niedziela, 31 grudnia 2000

Rozdział 70 - Jesteś

Nie chciała się budzić, chciała, by ten sen trwał. Chciała w nim zostać już na zawsze.
Niestety, brutalny poranek zmuszał do wstania z przeszywającym bólem głowy, uświadamiał, że realny świat dopomina się o nią, że ciało potrzebuje wody, by pokonać kaca.
Otworzyła oczy. Sen trwał nadal. Pomimo czysto ludzkich pragnień, wciąż śniła. Zaczęła się łudzić, że Bolek w akcie łaski dał jej tabletkę, która sprawiała, że oddychała swobodnie, że zachłystywała się nadmiarem powietrza.
Z rozbawieniem zamykała i otwierała oczy, a on siedział wciąż obok jej łóżka. Ta tabletka była lepsza. Ile razy nie otworzyła oczu - on był. Zaśmiała się podekscytowana nowym doznaniem. Mogła oddać swoje organy, mogła wydać cały swój majątek dla tych chwil. Jeżeli odnajdzie ten specyfik, poprosi o ulepszoną formułę. Tak. Jak ma się stoczyć na dno, to nie chce, by on był na nią zły, ma nie patrzeć na nią takim deprymującym spojrzeniem. Ma się śmiać, mieć swój chłopięcy wyraz twarzy i ironiczne spojrzenie. Zamknęła oczy i pomimo bólu realności, zasnęła.
Otworzyła oczy. Tabletka już nie działała. Nie było go. Zrezygnowana wstała, wzięła prysznic. Na dole ktoś był. Była pewna, że to Jacek. Dlaczego krzyczał?
– Słuchaj, jebany żołnierzyku! – Jacek wykrzykiwał słowa z pogardą – Gdzie byłeś, gdy ciebie potrzebowała?
– Nie zbliżaj się do niej – Antek ostrzegał.
– Nie będziesz mi mówił, co mam robić! Jakby mnie przy niej nie było, dopiero miałbyś problem – kpił.
– Byłem tam, świetną opiekę jej zaoferowałeś, naprawdę, jestem poruszony – teraz Antek zaatakował podniesionym tonem.
– Jej się tam krzywda nie działa, włos nie miał prawa spaść jej z głowy! – pewnie zaznaczył.
– Co, obroniłbyś ją? – Zacharewicz nie ustępował.
– Byłem przy niej każdego cholernego wieczoru, gdy trzęsła się z zimna – rzucił dosadnie. Nastała cisza.
– Bohater! – Po chwili parsknął Antek.
– Tak, bo ja byłem, a ty na co liczyłeś? Że sama sobie poradzi? – Piskorz był aż nadto pobudzony i tak naprawdę pierwszy raz słyszała taki potok słów w jego wykonaniu.
– Jestem poruszony twoim poświęceniem, może zdradzisz, czym jest spowodowane? – zadał pytanie, sugerując jasno, iż podejrzewa Jacka o brak szczerych intencji, o istnieniu których Agata była zdecydowanie przekonana.
– Czymś, czego ty, cieniasie, nie jesteś w stanie pojąć. – Trzasnęły drzwi. I choć miała nadzieję podsłuchać czym powodowana jest nadmierna troska i oddanie chłopaka, nie było jej to dane.
To nie był sen. Była tego pewna.
Widziała go z góry, jak siada na schodach. Jak zrezygnowany wplata ręce we włosy. Jak uderza pięścią w ścianę. Zeszła boso pięć stopni, usiadła za nim. Oparł się o jej nogi. Przesunęła się niżej. Oplotła go nogami, dotykając jego włosów, wtulając się w jego plecy.
– Jesteś – powiedziała poruszona, wciąż do końca nie wierząc w to wszystko.
– Powinienem być tu zawsze – odwrócił się do niej. – To był ostatni raz, gdy ciebie posłuchałem.
– Antek... – Patrzyła na niego ze wzruszeniem.
– Nie obchodzi mnie, co będzie dalej, nie potrafię żyć bez ciebie. – Jego oddech przyspieszał, był tak bardzo blisko.
Delikatnie pocałował ją w usta. Drżała. Pieścił jej szyję, poddawała się temu z rozkoszą. Zsunął jej koszulę. Uległa mu, tak bardzo pragnęła ukoić swoje pragnienia, swoje tęsknoty, zacząć na nowo oddychać. Szeptał jej imię. Kiedy zasnął, usiadła na łóżku i patrzyła jak śpi. Uwielbiała ten obraz. Należał wtedy tylko do niej. Wtuliła się w jego plecy, a on przez sen, przyciągając ją pod siebie powiedział:
– Jesteś.
Piła kawę i uważnie go obserwowała, wciąż do końca nie potrafiąc uwierzyć, że jest z nią.
– Nie podoba mi się twoja znajomość z Jackiem – powiedział, patrząc na nią z powagą.
– Trudno. – Obojętnie wzruszyła ramionami. Nie miała ochoty tłumaczyć się komukolwiek ze swojej relacji z Piskorzem.
– Agata – upomniał ją.
– Cokolwiek sobie myślisz, Jacek to osoba, na której nigdy się nie zawiodłam. – Patrzyła mu wymownie w oczy. Opuściła wzrok nie odpowiadając. Jak mógł tak bezczelnie udawać? Teraz, gdy zaspokoiła swoje pożądanie, docierała do niej rzeczywistość i mogła realnie oceniać sytuację.
– Agata – usiadł przy niej – kiedy się na mnie zawiodłaś? – zapytał z ją z żalem.
Wciąż nie odpowiadała, z niechęcią przywołując w pamięci obraz rudowłosej Sary. Nie miała pojęcia, jak powinna postąpić. Wybaczyć mu to wszystko, na nowo próbować odbudować zaufanie, czy zakończyć to na zawsze. Ostatnie rozwiązanie było najrozsądniejsze, ale niewykonalne. Nie zdołałaby go unieść, zwłaszcza teraz gdy odzyskała Antka, gdy był przy niej.
– Chcę wiedzieć – nie ustępował.
– Sara – powiedziała krótko z nieukrywanym oburzeniem, że zmusza ją do wypowiedzenia tego imienia, jakby nie zdawał sobie sprawy z tego, co zrobił.
Patrzył na nią z niedowierzaniem marszcząc czoło i brwi.
– Proszę, powiedz, że żartujesz? – zażądał tonem świadczącym o tym, że słowa Agaty naprawdę go zaskoczyły.
– Nie. – Spojrzała mu w oczy, nie chcąc sobie pozwolić na to, by ją oszukiwał tak, jak żonę. Skoro nie miała siły, by nie stać się jego kochanką, nie mogła dopuścić do tego, by była w tym oszukiwana.
– Ubieraj się! – rozkazał, zrywając się gwałtownie z krzesła.
– Po co? – Patrzyła zdziwiona, nie wstając z miejsca.
– Jedziemy na wycieczkę. – Niemal zmusił ją do tego, by wstała, pomagał jej nawet zapinać płaszcz, byle tylko przyśpieszyć wyjście.
Nie rozmawiali w drodze do lasu. Nie patrzyła na niego, choć czuła jego uporczywe spojrzenie.
Otworzył przed nią drzwi. Patrzyła na drzewa i w milczeniu przepraszała, że jest wśród nich. Żegnała się z nimi na zawsze w maju. Miała już nigdy ich nie zobaczyć. Nie dotrzymała słowa.
Wziął ją za rękę i postawił przy jej drzewie.
– Jesteś nienormalna, jeżeli sądzisz, że mógłbym spojrzeć na inną kobietę. Przecież wiesz, że Sara jest kretynką, nie potrafiłbym jej nawet dotknąć – powiedział z odrazą.
– A jednak – nie ustępowała.
– Jakie jednak?! Przez ten cały czas jak obłąkany pragnąłem tylko ciebie, chciałem ciebie! – prawie wykrzyczał ostatnie słowa.
Odwróciła wzrok. Czy mogła być aż tak głupia i zacietrzewiona w jednotorowym myśleniu nie dopuszczając innych wariantów? Czuła, jak ustępuje wielki ból.
– Nie obchodzi mnie, czy chcesz to usłyszeć, czy nie. – Przyparł ją delikatnie do drzewa i podniósł brodę, by na niego spojrzała. – Kocham cię.
Kręciło jej się w głowie.
– Kocham, tak jak nie kochałem nikogo, kocham tak, że bardziej nie potrafię. Kocham tak, jak nigdy nikt nie będzie w stanie ciebie kochać, bo bardziej się nie da – wyznawał to, patrząc w jej oczy.
– Antek, nie możesz! – Drżała, przytłoczona siłą jego wyznania, z trudem wypowiadała słowa.
– Nic nie poradzę.– Przytulił ją do siebie.
– Dorota – wypowiedziała z bólem.
– Próbowałem, naprawdę – zapewnił. – Ona jest warta kogoś, kto będzie ją kochał bardziej. Tak, jak na to zasługuje. – Był tym szczerze rozdarty.
– Ona ciebie kocha – wyszeptała z bólem.
– Ona nie jest ze mną szczęśliwa tak, jak być powinna – tłumaczył.
Próbowała uwierzyć w jego słowa, bo tak byłoby najprościej, jednak jej podświadomość walczyła z tym łatwym rozwiązaniem. Wiedziała, że nie może zadać cierpienia kruchej Dorocie.
– Co my narobiliśmy? – Płakała bezradnie. – Dlaczego to wszystko jest tak skomplikowane?
– Agata, powiedz, że czujesz inaczej, a ja nie będę na ciebie naciskał – zapewnił.
– Czuję to samo. – Spojrzała na niego zrezygnowana.
– Powiedz to, chcę to wreszcie usłyszeć – szeptał jej do ucha.
– Kocham cię. – Pocałowała go. – Tak bardzo, że bardziej się nie da – powiedziała cicho.
Całował ją, ścierał jej łzy szczęścia, paniki i zapomnienia.
Gdy wracali do miasta, wciąż ją dotykał, całował, z niedowierzaniem uśmiechał się do niej, odpowiadała mu tym samym, z coraz większą nostalgią i wiarą poddając się fatum.
– Dokąd jedziemy? – zapytała widząc, że nie kieruje się w kierunku hotelu.
– Zobaczysz – uśmiechnął się do niej tajemniczo.
Minęli restaurację, w której kiedyś jedli obiad, wjechali w las.
Prowadził ją za rękę przed nowo wybudowany budynek.
– Witam w Chłopkach. – Objął ją.
– Po co mnie tu przywiozłeś? – Niczego nie rozumiała.
Wjechali windą na ostatnie, czwarte piętro. Otworzył mieszkanie i wprowadził ją do środka.
– Kupiłeś tu mieszkanie? – domyśliła się.
– Chcę, byś tu mieszkała – powiedział, zdejmując jej płaszcz.
– Ja? – wciąż nie pojmowała, do czego zmierzał.
– Na razie. Nie chcę, byś mieszkała w hotelu, byś zastanawiała się, czy ktoś cię obserwuje albo sprawdza – wyjaśnił z troską.
– Antek, stać mnie na mieszkanie. – Nie potrzebowała jego pomocy.
– Wiem. Obiecuję, że wybudujemy dom, będziemy mieli normalne życie, ale na razie proszę, bądź tu. – Patrzył na nią z powagą.
To miało sens. Mogła tu uciec od zgiełku hotelu. Zaczął ją ten plan przekonywać, z każdą kolejną chwilą coraz bardziej.
Rozglądała się z przejęciem po wnętrzu. Znał ją tak dobrze, wiedział, co się jej spodoba. Mieszkanie nie było duże. Aneks kuchenny z pokojem, sypialnia, łazienka i duży, narożnikowy balkon. Meble były jasne, ale nie tak, jak w jej apartamencie. Ściany nie były zbyt surowo wykończone. A jednak wszystko tu było takie jej. Tak, tu mogłoby być jej dobrze.
– Z tym czekałem na ciebie – pociągnął ją w kierunku sypialni.
Było tam pusto, na środku leżał materac i rozrzucona niedbale pościel.
– Spałeś tu? – zapytała zaskoczona.
– Musiałem zaznaczyć teren – pociągnął ją – byś zechciała ze mną zostać.
Dotarli do Nibylandii, najpiękniejszego, jedynego świata, gdzie mogli być razem.

Usiadła na blacie w kuchni i obserwowała las, jaki otaczał Nibylandię.
– Jak jestem przy tobie – zaskoczył ją, otulając ramionami – to zaczynam wierzyć, że ludzie są stworzeni jako dwie połówki pomarańczy.
Zaśmiała się.
– Jakby ktoś tak to wymyślił, na pewno nie pozwoliłby na to, byśmy tak długo siebie szukali i za taką cenę. – Wtuliła się w niego, nie potrafiąc zapanować nad dręczącym ją poczuciem winy.
– Zobaczysz, wszystko się ułoży – zapewnił ja z oddaniem. Nie wiedziała, skąd on czerpie siły, jakim cudem udaje mu się w to wierzyć.
– Antek. – Nie patrzyła na niego. – Nie pozwolę, byś zostawił rodzinę. Ani Dorota, ani dziewczynki nie mogą stracić ciebie. – Patrzyła na las.
– Agata…
Powstrzymała go.
– Będę tu – zapewniła. – Będę z tobą, przy tobie, nie zostawię cię, bo nie potrafię, ale też nie potrafię mieć ciebie tylko dla siebie, rozumiesz? – Próbowała stworzyć alternatywny świat.
– Nie damy rady. – Nie poddawał się jej pomysłowi.

– Nie damy rady ze sobą nie być, ale damy radę dzielić się sobą, nie możesz ich zostawić, ja je kocham, ty je kochasz. – Dotknęła jego serca. – Proszę – błagała, by się zgodził.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz