niedziela, 31 grudnia 2000

Rozdział 6 - Wejście na pokład


Zuza uporczywie wracała myślami do tamtych dni, starając się przypomnieć sobie moment, w którym straciła orientację. Kiedy to wszystko się zaczęło, gdzie był początek? 
I kiedy machina zdarzeń rozpędziła się tak, że było już za późno, by z niej wysiąść? Ze smutkiem uświadamiała sobie, że była zbyt pochłonięta sobą, iż nie była w stanie czegokolwiek dostrzec. Zresztą dlaczego miałaby nie ufać, przecież to była Agata, jej Agata. Z trudem uświadamiała sobie, jak bardzo była skupiona na sobie i na tym, co działo się od chwili, gdy Zimmerowie złożyli im propozycję. Ona sama stała się raptem kimś ważnym, kimś zauważalnym, o kim wypadało wiedzieć. Gdy lokalne gazety zaczęły rozpisywać się o inwestycji, jaką była budowa hotelu Zimmer i gdy znajomi dowiedzieli się, że oni, zwykli gastronomowie, otworzą tam swoją kolejną restaurację, była odurzona tym wszystkim, w czym nagle przyszło jej uczestniczyć. Telefon nie milkł, koleżanki z zazdrością w głosie próbowały dowiedzieć się, jakim cudem udało się im dostać tak intratną lokalizację na nowy lokal.
Smaku całej sprawie dodawało to, że inwestycja była prowadzona w dużej tajemnicy. Zuza z satysfakcją odpowiadała za każdym razem, że właściciel hotelu sam do nich przyszedł z ofertą. Ot tak, po prostu. Niespodziewana lokalna sława sprawiała, że zatracała się w przepełniającej ją dumie. Nareszcie była na świeczniku i nikt nie mógł tego zakwestionować. Wracając do tych chwil czuła wstyd, że mogła być aż tak próżna.
To był dziwny okres. Działo się tak wiele. Agata nigdy nie przyjeżdżała zapowiedziana, pojawiała się nagle i szybko znikała, wiecznie w biegu, kontaktowała się głównie z Karolem. Antek miał wtedy problemy w rodzinie, często wyjeżdżał do Krakowa, nie mieli okazji się poznać. A Zuza zajmowała się głównie planowaniem wystroju nowego lokalu. Cieszyła się tym jak dziecko, a Antek podtrzymywał w niej ekscytację nowym projektem. Tylko Karol próbował ostudzić ich rozpalone głowy i swoja racjonalnością opuszczał im zbytnio rozpostarte skrzydła. Ale nic nie było w stanie zmniejszyć ich radości nowym lokalem, byli zespołem, któremu nikt nie potrafił się przeciwstawić. Doskonale pamiętała moment, w którym Agata pierwszy raz spytała o Antka.
Zuza wiedziała, że zaniedbała Dorotę, miała nawet wyrzuty sumienia i chciała to naprawić. Wyczuwała, że ta ma do niej żal, ale wciąż było tyle ważnych spraw do załatwienia. Tłumaczyła sobie, że robi to też dla Doroty, że w zasadzie dziewczyna też mogłaby się w to zaangażować, po czym uświadamiała sobie, jak bardzo jest zakłamana. Tak naprawdę nie chciała przecież, by ta angażowała się w nowy projekt, pragnęła całą śmietankę spić sama. A żonę wspólnika pozostawić, tam gdzie jej było najlepiej - w domu z dziećmi, nigdy nie wypowiadającą się na tematy firmy, zawsze akceptującą wszelkie decyzje, pozwalającą Zuzie na bycie jedyną kobietą w przedsiębiorstwie. Wtedy na kilka dni przyjechała Agata i Zuza uznała, że czas je ze sobą zapoznać. Zawstydzenie Doroty nie było niczym nowym, ale Zimmerowa szybko uwiodła nieśmiałą dziewczynę swoją bezpośredniością, z czego Zuza była dumna. Agata nigdy nie wywyższała się, nigdy nie bawiła się w gry pozorów – to była działka Zuzy, co ta uświadomiła sobie po latach. Ale nie spodziewała się, że aż takie wrażenie zrobi na Dorocie. Zuza poczuła cień zazdrości, gdy Agata z czułością odnosiła się do nowej koleżanki, ale zaraz potem zrobiło jej się wstyd, bo ona nigdy nawet nie pomyślała, by w taki sposób traktować żonę wspólnika.
– Jaki jest jej mąż? – spytała Agata w drodze powrotnej.
– W porządku – zapewniła Zuza, po czym zamyśliła się, analizując, czy powiedzieć przyjaciółce wszystko. Antek nie był do końca w porządku, miał poważną skazę, ale bała się to wyznać w obawie, że może to zepsuć relacje pomiędzy nimi na wstępie współpracy. Przecież nie chciała, by Agata uprzedziła się do niego.
– Tylko tyle? – ta nie ukrywała zdziwienia powściągliwością Zuzy.
– Jej, poznasz go, to sama wyrobisz sobie opinię. Nie zajmuję się obgadywaniem – udawała, że skupia się na prowadzeniu samochodu, nie chcąc rozwijać tematu.
– Od kiedy to? – Agata pozwoliła sobie na drwinę.
– Podła jesteś – obruszyła się przyjaciółka. – Jeśli kogoś obgaduję, to twojego męża, ale on sam się o to prosi – złośliwym stwierdzeniem zakończyła niewygodną rozmowę.

Tak więc Antka Agata poznała dopiero przy podpisywaniu umowy. Było to spotkanie biznesowe, w sali konferencyjnej hotelu. Zuza siedziała podekscytowana, wiercąc się niczym przedszkolak. Wiedziała, że zaraz po podpisaniu umowy gazety zainteresują się nimi jeszcze bardziej. A restauracja w centrum miasta będzie oblegana przez interesownych przedsiębiorców, próbujących przez nich nawiązać kontakt z Erikiem Zimmerem, a ona z satysfakcją będzie im odmawiać. Pierwszy raz poczuła, że zostało wynagrodzone cierpienie, które zadał jej Eric. Przez moment nawet pomyślała o nim z sympatią, ale to była krótka chwila. Spięła się natychmiast, gdy zobaczyła go, jak wchodzi do sali dumnie trzymając Agatę za rękę. Nie mogła powstrzymać westchnienia rozpaczy, gdy przyjaciółka w idealnie dopasowanym kostiumie, włosach związanych w kok, w starannym makijażu, burgundzie na ustach, lekko uśmiechnęła się porozumiewawczo do niej, pod długą grzywką, mrużąc niebieskie oczy. O ileż byłby to dla Zuzy przyjemniejszy widok, gdyby nie trzymała za rękę swojej poczwarki. Po raz tysięczny zadała sobie pytanie: dlaczego? I siląc się na uśmiech podała dłoń Ericowi.
Tak, z tego dnia doskonale pamięta pierwszy uścisk dłoni pomiędzy nowymi partnerami biznesowymi.
– Agata Zimmer – przedstawiła się kobieta, zdecydowanie podając dłoń.
– Antoni Zacharewicz. – Uścisnął ją dyplomatycznie.
Zuza widziała zaciekawienie przyjaciółki Antkiem, przecież znała jego podłoże. I z satysfakcją obserwowała, jak teoria o psychopatycznym mężu legła w gruzach. Antek nawet w garniturze nie tracił swojego chłopięcego uroku. Spotkanie przebiegało po angielsku ze względu na Erica, czasami tylko Agata musiała dodatkowo mu tłumaczyć po szwedzku. Zuza była dumna, że jej obaj partnerzy mówią nienaganną angielszczyzną, a Eric pomimo upływu lat nie daje rady. Negocjacje i ustalenia trwały o wiele dłużej, niż przypuszczała. Pytania miał przede wszystkim Antek, Karol ku jej radości ufał Agacie. Zacharewicz w końcu również dał się przekonać i mogli wreszcie podpisać umowę.
Agata rozprostowała ręce i leniwie się przeciągnęła.
– To straszne, jak pomyślę, że to dopiero wierzchołek góry lodowej – powiedziała po polsku.
– Co, proszę? – Eric nie zrozumiał.
– Pstro! – Pokazała mu język, nie tłumacząc.
– Poliglota – Zuza zadrwiła, a Agata to przetłumaczyła.
Eric wsłuchiwał się w tłumaczenie żony. Spojrzał na Zuzę z sympatią i z lekka przekorą się uśmiechnął.
– Burak, baran, biust – wymieniał Eric słowa, które znał.
– Szeroki wachlarz słów na B – udając, że ją to bawi, powiedziała po angielsku.
– Bzykać ulubione, oh, bzykać ulubione – powiedział podekscytowany, ale Zuza nie potrafiła się uśmiechnąć, nie chcąc tego w żaden sposób sobie wyobrażać.
– Czas to uczcić – Agata wyrwała ją z zamyślenia zmierzającego w niestosownym kierunku. Pewnie wstała od stołu i opuściła salę z tajemniczym uśmiechem, by po chwili dumnie wrócić z szampanem i kieliszkami ustawionymi na srebrnej tacy.
Eric z hukiem otworzył butelkę, a jego żona rozlała alkohol.
– Kochani – powiedziała Agata trącając kieliszki partnerów – wznoszę toast: by się udało, by nasza współpraca była czymś więcej niż biznesem i mam nadzieję, że góry przeniesiemy.
Zuzę bawiło zaciekawienie przyjaciółki mężem Doroty. Wciąż ją przyłapywała na ukradkowych spojrzeniach w jego kierunku, tak jakby do końca nie poddawała się i wciąż próbowała doszukać się skazy na zdawałoby się idealnym obrazie, jaki sobą tworzył. Co było dziwne Zacharewicz bardziej skupiał się na negocjacjach z Zimmerem, zupełnie nieświadomy zainteresowaniem pięknej kobiety, co Zuzę nawet zaskoczyło.
– Pozdrów Dorotę – poprosiła Agata Antka, gdy wychodzili z sali.
– Dziękuję, pozdrowię, na pewno się ucieszy, bardzo cię polubiła – powiedział z czułością o żonie, co ucieszyło obie przyjaciółki.
– Masz w domu skarb – kontynuowała Agata, co Zuzę powoli zaczynało śmieszyć, że ta uparcie doszukiwała się w nim winy za kompleksy Doroty.
– Wiem, tylko boli, że ostatnio tak rzadko mam z nim styczność, jutro znowu jadę do Krakowa – powiedział jakby zawstydzony.
– Do Krakowa… – Agata przez moment się zamyśliła. – Mam prośbę, możesz mi coś stamtąd przywieźć? – Nagle porzuciła swoją poprzednią pełną podejrzliwości postawę.
– Jasne, powiedz co? – zaoferował się chętnie.
– Książkę telefoniczną.
– Słucham? – powiedzieli jednocześnie Zuza i Antek.
– Książkę telefoniczną, ze spisem numerów prywatnych – wytłumaczyła szybko obojętnym tonem, jednak Zuza rozpoznała, że ta prośba, choć dziwna, ma dla niej duże znaczenie.
– Nie mów, że znowu prosisz o książkę telefoniczną – powiedział Eric po angielsku, widząc konsternacje Zuzy i Antka, po usłyszeniu nietypowej prośby. – Kotek, to się robi niepokojące.
– Po co ci książka telefoniczna? – dopytywała Zuza, z niedowierzaniem wpatrując się w Zimmerową, na co tamta próbując ją zignorować obojętnie wzruszyła ramionami.
– Odkąd zniknęła na kilka dni bez słowa, dopadło ją to natręctwo – wyjaśnił Eric.
– Zniknęłaś na kilka dni? – Zuza wpatrywała się w Agatę tak, jakby odkrywała jej wielkie tajemnice.
– To długa historia – zignorowała przyjaciółkę. – Możesz to dla mnie zrobić? – zwróciła się bezpośrednio do Antka.
– Jasne, ale to kilka tomów – zaznaczył.
– Im więcej, tym lepiej – uśmiechnęła się tajemniczo.
Tak poznali się Agata i Antek. Do tego momentu wspomnienia Zuzy były klarowne. Wiedziała, że to spotkanie nie miało wpływu, na to, co wydarzyło się później.
Tak, znaczenie miał cholerny wyjazd do Tunezji. Bez Doroty. Jeden wieczór, ostatni wieczór ich wczasów. Ale tego nie mogła spokojnie wspominać, nie dziś, ponieważ nie było w domu wina, które tak umiejętnie łagodziło jej wyrzuty sumienia, umniejszało jej winę.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz