego biografii wzorowali się twórcy Don Juana de Marco.
– Dlaczego nawet nie spróbowałaś? – zapytał z powagą.
– Agata przysłała mi wiadomość – popatrzyła mu w oczy – prosiła, bym chociaż ja ciebie wsparła – powiedziała wstając.
– Dzięki. – Pokiwał głową, starając się ukryć poruszenie.
– Sprzątasz tu czasami? – zapytała, stawiając z powrotem karton na krześle, na którym siedziała.
– Czasami. – Obojętnie wzruszył ramionami.
„Kochana Dorotko. Cokolwiek nie wymyśla Zuza, nie przejmuj się tym. Zaufaj mi, że to co robię, jest mi niezwykle potrzebne, by nabrać dystansu i siły. Idzie mi całkiem nieźle. Wiem, że dajesz sobie radę beze mnie. Jesteś cudowna, silna i mądra. Przepraszam, że kontaktuję się tylko z Jackiem, ale wiem, że jedynie on nie złamie się pod histerycznymi naporami Zuzy. Jednak wesprzyj go, on tylko udaje, że jest taki twardy. Tęsknię za Wami bardzo. Agata”.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz