niedziela, 31 grudnia 2000

Rozdział 7 - Wybudzenie


Dorota wrzuciła wsteczny bieg. Patrzyła niepewnie na czarnego garbusa z białymi stokrotkami stojącego na parkingu galerii handlowej. Podeszła bliżej, by się upewnić, że to na pewno samochód Zuzy. Zajrzała do środka i nie miała już najmniejszej wątpliwości, że jest to auto przyjaciółki, która powinna być na wakacjach z rodziną wraz z jej mężem i córką.
Nie potrafiła tego zrozumieć, poczuła się niedorzecznie oszukana.
Pomimo, że dopiero co wjechała na parking, odechciało się jej robienia zakupów.
Usłyszała głośnie i szybkie stukanie obcasów, ledwie zdążyła się odwrócić, gdy wpadła na nią sama Agata Zimmer.
Patrzyły na siebie przez moment w osłupieniu, po czym Zimmerowa pocałowała ją żywiołowo na przywitanie.
– Cześć – zdawała się naprawdę cieszyć, że spotkała Dorotę.
– Cześć. Wystraszyłam się, że ktoś ukradł Zuzie samochód – tłumaczyła swoją obecność przy aucie.
– I postawił kradzione na parkingu galerii – Agata zaśmiała się.
– Fakt, zupełnie niedorzeczne – zawstydziła się ta.
– Jak i to, że ty tu jesteś? – Zimmerowa wrzucała pakunki z zakupami na tylne siedzenie samochodu.
– Muszę zrobić zakupy, mamy chrzciny w rodzinie – tłumaczyła.
– Ale przecież powinnaś być na wakacjach? – Agata ewidentnie nie była w stanie zrozumieć obecności Doroty w tym miejscu.
Ta nieśmiało uśmiechnęła się i chciała już coś powiedzieć, gdy Agata podjęła błyskawiczną decyzję.
– Poczekaj tu. – Złapała Dorotę za ręce. – Poczekaj, za chwilę wracam.
Agata pobiegła do parkomatu dokupić bilet. Po parkingu rozchodziło się szybkie stukanie obcasów i zapach mocnych kobiecych perfum. Obserwowała z daleka Agatę, jak w pośpiechu wyszukuje pieniędzy. Chciała do niej podejść i poratować ją drobnymi, jednak ta zdążyła wysypać całą zawartość swojej torebki na ziemię, wybrała kilka monet, które z radością wrzuciła szybko do automatu. Po tym zebrała wszystko z ziemi nie reagując na pełne zdumienia spojrzenia przechodniów i z uśmiechem wracała w kierunku Doroty.
– Masz czas? – spytała po powrocie.
– Dziewczynki są z nianią – wyjaśniła Dorota.
– To zabieram cię na kawę – rzuciałai pociągnęła oniemiałą dziewczynę za sobą.
Dorota pierwszy raz była w tej kawiarni. Tak naprawdę nie znała centrum handlowego, bywała tu rzadko i tylko wtedy, gdy naprawdę musiała.
– Dzień dobry – przywitała je z uśmiechem dziewczyna za barem.
– Witam – pomachała przyjaźnie Agata – proszę to co zawsze, razy dwa.
– Oczywiście – uprzejmie odpowiedziała barmanka.
– Przepraszam, że sama zadecydowałam, ale odlecisz, jak spróbujesz ciasta, które tu mają.
– Często tu bywasz? – Dorota rozglądała się po kawiarni, zachwycając się jej eleganckim wystrojem.
– Za często, jeszcze trochę i spodnie będą na mnie za ciasne, ale to jest warte każdej fałdy, za chwilę się przekonasz.
– Tobie to nie grozi – pocieszyła ją Dorota.
– Oj grozi, grozi. Cały czas muszę się pilnować, ale to nieważne. Mów dlaczego nie pojechałaś na wakacje – nie kryła swojej ciekawości.
– Dziewczynki się rozchorowały, ospy dostały, zostałam z nimi. Pojechał tylko Antek z Kasią – wyjaśniła obojętnie, bez cienia żalu.
– Pojechał bez ciebie? – Agata z niedowierzaniem wpatrywała się w Dorotę tak intensywnie, że ta zaczęła na siłę dopatrywać się w tym niestosowności.
– Chciał zostać, ale Kasia wpadła w rozpacz, bo ona bardzo przyjaźni się z Mileną. Wybłagałam Antka, by z nią pojechał. Poza tym jemu też przyda się urlop, ostatnio naprawdę dużo pracuje – z determinacją próbowała pozbawić Agatę myślenia, że jej rezygnacja z wakacji jest spowodowana egoizmem męża.
Czuła skupiony wzrok Agaty na sobie, która zamyśliła się, wyglądała jakby walczyła ze sobą. Dorota odniosła wrażenie, że jest na coś zła.
– Ojej, przykro mi, że nie pojechałaś – powiedziała tylko.
Dorota wzruszyła ramionami. Jej samej nie było przykro. Swego czasu będąc opiekunką dla dzieci swojej siostry, zmarnowała zbyt wiele godzin przy basenach, na plażach wystawnych kurortów. Dłużące się dni spędzała na obserwowaniu leniwych, rozrzutnych wczasowiczów i tylko jedno pytanie wtedy ją nękało. Dlaczego marnują swój czas na bezmyślne plażowanie, kiedy za murami hoteli toczy się życie? Tak bardzo inne, prawdziwe, wręcz przerażające. Nikogo nie interesowały zabytki, miejsca z historią, poznanie prawdy o kraju, w którym spędzali urlop.
– Trzeba było do mnie zadzwonić – powiedziała bez ogródek Agata.
Zaskoczyła tym Dorotę, która nie mogła zrozumieć niepojętej sympatii, którą ta jej okazywała.
– Pewnie jesteś bardzo zajęta, nie miałam odwagi zawracać ci głowy – tłumaczyła niezdarnie, nie mogąc przecież powiedzieć jej prawdy, że nawet nie pomyślała o tym, że ktoś taki, jak Agata miałby ochotę spędzać swoje wolne chwile z kimś takim, jak ona.
– Oj, przestań – przerwała jej.
– A ty co tu robisz? – zapytała Agatę, by zmienić temat.
– Wszystko by nie robić tego, co powinnam – zaśmiała się z mocnym akcentem sarkazmu.
– Jak to? – w ogóle nie rozumiała skrótów myślowych nowo poznawanej koleżanki.
– Nie daję rady, powoli zaczyna mnie to przerastać – Zimmer była zdegustowana samą sobą.
– I uciekasz na zakupy? – Dorota w ogóle nie rozumiała jej postępowania..
– To mnie rozluźnia, tyle że praca wciąż na mnie czeka – wyjaśniła zrezygnowana Agata.
– Odważna jesteś.
– Na odwagę to ja się zbieram, ponieważ muszę poprosić Erica o pomoc, ale cały czas to przekładam – Agata bezmyślnie mieszała łyżeczką w filiżance kawy.
– Obawiasz się, że może nie chcieć ci pomóc?
– Nie, to ja chciałam mu pokazać, że dam radę sama. Ale nie daję. – Wzruszyła bezradnie ramionami.
– Czasami trzeba nasze ambicje okiełznać. – Dorota starała się ją wesprzeć.
– Wiem, tylko Ericowi tak bardzo się podoba to, co robię. On we mnie wierzy, a ja muszę go tego pozbawić. Wstyd mi, że zawiodę jego oczekiwania – Agata nie kryła przed nią swoich oporów przed wyjawieniem prawdy mężowi.
– To z czym masz aż taki problem? – nieśmiało spytała Dorota.
– Ze wszystkim, ale głównie to nie ogarniam przepisów. W Szwecji mamy od tego Stephanię, ale tu nie jest mi w stanie pomóc. Z resztą nie śmiałabym jej o to prosić. A co dziwne, mniej problemów sprawiają mi przepisy budowlane, niż prawne. Z prawem pracy mam zdecydowanie największy problem, nie znam się na tych wszystkich przepisach.
Dorota patrzyła na Agatę z niedowierzaniem, tak silna i przedsiębiorcza kobieta gubiła się w temacie, który dla niej, kury domowej był wprost prymitywnie prosty. Zaśmiała się.
Agata spojrzała na nią ze smutkiem.
– Wiem. Jestem żałosna. – Naprawdę się zawstydziła.
– Nie, nie, nie. Nie o to mi chodzi, przepraszam, nie chciałam, żebyś to tak odebrała – Dorota miała wyrzuty z powodu swojego bezmyślnego zachowania. – Po prostu ja się trochę na tym znam – nieśmiało dodała.
Agata patrzyła na Dorotę tak, jakby w niepojętej ciemności dostrzegła błysk światła, ale wciąż nie była przekonana, że to nie złudzenie.
– Znasz się na prawie pracy? – upewniła się.
– Mam sporą przerwę, musiałabym pewne rzeczy poprzypominać sobie, skontaktować z moim promotorem, na pewno by mi pomógł – Dorota bardzo chciała wesprzeć koleżankę, pomóc jej w temacie, który był do pokonania.
– Promotorem? – Agata była oszołomiona.
– Jestem kurą domową, ale wykształconą – powiedziała z wahaniem.
– Jesteś niesamowita!
Dorota poczuła, jak policzki jej zapłonęły po zdawało jej się naprawdę szczerym wyznaniu Agaty.
Były to pierwsze zakupy w życiu, z których wracała z taką ilością pakunków. Nigdy wcześniej nie kupiła tylu rzeczy w jednym dniu i nie straciła tylu pieniędzy. Przy Zimmer bardzo łatwo było zapomnieć o stateczności, zachowawczości i oszczędności.
Nie potrafiła nie ulec, gdy Agata prawie krzycząc przekonywała ją, że coś jest lub nie w jej typie. Nigdy nie postrzegała siebie jako jakikolwiek typ. Widziała siebie raczej jako osobę nijaką, bezbarwną. Agata z uporem przekonywała ją do jasnych, pastelowych rzeczy wmawiając, że pięknie w nich wygląda, a ona poddawała się z coraz większym zaufaniem wszystkiemu, co ta wypowiadała. Czuła się jak ktoś zupełnie inny: bez swoich ciemnych ubiorów, bez swojej zbroi niewidoczności.
Wracając do domu patrzyła na torby i wcale nie miała wyrzutów. To był dobry dzień. Śmiała się, dużo się śmiała i zdawało się, że ktoś ją lubi. Nie rozumiała dlaczego, ale uwierzyła Agacie.
Stała przed lustrem i patrzyła na siebie w nowych strojach. Była zupełnie inna, bardziej słoneczna. Spojrzała na swoje stopy i pożałowała, że nie uległa jeszcze jednej namowie Agaty, ale to by było zbyt wiele, jak na jeden raz.
Z szuflady wygrzebała wizytówkę, tę samą, którą dostała tuż po obronie pracy licencjackiej i z której tyle razy korzystała na studiach magisterskich.
– Dzień dobry – przywitała się radośnie, sama sobie się dziwiąc.
– Witam panią – usłyszała zaskoczony ton swojego profesora.
– Potrzebuję pana pomocy.
– Proszę powiedzieć, że wraca pani do pracy? – spytał z nadzieją.
– Tak – skłamała, wiedząc, że tylko w ten sposób jej pomoże.
– Proszę mówić, co pani potrzebuje.
Wieczór spędziła na czytaniu najnowszych przepisów, przypominając sobie wszystko to, czego nauczyła się kilka lat temu. Była trzecia nad ranem, gdy położyła się spać pełna nadziei, że uda się jej pomóc Agacie.
Po krótkim śnie, z samego rana zadzwoniła do niej.
– Mam nadzieję, że jeszcze nie pozbawiłaś męża złudzeń? – spytała z nadzieją.
– Nie – usłyszała zaspany głos Agaty.
– Chyba damy radę. Wiem, jak ci pomóc. – Nie kryła podekscytowania tym, że ma na nowo możliwość zagłębić się w prawo pracy.
– Kocham cię, jesteś aniołem.
– Przesadzasz. Miałam przynajmniej motywacje do nauki na nowo – było to zupełnie szczere wyznanie.

Dorota nigdy wcześniej nie była w hotelu Zimmera. Nikt jej tam wcześniej nie zaprosił. Jechała z pewną obawą po raz pierwszy. Niepewnie przekroczyła drzwi. Agata wybiegła jej na spotkanie.
– Chodź! – Pociągnęła ją za rękę.
Dorota rozglądała się dyskretnie, nie chcąc zdradzić swojej ogromnej ciekawości tym miejscem, choć trudno było jej ukryć zaciekawienie. Nie spodziewała się, że hotel będzie aż tak okazały.
Przyglądała się ogrodnikom z zaangażowaniem wkopującym krzewy, patrzyła na reprezentacyjne wejście.
– To tu ma być restauracja? – spytała wskazując na lokal na parterze.
– To ty nie wiesz? – Agata była zaskoczona wręcz zaszokowana.
– Jestem tu pierwszy raz – wyznała.
– Jak to? – Na twarzy Agaty malowało się totalne zaskoczenie pomieszane z oburzeniem. Zamyśliła się na dłuższą chwilę, walcząc z emocjami, po czym powiedziała – wszystko ci pokażę.
Dorota zwiedziła cały hotel. Właścicielka z ogromnym zaangażowaniem pokazywała jej każde pomieszczenie, szczegółowo opisując, co będzie się w danym miejscu znajdować.
– Wiem, że póki nie ma mebli i ostatecznego wykończenia, trudno to sobie wyobrazić – tłumaczyła – ale naprawdę, uwierz mi, będzie pięknie – przekonywała ją właścicielka, tak jakby naprawdę zależało jej na tym, by Dorota w to uwierzyła, nie rozpoznając, że ta nie ma najmniejszych wątpliwości i bez wykończenia jest to dla niej najpiękniejszy hotel, jaki widziała.
– Nie wątpię – zapewniła Dorota, ponieważ pomimo braku tego wszystkiego czuła się tu dobrze, podobała się jej kolorystyka wnętrz, świetlistość i ekskluzywna prostota, swoista powściągliwość. Klasa Agaty.
– A teraz zaprowadzę cię do jedynego miejsca, gdzie wszystko jest wykończone.
Wjechały windą z parkingu do apartamentu, w którym od kilku tygodni mieszkała właścicielka, który znajdował się w każdym hotelu, imitując jej dom, w którym czuła się dobrze.
Dorota jednak przekraczając próg poczuła chłód. Rozglądała się po przeraźliwie zimnym pomieszczeniu pełnym bieli, czerni i szarości. Nie było w nim zdjęć, obrazów, kwiatów, drewna, które Dorota tak bardzo uwielbiała. Wszystko było gładkie i błyszczące, na ścianie wisiał tylko jeden przygnębiający obraz, w kolorach korespondujących z resztą wyposażenia. Jedynie schody na górę były brunatne i gdyby nie ich surowa struktura, mogłyby się jej spodobać. Minimalizm i ascetyzm - to był dom Agaty. Dorota nie mogła pojąć, jak tak otwarta i radosna osoba potrafi odnaleźć się w tych pomieszczeniach. Cieszyło ją, że Agata nie oczekiwała, żeby wypowiadać się na temat tego apartamentu lub komentować cokolwiek, co jej pokazywała.
Agata wzięła do ręki pilota.
– Czego masz ochotę posłuchać?
– Czegokolwiek.
– Nie uznaję tej odpowiedzi! Przy czym dobrze ci się myśli? – Agata usiadła na podłodze po turecku i przeglądała dziesiątki płyt starannie poukładanych w szafce.
– Nie wiem.
– Zawsze jak jestem sama, włączam sobie Faith No More, bo na co dzień, jak jestem z Erikem, to on nie pozwala mi tego słuchać. Zatem pomyśl, czego twój mąż nie trawi, a ty owszem.
Dorota zaśmiała się w duchu, ponieważ to nie miało znaczenia. Antka nigdy w domu nie było, więc sytuacja, w której mogliby nie zgodzić się w kwestii muzyki, nie mogła się zdarzyć.
– Polski rock – powiedziała obojętnie.
– Nie mów mi, że twój mąż tego nie lubi? – zdziwiona odwróciła głowę w kierunku Doroty.
– Nie lubi – zapewniła stanowczo.
– Jak nie można lubić muzyki, na której wszyscy się wychowaliśmy? – Nie mogła uwierzyć.
– Też się dziwię.
Siedziały na tarasie, z którego rozpościerał się widok na park. Dorota próbowała z początku
tłumaczyć pewne zawiłości prawa pracy Agacie, ale szybko poddała się, skupiając na pracy w pojedynkę, natomiast tamta zajęła się, tym co do tej pory tylko je rozpraszało. Zimmer odbierała dziesiątki połączeń telefonicznych, sama wykonując ich nie mniejszą liczbę. Pisała maile mrucząc wciąż pod nosem, co niezwykle bawiło Dorotę. Parzyła kawę, zamawiała jedzenie i wypalała niezliczone ilości papierosów.
– Muszę wracać do domu – powiedziała po kilku godzinach pracy Dorota.
– Przepraszam, że nie potrafię ci pomóc – Agata była przerażona tym, że Dorota chce wracać, a jeszcze bardziej tym, że zupełnie nie orientowała się w przepisach prawa.
– Popracuję nad tym w domu, ale muszę teraz wracać, bo niania musi wyjść – wytłumaczyła.
– To ja pojadę z tobą i zajmę się dziećmi, by nie przeszkadzały – zabrzmiało to jak prośba.
Dziewczynki były zachwycone zabawą z Agatą i jej obecnością. Z trudem udało jej się położyć do łóżka.
– Mogę u was zostać? – zapytała bez ogródek Agata.
– Jasne – Dorotę bardzo ucieszyła ta propozycją, gdyż świadczyło to o tym, że Agata dobrze czuje się w jej domu, w jej towarzystwie.
– Dużo zostało ci pracy?
– Jeszcze trochę. Pół godziny, godzinka.

Gdy Dorota skończyła, usiadły na tarasie. Piły wino. Była lipcowa, ciepła noc
– Jesteś z Wrocławia? – przerwała ciszę Agata.
– Nie, z Kostrzyna.
– Naprawdę? – Zaśmiała się ta. – Niesamowite! 
Dorota pomyślała w pierwszej chwili, że Agata pomyliła nazwę miasta z innym miejscem.
– Doprawdy, nie wiem co w tym niesamowitego? – zapytała zaskoczona Dorota.
– My tam właśnie się wybieramy.
– Do Kostrzyna?! – Nie mogła pojąć, po co ktokolwiek mógł się tam wybierać.
– No pewnie, tam będzie przystanek Woodstock! – Agata podekscytowana zaczęła chodzić po tarasie.
– Wybierasz się na przystanek Woodstock? – Nie mogła uwierzyć.
– A ty nie? – Pytania zadawane przez Zimmerową zupełnie zaskakiwały Dorotę, nie mogła pojąć, jak w ogóle ta mogła coś takiego zakładać, wyobrazić sobie ją w takim miejscu.
– Nie – odparła krótko.
– Chyba żartujesz, dlaczego? – Koleżanka naprawdę nie udawała, co było coraz bardziej niepojętym dla Doroty, że ma tłumaczyć coś tak oczywistego. Przecież dla każdego, kto z nią choć przez chwilę obcował, spojrzał na nią, powinno być logiczne, że nie jest to miejsce dla niej.
– To nie mój klimat – starała się wytłumaczyć Agacie.
– A byłaś już kiedyś? – zapytała ta.
– Nie.
– To skąd możesz wiedzieć, czy by ci się nie spodobało? – Agata kucnęła naprzeciw Doroty i pytająco na nią patrzyła. Dorota miała wrażenie, że ta próbuje ją przekonać do swojego planu, mało tego, ona chciała, by w nim uczestniczyła.
– A ty już byłaś? – próbowała odbić niewygodne pytanie.
– Jedziemy pierwszy raz. Obiecałam Ericowi, przyjeżdżają też nasi znajomi ze Szwecji. Szykuje się świetna impreza. – Nie było możliwości zmienić nastawienia Agaty.
– I co? Będziecie mieszkać pod namiotem? – Dorota nie mogła uwierzyć w to, co usłyszała.
– No jasne, to część atrakcji. Pomyśl, naprawdę warto czasami zabawić się w zupełnie zapomniany sposób, stać się na nowo nastolatkiem! – Uśmiechnęła się nostalgicznie.
Dorota roześmiała się w duchu. To absurdalne! Nie mogła zupełnie pojąć, dlaczego Agata była w stanie wyobrazić sobie ją – spokojną matkę trójki dzieci – na Woodstocku.
– Popatrz, jak bardzo jesteśmy do siebie podobne – przerwała jej zamyślenie Agata.
– My? – Jakkolwiek by się nie wysilała, nie widziała niczego, w czym mogłaby przypominać przebojową Agatę. I gdyby nie spędziła z nią całego dnia, nie pomogła jej w pracy, mogłaby uznać, że ta się z niej naśmiewa.
– Obie dla mężczyzn swojego życia zostawiłyśmy wszystko.
Dorota pomyślała o swoim życiu, które było za nią. Nie widziała w swoim wyborze żadnego heroizmu, ale wciąż zaskakiwała ją Agata, która będąc tak inną, doskonalszą, piękniejszą potrafiła traktować ją jak równą sobie.

Dorota od rana pracowała, a Agata bawiła się z dziewczynkami. Po południu komórka Agaty zadzwoniła innym sygnałem, niż ten, do którego zdążyła przywyknąć Dorota. Zimmer podbiegła podekscytowana niczym małe dziecko. Odebrała i zaczęła mówić po szwedzku, śmiała się, a jej oczy nabrały jeszcze większego blasku.
– Eric przyjechał – powiedziała z zachwytem w głosie. – Przyjedzie po mnie wieczorem.
Dorota znała Erica tylko z opowiadań Zuzy, które przedstawiały go w nienajlepszym świetle. Poczuła tremę, obawiała się spotkania z Erikiem Zimmerem, przedsiębiorcą, o którym rozpisywała się prasa. Z kimś, kogo tak bardzo nienawidziła Zuza, uważając go za najbardziej gburowatą i odrażającą osobę na ziemi. Dlatego też, gdy wieczorem usłyszała odgłos motocykla jej serce załopotało w panice. Agata zaś z radością wybiegła z domu i z impetem wpadła w ramiona męża.
Dorota obserwowała ich z okna. Widziała jak czule się obejmują, jak on ją całuje, jak na nią patrzy, delektuje się zapachem jej włosów. Gdy Agata ze śmiechem ciągnęła za rękę Erica w stronę domu, Dorota poczuła jak jej ciało spina się ponownie.
– Dobry wieczór – powiedział od progu.
– Znasz angielski? – spytała Doroty, która szybko przytaknęła. – Mów po angielsku – powiedziała do męża.
– Eric – ukłonił się Dorocie.
– Dorota – odpowiedziała ta równie prosto.
– Przytulnie tu – rozejrzał się po domu, po czym rozsiadł się wygodnie na kanapie.
– Tak, bardzo ciepło – dodała Agata.
Dorota nie wiedziała czy odebrać to jako ironię, czy naprawdę podobał im się jej dom, tak bardzo odbiegający od ich apartamentu. Eric, choć nie miał zbyt atrakcyjnej prezencji, zwłaszcza gdy siedział przy żonie, to jednak zrobił na Dorocie pozytywne wrażenie. Nie widziała w nim potentata hotelowego, poważanego biznesmena, a człowieka do którego zapałała nagłą sympatią spowodowaną tym, że nie pozował, nie popisywał się swoją pozycją i był mężem wspaniałej kobiety.
– Macie może piwo? – spytał.
– Przecież będziesz jechał – upomniała go Agata.
Wzruszył ramionami w odpowiedzi.
– Mam piwo, jeśli chcesz – zaproponowała nieśmiało Dorota.
– Eric – upomniała go Agata ponownie.
– Kicia, mam ochotę na piwo – uparł się Zimmer.

Dorota dawno już nie śmiała się tak głośno. Eric rozbawiał je do łez, opowiadając zabawne historie ze swojego życia. Prawdziwy Zimmer był bardzo odległy od obrazu, który zbudowała w sobie Dorota pod wpływem opowiadań Zuzy.

Rano, gdy siedziały razem z Agatą przy kawie, nagle dziewczynki zaczęły przeraźliwie krzyczeć. Przeraziły się obcego w domu. Eric wyszedł do nich na taras i robiąc zabawne miny sprawił, że strach szybko opuścił dziewczynki. Potem woził je na motorze, kąpał się z nimi w dmuchanym basenie, budował całe miasto z piasku, po czym usnął razem z nimi na kocu. Dorota czuła się w towarzystwie Zimmerów bardzo dobrze, swobodnie. Czuła, że ma przyjaciół wokół siebie, śmiała się, jak chyba nigdy dotąd. Była doceniana. Choć była dorosła, była żoną i matką, to przy Zimmerach czuła się nareszcie młoda, niczym nastolatka po raz pierwszy pozbawiona opieki rodziców.
Siedzieli wieczorem przy winie, Eric uśpił dziewczynki, czym chełpił się bardzo, twierdząc że jest stworzony do opowiadania bajek. Agata zaś temperowała jego samochwalcze wywody, ripostując, że bajki musiały być niezwykle nudne, skoro dzieci przy nich zasnęły.
– Powiem ci, Kicia, że mi imponujesz, cały czas czekam, kiedy poprosisz mnie o pomoc, a ty wciąż świetnie dajesz sobie radę – powiedział całując Agatę w czoło.
Kobiety wymieniły pomiędzy sobą porozumiewawcze spojrzenia.
– Pracuj dla mnie – zaproponowała Agata, gdy Eric usnął.
Dorota patrzyła w osłupieniu na Agatę, nie mogąc opanować emocji, które ta propozycja w niej obudziła. Od niepamiętnego czasu pomyślała o sobie, o swoich potrzebach. Pierwszy raz zapragnęła opuścić dom, dzieci, męża. Przestać istnieć tylko dla nich. Zapragnęła pracować przy Agacie, dla Agaty, z Agatą.
– Żartujesz sobie – ni zapytała, ni stwierdziła po długiej przerwie.
– Nie. – Ton Agaty był bardzo przekonujący.
– Zawsze mogę ci pomóc, jeśli tylko będę umiała, ale chyba nie dam rady dla ciebie pracować – Dała Agacie alternatywę, by ta nie czuła się do niczego zmuszona, by jej pomocy nie odebrała jako poważnego zobowiązania.
– Przecież pracujesz dla mnie już trzeci dzień – nie odpuszczała Agata.
– Niby tak, ale to co innego. Nie mam aż takiej wiedzy… Nie, nie to nierealne – przekonywała samą siebie.
– Dasz radę, przecież wiesz to! – Agata pozostawała nieugięta.
– Dlaczego nie zgłosisz się do agencji, która profesjonalnie poprowadzi wszystkie sprawy?
– Nie chcę być jedną z wielu, potrzebuję kogoś zaufanego. Potrzebuję ciebie.
– Muszę to przemyśleć – powiedziała przejęta, uginając się pod wyczekującym wzrokiem Agaty.
– Proszę, pomyśl, czy ty tego chcesz? Potrzebuję cię – powiedziała Zimmer, patrząc z nadzieją na Dorotę.

Nie chciała, ona tego pragnęła.  

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz