niedziela, 31 grudnia 2000

Rozdział 76 - Na szczyt

Śmiała się, wyprzedzając Antka w drodze do pracy. Hammer był szybszy, o czym przekonała się niejednokrotnie. Włączyła odtwarzacz i próbowała skupić się na płycie, która była w środku. I choć bardzo cieszyła się, że znowu słuchał polskiej muzyki rockowej, to jednak Kult nigdy nie był w jej guście. Przełączyła na radio.
Wjechała na parking i zaparkowała na swoim miejscu.
Na zebraniu Jacek kilka razy uważnie spojrzał na Agatę, co było zaskakujące, bo zazwyczaj nie odrywał wzroku od komputera. Szefowa była roztargniona, wciąż gubiła wątek, który sama rozpoczynała. Niby ją to bawiło, ale jej myśli wciąż oddalały się od tego, co działo się w gabinecie. Dorota chciała zapytać Agatę, czy wszystko u niej w porządku, ale Jacek zagrodził jej wejście do gabinetu przełożonej.
– Co powiesz na nocną wojnę? – zaproponował Dorocie.
– Dziś? – zastanawiała się nie do końca przekonana.
– Jutro sobota – kusił. – Już pisałem do Anity, będzie na necie o dwudziestej.
– No dobra – przystała, poddając się.
– Powiedz staremu, by sprawdził, czy nie ma go we Wrocławiu – doradził sarkastycznie.
– Muszę obmyślić jakąś strategię, by wysłać go na noc poza dom... – Próbowała ułożyć sobie w głowie plan rozmowy z mężem.
– Dawno nie złupaliśmy dup jakimś cieniasom. Jak zorganizujemy się w trójkę, wrócimy do czołówki – mówił o pokerze, rozgrywającym się w sieci. – To jak? Ta noc pozmiata kilku cwaniaków?
– Tak – uśmiechnęła się przejęta.
Tak podekscytowała ją wizja wieczoru, że zapomniała, po co zamierzała wejść do Agaty.
– Może wypijemy kawę w południe? – zaproponowała, nie mogąc sobie przypomnieć, co chciała od przyjaciółki.

Weszła do kawiarni, gdzie czekały już na nią Agata z Zuzą. Oczywiście przypomniała sobie, o co miała zapytać Zimmerową, ale musiała to odłożyć, nie chcąc niepotrzebnie niepokoić Su i przy okazji narobić kłopotów Agacie. Skończyłoby się ostrym przesłuchaniem.
– Przepraszam, spóźniłam się. – Dosiadła się do stolika. – Zagadałam się z Jackiem. – Ten z uporem przypominał jej o wieczornej grze. Jeszcze w drodze do kawiarni zdeterminowany upewniał się, czy na pewno wszystko wypali według jego planu.
– Nie rozumiem, jak można się z nim zagadać?– Zuza obruszyła się na samą myśl o tym.
– Jak widzisz można. – Agata wciąż była zdekoncentrowana, nie do końca obecna.
– O, Antek – Dorota spojrzała zdziwiona na wchodzącego do kawiarni męża.
– Cześć! – Usiadł przy stoliku. – Potrzebuję kawy... – Przeciągnął się, a Dorota z niepokojem przypomniała sobie, że tej nocy znowu nie spał. Bezsenność męża martwiła ją coraz bardziej. – Umówiłam się dziś z Anitą na nocne granie. – Niepewnie spojrzała na Antka, wykorzystując obecność dziewczyn.
– O, nie! – roześmiał się nagle pobudzony. – Spadam w takim razie do Wrocławia, nic po mnie w domu – sam się zaoferował, dzięki czemu Dorota nie musiała mu już niczego sugerować.
– O, super – podłapała Zuza. – Zamkniesz restaurację w centrum? Wybrałabym się z Karolem do kina. – Wpatrywała się w niego z nadzieją.
– Jasne – przystał na to od razu. – Ale w sobotę potrzebuję odespać ten tydzień, proszę nie budzić mnie przed południem – zapowiedział.
Dorota czuła pełnię satysfakcji widząc, jak wszystko układa się idealnie pod plan nocnego grania. Nie mogła się doczekać, by pokazać, kto naprawdę rządzi w sieciowym pokerze.
– Przyjedziesz do nas jutro? – zapytała Agatę uświadamiając sobie, że tylko ona niczym nie została usatysfakcjonowana i że to właśnie ona o poranku najbardziej ją martwiła.
– Jestem umówiona z Mileną, mamy swoją randkę – odpowiedziała, jakby wyrwana ze swojego marazmu, który jeszcze gdy Dorota dosiadała się do stolika, można było odczytać z jej twarzy.
– To zabierz Milenę do nas – zaproponował Antek. – Zabiorę was, a wieczorem odstawię na nowo do miasta. Tym bardziej, że raczej przyjdzie mi zostać we Wrocławiu, bo znając pociąg Doroty do hazardu, będzie ciągnąć cały weekend – uśmiechnął się do żony porozumiewawczo.
– Dzięki. – Wzięła go za rękę z wdzięcznością, usatysfakcjonowana jego propozycją.
Wracała podekscytowana do swojego biura, po drodze wpadając na Jacka.
– Wracamy na szczyt – powiedziała z tajemniczą miną. – Na sam szczyt – zaznaczyła. – Mamy na to dwa wieczory – ogłosiła.
– Jak to: dwa? – patrzył na nią nie dowierzając.
– Załatwiłam dwie nocki – rzuciła lekko.
– Dzięki, Dorota – uśmiechnął się, co naprawdę bardzo rzadko robił. W dodatku był to wyjątkowo szczery uśmiech.
Po weekendzie Jacek z dumą usiadł w fotelu Doroty i z miną zwycięzcy oznajmił:
– Musimy częściej tak się zabawiać – rozciągnął ramiona z błogą miną.
– Jesteśmy najlepsi. – Dorota usiadła na biurku, z zadowoleniem wspominając poprzednie dwie noce.
– Odespałaś? – zapytał ziewając.
– Nie, ale czy to ma jakieś znaczenie? Jesteśmy najlepsi – powtórzyła z dumą i wzruszyła ramionami.

– Nie powinno – oznajmił z miną triumfatora.  

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz