niedziela, 31 grudnia 2000

Rozdział 67 - Tunel

Jacek był niczym mebel. Nie przejmowała się nim zupełnie, był u niej codziennie. Leżał na jej sofie i bawił się pilotem. Czasami o czymś rozmawiali, ale większość wieczorów spędzali w zupełnej ciszy. Nocami pozwalała mu zostawać na dole, poprawiając koc, gdy zasnął. Nauczyła się pamiętać o zakupach dla niego. Wiedziała, że lubi żółty ser, majonez i kakao. Wszystko to zmieniało się z nadejściem weekendu. Z niecierpliwością wyczekiwała piątku. Jechali do lokalu, w którym nie każdy mógł przebywać, a wielu by nie chciało. „Tunel” – miejsce, w którym ludzie odnajdowali swoje alter ego. Mężczyźni w krawatach i grubych obrączkach pozwalali roznegliżowanym dziewczynom luzować swoje pęta. Kobiety w średnim wieku wkładały pieniądze w bokserki młodych mężczyzn. Podejrzane typy w skórach i ciężkich, złotych łańcuchach dobijały ciemnych targów. Na stołach rozmazywały się smugi resztek białego proszku. Zapach marihuany unosił się w powietrzu.
Za pierwszym razem nie wierzyła, że ich wpuszczą. I chyba trochę na to liczyła. Na zewnątrz stała liczna grupa rosłych ochroniarzy, nie pozwalając większości chętnych nawet zbliżyć się do wejścia.
Jacek bez cienia obawy ominął kolejkę i podszedł do nich, trzymając Agatę za rękaw.
– Cześć – powiedział do mężczyzn.
– Wchodzisz? – zapytał jeden z powagą.
– Ta, wchodzimy – oznajmił nonszalancko.
Ze zdziwieniem obserwowała przyjacielskie powitania Jacka, poklepywania po plecach, uściski dłoni mężczyzn, którzy uważnie przyglądali się Agacie.
– Jej nie dotykacie – warknął do wielkiego kolesia w grubym łańcuchu.
– Się rozumie – ten pokornie przystał.
– Przekaż to wszystkim, jest nietykalna – mówił chłodno.
Posadził ją w loży oddzielonej murem od reszty lokalu.
– To Agata – przedstawił ją trzem mężczyznom siedzącym na skórzanych sofach.
– To Wiatr i Rak – wskazał na wyjątkowo zadbanych chłopaków. – Pedały – dorzucił głośno.
– To miłe, że możemy wreszcie cię poznać. – Rak podał jej rękę. Dopiero wtedy dostrzegła, że nie są tak młodzi, jak założyła przy pierwszym spojrzeniu.
– Wreszcie? – Zaskoczona usiadła przy stole patrząc na chirurgicznie wygładzone, wymuskane twarze.
– To Bolek – przedstawił Jacek trzeciego mężczyznę, z pokaźną blizną na twarzy, ubranego w czarny garnitur. Był przeciwieństwem Raka i Wiatra, jego uważne spojrzenie peszyło ją. – Co chcesz pić? – zwrócił się w końcu do niej.
– Wódkę – odpowiedziała bez wahania odprowadzając wzrokiem Jacka, który wyszedł z Bolkiem.
– No proszę! Sama Agata Zimmer we własnej osobie – zaśmiał się Wiatr.
– Skąd mnie znacie?
– Pomagamy Jackowi, w zasadzie przejęliśmy wszystko po nim – mówili lekko, jakby to przejęcie było kwiaciarnią, a nie, jak od razu domyśliła się Agata, nielegalnym hakerskim procederem, za który Jacek miał wyrok.
– Nie przejmuj się nimi. – Jacek przyniósł wódkę i postawił na stole.
Rak i Wiatr zachowywali się tak, jakby znali Agatę od wielu lat, zaprzyjaźniła się z nimi już tego pierwszego wieczoru. Byli zabawni, dowcipni, szarmanccy, rozmowni, czuła się tak, jakby znała ich od lat. Byli zupełnym przeciwieństwem Jacka.
Bolek pojawiał się i znikał zabierając ze sobą Jacka, ukradkiem wciąż spoglądając na Agatę.
– Kim jest Bolek? – zapytała chłopaków.
Spojrzeli po sobie z niedowierzaniem.
– To właściciel lokalu, szef całego miasta – powiedzieli coś, co było dla nich zupełnie oczywiste.
– A co Jacek ma z nim wspólnego?
– Kiedyś dla niego pracował. To dzięki tej znajomości tobie nigdy włos z głowy nie spadnie – zapewnili.
– Mi? Nie potrzebuję niczyjej ochrony – roześmiała się.
– Potrzebujesz. – Rak spojrzał na nią z powagą, w jego oczach zobaczyła zło, ukryte pod zniewieściałą osobowością. – Ale nikt nie odważy się ci zaszkodzić.
– Dzięki. – Była wystraszona.
– Agata, zrozum, w biznesie nie ma sentymentów – zapewnił ją Wiatr.
Pomijając tę jedną chwilę, bawiła się dobrze. Znowu ugrzęzła w cudzym świecie, gdzie tańczyła, piła, śmiała się. Tak, tam mogła. Tam nikt nie był lepszy. Znalazła się w miejscu dla siebie odpowiednim - wśród zakłamanych mężów, zdradzieckich żon, dilerów, morderców.
Bolek z nią nie rozmawiał, czasami czuła jego uważne spojrzenie, ale gdy próbowała nawiązać z nim bezpośredni kontakt, wyraźnie jej unikał. Był w wieku zbliżonym do Erica. Nosił ciemne stroje.
Wiatr i Rak nie odstępowali jej na krok, bawiąc się z nią jakby była najlepszą zabawką.
Chciała przestać pić, pamiętając o spotkaniu z Mileną następnego dnia, tłumaczyła to chłopakom.
– Masz. – Rak podał jej małą tabletkę. – Tylko nic nie mów Jackowi. Weź jutro, tak dwie godziny przed spotkaniem – doradził.
To było zbawienie, mała, biała tabletka bez nazwy. Nie czuła nic. Nie czuła nawet bezdechu. Za to jej umysł pracował na zwiększonych obrotach. Sama zaskakiwała siebie swoją przenikliwością. Pragnęła ich więcej, czuła, że tak może przeżyć wszystko. Niestety dane jej było zakosztować tego spokoju tylko w soboty. Upierali się przed podaniem nazwy i zwiększeniem dawki.
Pomimo swojej nadprzyrodzonej mocy, którą bez problemów pokonywała Zuzę, mała pastylka pewnego weekendu okazała się jednak mało skuteczna.
Kupiły z Mileną bilety do kina i udały się na zakupy. Spóźnione wbiegły na salę. Było ciemno i ledwo znalazły miejsce. Agata potknęła się o torebkę jakiejś kobiety, rozsypała popcorn i ze śmiechem usiadła na miejscu. Czuła się silna, wręcz niezniszczalna. Chroniło ją przecież nie tylko całe podziemie szubrawców, ale również mała broń, jej najlepsza przyjaciółka. Czuła energię, która próbowała przebić się przez jej pancerz. Jakaś siła zmuszała ją do okazywania emocji. Nagle ogarnął ją niepokój. Powodowana przeczuciem odwróciła głowę próbując zmierzyć się ze swoją ułomnością. Siedział tam. Oddalony o kilka rzędów, nie patrzył na ekran, nie widział filmu, wpatrywał się tylko w nią. Jej oddech przyspieszył. Ból powracał. Powracały wspomnienia. Jego beztroski sen, jego pocałunek, jego szept do ucha, jej imię wypowiadane w uniesieniu. Wszystko przebijało się na nowo przez jej osłonę, pokrywało jej ciało, serce. Nie pamiętała filmu, nie pamiętała, jak wyszła z sali.
– Kasia! – Milena podbiegła do przyjaciółki.
– Cześć – powiedziała Agata cicho, nie patrząc mu w oczy.
Nic nie odpowiedział. Czuła, że czeka, aż na niego spojrzy. Nie mogła się zmierzyć ze spojrzeniem, którego pragnęła całą sobą.
– Jak wam się podobała bajka? – zapytała dziewczynek.
– Była bardzo śmieszna – odpowiedziała rezolutna Ela.
– Pójdziecie z nami na lody? – z podekscytowaniem zaproponowała Kasia.
– Nie, spieszymy się – Agata chciała wycofać się jak najszybciej.
– Ciocia, pliiis – z żalem prosiła Milena. – Nie będziemy długo.
– Milena – upomniała ja chłodno.
– Ciocia, ciociaaa? – wtórowały błagalnie jej wszystkie.
Czuła, że nie wygra z grupą dziewczynek, roześmiała się poddańczo.
– O, czyżby nasza wesoła gromadka się powiększyła? – usłyszała słodki głos.
Z zaskoczeniem spojrzała na Sarę, która podała Antkowi swój kubek coli i zaczęła poprawiać bluzę synowi. Poczuła mdłości.
– Nie, nie powiększyła, niestety. – Wzięła Milenę za rękę i mocno do siebie przyciągnęła. – My musimy wracać – zaskoczyła dziewczynkę swoja stanowczością. Z pogardą spojrzała na Antka. Był zły, zagubiony.
Odwróciła się i w pośpiechu wkładała Milenie płaszcz. Szybko ruszyły na parking.
– Agata! – usłyszała jego głos. – Agata! – Biegł za nią.
Dogonił ją, łapiąc za rękę.
– Nie dotykaj mnie! – warknęła. – Wracaj – powiedziała z obrzydzeniem. – Lody na ciebie czekają. – Wskazała, na czekającą na niego Sarę, która z zainteresowaniem im się przyglądała.
Pamiętała jak przez mgłę, gdy wpadła do Zuzy, wykrzyczała jej wszystko: że on był z Sarą, że zabrali też jej syna, że ta idiotka teraz już nie odpuści i trzeba działać.
Liczyła, że chociaż Su zareaguje, że będzie walczyć. Ale przyjaciółka pogrążona w ułudnym świecie jej kłamstw, jego kłamstw, nie widziała w tym tego, co Agata.
– Szykuj się, Jacek! – krzyczała do telefonu w drodze do hotelu.
Tak bardzo chciała znaleźć się w piekle, w miejscu, gdzie mogła utonąć w złych ramionach, odnaleźć się w splugawionym świecie. Musiała złożyć reklamację na tę beznadziejną tabletkę, wymusić większą dawkę, bo ta nie dawała już rady.
Jacek nie przejął się jej wrzaskami. Przyjechał dopiero o dwudziestej, zostawiając ją na dwie godziny samą ze sobą. Z furią biegała po mieszkaniu, krzyczała, kopała przedmioty.
– Jesteś nienormalny! – Z oburzeniem wsiadła do taksówki, w której on na nią czekał.
– Agata, wyjeb się – powiedział z pogardą.
Nie odezwała się do niego przez cały wieczór.
Wiatr i Rak byli nieugięci, nie dali się zaszantażować, przekupić. Nie miała tabletki, jedyny ratunek był w alkoholu. Siedziała przy barze obrażona na resztę, nie pozwoliła zaciągnąć się do loży. Podszedł do niej młody chłopak i zaczął ją zagadywać. Chciała go spławić, ale zobaczyła jak dyskretnie wyciąga jakiejś dziewczynie z kieszeni mały worek białego proszku.
– Nie boisz się tak sama siedzieć przy barze? – zagadywał.
– Czekam na ciebie – uśmiechnęła się.
– To ciekawe – udał, że nie wie, o co jej chodzi.
– Ile? – zapytała.
– Zależy – zaśmiał się.
– Mała, biała tabletka, świetny zobojętniacz – podpowiedziała.
– Każdy z moich prezentów ma moc – namawiał.
– Daj cokolwiek. – Wcisnęła mu zwinięte banknoty do kieszeni.
Chłopak z rozbawianiem przeliczył pieniądze.
– Wyczuwam niezłą desperację. – Sięgnął do kieszeni.
Agata z poczuciem zwycięstwa oczekiwała jego prezentu. Z podnieceniem wpatrywała się w jego ręce, poszukujące leku na jej życie. Wtedy chłopak upadł. Zobaczyła Bolka z furią kopiącego go, gdy już leżał na podłodze. Za nimi stał Jacek z uwagą przyglądając się scenie.
– Dobra – zatrzymał Bolka. – Wystarczy. – Podniósł chłopaka z podłogi i pociągnął do loży.
– Zostawcie go! – krzyczała Agata, ale nikt nie zwracał na nią uwagi.
– Co to, kurwa, miało być? – Jacek rzucił przerażonego chłopaka na sofę.
– Nie wiem, kim ona jest! – Patrzył z przerażeniem. – Sama chciała.
– Jak mówię, żeby nie podchodzić do moich gości, gnido, to słuchaj. – Bolek złapał go za koszulę przy szyi.
– Nie wiedziałem, że ona jest twoim gościem! – Chłopak był sparaliżowany strachem, z grymasem bólu trzymał się za brzuch.
– To następnym razem odrób zadanie domowe. – Wykopał go z loży.
– Czy was powaliło do reszty? – krzyczała Agata.
– Uspokój ją. – Bolek spojrzał na nią z niechęcią, wskazując palcem na Jacka.
– Pojebało cię. – Jacek nalał jej wódki.
– Mnie?! Bandyci! – wrzasnęła zdenerwowana i jednym haustem wypiła trunek.
– Nic mu nie będzie. – Podał jej papierosy.
– Nie chcę papierosów – odrzuciła paczkę.
– Nic więcej nie dostaniesz – ostrzegł.
– Co, myślisz, że nic sobie nie załatwię? – spojrzała wyzywająco.
– Nie w tym mieście – zaśmiał się kpiąco.
Piła. Rano nie pamiętała, jak znalazła się w swoim łóżku. Z trudem zeszła na dół. Jacek spał na kanapie. Włączyła głośną muzykę. Chciała go zdenerwować.
Zerwał się w panice.
– Porypało cię? – wrzasnął.
– Tak! – śmiała się histerycznie.
Zaciągnął ją do łazienki i ze złością wepchnął pod prysznic, otworzył strumień zimnej wody.
Piszczała na cały apartament. Pobiegła za nim. Wskoczyła mu na plecy i oblała go całego balsamem. Wyciągnął z jej szafki kawę i wysypał jej na głowę. Cisnęła w niego z całej siły torebką z mąką. Zrobiło się biało.
Na podłodze walał się cały zapas szafek i lodówki. A oni sami nie wyglądali lepiej niż podłoga. Płakała ze śmiechu, on też się śmiał. Pierwszy raz słyszała Jacka śmiejącego się tak głośno.
– Nie mamy nic do jedzenia! – Leżała na podłodze, skonana atakiem śmiechu.
– Idziemy na zakupy – mobilizował.
– Ja tego nie sprzątam! – Nie miała siły wstać z podłogi.
– Zawołaj obsługę.
– Pomyślą, że zwariowałam.
– I się nie pomylą.
Żałowała, że nie miała kamery, że nie uwieczniła reakcji pokojówki, która weszła do jej mieszkania. Oniemiała przyglądała się wszystkiemu, co znajdowało się na podłodze. Z uwagą i niedowierzaniem patrzyła na Agatę ubraną w długi skórzany płaszcz i Jacka w zielonej, szerokiej kurtce. Obiecała dziewczynie ekstra premię i wyszli.
Zjedli obiad w mieście. Zrobili ogromne zakupy w markecie. Jacek już spod kasy wrócił po jej ulubione żelki.
Wskoczyła mu na plecy, a ten zaniósł ją do wypożyczalni.
– A, to wy. – Przyjacielskim kiwnięciem głowy przywitał ich chłopak, który na co dzień prowadził wypożyczalnię, w weekendy zmieniając się w osiłka strzegącego „Tunelu”.
– Cześć! – Agata przybiła mu piątkę.
– Narozrabiałaś trochę wczoraj – przypomniał.
– Phi, wielkie halo. – Udała nieprzejętą wczorajszym zajściem. – Nie znaczy wcale, że zaprzestałam poszukiwań.
– Bolek wydał zakaz. Jak ktoś ci coś sprzeda, będzie kwiatki wąchał od spodu – ostrzegł.
– Hipokryta, sam całe miasto zaopatruje – oburzyła się.
Szła za Jackiem do swojego samochodu niosąc w ręce płytę z przygodami krecika.
– Dlaczego Bolek ma taką obsesję, by mnie pilnować? – zapytała, wsiadając do samochodu.
– Zapytaj go – beznamiętnym głosem podpowiedział Jacek. – Ale jak nie chcesz, by ktoś zszedł z tego świata, to lepiej nie próbuj bawić się z nim w kotka i myszkę.

– Ale jesteście groźni – zakpiła. – Brrr, cała się trzęsę – roześmiała się.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz