niedziela, 31 grudnia 2000

Rozdział 64 - Stęskniony mąż

Dorota kończyła dekorować stoły w ogrodzie na swoje przyjęcie urodzinowe. Wszystko było gotowe. Dziewczynki leżały na kocu z Antkiem, który czytał im Piotrusia Pana. Podglądała ich z radością. Lubiła na nich patrzeć, a od powrotu Antka z Krakowa miała tych scenek pod dostatkiem. Był bardzo stęskniony za domem, za nimi. Wziął kilka dni wolnego po powrocie Zuzy i Karola i ten czas spędzał niemal wyłącznie z córkami. Gdy wracała z pracy, czekali nią z obiadem. Popołudniami jeździli na wycieczki rowerowe, nad jezioro. Antek uczył dziewczynki pływać, a Dorota, przepełniona szczęściem, uwieczniała ich zabawę na zdjęciach. Jedyne, co ją martwiło, to jego bezsenność. Pomimo wyczerpującego dnia, intensywnej zabawy, po której one wszystkie zasypiały, Antek miał z tym problem. Budziła się w nocy zaniepokojona jego nieobecnością. Zastawała go siedzącego w kuchni z piwem lub herbatą. Zapewniał, że za chwilę wróci, ale nawet gdy rzeczywiście tak było, nie spał spokojnie, jeśli w ogóle spał. Jednak jego beztroskie zachowanie w ciągu dnia pozwalało jej wierzyć, że jest to przejściowe. W zasadzie wszyscy musieli na nowo powrócić do normalności. Agata była już z nimi i to było najważniejsze. Wszyscy odczuli ulgę. I pomimo tego, że Agata i Antek od powrotu z Krakowa nie rozmawiali ze sobą, nikt nie robił z tego problemu. Każdy wiedział, że cokolwiek by nie spowodowało tego konfliktu, ich przyjaźń to pokona. Uparte milczenie obojga dodatkowo utwierdzało w przekonaniu, że poszło o jakiś banał, bo gdyby coś naprawdę się stało, na pewno by powiedzieli.
– Antek! – zawołała męża, chcąc zabezpieczyć się przed ewentualną, niezręczną sytuacją.
– Mamo! – Ola z pretensją patrzyła, jak ojciec je zostawia.
– Pomóc ci? – zaoferował się.
– Nie, dziękuję. Ale mam prośbę, chodzi o Agatę. – Spojrzała mu w oczy. – Proszę, postaraj się być miły.
Widziała napięcie, jakie zarysowało się na jego twarzy, gdy wspomniała o Agacie.
– Dorota – powiedział z lekką pretensją.
– To są moje urodziny, moglibyście przestać zachowywać się jak dzieci.
– Obiecuję ci, że nie będziemy wchodzić sobie w drogę. – Pocałował ją w policzek.
– Antek – obruszyła się. – Czy wy możecie się wreszcie pogodzić?
– Nie – odparł, niby od niechcenia, wracając na koc.
– Super – westchnęła zdenerwowana. – Już widzę, że to będą wyjątkowe urodziny.
Ale Antek nic nie odpowiedział. Chwilę leżał zamyślony z dziewczynkami, po czym wrócił do czytania im opowiadania.
Zadzwoniła do Zuzy.
– Cześć, rozmawiałaś z Agatą? – zapytała, licząc na to, że chociaż ta będzie mniej uparta.
– No, ale na cuda nie licz – ostrzegła.
– Powoli zaczyna mnie to wkurzać.
– Olej to, są dorośli, dogadają się w końcu – próbowała ją uspokoić.
– A czy Agata powiedziała ci, o co tak się pokłócili?
– Nie, ale łatwo się domyślić. Górska jest uparta jak osioł, pewnie nie chciała wracać, a Antek bał się mnie wkurzyć. – Zaśmiała się. – Najwidoczniej jej nawtykał.
– Ale to trwa już drugi tydzień.
– Bo nie mają okazji się widzieć. Antek siedzi w domu, a ona ma tyle zaległości, że nie wyściubia nosa z gabinetu. Ja nie zamierzam sobie nimi dziś głowy zawracać, tobie radzę to samo.
– Mówisz?
– Tak, przecież to twój dzień, nie pozwól go sobie popsuć!
Obiecała sobie, że nie będzie stresować się tą dwójką. Jednak gdy pojawił się samochód Karola, poczuła niepokój. Próbowała zlokalizować Antka, ale nigdzie go nie widziała. Agata wysiadła z Mileną i od razu założyła okulary słoneczne. Dorota poczuła się przy niej dziwnie wystrojona w jasnej, koktajlowej sukience i długich kolczykach. Agata ubrała się w jeansy i czarną koszulkę bez ramion, a do tego spięła włosy, co dodawało jej skromności.
Zuza z sarkastycznym uśmiechem podeszła do Doroty, wręczając jej prezent. Agata nieśmiało dała jej rulon papieru.
– Chyba się domyślasz, co to jest? – uśmiechnęła się przytulając się do Doroty.
– To, co przez najbliższe dziesięć lat będziesz dostawała z byle okazji – dokuczyła Zuza. – Bo Agata zabawiała się w filantropkę.
– Musisz tylko ramę do niego dobrać. – Ta nie zwracała uwagi na komentarze Su.
– Na pewno jest piękny – Dorota uśmiechnęła się do niej serdecznie. – Brakuje mi obrazu w sypialni.
– On nie jest do sypialni – szybko sprostowała Agata. – Wybierałam go pod kątem twojego gabinetu.
Agata była zmęczona i niesamowicie spięta. Dorocie trudno było uwierzyć, że powodem mogła być kłótnia z Antkiem. Może powrót na siłę nie był najlepszym pomysłem, może trudno jej było jeszcze odnaleźć się w realiach codzienności.
Dorota zauważyła męża idącego w ich kierunku i niedorzecznie zdenerwowała się. Antek był bardzo poważny, nawet jego krok był dziwnie sztywny. Podał rękę Karolowi, pocałował Zuzę, pogłaskał Milenę po głowie, przybił piątkę Kacprowi. Stanął obok Doroty i spojrzał na Agatę.
– Cześć, Agata – powiedział z powagą.
– Cześć – odpowiedziała ta zawstydzona.
Dorota wymieniła z Zuzą szybkie porozumiewawcze spojrzenie i delikatnie się do siebie uśmiechnęły. Bo może było to bardzo dalekie od tego, jak powinny wyglądać ich relacje, ale pierwsze lody zostały przełamane. Dorota zadowolona i dumna z męża wzięła go pod rękę i z lekkim uśmiechem odeszła, witając się z pozostałymi gośćmi.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz