niedziela, 31 grudnia 2000

Rozdział 60 - Igła w stogu siana

Nie miała pojęcia, jak Antkowi udało się przekonać Zuzę, by wyjechała na wakacje. Nikt nie miał wątpliwości, że zachowanie Su wynikało ze szczerych intencji, jednak jej nieobecność okazała się ukojeniem dla wszystkich. Zdecydowanie lepiej pracowało się bez codziennych awantur i bezpodstawnych ataków skierowanych na tego, kto akurat wpadł w ręce żądnej krwi Zuzy.
– Jak to zrobiłeś? – zapytała Dorota z niekłamanym podziwem w głosie.
– Obiecałem, że jak wróci, Agata będzie na nią już czekała.
– Jak chcesz tego dokonać? – Roześmiała się, słysząc nierealną obietnicę swojego męża.
– Nie wiem, ale muszę chociaż udawać, że się starałem – Antek też się śmiał. – I tak muszę na kilka dni wyjechać – dodał, patrząc na żonę uważnie. – Można to podpiąć pod moje poszukiwania.
– Dokąd jedziesz? – zainteresowała się.
– Mam dziwne przeczucie, że jest w Krakowie – powiedział zamyślony.
Dorota nie drążyła tematu, choć była ciekawa, czym mogłoby być spowodowane to przeczucie. Nie oponowała też przed jego wyjazdem. Szybko pożegnała się z mężem na hotelowym parkingu i ruszyła do biura.


– O, jak mi dobrze! – Jacek nie ukrywał radości z powodu wyjazdu Zuzy.
– Myślę, że wszystkim ta rozłąka wyjdzie na dobre – skomentowała Ulka.
– Antek myśli, że znajdzie Agatę – roześmiała się Dorota.
– Życzymy mu powodzenia – odpowiedział Jacek z kpiną.
Dorota czuła dziwną ulgę. Nareszcie była w jednym obozie. Nie musiała udawać, ani też na siłę wspierać Zuzy. Teraz była tam, gdzie kazała jej być Agata. Poczuła się wolna i pragnęła by to uczucie trwało. Z radością i nowym zapałem zabrała się do pracy.

– Myślisz, że on ją znajdzie? – zapytała Ulka, gdy zostały same.
– No co ty! – zaśmiała się Dorota.
– To po co wyjechał?
– Mój mąż też potrzebuje odpoczynku – zapewniła ją. Nie chciała rozwodzić się nad stanem Antka, zwłaszcza teraz, gdy wreszcie mogli odetchnąć po spektakularnych zachowaniach Zuzy, które wyczerpywały wszystkich. Zdecydowanie wolała w spokoju, w hotelowej kawiarni delektować się kawą, która nagle odzyskała dawny smak.
– Agata mogłaby już wrócić. – Ulka zamyśliła się. – Trochę przesadza z tym milczeniem.
– Sądzisz, że nadal cierpi po rozstaniu z Erickiem?
– A jak to inaczej tłumaczyć? – Ulka rzuciła jej porozumiewawcze spojrzenie. – Jaki by nie był, na koniec zachował się imponująco.
– Fakt, zaskoczył nas wszystkich – przyznała. W głębi siebie poczuła zawstydzenie tym, że tak mocno skupiła swoją uwagę na korzyściach, jakie płynęły dla hotelu, zapominając, jak to wszystko może wpłynąć na Agatę.
– Jakby był skończonym skurczybykiem, łatwiej byłoby jej wyleczyć się z niego. A Zuza nie jest głupia. Może jest męcząca, ale jej psychoza jest zasadna.
Ulka coraz bardziej zaskakiwała Dorotę swoimi wnioskami, tym bardziej, że zdawało się wszystkim, że to ona jest najbardziej usatysfakcjonowana intratnym wynikiem rozwodu Zimmerów i najmniej skupia się na uczuciach Agaty.
– Mam wyrzuty sumienia, że tak łatwo się poddałam – wyznała raptem Dorota.
– Może jednak Antek ją znajdzie – Ulka spojrzała z wiarą na rozmówczynię.
– Jasne, igłę w stogu siana. – Nie potrafiła dawać aż tak złudnych nadziei.
– Cuda się zdarzają.

– Hmm, szczególnie w świecie Agaty... – i Dorota nagle uwierzyła w taką możliwość.  

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz