niedziela, 31 grudnia 2000

Rozdział 69 - Halloween

Agata stała wpatrując się z rozbawieniem w swoje odbicie w dużym lustrze.
– Morticia Addams – ukłoniła się sobie.
Okręciła się wokół własnej osi, by zobaczyć tył swojej długiej, czarnej, gotyckiej sukienki.
Zapaliła papierosa i zeszła na dół. Włączyła muzykę i zajęła się pogłębianiem swojego mrocznego wizerunku. Jej skóra była biała jak ściany mieszkania, pokryta grubą warstwą jasnego pudru. Ciemne cienie na oczach poprawiła dodatkowo czarną kredką. Przyciemniła usta, podkreślając je konturówką. Na koniec pomalowała czerwono-krwistym lakierem paznokcie. Zastanawiała się przez moment nad czarnym, ale odłożyła go, stawiając jednak na wampiryczny wyraz.
Spojrzała na zegarek, pozostało zbyt dużo czasu. Nie mogła tak długo pozostać sama. Nie teraz.
Starała się nie myśleć. Jednak przegrała tę walkę i chaotyczne myśli zaczęły gonitwę w jej głowie. Była bez szans w natłoku tego, co do niej napływało w powodzi wspomnień.
Zapaliła kolejnego papierosa nerwowo się nim zaciągając. Ból był okrutny.
Nie było Doroty, nie było Zuzy. Oddychała ciężko. On należał teraz do Sary. Czy na nią też patrzył swoim chłopięcym wzrokiem, namiętnie całował, wykrzykiwał w uniesieniu jej imię? Czy zabierał do lasu? Czuła omdlewający brak powietrza. Kręciło jej się w głowie.
Czy czytał jej Kosińskiego, Coelho, Hłaskę? Czy dawał jej swoje płyty?
Zadzwonił domofon, nie miała siły wstać. Jednak przemogła się i zrezygnowana podeszła do domofonu.
– Już schodzić? – zapytała Jacka.
– Taa – odpowiedział obojętnie.
Założyła czarne szpilki, długi, skórzany płaszcz w tym samym kolorze i maskę. W ostatniej chwili cofnęła się po niezbędny rekwizyt dopełniający całości – czerwoną różę.
– Chyba zwariowałaś! – Jacek patrzył zdegustowany na jej kreację, gdy tylko wyszła z windy. – Nie przyznawaj się, że mnie znasz – przestrzegł ją tonem pełnym pogardy.
– Phi! Wielkie mi wyzwanie! – Wzruszyła ramionami i wsiadła do taksówki.
Z satysfakcją spojrzała Jackowi w oczy, gdy się okazało się, że tylko on pozostał sobą w tym całym szaleństwie. Jako jedyny nie poddał się magii tego wyjątkowego dnia. Była w prawdziwym piekle i była to dla niej idealna ucieczka od dręczących ją myśli, które z wielkim trudem, ale udało się jej porzucić na progu lokalu. Odetchnęła z ulgą, zanurzając się w otchłani zła.
Pierwszy raz uśmiechnął się do niej Bolek.
– Morticia – podała mu z dumą rękę, rozpoznając od wejścia, iż wybrali podobną stylizację.
– Gomez – pocałował ją szarmancko poprawiając doklejony wąsik.
– Piękny garnitur – poprawiła mu klapy czarno-białej marynarki w szerokie pionowe pasy, gdyż poczuła się do tego jak najbardziej upoważniona, odgrywając zupełnie przypadkowo jego małżonkę. – Lurch – zawołała do Jacka, który w odpowiedzi zmierzył ją pogardliwym wzrokiem. Z przekornym uśmiechem spojrzała na przyjaciela, który na upartego mógł odgrywać rolę wiernego lokaja.
– Jest zdrowo zryta – usłyszała komentarz Bolka wypowiedziany cichym głosem w kierunku Jacka i, co zaskakujące, było w tym wyznaniu aż nadto sympatii. Potraktowała to jako komplement.
Lokal zaszczyciły wiedźmy, wampiry, zombie oraz rodzina Addamsów. Dostrzegła w głębi Raka i Wiatra. Byli przebrani za bliźniaków z Alicji w Krainie Czarów.
– Proszę, kochana – Bolek podał jej drinka, w którym pływało sztuczne oko.
Agata zaszczycona jego uwagą czuła się trochę niezręcznie.
Piła niezliczone ilości mrocznych drinków, pragnąc zapomnieć o zewnętrznym świecie. I ku jej wielkiej uciesze, morze alkoholu czyniło cuda z jej pamięcią. Była tu i teraz, i nie miała żadnej przeszłości.
Bez chwili zawahania przysiadła się do Bolka i Jacka, którzy siedzieli i dyskutowali o czymś przy barze.
– Muszę cię o to zapytać – zwróciła się do Bolka.
– Wiesz dobrze, że niekoniecznie usłyszysz odpowiedź – powiedział ten z powagą.
– Spadam – rzucił Jacek i zostawił ich samych, domyślając się, o co dziewczyna będzie dręczyć Bolka.
– Dlaczego nie mogę po prostu się naćpać? – zapytała bez ogródek.
– Ponieważ wydałem zakaz – odparł ten zimno.
Powinna poddać się, tak zapewne zakładał Bolek, przybierając swoją posągową twarz oraz obojętną, wręcz wyniosłą postawę wobec niej.
– Nie rozumiem, co ciebie to obchodzi? – Nie ustępowała udając, że jego poza w żaden sposób na nią nie działa, że wręcz tego nie dostrzega.
– Nie musisz rozumieć. – Jego głos stał się jeszcze zimniejszy.
Patrzyła na niego niegrzecznie, niemal wyzywająco i choć jego zdecydowana postawa faktycznie powodowała w niej lekką bojaźń, nie zamierzała mu tego w żaden sposób okazać.
– W takim razie chcę, byś odwołał ten idiotyczny rozkaz – zażądała bawiąc się słomką.
– Nie masz wpływu na moje decyzje – mówiąc to nawet na nią nie spojrzał.
– Czy możesz mi wyjaśnić, o co ci chodzi? – zapytała zniecierpliwiona.
– O nic. – Nie dawał za wygraną.
Obrażona, z założonymi rękoma, siedziała wpatrując się w niego. Łudziła się, że swoją pozą zmusi go do mówienia. Z reguły działało to na wszystkich, jednak Bolek zdawał się nawet nie dostrzegać jej misternej gry.
– Błądzisz, jeżeli sądzisz, że mnie to ruszy – zakpił, zwracając się do niej jak do rozkapryszonego dziecka.
– A co ciebie jest w stanie poruszyć? – rzuciła mu wyzwanie.
– Mało rzeczy już mnie rusza. – Spojrzał na nią, po czym wstał i odszedł od baru.
Pełna złości rzuciła w niego kostką lodu wyjętą z drinka.
– Uważaj, aniele, bo wydam zakaz podawania ci alkoholu – ostrzegł.
– Może jeszcze oddychania? – krzyknęła za nim ze złością. Dopiero po chwili dotarło do niej, jak ją nazwał. To zupełnie nie zgadzało się z podejściem, jakie wobec niej prezentował. Uznała, że było to zamierzoną zagrywką, by jeszcze bardziej ją skonsternować.
Nie miała już ochoty na towarzystwo Bolka. Dumnie nie wchodziła do loży, w której ten się skrył. Miała ochotę na zabawę z Rakiem i Wiatrem, ale musiała być konsekwentna, a ci niestety siedzieli razem ze swoim szefem.
Znalazła się przy stoliku z byłym prezesem banku, który zdefraudował ogromne pieniądze. Wspierała się na ramieniu jego kolegi, uprzejmego starszego mężczyzny, którego pierwszy raz spotkała w tym miejscu. Z jego oczu biła łagodność i jedyne, co ją zastanawiało, to jakim cudem ktoś o tak ciepłym spojrzeniu, delikatności i wrażliwości, z jakimi ją traktował, znalazł się w tak plugawym miejscu.
– Co robisz, gdy nie jesteś w piekle? – zapytała go.
– Leczę ludzi – uśmiechnął się szczerze.
– Żartujesz, jesteś lekarzem? – Zupełnie oniemiała po tym, co powiedział.
– Na emeryturze – zaśmiał się z ironią.
– Jej! – była mile zaskoczona, że w tym mrocznym świecie pojawiają się ludzie nie do końca zwyrodniali.
– Bernard – przedstawił się, wyciągając do niej dłoń. – Protowicz.
Agatę zamurowało. Z przerażeniem wpatrywała się w mężczyznę, który zniszczył karierę Ulki, który parał się najbardziej obrzydliwą profesją. Wstała drżąc z oburzenia. Zmierzyła go chłodnym wzrokiem.
– Szumowina! – Napluła mu w twarz i wylała na niego zawartość szklanki z drinkiem.
Jego kolega agresywnie złapał ją za rękę, wyginając ją boleśnie.
– Co to, dziwko, miało znaczyć? – szarpał nią.
Dosłownie w kilka sekund pojawiło się trzech mężczyzn i powaliło bankiera na ziemię.
Agata odeszła przerażona. Nie oglądała się na osiłków, rozprawiających się z zwyrodnialcami.
– Co tu się stało? – Jacek podbiegł do niej zaniepokojony.
– To jest Protowicz – prawie krzyknęła, chcąc by wszyscy usłyszeli to nazwisko, które w jej ustach brzmiało jak obelga. By usłyszał je Jacek, który doskonale znał kulisy sprawy handlu organami, będąc w bliskiej relacji z Ulką.
Zapadło milczenie. Bolek wściekły zerwał się od stołu i w asyście rosłych ochroniarzy wyrzucił z lokalu bankiera wraz z jego kolegą.
Nerwowo zapaliła papierosa, próbując opanować drżenie rąk. Teraz w zupełności zrozumiała wyznania Ulki, zapewniającej wszystkich, że nie miała najmniejszych podejrzeń, co do szlachetności Protowicza. Sama Agata uległa jego ujmującej postawie.
– Masz. – Nagle pojawił się Bolek i podał jej czystą wódkę, uprzednio wycierając w mokry ręcznik zakrwawione ręce.
Wypiła łyk krztusząc się.
– Co z nim zrobiliście? – zapytała stanowczo patrząc mu w oczy.
– Wielu ludzi potrzebuje nerek, wątroby czy serca. – Bolek wyjął papierosa z jej paczki. – Chodź. – Skinął na nią i wyszedł z loży. Zawahała się tylko przez moment.
Podążała za nim wąskim korytarzem, z trudem przeciskając się pomiędzy kelnerkami w kusych strojach i atletycznie zbudowanymi mężczyznami wychodzącymi za nimi z zaplecza.
Złapał ją delikatnie, choć stanowczo za łokieć i wprowadził do ciemnego pomieszczenia. Zapalił światło i wskazał miejsce w głębokim fotelu.
– Czego się napijesz? – zapytał.
Agata oglądała pomieszczenie i była pewna, że to centralny punkt podziemnego wrocławskiego ciemnego świata. Pokój był wygłuszony, głos Bolka rozchodził się matowo. Na wielkim biurku ustawionych było kilka monitorów i miała pewność, że w szufladach, jak też pod blatem było ukrytych kilka sztuk nielegalnej broni.
– Czegokolwiek. – Patrzyła na niego oszołomiona, nie rozumiejąc, dlaczego sprowadził ją właśnie do tego miejsca. Szybka lustracja pomieszczenia pozwoliła stwierdzić niepokojący cynizm Bolka, który na półkach za sobą miał kolekcję rodzinnych fotografii. Siła alkoholu nie była tak wielka, by zabić w niej strach.
– Chcesz wiedzieć dlaczego? – usadowił się naprzeciwko i wpatrywał w nią intensywnie.
– Tak – powiedziała odważnie, choć ogarniający ją lęk zaczynał paraliżować jej ciało.
– Kiedyś zrobiłaś coś dla mnie, a ja takich rzeczy nie zapominam – odparł i podał jej szklankę z alkoholem.
– Przecież ja dla ciebie nigdy niczego nie zrobiłam – zapewniła z głębokim przekonaniem.
– Zrobiłaś – wszedł jej w słowo, po czym zamyślił się.
– Mylisz mnie z kimś innym. – Miała stuprocentową pewność, że nie spotkała Bolka wcześniej.
– Sierpień, sześć lat temu. – Patrzył na nią wymownie.
Agata zamyśliła się, starając sobie przypomnieć, co takiego działo się sześć lat wstecz.
Jedyne wspomnienie, które udało się jej wygrzebać z pamięci to to przerażające światło i wszystko, co się z tym wiązało. Wyjazd do Finlandii. Praca przy hotelu. Jedyne wspomnienia, to te, o których pragnęła zapomnieć.
– Nie pamiętam – przyznała szczerze, nie mając pojęcia, o czym ten mówi.
– Szczecin – podpowiedział.
Już wiedziała. W sierpniu była w Szczecinie. Uciekła na kilka dni pod pretekstem spotkania się z rodzicami. Jednak ich nie odwiedziła. Potrzebowała pobyć sama, potrzebowała wypłakać swój ból. Przeczytała ulotkę leżącą w holu. Musiała się zrehabilitować, musiała jakoś odkupić swoje winy. Zrobiła badanie krwi. Zadzwonili następnego dnia. Oddała swój szpik.
– Pamiętasz? – upewnił się.
Skinęła głową.
– Moja żona umierała, w całej Polsce nie mogliśmy znaleźć dla niej dawcy. Traciliśmy nadzieję. Nagle zadzwonił telefon. – Wpatrywał się w nią intensywnie.
Pomyślała o ironii życia. Jej szpik ratuje życie żony gangstera. Jej niby szlachetny gest, mający oczyścić jej zbrukane sumienie, sprawić, że poczuje się lepiej, został niezwykle sprawiedliwie potraktowany przez opatrzność. Pamiętała rozmowę z lekarzem pytającym ją, czy będzie chciała poznać biorcę, jednak stanowczo odmówiła.
– Jak się dowiedziałeś? Przecież zastrzegłam swoje dane. – Oszołomiona, nie do końca przyjmowała fakty do wiadomości.
– Nie oni nam podali – roześmiał się. – Sami je sobie wzięliśmy.
– No tak, Jacek, ale… – westchnęła. – Nie robiłam tego po to, by ktoś mi za to dziękował, chciałam odkupić własne winy.
– Nie interesują mnie pobudki twojej decyzji. Dałaś nam trzy cudowne lata – wyznał w zamyśleniu i wzruszeniu, o jakie nie byłaby skłonna go nawet podejrzewać.
– Dlaczego tylko trzy? – Nie rozumiała tego stwierdzenia, zważywszy na to, że cała historia działa się sześć lat temu.
– Nie żyje. – Wypił do końca swój alkohol. Nie uniósł mocy wypowiedzianych słów, rzucając szklanką o ścianę.
– Przykro mi – powiedziała poruszona.
– Zginęła w wypadku – wyjaśnił.
Nagle to wszystko nabrało innego wymiaru. To nie jej szpik zawinił.
– Cieszę się, że choć trochę czasu wam to dało – oznajmiła z przejęciem.
– Dałaś nam więcej. – Nalał sobie alkoholu do nowej szklanki. – W tym czasie urodziła się nam córka – ostatnie słowa wypowiedział z niezwykłą czułością.
Agata czuła, jak łzy napływają jej do oczu. Ona swoją zabiła. A kobieta, której oddała swój szpik, wydała nowe życie.
– Nie obchodziło mnie kim jesteś, ani co robisz. Stałaś się naszym aniołem. – Podał jej zdjęcie kobiety z krótkimi, ciemnymi włosami, trzymającą dziewczynkę na rękach. – Nie miałbym nawet Agatki. – Spojrzał na nią z wdzięcznością.
– Dałeś jej moje imię? – Dreszcz przeszył jej całe ciało. Nie czuła się godna tak wielkiego zaszczytu.
- Ty nam ją dałaś! Jest cudowna, beztroska, wesoła. – Odstawił zdjęcie.
- Nie chcę, byś się za to odwdzięczał, nie po to to zrobiłam. – Nie chciała korzystać z niczyjej wdzięczności, kiedy powody jej działania były podszyte samolubną próbą oczyszczenia splamionego sumienia.
– Domyślam się, skoro zastrzegłaś swoje dane – zaśmiał się. – Nie potrzebowałaś mojej pomocy. Któregoś dnia pojawili się moi chłopcy. Wspomnieli o Szwedzie, który interesuje się naszą ziemią. Nie była na sprzedaż. Jacek sprawdził kolesia, ponieważ ten był bardzo uparty. Eric Zimmer szukał ziemi, by wybudować hotel, który miał być prezentem dla żony. Wydałem zgodę, czego nikt nie potrafił zrozumieć. Wielu moja decyzja wkurwiła. Chętnych na to miejsce było naprawdę sporo. Ostrzegłem, że jeżeli ktokolwiek będzie próbował w jakikolwiek sposób interweniować, będzie miał mnie na karku. Jacek miał pecha, swoją brawurą sprowadził na siebie problemy. Postanowił wycofać się z rynku. Nie chciałem się na to zgodzić, był mi bardzo potrzebny. Chłopak może wszystko, no… prawie wszystko. – Spojrzał wymownie na Agatę, która przytaknęła, doskonale wiedząc, czego Jacek nie może. Nie zakładała jednak, że do rozwikłania zagadki został zaangażowany gangsterski świat. - Wiedział o tobie i o tym, jaki mamy dług. Zaproponował, by mnie uspokoić, że zatrudni się u ciebie, że będzie ciebie pilnował w razie czego. Umowa stanęła na tym, że będzie pracował w twoim hotelu przez rok. Jednak spodobało mu się zwykłe życie. Chciał zabić twojego męża, gdy ten cię zostawił i gdy pojawiło się zagrożenie, że stracisz hotel. Zapewniłem go, że nie dopuścimy do takiej sytuacji. Teraz pilnujemy ciebie, byś sobie nie zrobiła krzywdy. Agata, nie spadnie ci włos z głowy w tym mieście. My potrafimy dziękować.
– Ale kiedy ja tego nie chcę! – upierała się zażenowana.
– Nie masz wyjścia, jesteś pod nasza ochroną. – W ogóle nie brał pod uwagę jej zdania.
– Jacek robi to tylko dla ciebie? – zapytała się z lekkim smutkiem. Wewnątrz poczuła ogromny żal, że zachowanie Jacka może być podyktowane wyłącznie poddaństwem wobec Bolka. Może gdyby dowiedziała się o tym rok wcześniej, nie dotknęłoby jej to tak mocno jak teraz, gdy milczący chłopak stał się istotną osobą w jej świecie.
– Cokolwiek robi Jacek, zapewniam cię, robi to dla siebie – stwierdził z mocą i popatrzył na nią poważnie. – On ma wobec ciebie swoje niespłacone długi i swoje, nazwijmy to, sentymenty.
– Jacek? – Teraz sytuacja stała się dla niej zbyt pogmatwana. I tak, jak potrafiła zrozumieć sentymenty swojego informatyka, których nigdy nie okazywał, to niespłacone długi nijak miały się do ich znajomości. Uważała wręcz, że było zupełnie na odwrót, to ona czuła się dłużniczką Piskorza.
– Znam go od bardzo dawna. Zawsze siedział zamknięty z komputerem w swoim pokoju. Nie miał ani kolegów, ani dziewczyny. Oglądał idiotyczne kreskówki i surfował po sieci. Poznałem jego umiejętności zupełnym przypadkiem. Nigdy nie mówił, po prostu wypełniał polecenia. Ktoś idealny do tej roboty. Bez zbędnych pytań dużo lepiej się pracuje. Dopiero u ciebie nauczył się mówić, nawiązywać kontakt z otoczeniem. Może nie należy do nazbyt otwartych kolesi, ale to i tak wielki postęp, jakiego nikt się po nim nie spodziewał.
– Nie chcę, by miał wobec mnie idiotyczne zobowiązania. – Wciąż się broniła.
– One nie są idiotyczne – zapewnił z powagą.
– Jest coś jeszcze? – upewniła się, rozpoznając, że Jacek może mieć swoje głęboko ukryte tajemnice.
– Bez obaw, nie jesteś w jego typie – zaśmiał się głośno.
– Wiem – też się uśmiechnęła. – Powiesz mi to? – zapytała bez przekonania.
– Nie, i nie mów mu o naszej rozmowie – rozkazał, przeszywając ja chłodnym spojrzeniem, które w obliczu posiadanych informacji nie powodowało w niej już tak znaczącego lęku.
– Jasne – zapewniła go ze spokojem. – Dlaczego mi to wszystko powiedziałeś? – zapytała go wprost. Przecież jeszcze kilka godzin wcześniej stanowczo odmówił wyjaśnień.
– Zobaczyłem, jak potraktowałaś tę gnidę… Nie miałem pojęcia, że jest w klubie – dodał z obrzydzeniem.
– Zniszczył moją bratową – powiedziała z nienawiścią i odrazą, uświadamiając sobie, jak wielkimi zwyrodnialcami potrafią być ludzie ukryci pod pozornie sympatyczną postacią.
– Wiem, ale wybacz, chronimy tylko ciebie – wyjaśnił, choć nie oczekiwała jakiejkolwiek reakcji z ich strony.
– Co z nim zrobiliście?
– Tylko to, na co zasłużył. – Był bardzo oszczędny w wyjaśnieniach.
– Dlaczego tak go nienawidzisz? – Było to zastanawiające tym bardziej, że Bolek był przedstawicielem naprawdę zdeprawowanego światka, gdzie dopuszczano się niejednej zbrodni.
– Bo lekarze są od ratowania ludzi. My jesteśmy od zabijania. I niech tak zostanie. – Nie był zbyt wylewny.
– Możesz poprosić Jacka, by przestał się bawić w moją niańkę? – Chciała jak najwięcej ugrać na tej nagłej otwartości, na jaką się wobec siebie zdobyli.
– Tak. – Z uwagą patrzył w monitoring i z lekką przekorą spojrzał na nią. – Myślę, że ten problem sam się rozwiąże. – Uśmiechnął się tajemniczo. – A, i tak na marginesie, to nie dostajesz od chłopaków narkotyków, a psychotropy o przedłużonym działaniu. I doskonale o tym wiem, bo sam zleciłem, by je tobie podać. Tabletek pewnie byś nie przyjęła – parsknął. – Na pocieszenie dodam, że nie są dopuszczone do obrotu i Wiatr miał przez nie kiedyś duże problemy, musiał nawet usunąć się z kraju. No, ale receptura przez niego wymyślona została odpowiednio utrwalona i jest stale powielana. – Cynicznie się do niej uśmiechał, jakby się z niej naśmiewał, wciąż uważnie wpatrując się w komputer. – Więc jest to trochę złe! – Naigrawał się z jej obsesyjnej próby do dotarcia do białej tabletki, która okazała się nie być tym, czym zakładała.
Zdecydowanie miała już dość towarzystwa Bolka. On sam również sprawiał wrażenie, jakby chciał wrócić do swoich obowiązków.
Agata weszła na salę i z przejęciem poszukiwała Jacka. Potrzebowała go. Przy nim czuła się bezpieczna.
– Jesteś – powiedziała z ulgą, siadając obok niego przy barze.
– Chcesz wódki, lafiryndo? – Podał jej szklankę, nie czekając na jej odpowiedź.
– Chcę z tobą zatańczyć. – Stuknęła swoją szklanką w jego.
Leciała transowa muzyka Skin. Jacek wziął ją za rękę i pociągnął na parkiet. Zauważyła pasiasty garnitur Bolka. Spojrzała na niego porozumiewawczo. Uśmiechnął się do niej rozbawiony i szybko wyszedł. Choć jej życie było gruzowiskiem, w piekle jakim był Tunel, czuła się spełniona. Jej życie pomogło komuś. Sprawiło, że nabrało sensu. Śmiała się nad ironią swojego życia, ocierając się o Jacka w tańcu, który nie reagował na jej ciało, urodę.
Czuła, że coś się za chwilę wydarzy. Wyczuwała znajomą energię, która ją okalała. W tym momencie jednak wypity alkohol nie pozwalał na dokonywanie logicznych analiz. Ze zdziwieniem spojrzała na Jacka, który zatrzymał się w tańcu i wpatrywał się z pogardą w jeden punkt. Raptem padł na podłogę, uderzony prosto w twarz. Krzyknęła przerażona.
Nad nim stał Antek, rzucając wściekłe spojrzenia na przebierańców. Jacek leżał na ziemi trzymając się za krwawiący nos. Agata z przerażeniem rozglądała się po twarzach wszystkich obecnych. Bała się o niego, wiedziała, że jest w niebezpieczeństwie. Była gotowa, bez względu na wszystko, bronić agresora. Szukała wzrokiem Bolka, chcąc mu wszystko wyjaśnić, błagać, by ocalił go, by wybaczył. Antek złapał ją za rękę i pociągnął do wyjścia, zupełnie nieświadomy miejsca, w jakim się znalazł, jak też ludzi, z którymi właśnie zadarł. Zobaczyła Bolka na schodach. Stał z podniesioną ręką i gestem tym uspokajał wszystkich, sugerując, że sytuacja jest pod kontrolą. Jak przez mgłę widziała Jacka, podnoszącego się z podłogi z niedorzecznie ironicznym uśmiechem i wymieniającego porozumiewawcze spojrzenia z Bolkiem.
Antek nie oglądał się na nikogo. Z furią ciągnął ją po schodach, a drogę torował im Bolek z nieukrywanym spokojem, który tylko dodatkowo przerażał Agatę.
W szatni podał Agacie płaszcz, obserwując ją z ironicznym półuśmiechem. Antek wyszarpnął mu okrycie, nie pozwalając nikomu dotykać dziewczyny.
– Morticio Addams, mówiłem, że twój problem rozwiąże się sam – szepnął jej do ucha Bolek z pełnym dumy i zadowolenia westchnięciem.
Pomimo, że Antek mocno go odepchnął, on wciąż zdawał się być rozbawiony całym tym zajściem.
Antek niemal wrzucił ją do samochodu, traktując jak niepełnosprawne dziecko, posuwając się nawet do tego, że zapiął jej pasy bezpieczeństwa, jakby miała sobie z tym nie poradzić.
– Doigrałaś się – syczał do niej w furii, lecz ona nie potrafiła poddać, nic sobie nie robiła z jego musztry. Cieszyła się po prostu, że uszedł z życiem, że nikt go nie skrzywdził.

Świat rozmazywał się. Pragnęła, by ten sen się nie skończył. Wpadła w nicość.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz