niedziela, 31 grudnia 2000

Rozdział 71 - Radość

– Oszukałaś! – krzyczał Antek z głębokim oburzeniem.
– Nie! Mam przecież prawo cofnąć ruch, dopóki nie odstawiłam zupełnie pionka – upierała się Agata.
– No właśnie, a odstawiłaś – powiedział oczywistym tonem.
– Wcale nie – obstawała przy swoim z pełnym przekonaniem.
– Nie gram z tobą, jesteś oszustką, nie potrafisz przegrywać! – zarzucił jej.
– Ja? – zapytała urażona oskarżeniem. – Przecież wcale nie przegrywałam! To ty masz jakieś chore ambicje – wytknęła.
– Tato – zdenerwowała się w końcu Ela – ustąp, dziewczynkom trzeba ustępować – przekonywała go, nie chcąc psuć zabawy.
– Ciotka nie jest dziewczynką, tylko wredną babą! – Wstał od stołu i podszedł do Doroty, ze złością spoglądając na Agatę.
– Uspokój się – śmiała się, widząc wzburzenie męża.
– Ja z nią nie gram. – Nalał sobie wody do szklanki rzucając pełne złości spojrzenia w kierunku Agaty, która nic sobie nie robiła z jego sceny i z rozbawieniem dalej grała z dziewczynkami w grę planszowo - karcianą.
– Tato! – wołała go Kasia. – Wracaj!
– Nie! Ograjcie ciotkę, tylko uważnie patrzcie jej na ręce – instruował córki, przestrzegając je przed Agatą.
Ale ta na jego złośliwości tylko pokazała mu język, co wywołało atak śmiechu dziewczynek.
Dorota z nostalgią patrzyła na ich zabawę. Na Antka, który zza pleców Agaty pokazywał córkom, co ta ma wypisane na kartach do gry. Jak Agata ze zdenerwowaniem rzuca mu wściekłe spojrzenia i w końcu przegrywa.
– Ciociu, nie martw się – pocieszała ją Ola. – Kto nie ma szczęścia w grze, ma szczęście w miłości – powiedziała pełna przekonania, że to ją pocieszy.
– Kochanie, nie wierz w te idiotyczne przysłowia – powiedziała zrezygnowana Agata, głaszcząc Olę po głowie.
Wstała i podeszła do Doroty.
– Nalejesz mi wina? – Podała swój kieliszek.
Dorota z czystą przyjemnością dolała Agacie czerwonego trunku. Nie potrafiła nacieszyć się na nowo odzyskanym światem. Nie dopytywała o przebieg rozmowy pomiędzy Antkiem a swoją szefową, nie chcąc narażać się na ewentualne wyrzuty spowodowane tym, że to ona mu doniosła. Pragnęła cieszyć się rezultatem, nie bacząc na środki, jakie zostały w tym kierunku poczynione.
– Jakie masz plany na święta? – zapytała Agatę, mając dla niej kuszącą propozycję.
– Ja? – Popatrzyła lekko spłoszona. – Będę u Ulki.
– Może chciałabyś przyjechać do nas? Będzie Hania, poznasz moją teściową – zachęcała.
– Dziękuję, ale obiecałam już Ulce – wręcz broniła się przed propozycją Doroty. – Będą u niej moi rodzice, to pierwsze od wielu lat święta, jakie z nimi spędzę – starała się to logicznie wytłumaczyć.
– Rozumiem. – Dorota przytuliła przyjaciółkę. – Ale na zakupy idziemy razem? – upewniła się, nie mogąc doczekać się ich babskiego wypadu do centrum handlowego.
– Oczywiście.
Dorota na nowo była szczęśliwa, na nowo była spełniona. Piąta trzydzieści znowu oznaczała początek kolejnego, interesującego dnia. Każdego poranka z podnieceniem wstawała, by go przeżyć, czekając, co jej przyniesie.
Wszystko było takie, jak dawniej. Agata zaspana, spóźniona wpadała do biura. W samochodzie Doroty na nowo pojawiły się porozrzucane pięciozłotówki. Magda powoli wybaczała Jackowi i jak kiedyś co rano zarażała wszystkich swoim uśmiechem. Ulka była szczęśliwa, bo nic tak jej nie dowartościowywało, jak praca. Jacek wrócił ze swoją posępną miną. Był jak kiedyś. Zamknięty, małomówny, sarkastyczny. Przepuszczał ją w drzwiach i pracowali milcząc. Zuza porzuciła swoją obsesję, nie sprawdzała już na każdym kroku Agaty. Tylko rzucane z wymowną złością do Jacka: – Cześć, ciołku – miało podkreślać, że nie wybaczyła mu niezłomnej lojalności względem Agaty i braku pomocy wtedy, gdy o nią prosiła.
On odwzajemniał się pogardliwym spojrzeniem i odpowiadał:
– Też cię nienawidzę. – Wywoływało to uśmiech triumfu na twarzy przeciwniczki.

Wieczorami siadała przy komputerze z kubkiem herbaty i szukała na Kurniku Anity. Po chwili dołączała do nich Cobra666. Antek w końcu spał spokojnie.  

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz