niedziela, 31 grudnia 2000

Rozdział 73 - Zeznania

Agata w pośpiechu jechała do Tunelu. Ze zdenerwowaniem spojrzała na zegarek. Miała dwie godziny do przyjazdu Antka. Zaparkowała obok czerwonego samochodu Jacka.
– Cześć, chłopaki – przywitała się z ochroną klubu, szybko zbiegając na dół.
Bez zastanowienia przebiegła wąskim korytarzem wpadając do gabinetu Bolka.
– Siadaj. – Spokojnie pokazał jej miejsce Jacek.
– O której masz być na komendzie? – zapytał rzeczowo Bolek.
– O siedemnastej – odpowiedziała z przejęciem. – Co z nim zrobiliście? – szybko spytała o Protowicza.
– Chłopcy nic mu nie zdążyli zrobić. – Bolek chodził po pokoju starając się zachować opanowanie. – Chcieli go tylko nastraszyć, miał wykopać sobie grób, ale ten idiota zastrzelił się. – Nie krył niedowierzania co do zachowania lekarza.
– Super. – Agata siedziała spanikowana. Coraz dotkliwiej do niej docierało, w co jest zamieszana.
– Powiedz, jak było – doradził Bolek. – Ty nic nie zrobiłaś – uspokajał ją.
– Jak do mnie dotarli? – Nie rozumiała, dlaczego znalazła się w grupie podejrzanych.
– Bankier – rzucił Jacek.
– Dasz radę do jutra zrobić porządek? – zapytał Jacka Bolek.
– Tak. – Spojrzał na Agatę. – Jutro mnie nie ma w pracy – powiadomił ją.
– Co będziesz robił? – Czuła się uprawniona do zadawania pytań, nie ze względu na swoją pozycję, a na fakt, że teraz należy do ich mrocznego świata.
– Musi naprawić film – pokazał na monitoring Bolek. – Ty im podpowiedz, że tu są kamery.
– A jak zorientują się, że to fotomontaż? – Nie chciała jeszcze bardziej pogrążać się w nielegalnych czynach.
– Cholera, Agata, chyba już kiedyś mówiłem, że po mnie się nie poprawia – obruszył się Jacek.
Agata w skupieniu wysłuchiwała wskazówek Bolka, od czasu do czasu powtarzając instrukcje, wciąż jednak nerwowo spoglądała na zegar.
– Ona się chyba spieszy – powiedział Jacek, spoglądając dwuznacznie na szefa.
– Dobra, jedź już. – Bolek usiadł w fotelu patrząc z rozbawieniem, jak Agata w pośpiechu zakłada płaszcz.
– No co? – rzuciła poirytowana ich spojrzeniami.
– Nie wracasz do hotelu? – zapytał z rozbawieniem.
– Nie twoja sprawa – odpyskowała, nie mając najmniejszego zamiaru tłumaczyć się, zwłaszcza przed nimi.
Nie obchodziło ją, co o niej myślą, co wiedzą, choć była pewna, że więcej, niż by chciała.
Nie udało się jej być przed Antkiem. Na parkingu zobaczyła samochód Doroty, którego on teraz używał.
Gdy przekraczała próg, gdy zanurzała się w Nibylandii, nie było świata poza.
– Cześć.– Stęskniona pocałowała go na przywitanie.
– Gdzie byłaś? – Odgarnął jej włosy i zaczął całować szyję.
– Nie mogę powiedzieć. – Uśmiechnęła się tajemniczo.
– Bo?
– Bo tak – śmiała się.
– Kupiłaś mi prezent? – Posadził ją na blacie w kuchni.
– Nie, jesteś złym chłopcem i nie dostaniesz prezentu – droczyła się z nim, poddając się z lubością jego pieszczotom.
– Kłamiesz. – Całował ją. – Ty jesteś najlepszym prezentem. Ale jestem bardzo niegrzecznym chłopcem, to prawda.
– Zostajesz? – zapytała z nadzieją.
– Tak – uśmiechnął się, wyciągając butelkę wina.
Agata leżała na sofie czytając książkę i głaskała włosy Antka, który siedział na podłodze z laptopem na kolanach.
– Może przyjedziesz do nas na święta? – zaproponował.
– Jasne – obruszyła się. – O niczym innym nie marzę, jak tylko poznać twoją mamę – ironizowała.
– Zobaczyłabyś się z Hanką. – Spojrzał na nią zachęcająco.
– Z Hanką chętnie się zobaczę, możesz przywieźć ją do mnie hotelu – podpowiedziała.
Uśmiechnął się z zadowoleniem.
– Co? – zapytała nie wiedząc, co takiego wywołało jego wręcz nostalgiczną reakcję.
– Nie nazywasz już hotelu domem. – Pocałował ją.
– Nie nazywam. – Zamyśliła się uświadamiając sobie, że tak szybko to miejsce, tych pięćdziesiąt metrów kwadratowych, stało się jej ostoją, którą potrafiła już nazwać domem.
– Będziemy jeszcze mieli prawdziwy dom, obiecuję. – Przyciągnął ją do siebie mówiąc tak, jakby czytał jej w myślach.
– Dobrze mi tutaj – zapewniła z pełnym przekonaniem, niczego nie udając.
– Zasługujesz na coś więcej.
– Jestem jak Maria Callas, potrafię całe życie trwać przy kochanku – wskazała na biografię, którą czytała.
– Chcę przy tobie zestarzeć się i umrzeć – powiedział poważnie.
– Dokładnie tak było z nim – udawała beztroską.
– Jakim „nim”? – Nie znał tej historii.
– Onasisem.
– Agata, przestań się wygłupiać – nie dawał się zbyć.
– Ale ja mówię poważnie. Całe życie byli kochankami, on miał wiele żon, ale ona wciąż była przy nim, niezmiennie.
Musiała udawać, musiała brnąć w to, by mogli ze sobą być. Chwila jej słabości oznaczałaby koniec. Nie mogła go zabrać Dorocie. Nie potrafiła się z nim rozstać. Musiała być silna i zdeterminowana wiedząc, że kiedyś przyjdzie dzień, o którym nie chciała jeszcze myśleć.

Agata zatrzymała się na parkingu pod Komendą Policji. Pewnym krokiem przekroczyła wejściowe drzwi.
– Jestem umówiona z komisarzem Filipem Koreckim – poinformowała w dyżurce.
– Tym korytarzem, do końca – powiedział siwowłosy policjant otwierając jej drzwi.
Zapukała lekko w drzwi.
– Proszę – przywołał ją męski głos.
– Agata Zimmer. – Podała rękę wysokiemu, ciemnowłosemu mężczyźnie.
– Korecki, proszę usiąść – wskazał oschle krzesło. Próbował być wobec niej bardzo konkretny, co tylko ją rozbawiło.
Uśmiechnęła się pod nosem. Wiedziała o nim zdecydowanie więcej, niż mógł się spodziewać.
Jacek przedstawił jej życiorys policjanta - pracoholika, który był w trakcie rozwodu, co nie najlepiej znosił. Jednak przed nią zgrywał twardziela.
– Wie pani, w jakiej sprawie panią wezwałem? – Usiadł na brzegu biurka.
– Tak, poinformował mnie pan wczoraj – przypomniała mu z zupełnym opanowaniem.
– Zgłoszono zaginięcie Bernarda Protowicza. – Spojrzał na nią z powagą, opanowanym wzrokiem, zdając się ignorować jej atrakcyjność. – Ostatnio był widziany w nocy z trzydziestego pierwszego października na pierwszego listopada tego roku, w lokalu Tunel. Dowiedzieliśmy się, że zanim opuścił to miejsce, doszło w nim do incydentu z pani udziałem.
Agata wymownie spojrzała na kalendarz.
– Pan wybaczy, ale jest siedemnasty grudnia., Dlaczego dopiero teraz ktoś interesuje się jego zaginięciem? – zapytała złośliwie.
– Czy była pani w tego dnia w lokalu? – Nie reagował na jej uszczypliwą uwagę, którą miała zamiar go przekonać o tym, że w ogóle nie jest zdenerwowana i w żaden sposób winna.
– Tak, byłam – przytaknęła ze spokojem.
– Czy może pani przedstawić w kilku słowach, co tam zaszło?
– Było dużo ludzi, siedziałam z byłym bankierem, którego znałam z wcześniejszych wizyt w lokalu. Był z nim starszy mężczyzna, bardzo uprzejmy i szarmancki, jednak gdy się przedstawił, naplułam mu w twarz, wylałam na niego drinka, nazwałam szumowiną i wstałam od stołu. – Patrzyła mu w oczy, nie okazując cienia żalu.
– Co się stało potem?
– Kolega Protowicza zaczął mną szarpać i niecenzuralnie się do mnie odzywać, zainterweniowała ochrona. – Wzruszyła obojętnie ramionami przedstawiając zajście niczym zupełnie nieznaczącą opowiastkę.
– Dlaczego potraktowała pani Protowicza w ten sposób? – Zapisywał jej zeznania na maszynie, która wydawała bardzo głośne, irytujące dźwięki.
– Bo jest zwyrodnialcem – odpowiedziała lekkim tonem, na nowo wsłuchując się w odgłosy wystukiwane przez komendanta na maszynie. Nie rozumiała, dlaczego policja posługuje się tak archaicznym sprzętem.
– Co ma pani na myśli?
– Pan doskonale powinien wiedzieć, co mam na myśli – zaśmiała się jednoznacznie.
– Nic nie zostało mu udowodnione. – Spojrzał na nią wymownie.
– Nie wiem, na ile przygotował się pan do rozmowy ze mną – powiedziała zuchwale. – Moja bratowa, Urszula Górska, obecnie pracująca jako moja asystentka, wcześniej była asystentką niejakiego Bernarda Protowicza – poinformowała go z wyższością.
– Z tego, co mi wiadomo, nie chciała współpracować z policją – zauważył.
– Co nie znaczy, że on jest bez winy, a ona tak – podkreśliła z mocą.
Widziała, jak nerwowo zaciska szczękę. Była pewna, że typ, jakim był Korecki, nie znosi zdecydowanych, pewnych siebie kobiet. Mogłaby siedzieć przed nim naga, a ten w zacietrzewieniu nie poddawałby się jej urokom.
– Co było dalej? – kontynuował zadawanie pytań.
– Nic – wzruszyła ramionami. – Protowicz został wyprowadzony z lokalu razem ze swoim kolegą – wyjaśniła jako oczywistość.
– Dowiedzieliśmy się, że to pani wydała nakaz ich wyprowadzenia – zaskoczył ją tymi słowami.
– Słucham? – roześmiała się. – Nie mam pojęcia, o czym pan mówi.
– Do wyprowadzenia doszło, gdy ogłosiła pani, że to jest Protowicz.
– Możliwe – zupełnie ignorowała haczyki w głosie komisarza. – Nie rozumiem jednak, co pan sugeruje – prychnęła.
– Nic nie sugeruję – spojrzał na nią chłodno. – Skąd pani zna Bonifacego Jokiela?
– Nie znam nikogo takiego – zapewniła z pełnym przekonaniem.
– Pseudonim: Bolek – podpowiedział.
Agata zaśmiała się głośno.
– Przepraszam – spojrzała przepraszająco na policjanta, który również lekko się uśmiechnął.
– Proszę mówić – próbował szybko zatuszować chwilę nierozwagi, w której poddał się rozbawieniu Agaty.
– Poznałam... Bonifacego w Tunelu. – Nie potrafiła wypowiadać tego imienia z powagą.
– Często pani tam bywa?
– Bywałam – podkreśliła. – Próba odreagowania burzliwego rozwodu – zaznaczyła z pełną premedytacją.
Czuła jego spojrzenie, jednak teraz ona postanowiła być chłodną wobec niego.
– Nie bywa tam już pani?
– Sporadycznie.
– Coś się stało? – Komisarz sam prosił się o dosadne wyjaśnienia, do których była przygotowana.
– Tak, zadziałał czas, najlepszy środek na porażkę życiową. Jak się okazuje, alkohol jednak nie ma tej mocy – powiedziała obojętnie. Wiedziała, że ambitny komisarz bardzo podobnie odreagowuje swoje niepowodzenia. Korecki zamyślił się, jakby wyczuł, że ona wie o jego problemie, który próbuje ukryć przed wszystkimi. Nie wiedział, że Jacek dokładnie prześledził wydatki z jego karty kredytowej, którą płacił w sklepie monopolowym każdego wolnego wieczoru.
– Proszę opowiedzieć mi o znajomości z Bonifacym Jokielem – powoli wracał do swojego protekcjonalnego tonu.
– Trudno to nazwać znajomością. Tego wieczoru w zasadzie pierwszy raz rozmawialiśmy ze sobą – odpowiedziała zgodnie z prawdą.
– O czym?
– O naszych strojach halloweenowych. – Uśmiechnęła się usatysfakcjonowana tym, że coraz łatwiej jej przychodzi jej irytowanie Koreckiego. – Nic znaczącego, postawił mi drinka po tym, jak wyrzucono Protowicza.
– Wrócił do lokalu? – upewnił się.
– Tak, w zasadzie od razu – wyznała, skrzętnie pomijając fakt, że miał zakrwawione ręce.
– Rozmawiała pani z nim o tym zajściu?
– Nie, nie miałam ochoty wracać do roztrząsania rozmowy z tą szumowiną – mówiła z odrazą.
– Czy ma pani nadal kontakt z Jokielem?
– Sporadyczny – zaznaczyła na wypadek, gdyby była śledzona.
– Co pani rozumie przez sporadyczny? – Była uprzedzona przez Jacka, że komisarz jest, jak to określił, upierdliwy i swoimi niby głupimi pytaniami próbuje zmusić przesłuchiwanego do zapomnienia się i zdradzenia czegoś nieopatrznie.
– Rzadki – igrała ze służbistą.
– Kiedy ostatnio pani się z nim widziała? – W tym pytaniu od razu wyczuła podstęp. Więc jednak była śledzona, jak zakładał Jacek.
– Nie pamiętam, chciałam wczoraj, ale nie zaszczycił mnie swoją obecnością – wyjaśniła uprzedzając pytanie, dlaczego jej samochód poprzedniego dnia był zaparkowany pod Tunelem.
– Dlaczego próbowała się pani wczoraj z nim skontaktować? – Nie zadowalały go jej odpowiedzi.
– By wyjaśnić, co zaszło tego wieczoru – odpowiedziała zupełnie oczywistym tonem, wyprowadzając komisarza na manowce. Plan Jacka był doskonały. Dlaczego, skoro czuła się niewinna, miałaby nie próbować poznać prawdy?
– Wie pani, kim jest pani podwładny, Jacek Piskorz? – Zmienił lekko tor.
– Idealnym pracownikiem.
– Wie pani, że kiedyś pracował dla Jokiela?
– Mało mnie to obchodzi, dopóki wywiązuje się ze swoich zadań. – Chciała uciąć ten wątek dyskusji jasno dając do zrozumienia, że nie interesują jej za problemy Jacka z prawem.
– A wywiązuje się?
– Jest jednym z moich najlepszych i najbliższych współpracowników.
– Czy to on poznał panią z Jokielem?
- Już wspominałam, trudno to nazwać zapoznaniem. Jacek zabrał mnie do klubu. Bolka widziałam kilka razy, ale jak już powiedziałam, pierwszy raz rozmawiałam z nim dopiero tamtego wieczoru.
– O której wyszła pani z lokalu?
Z trudem powstrzymała się przed zadaniem mu złośliwego pytania, czy on w stanie upojenia alkoholowego pamięta o czasie, ale ugryzła się w język.
– Nie pamiętam, wypiłam zbyt dużo, ale pewnie kamery to zarejestrowały – powiedziała i wymownie zamilkła naprowadzając zgrabnie komisarza na zamierzoną informację.
– Są tam kamery?
– Tak mi się wydaje – udawała zmieszaną.
– Skąd pani wie?
– To jakaś tajemnica? – założyła maskę niepewności, chcąc przekonać policjanta, że wygrał.
– Nie – powiedział wstając. – Przepraszam na chwilę. – Wyszedł zabierając swój telefon.
Odprowadziła wzrokiem wysokiego mężczyznę w czarnych spodniach i golfie do drzwi.
Telefon wibrował w torebce. Spojrzała na wyświetlacz.
Antek. Jej serce przyspieszyło. Chciała już wyjść, wrócić do swojej Nibylandii. Niestety musiała cierpliwie rozegrać wszystko do końca. Jedynie świadomość, że jest już na finiszu, pozwoliła jej pozostać na miejscu. Minęło piętnaście minut.
– To byłoby wszystko – powiedział wchodząc usatysfakcjonowany komisarz. – Proszę przeczytać i podpisać – podsunął jej sprawozdanie.
– Ufam panu. – Uśmiechnęła się podpisując bez czytania.
– Nie mogę wykluczyć, że będziemy musieli panią jeszcze wezwać. – Był uradowany zdobytą informacją do tego stopnia, że zapomniał o swojej protekcjonalnej postawie.
– W takim razie do zobaczenia. – Uśmiechnęła się wymownie, pewnie wyciągając dłoń.
Pojechała bezpośrednio do hotelu wiedząc, że w jej apartamencie czekają na nią Jacek z Bolkiem.
– Jak było? – zapytali od progu.
Podała im swój telefon, z nagraną na dyktafonie rozmową.
– Jesteś urodzoną Matą Hari. – Bolek usiadł naprzeciwko.
– Wiesz, Bonifacy, spełniałam tylko twoje polecenia. – Złośliwie zmrużyła oczy.
– Masz nieodebrane połączenie. – Oddał jej telefon z ironicznym uśmieszkiem.
– Panowie wybaczą. – Wstała i ruszyła w kierunku windy, w żaden sposób nie kryjąc się przed nimi ze swoim romansem.
– Pozwolisz, że trochę tu posiedzimy? Na mój lokal jest właśnie nalot policji. – Bolek odprowadził ją.

– Bawcie się dobrze, Jacek wie, gdzie jest barek – pewnie weszła do windy.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz