niedziela, 31 grudnia 2000

Rozdział 74 - Samuraj

Trzecie święta jej nowego życia, jej szczęśliwego świata. Jeszcze jeden Sylwester, który, jak miała nadzieję, zwiastował kolejny, wspaniały rok.
Przyjechała Barbara z Hanią i Józkiem, Wendy z rodziną, Zbyszek z Piotrkiem, Gośka i Adam. Zośka została w Krakowie. Tuż przed świętami Wiktor Walczak, przyjaciel rodziny Zacharewiczów, jak też i przełożony Zośki, miał wylew. Wszyscy byli tym przejęci i wciąż kontaktowali się z Krakowem, by dowiedzieć się o jego stan zdrowia. Dzień przed Wigilią przyszła wiadomość, że pacjent czuje się lepiej i wszyscy z ulgą poddali się świątecznemu nastrojowi.
Dorota wciąż się śmiała. Było jej dobrze, świat na nowo był poukładany i przewidywalny.
Jedyne, co ją martwiło, to to, jak wszyscy zareagują w Sylwestra na parę, jaką tworzyli Zbyszek z Piotrkiem. Czuła się odpowiedzialna za to, jak wszystkim minie ten czas i zależało jej na tym, by obyło się bez niepotrzebnych zgrzytów. Ale wszystko przebiegało zgodnie z planem. Hanka nie mogła doczekać się spotkania z Agatą i wciąż o niej mówiła. Antek nie wytrzymał wiecznej paplaniny dziewczyny, więc zabrał ją i Józka w drugi dzień Świąt do Wrocławia. Wrócili po kilku godzinach wciąż się śmiejąc.
– Wiecie, co Agata powiedziała o Józku? – opowiadała Hanka z zachwytem rozbierając brata ze skafandra. – Że ma diabliki w oczach, zakochała się w nim.
– Była w hotelu? – zapytała Dorota męża.
– Nie – Antek cały rozpromieniony wyjadał bigos prosto z garnka – pojechaliśmy do Roberta i Ulki.
– Wprosiliście się? – Dorota patrzyła lekko zażenowana.
– Daj spokój. – Podał jej mały pakunek. – To dla ciebie.
Dorota rozpakowała małe pudełko, w którym były kolczyki.
„A spróbuj ich nie założyć na Sylwestra” – było napisane na dołączonej kartce.
Wszystko było takie, jak dawniej, nawet ciągłe unikanie wzroku matki przez Antka pozostało bez zmian.
– Basiu, może jednak pójdziesz z nami na bal? – Dorota namawiała teściową. – Mamy nianię do dzieci.
– Bawcie się. Babcie są od tego, by pilnować wnuków – zapierała się.
W dzień balu Dorota pojechała wcześniej do hotelu, by wszystkiego dopilnować.
W holu czekała na nią Ulka, jak zawsze okazując pełne zaangażowanie i ulgę, że wróciła do pracy.
– Jak święta? – zapytała Ulkę, znając jej obawy przed pierwszymi wspólnymi świętami, w których miała uczestniczyć Agata.
– Bałam się jak cholera, ale powiem ci, że szwagierka naprawdę mnie zaskoczyła, była taka wesoła i wyluzowana – wyznała. – Nie było najmniejszego spięcia, no, ścięła się tylko lekko z Antkiem – dodała.
– Z Antkiem, o co? – zaniepokoiła się Dorota. Po ostatniej ich kłótni była przewrażliwiona na tym punkcie.
– Nie wiem, gdy przyjechał z dzieciakami siostry, rozmawiali w ogrodzie. Widziałam, że o coś się kłócą, ale jak to z nimi, po chwili się pogodzili. Dorota, a ten młody o granatowych oczach!? Zakochała się w nim!
– Józek jest czarujący – uśmiechnęła się Dorota. – A nie mówiła, o co się pokłócili? – wróciła do tego, co ją najbardziej dręczyło.
– Pewnie o nic – Ulka zdecydowanie bagatelizowała całą sprawę. – Tyle dni się nie widzieli, więc musieli sobie ulżyć.
Do balu przygotowywały się jak zwykle w apartamencie Agaty, która w roztargnieniu odkrywała wieczne braki. Nie było kawy, nie było cukru, nie miała nawet papieru toaletowego, który został zastąpiony wielkimi, papierowymi ręcznikami.
– Górska, a ty masz na dziś parę? – zapytała Zuza zaplatając koka Magdzie.
– Mam – powiedziała tajemniczo.
– Kogo? – krzyknęły chórem.
– Jacka – odparła z prostotą.
– Nie! – Zuza krzyknęła oburzona. – Nie mów mi, że ten psychopata się w tobie zadurzył! – Wpatrywała się w nią zszokowana.
– Jacek jest moim przyjacielem. Takim, jak wy wszyscy. Miał być sam, ja też. A po co? – wyjaśniała.
Dorota poczuła lekki uścisk w żołądku. Wyjaśnienie było logiczne, jednak czuła pewien zawód, choć sama nie wiedziała dlaczego. Dlaczego akurat znowu Jacek? Sama nie wiedziała, o co jej chodzi, ale zdecydowanie lubiła myśl, że to właśnie ona i Jacek mają tę szczególną nić porozumienia, że tylko jej, nikomu innemu, udało się do niego dotrzeć. Musiała pokonać to uczucie, nie mogła być zazdrosna o chłopaka i mieć żalu do Agaty za tę relację. To było jej noworoczne zobowiązanie.

Rozpoczął się bal. Agata weszła na scenę, by przywitać gości. W długiej, opinającej ciało sukni w kolorze głębokiej czerwieni wyglądała zjawiskowo. Dorota zapomniała o ukłuciu zazdrości związanym z Jackiem. Agata powróciła do formy, znów zachwycała, znów śmiała się radośnie i szczerze. Na nowo była szczęśliwa i jak zwykle jej radość udzielała się innym. I tylko to się liczyło.
– Dobrzy wieczór – ukłoniła się. – Dziś powiem krótko – uśmiechnęła się. – Miłej zabawy. – Podniosła kieliszek w toaście.
Miejsca przy stole były zarezerwowane imiennie. Agata sama ustawiała wizytówki. Dorota z Antkiem siedzieli daleko od niej, oddzieleni rodziną - Ulką z Robertem i Zuzą z Karolem. Nie znała ludzi, z którymi siedziała szefowa. Miała wrażenie, że jest to towarzystwo Jacka. Byli to sami podejrzanie wyglądający mężczyźni, jednak Agata zdawała się świetnie wśród nich odnajdować. Szczególnie niepokoił ją jeden z nich. Z blizną na twarzy, w wieku zbliżonym do Erica, ubrany w ciemny garnitur ze złotą lamówką, wciąż rozmawiał z Agatą, uwodził ją. Dorota miała wrażenie, że wyjątkowo dobrze się czują w swoim towarzystwie, mają wspólne tematy, choć nie potrafiła sobie wyobrazić, jakie. Nie rozumiała tylko, dlaczego ten ciemny typ wciąż zerka w kierunku jej i Antka.
– Znasz tego faceta? – zapytała męża.
– Nie – odpowiedział ze złością.
Dwóch mężczyzn z towarzystwa Agaty i Jacka przesiadło się do ich stołu. Dokładnie do Zbyszka i Piotrka.
Hania z zachwytem biegała pomiędzy stolikiem i Agaty. Była rozpromieniona, było widać, że bardzo tęskniła za Wrocławiem i świetnie się bawi. Dorota patrzyła na salę z przyjemnością, po kolei omiatając wzrokiem bliskie jej, uradowane twarze. Wszystko układało się po jej myśli. Dodatkowo była mile zaskoczona niecodzienną uwagą, jaką poświęcał jej Jacek. Z nią tańczył najczęściej, zagadywał, zabawiał, przynosił drinki.
– Kim jest ten facet? – zapytała o mężczyznę tańczącego z Agatą, niepokojącego ją swoimi spojrzeniami.
– Znajomy, jest tu tylko na chwilę – zapewnił, rozpoznając jej obawy.
Jacek wciąż prosił, by pod byle pretekstem wychodziła z nim na balkon lub na papierosa. Zajmował się nią tak, jakby tego wieczoru byli parą. Z jednej strony czuła się tym niezwykle dowartościowana, a z drugiej miała pewne skrupuły względem przyjaciółki i zaniedbywanego męża.
– Jestem samurajem – wyznał Jacek, gdy tańczyli kolejny kawałek.
– A, nowy epizod – zaśmiała się, rozumiejąc przez to, że kontynuują swoją, zdawałoby się zapomnianą, zabawę.
– Nie. – Popatrzył na nią z powagą, był już pijany. – Jestem prawdziwym samurajem, więc wybacz mi. – Przytulił ją. – Nic na to nie poradzę.
Nie zrozumiała przekazu wypowiadanych słów, nie wiedząc jeszcze, że upłynie trochę czasu, zanim pojmie go nazbyt wyraźnie.

Dorota z zaciekawieniem podglądała tajemniczego mężczyznę z blizną, wciąż próbującego uwodzić Agatę. Zresztą nie on jeden pozostawał pod jej urokiem. Śmiała się, widząc spojrzenia mężczyzn, jakie podążały za zjawiskową Zimmer. Nie mogła w to uwierzyć, ale to Adam tańczył z nią najczęściej. Przyzwyczajona do widoku Antka z Agatą, śmiała się ze słabości, jaką zapałał do niej kolejny z braci.
– Wujek to chyba dziś porzuci sutannę – Hania wskazała na Adama i Agatę w tańcu.
– Najwyższa pora! – Gośka stuknęła się kieliszkami z Wendy.
– Zawsze wiedziałam, że ta sutanna to przykrywka w poszukiwaniu doskonałości –wybełkotała Wendy, patrząc na parkiet.
– Ale, ale! Adaś ma konkurencję! – Gośka znacząco spojrzała na wokalistę zespołu, który wciąż uśmiechał się do Agaty.
Gdy zespół zagrał piosenkę Myslovitz, Antek wyrwał Adamowi Agatę.
– Bardzo mądra kobieta. – Duchowny usiadł przy stole, z zachwytem patrząc na Zimmerową.
– A co na to twój biskup? – zapytała ze złośliwością Gośka.
– Mam prawo utrzymywać bliskie relacje z parafiankami – zapewnił, podśmiewając się.
– Agata nie należy do kościoła – sprostowała Dorota.
– Och, to muszę ją koniecznie nawrócić, czekają nas długie godziny rozmów o podstawach chrześcijaństwa – powiedział z wymowną ekscytacją.
Gośka obserwowała Adama wychodzącego z Agatą na taras na papierosa.
– Co to, to nie! – Podniosła się oburzona od stołu. – Tylko ja mam licencję na palenie z klechą!
Dorota śmiała się, wychodząc z balu. Świtało już, gdy podjechała taksówka. Gośka nie chciała dać się zabrać.
– Śpię u Agaty – powiedziała. – Obiecała mi to – mówiła pijana.
– Gocha, do samochodu! – zarządziła Wendy. – Agata odwiedzi nas jutro. – Uścisnęła gospodynię balu. – Mam nadzieję, że jutro będziesz, robimy ognisko i kulig – zapraszała.
– Jak wstanę... – powiedziała wymijająco Agata, wsparta na ramieniu Zbyszka.
– My wrócimy później – zapowiedzieli Zbyszek i Piotrek, którzy najwyraźniej mieli ochotę jeszcze balować z dwójką mężczyzn, towarzyszącym tajemniczemu facetowi z blizną.
– Jedźcie, ja wrócę z chłopakami – powiedział Antek. – Nie zmieścimy się wszyscy.
– Agata, jesteś jutro u nas? – upewnił się Adam.
Ale zanim ta zdołała odpowiedzieć, pojawiła się pijana Zuza.
– Górska, zdziro jedna! – Lis całowała przyjaciółkę, wieszając się jej na szyi.
– Su, jutro robimy u nas kulig – zapowiedziała Gośka.

– No, będziemy, będziemy – obiecała. – Jak dożyjemy – dodała po chwili wypijając resztkę szampana prosto z butelki.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz