niedziela, 31 grudnia 2000

Rozdział 59 - Ukryte listy

Obudził ją gwar w korytarzu. Niepewnie rozglądała się po pokoju, starając przypomnieć sobie, gdzie jest. Podeszła do okna i obserwowała młodych ludzi, wychodzących z pensjonatu, poobwieszanych obrazami i paletami. Uśmiechnęła się, patrząc na ich młodość i spontaniczną radość.
Wzięła prysznic, ubrała się i zapukała do pokoju Poli.
– Agata! – powiedziała kobieta z ulgą, widząc że ta naprawdę dotrzymała słowa. – Dojechałaś! – Witała się z nią, całując w policzki.
– Nie budziłam cię, dotarłam późno w nocy – tłumaczyła przyjaciółce.
– Tak się cieszę, że jesteś. – Pola wpatrywała się w nią z wdzięcznością.
– Dlaczego przyjechałaś do Krakowa? – dopytywała Agata, będąc pewną, że Pola natrafiła na kolejny ślad tajemniczej Sophii 6.
– Ta kobieta z domu dziecka skontaktowała się ze mną. Jednego razu, oglądając film o papieżu, skojarzyła, że Sophia 6 była z Krakowa – tłumaczyła z prostotą i przejęciem Pola.
– Polu, ale Kraków to ogromne miasto – uprzedziła Agata.
– Wiem, ale to i tak już coś, przecież wcześniej musiałyśmy brać pod uwagę całą Polskę. – Okazywała wielką niezłomność i wiarę w sens poszukiwań. Agata nie miała sumienia studzić jej zapału, jednak musiała ją uprzedzić, że już wcześniej brała Kraków pod uwagę i zastosowała nietypową metodę poszukiwania Rosjanki, z której naśmiewał się Jacek.
– Polu, ale ja w Krakowie już szukałam. Znajomy – nabrała powietrza, nagle uświadamiając sobie o kim mówi – jest z Krakowa, starałam się ją tu odnaleźć.
Agata nie miała pojęcia jak szukać Sophii 6, jednak powróciło do niej przeczucie, że nie przypadkiem tamtego pamiętnego dnia siedziała na ławce stacji PKS. Tym bardziej, że zarówno wtedy, jak i teraz była to dla niej idealna ucieczka od miejsc, do których nie mogła lub jak wtedy, nie chciała wracać.
– Jest coś, co muszę ci powiedzieć – z pewną obawą wyznała Pola, gdy spacerowały po parku.
– Coś się stało? – Od razu rozpoznała, że kobieta jest bardzo zaniepokojona.
– Początkowo śmiałam się z tych twoich obsesyjnych zachowań i przesadnej ostrożności, ale – zawahała się – znalazłam nowy list.
– Nie rozumiem? – Agata zgubiła wątek. – Jak to - nowy?
– No właśnie. – Usiadły na ławce. – Znalazłam go w pokoju Oksany w Moskwie, ukryty za ruchomą cegłą.
– Od kogo był?
– To był w sumie plik listów Oksany do mnie, tyle że ich nigdy nie wysłała, nawet nie zamierzała, po prostu pisała je na zasadzie pamiętnika. – Patrzyła niepewnie na Agatę.
– Masz je przy sobie? – Czuła jak jej ciało przeszywa dreszcz.
– Mam ten najważniejszy, pokażę ci go – zapewniła. – Nie wiem, co o tym myśleć – odkrywała swoje rozterki. – Dlatego też uciekłam od Iriny, musiałam w spokoju to wszystko przemyśleć.
– Polu, co jest w tym liście? – Czuła, że to właśnie jego treść tak zachwiała pewną postawą Rosjanki.
– Tam się działy bardzo dziwne rzeczy, ten ich wyjazd – pokręciła głową – to nieprawdopodobne.

Polu,
piszę ten list, choć wiem, że nigdy go nie odczytasz, bo nigdy go nie wyślę. Łatwiej mi zbierać myśli, łączyć fakty, gdy wierzę, że rozmawiam z Tobą.
Wróciłam do domu. Wczoraj pochowaliśmy babkę Lenę. Nie mam pojęcia, czy napisała swój list, ale oszukuję samą siebie, że tak. Dziś, stojąc nad jej grobem, czułam ogromną pustkę i chyba zaczęłam powoli wszystko rozumieć, akceptować.
Polu, tak wielu rzeczy Ci nie powiedziałam, nie zdradziłam. Nie dlatego, że obawiałam się, a dlatego, że sama ich jeszcze nie rozumiałam. Teraz się boję, bo już wiem, że mam czego.
Nie wiem, czy domyśliłaś się, ale za naszym wyjazdem do Ameryki stoi Richard i choć jestem pełna obaw, nie mam wyjścia.
W ostatniej rozmowie Lena poprosiła mnie, bym odnalazła Oskara. Zapewniła, że Richard mnie do niego zaprowadzi. Dała mi klucz, który ma być naszym zabezpieczeniem. Tylko Oskar będzie wiedział, co z nim robić. Mam się nie obawiać niczego i oddać go tylko jemu.
Polu, nie mam pojęcia, kim jest Oskar, jakim jest człowiekiem, jednak ufam babce.
Nigdy Ci nie wspominałam o treści listów, a w zasadzie strzępach słów, których – zdawało jej się – że nie odczytuję. Przekazywała Oskarowi w zaszyfrowanych układach słów, kto bywa w naszym domu. Nie mam pojęcia jak, ale udawało się jej podsłuchiwać treść rozmów, toczonych podczas spotkań, o których mu donosiła. W jednym z listów wyznała, że Mikołaj napisze mu o spotkaniach w Paryżu. Nie potrafiłam ukryć zaskoczenia i ona po tym rozpoznała, że mój język jest na tyle sprawny, iż odczytuję jej wiadomości.
W ostatniej rozmowie powiedziała, że kochała mnie bardziej niż własne córkę i wnuczkę. Dziękowała za Ninę i Nataszę, za to, że mogła przy nas być.
Rozmawiałam o tym z Mikołajem. Zapewnił mnie, że robi to wszystko, by żyło nam się lepiej i spokojniej. By dziewczynki dorastały w demokratycznym kraju wolnym od uprzedzeń. Ufam mu bardzo, wierzę w każde słowo, jakie wypowiedział.
Patrzę na moje śpiące córki. Na niby silną Ninę, która wtulona w siostrę ufnie śpi. Jedyne czego pragnę, to by były bezpieczne. Chcę, by dorastały w spokoju.
By kiedyś ktoś pokochał je tak, jak ich ojciec mnie. By one kochały tak, jak ja jego.
Polu, nie wiem dlaczego, ale wydaje mi się, że ty też coś przede mną ukrywasz, że nie jesteś do końca szczęśliwa. Nie widziałam w twoich oczach tego, co na początku. Tak bardzo mi przykro, że nie potrafię Ci pomóc, że zostawiam Cię samą. Choć nigdy nie dowiesz się o tym, błagam o wybaczenie. Wybrałam moją rodzinę, Ciebie zostawiam. Może kiedyś się odezwę, choć pewnie nie. Polu gdybyś tylko mogła usłyszeć szloch, który mną zawładnął, gdy to piszę.
Już się uspokoiłam, już mogę pisać dalej.
Jutro rano wyjeżdżamy. Wszyscy myślą, że jest to zwykła podróż, że chcemy tym ukoić ból po stracie babki. Mikołaj ma za dwa tygodnie koncerty w Londynie. Nikt nie przypuszcza, że nie dołączy do chóru, że będziemy tysiące kilometrów dalej. Mamy udawać, że zwiedzamy Irlandię. W Dublinie czeka na nas Richard. Mikołaj ma wizę, więc może bez problemu podróżować. Ja i dziewczynki mamy fałszywe paszporty. Jadę jako żona Richarda. Dziewczynki na czas podróży zostaną odurzone bezpiecznymi środkami, by nie wzbudzały żadnych podejrzeń. Mikołaj będzie z nami podróżował jednym samolotem. Czuje odrazę przed tym, że mam udawać żonę Richarda.
Polu boję się, naprawdę się boję.
Może jeszcze kiedyś się spotkamy, może porozmawiamy, jednak babka Lena ostrzegała mnie przed tym. Nie chcę, byś miała jakiekolwiek nieprzyjemności, by ktoś ciebie o cokolwiek wypytywał, śledził. Dopóki niczego nie wiesz, możesz żyć spokojnie.
Tak bardzo pragnę, by moje córki odkryły wielką moc przyjaźni.
Polu, kochana, żegnaj.
Oksana

Agata przez całą noc na okrągło czytała ten list. Nie potrafiła uwierzyć w to, co do niej z wolna docierało. Jednak był to list Oksany, rozpoznawała jej pismo i specyficzny styl, takie jak w dziesiątkach przeczytanych wcześniej listów. Sama nadawczyni nie potrafiła się w tym wszystkim odnaleźć. Dlatego pisała, a że najłatwiej było jej wyjawiać emocje przyjaciółce, adresowała je do Poli. Jednak nigdy nie wysłała.
– To jakieś wariactwo – podsumowała Agata następnego dnia przy śniadaniu.
– Sama nie mogłam w to uwierzyć – odpowiedziała Pola z ulgą, że Agata stara się podejść do sprawy logicznie.
– Przecież to śmieszne, babka inwalidka, poruszająca się na wózku - Bondem? – roześmiała się. Przecież takie rzeczy dzieją się tylko w filmach. Jednak po chwili zastanowienia musiała przyznać, że jej życie również stało się niezłym scenariuszem na film.
– To by tłumaczyło, dlaczego tak nagle polubiła Oksanę – Pola wpatrywała się w Agatę w olśnieniu.
– Fakt, gdy się dowiedziała, że dziewczyna zna angielski, stała się jej potrzebna – Agata odkryła to z poruszeniem. Wszystkie puzzle nagle zaczynały do siebie pasować, jednak ułożenia układanki w całość brakowało jeszcze elementów.
– Po śmierci Nataszy w domu dziecka pojawiają się dziwni ludzie, ktoś interesuje się nami w sieci. – Pola była wstrząśnięta dokonywanymi odkryciami.
– Ja pierdzielę! – Agata zapaliła papierosa. – Ale oni szukają miejsca, nie osoby. Może my nie wiemy wszystkiego?
– Nie wiem, o co chodzi, ale dziwnie coś tu nie gra. – Pola wzięła od Agaty zapalniczkę.
– To co robimy? – Nerwowo zagryzając wargę, czekała na wskazówki Rosjanki.
– Czekamy. – Pola bezradnie wzruszyła ramionami. – Nie mam pojęcia, jak znaleźć tę kobietę, ale nie mogłam już wytrzymać, potrzebowałam wyrwać się z tego domu.
– Myślisz, że oni ją wykorzystali? – Agata zapytała z przejęciem, widząc jak przyjaciółka Oksany podchodzi do nowych faktów, jak je interpretuje.
– Że niby Mikołaj ją wykorzystał? Nie, nigdy. – Pewnie spojrzała jej w oczy. – Agata, on ją kochał, ja ich widziałam, żaden mężczyzna nie patrzył na kobietę tak, jak Mikołaj na Oksanę. To było niewiarygodne, to było najprawdziwsze, rozumiesz? – upewniła się. – Nie możesz poddawać pod wątpliwość ich miłości – przekonywała ją z wiarą.
– Czekaj – Agatę olśniło – ten numer telefonu! – Myślała intensywnie powodowana nowym pomysłem, jakby nagle doznała olśnienia. – Masz go jeszcze?
– Mam. – Pola obserwowała zafascynowana, jak jakiś nagły impuls zawładnął Agatą.
– Może uda nam się ustalić, do kogo należał! – ogłosiła z mocą w głosie.
– Ten numer jest już wyłączony, raczej nikt takich danych nam nie udostępni. – Ta nie kryła, że w ogóle nie odnajduje się w logice Polki.
– Sami je sobie udostępnimy. – Uśmiechnęła się chytrze, wyjmując swój telefon. Nie rozumiała, dlaczego wcześniej na to nie wpadła. Podsunęła Poli kartkę, by ta zapisała numer.
– Wysłałam maila – powiedziała krótko do Jacka, po czym szybko się rozłączyła.
Opisała Jackowi całą sytuację, prosząc go, by jak najszybciej postarał się o zidentyfikowanie numeru.
– To teraz możemy zająć się sobą – powiedziała z ulgą. – Jak jest coś do odkrycia, on to ustali – zapewniła.
Wieczorem napisała wiadomość z pytaniem, ile czasu mu to zajmie. Odpowiedź była krótka: „To nie jest supermarket”.
Postanowiła więcej go nie ponaglać, cierpliwie czekać.
Leżała w łóżku, po raz kolejny czytając list. Ktoś zapukał do drzwi.
– Proszę – powiedziała zaskoczona, bo była pewna, że Pola już śpi.
– Cześć, Agata. – W drzwiach niepewnie stał Krzysiek z kolegą. – Śpisz?
– Nie. – Odłożyła na bok list.
– Będzie dla ciebie problemem, gdybyśmy dziś rozpalili ognisko i trochę pohałasowali? – zapytał, błagając wręcz o przyzwolenie.
– Nie, nie będzie – zaśmiała się, rozbawiona uniżoną postawą chłopaka.
– No widzi pani. – Odwrócił się do Heni, która nagle wynurzyła się zza pleców młodzieńca. – Agata jest wyluzowana – oznajmił zadowolony.
– Ja panią najmocniej przepraszam. – Teraz to kobieta stała w drzwiach. – Oni się tak uparli na to ognisko – tłumaczyła z przejęciem, zakłopotana sytuacją.
– Proszę się nami nie przejmować – uspokoiła ją w imieniu swoim i Poli.
– To dobre dzieciaki – zapewniała pani Henia. – Pozwolę im się bawić tylko do północy.
– Agata, jak coś, to zapraszamy! – W drzwiach na nowo pojawił się Krzysiek, ochoczo zachęcając ją do zabawy.
– Dzięki, bawcie się dobrze – powiedziała im na odchodnym.
Próbowała usnąć, ale gitara i śpiew nie pozwalały się ignorować. Wsłuchana w teksty Stachury, dochodzące z podwórka, z trudem opanowywała potrzebę ciała, serca. Rozsądek rozwiewał się. Pragnęła usłyszeć jego głos. Sięgnęła po telefon, ale po chwili z trudem odłożyła go. Patrzyła na swój laptop. Pocztę przecież mogła przeczytać. A jeżeli nic do niej nie napisał? A jeżeli napisał?
Ubrała się i zeszła na dół, tylko tak mogła walczyć z natłokiem myśli w jej głowie.
– Kochana, już ich uciszam – pani Henia zerwała się w gotowości, by interweniować.
– Nie – poprosiła – proszę im pozwolić jeszcze grać, ja się do nich przyłączę.
Podeszła do ogniska i usiadła z boku. Niestety nie było możliwości, by zostać niezauważoną, na co miała największą ochotę.
– Mamy kończyć? – zaniepokoił się chłopak z gitarą.
– Nie, grajcie do rana – uśmiechnęła się.
– Rozmawiałaś z Henią? – zapytał cicho Krzysiek, nie kryjąc obaw co do reakcji właścicielki pensjonatu.
– Rozmawiałam – zapewniła ich.
– To się rozumie – roześmiał się. – W takim razie trzeba robić kolejną ściepę na piwko.
Agata w pierwszej chwili chciała ich powstrzymać, stawiając im alkohol, przecież było ją na to stać, jednak gdy dostrzegła rytuał zbierania pieniędzy do czapki i to, ile radości im on sprawia, wycofała się. Wrzuciła dwadzieścia złotych, co spotkało się z wielkim uznaniem.
– To kto idzie na spacerek? – rzucił pytanie chłopak z gitarą sugerując jednoznacznie, że on nie zamierza.
– Ja mam samochód – zaoferowała się Agata.
– Nie, Agata, ty siedź – powstrzymał ją jeden z chłopaków. – Jesteś honorowym gościem.
Zazdrościła im tego cudownego młodzieńczego okresu w życiu, pełnego roztrzepania, radości, pasji i wiary w przyszłość.
– Skąd jesteście? – zapytała dziewczynę w dredach, próbując dowiedzieć się o nich czegokolwiek.
– Z całej Polski, poznaliśmy się na studiach w Poznaniu – odpowiedziała w zamyśleniu, lekko się uśmiechając.
– Studiujecie w Poznaniu? Też tam studiowałam – roześmiała się Agata.
– Przyjeżdżamy tu co roku, w Krakowie najlepiej nam obrazy schodzą – wtrąciła się dziewczyna w turbanie na głowie. – To Martyna nas tu ściągnęła – wskazała na dziewczynę w dredach.
– Jesteś z Krakowa? – szybko wywnioskowała Agata.
– Nie – Martyna zaprzeczyła. – Studiowałam tu na ASP, ale potem przeniosłam się do Poznania – wyjaśniła.
– W Poznaniu lepiej? – Nawet dla Agaty było to zaskoczeniem. Owszem, uwielbiała Poznań, jednak Kraków był zdecydowanie piękniejszy i w jej mniemaniu atrakcyjniejszy dla artystów.
– Studiowanie tu przestało mi się podobać, stało się bezsensowne. – Wzruszyła obojętnie ramionami dziewczyna.
– Podobno krakowska ASP jest najlepsza w kraju, a Kraków to miejsce sprzyjające tworzeniu. – Agata starała się rozwikłać zagadkę bardziej z nudów, niż jakiejś większej ciekawości.
– Przyjechałam tu tylko po to, by uczyć się od mojego mentora. Gdy on nagle zniknął, moje studia tutaj przestały mieć sens. – Po raz kolejny wzruszyła ramionami.
– Jak to: zniknął? – Agatę zaintrygowało to wyznanie.
– Niespodziewanie. – Martyna, widząc zainteresowanie Agaty, zapałała chęcią opowiedzenia tej historii. – Żegnał się z nami przed świętami. Rozmawiałam z nim, mówił o swoim powrocie w połowie stycznia, ale nie wrócił – powiedziała poruszona.
Agata czuła niepojęte wzruszenie. Tak, jakby skądś znała tę opowieść. Jakby już gdzieś to słyszała. Jakaś siła skłaniała ją ku tej historii.
– Coś się stało? – Zapragnęła nagle usłyszeć wszystkie detale.
– Nie wiem. – Martyna z zaangażowaniem patrzyła na Agatę.
– Coś ciebie z nim łączyło? – próbowała odgadnąć, dlaczego młoda dziewczyna porzuciła prestiżowe studia na najlepszej w kraju uczelni.
– Miłość do jego kreski, do jego linii i ujmowania przestrzeni. – Zaśmiała się w zamyśleniu. – Ale wiem, że on wywarł wielkie piętno na moim sposobie podejścia do rysunku.
– To znaczy?
– To był facet, w którym zakochujesz się na dzień dobry, tak po prostu, porzucasz wszystko, co masz i biegniesz za nim – powiedziała lekko z dziewczęcym, infantylnym wzruszeniem.
– Babiarz? – dla Agaty było to jednoznaczne.
– Nie, skąd!? – Ta nagle spoważniała w gotowości do obrony swojego mistrza. – Strasznie monogamiczny typ, wpatrzony w jedną kobietę, której nienawidził cały wydział studentek i oczywiście jej zazdrościł. Przychodziła często na zajęcia i siadała na samym końcu. I wtedy nawet ślepiec wiedział, że ona jest. On był już tylko dla niej i tylko jej. Coś niepojętego. Tak jak i to, że ją zostawił. – Z niedowierzaniem kręciła głową. – Była dziś na rynku, jak zahipnotyzowana podeszła do moich prac. Bardzo długo je oglądała.
– Kupiła? – Agata była wzruszona i czuła wielkie zrozumienie dla uczuć kobiety.
– Nie, ale sam fakt, że pomyślała, że to mógłby być on, bardzo mi pochlebia. – Była podbudowana, odbierała zainteresowanie kobiety swojego mistrza jako największy komplement.
– Chętnie zobaczę te obrazy. – Agata odczuła spontaniczną potrzebę, by poznać rysunki zagadkowej studentki.
– Naprawdę? – zapytała.
– Jutro zanim wyjdziecie, obudź mnie – poprosiła.
Przy ognisku siedzieli jeszcze długo. Agata powoli uczyła się ich imion. Krzysiek w okularach, Martyna w dredach, Kaśka w kolorowym turbanie, Marta - dziewczyna Szymona, Paweł, który malował pejzaże i uwielbiał jej samochód, Szymon grał na gitarze, a Przemek wypalał więcej papierosów niż ona sama. I jeszcze Daniel, który rysował karykatury i miał niebywałe poczucie humoru oraz dystans do otaczającego świata.
Z samego rana wstała, obudzona przez Martynę. Kupiła trzy z jej prac nie dlatego, że chciała być miła. Rysunki miały w sobie coś, co ją poruszyło, coś prawdziwego.
Każdego wieczoru czekała, aż wrócą. Była spragniona ich gwaru, śmiechu, młodości. Uwielbiała wrzucać swoją składkę do czapki, bez reszty zanurzać się w Stachurze. Nigdy nie piła. Bała się wybuchu tęsknoty i związanej z nią swojej nieobliczalności.
Dnie spędzała z Polą, która wcale nie naciskała na poszukiwania, raczej bezczynnie spodziewała się cudu.
Piły kawę z Henią. Spacerowały po Krakowie. Wieczorami siadywała przy ognisku, a noce i sny wypełniał jej Antek. I choć starała się bardzo, nie potrafiła nie pamiętać.
Dostała wiadomość od Jacka, ale nie tę, na którą czekała.
„Zuzę zjebało do końca, zrezygnowała z wakacji. A tak liczyłem, że pozbędę się jej, choć na te kilka tygodni. Odezwij się, najlepiej do Antka. Jeśli on ci uwierzy, to i ją przekona, by wyjechała. Nie mogę pracować, wciąż mnie nęka. Nie rozumiem, jak potrafisz przyjaźnić się z taką psychopatką. Szukam, chyba to odczytam. Ale błagam, zrób coś z nią. J.”.
Agata nie potrafiła opanować emocji. Dlaczego miała się kontaktować akurat przez Antka? Jacek coś znalazł. Zuza go irytowała. Agata pragnęła kogoś kogo nie powinna. Był upał.
Wstała rano, by zrobić zakupy, zanim przekaże klucze od samochodu Pawłowi. Tylko po to, by udało im się wrócić szybciej, by mogła przy nich pogrążyć się w ich beztrosce.
– Agata! – zawołała ją Martyna. – Jedziesz po zakupy? – Biegła za nią do samochodu.
– Wsiadaj. – Zaczekała na dziewczynę. – Potrzebujesz czegoś?
– Nie, ale coś ci opowiem. – Zapinała podekscytowana pasy. – Była wczoraj ta kobieta od mojego mentora, chciała kupić obrazy – mówiła z dumą. Agata wiedziała, że dla dziewczyny to jest komplement. Porzucona kobieta, omamiona tęsknotą, w jej pracach wyszukuje śladów swojego ukochanego. Nie chciała uświadamiać Martyny o brutalności życia, będąc pewną, że każdy kiedyś w swojej desperacji czynił podobne rzeczy.
– Jak on się nazywa? – zapytała ją Agata.
– Wojtek Q – powiedziała z zadumą i głębokim poruszeniem. – Pewnie tobie to nic nie mówi.
– Nie – przyznała szczerze.
– To, że ona uwierzyła w mój rysunek, jest dla mnie czymś wielkim – mówiła rozmarzonym głosem, zupełnie nie zważając na dramat kobiety.
– Ale to trochę smutne, że ich nie znalazła, że ja mam te rysunki – próbowała zwrócić uwagę dziewczyny na coś poza jej sukcesem.
– No, trochę się zatraciła. – Zamyśliła się dziewczyna. – Nie sądziłam, że kiedyś to powiem, ale jest mi jej żal.
Agata czuła wobec byłej kobiety Wojtka Q nie tylko żal, ale też całą sobą odbierała jej ból.
Martyna poprosiła, by Agata zatrzymała się przy targowisku. Obserwując dziewczynę robiącą zakupy, wąchającą warzywa, włączyła radio. Kobieta po drugiej stronie odbiornika, o niskim głosie powiedziała:
– …jeżeli poczułeś, że musisz teraz, nie czekaj, bo gdy nagle ktoś sprzątnie ci to spod nosa-będzie bolało podwójnie. I tylko bez sensu analizujesz, czy to dla niego ma choć w połowie taką samą wartość, jaką miałoby dla ciebie. Cokolwiek teraz sobie pomyślałeś - zrób to. Jeżeli patrzysz na swój telefon i on do ciebie woła, po prostu naciśnij zieloną słuchawkę.
Spojrzała na swój telefon. Wołał. Poruszona dźwiękiem głosu kobiety w radio niczym zahipnotyzowana wybrała jeden numer.
– Agata – usłyszała nareszcie jego głos, który dziwnie przypominał głos wciąż mówiącej kobiety z radia.
Długo nie potrafiła nic powiedzieć, ale on czekał wiedząc, że jest po drugiej stronie.
– Przekonaj Zuzę, by wyjechała na wakacje – poprosiła bez sensu.
– Jesteś w Polsce – stwierdził pewnie.
– Skąd wiesz? – zapytała wystraszona.
– Słyszę polskie radio.
Wyłączyła je szybko.
– Wracasz? – zapytał z nadzieją.
– Nie mogę, teraz wiem, że jeszcze nie mogę – wyznała. – Antek, przepraszam. – Rozłączyła się, nie potrafiąc opanować swoich emocji.

Jego głos pozostał w jej głowie, w jej sercu, w jej ciele. Przywołując ze zdwojoną siłą te wszystkie emocje, uczucia, pragnienia, przed którymi tak bardzo chciała uciec.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz