niedziela, 31 grudnia 2000

Rozdział 77 - Teorie

Zuza nie potrafiła zapomnieć sceny z galerii, jaka miała miejsce podczas przedświątecznych zakupów. Choć od tego czasu minęły już ponad dwa miesiące, to wspomnienie wracało do niej niczym bumerang. Dlaczego po rozmowie telefonicznej z kimś, kto najwyraźniej wielce ją zaskoczył, natychmiast zadzwoniła właśnie do Jacka? Niczego nie wyjaśniła i po prostu uciekła do niego. Nie, nie, nie podejrzewała przyjaciółki o romans z Jackiem, wykluczyła to na samym początku. Jednak coraz uważniej obserwowała tę znajomość.
W życiu Agaty coś się działo, coś ukrywała. Coś, o czym wiedział tylko ten psychopatyczny chłopak. Pewności co do tego dodawał jej każdy kolejny dzień.
Zuza coraz częściej zauważała, że Agata blefuje, że jej śmiech jest tylko grą pozorów. Przyjaciółka, gdy udawała - marszczyła nos, gdy kłamała - przygryzała wargi, gdy coś ją gnębiło - traciła wątek w rozmowie. Ostatni syndrom pojawiał się notorycznie. Bywały dni, że była naprawdę szczerze szczęśliwa, jednak coraz częściej starała się tylko na taką wyglądać. Grała dla nich i nawet nieźle jej to wychodziło.
Jacek był dziwakiem, co do tego nikt nie miał wątpliwości, nawet Dorota, która była z nim dość blisko. Jednak Zuza z coraz większym zdumieniem odkrywała, jak bardzo jest oddany Agacie.
Ile razy nie wpadła do gabinetu przyjaciółki, ta była z Jackiem lub na niego czekała. On siedział w jej fotelu, a ona na biurku, po turecku, bez butów. On chodził po pokoju, a ona leżała na biurku. On rozmawiał przez telefon, a ona udawała, że ćwiczy jogę.
Zuza wciąż miała uczucie, że im przeszkadza, że coś zakłóca, że ta dwójka na siłę udaje, że pracuje, a tak naprawdę robi zupełnie coś innego. Wydawało jej się, że nie tylko ona tak to odbiera. Dorota również to zaobserwowała. Widziała to w jej spojrzeniu naznaczonym lekkim wyrzutem, gdy ta patrzyła na Jacka lub Agatę. Zuza miała dość opinii paranoiczki i nie chcąc nikogo obarczać swoimi obawami, nie podzieliła się nimi nawet z Antkiem. Nie miała już sumienia odrywać go od rodziny, od Doroty. Po ostatnim poświęceniu, na jakie ten się zdobył i odnalazł Zimmer w Krakowie, obiecała sobie nie angażować go aż tak bardzo. Miała pewne podstawy do podjęcia takiego postanowienia. Powodem była Dorota i jej zbyt bliska znajomość z Piskorzem, jak oceniała ją Zuza. Nie chciała odciągać uwagi Antka od rodziny, jednak nie mogła też być skończoną hipokrytką i wskazywać mu palcem na rodzący się problem. Nigdy nie wykonała takiego ruchu względem Doroty, chyba nie zdecydowałaby się na to nawet wtedy, gdyby miała ku temu pełne podstawy czy dowody. Jedyne, co ją uspokajało to fakt, że w obecności Agaty Dorota nie odważy się na najmniejsze potknięcie, na to, by ulec swojej słabości i wszystko zostanie w sferze platonicznej.
Były walentynki. Wszyscy umówili się na wspólne wyjście do restauracji. Nikogo nie zdziwiło, że Agata była spóźniona i że przyszła z Jackiem.
– Wesołych walentynek! – powiedziała i wręczyła wszystkim lizaki w kształcie serca.
– A ty co taka wesoła? – zainteresował się jej dobrym samopoczuciem Karol.
– Tak czasami mam – wciąż uśmiechała się tryskając wyśmienitym humorem.
– Ona coś brała? – zapytał Antek Jacka, rozbawiony jej zachowaniem.
– Ta, całą noc. – Spojrzał na przełożoną, lekko uśmiechając się, co było niezwykłą rzadkością.
– Ej, przestańcie! – Agata uderzyła Jacka w ramię. – Powinniście się cieszyć, że ja się cieszę.
Jacek rozmawiał z Dorotą i Ulką. Zuza widziała jego krótkie spojrzenia na Agatę i lekki grymas, który mógł przypominać uśmiech. Nie potrafiła rozgryźć przyczyny fanatycznej wręcz lojalności chłopaka wobec Agaty.
Agata opierała głowę o ramię Roberta, wciąż drocząc się z Antkiem.
– Mam ochotę dziś tańczyć – ogłosiła Zimmer.
– Jest środek tygodnia – zaznaczył dobitnie Robert, nie poddając się nastrojowi siostry.
– Tego właśnie zawsze się bałam – powiedziała poważnie. – Że przyjdzie taki dzień, gdy powiemy, że jesteśmy już starzy i nic nie powinniśmy robić spontanicznie, bo nie wypada – kasandrycznym tonem prorokowała Agata.
– Ty jesteś szefową – Ulka jako pierwsza poddała się prowokacji. – Jeśli dasz nam wolne jutro... – rzuciła wyzwanie.
– Ja muszę być jutro w pracy – podkreśliła Dorota. – Poza tym strasznie boli mnie głowa, chyba będę wracać. – Przepraszająco spojrzała na męża.
Zuza poczuła ulgę uświadamiając sobie, że nie będzie musiała dodatkowo zadręczać się Dorotą, która grzecznie będzie siedziała w domu z mężem.
– Mam tabletki – zaoferowała się Ulka.
– Ja muszę to przespać – Dorota nie ulegała.
– To wracamy. – Antek był niepocieszony, jednak postanowił wracać z żoną.
– Przepraszam was... – Z zakłopotaniem patrzyła po wszystkich i nagle jej wzrok utkwił w jednym punkcie.
Zuza podążyła za jej spojrzeniem zaciekawiona, co takiego ją zatrwożyło.
Do restauracji wszedł mężczyzna, którego pamiętała z balu sylwestrowego, był na nim przez kilka godzin. Zresztą, nie trzeba było wiele czasu, by jego fizjonomia wryła się w pamięć, wyglądał jak kryminalista i budził co najmniej respekt, jeśli nie strach. Ukłonił się im z daleka. Agata porozumiewawczo się do niego uśmiechnęła. Jacek wstał od stołu i podszedł do niego.
– Kim jest ten koleś? – Zuza z coraz większym zainteresowaniem obserwowała mężczyznę z blizną na twarzy.
– Znajomy – odpowiedziała szybko Agata, próbując odwrócić uwagę od podejrzanego osobnika.
Dorota z niepokojem spoglądała w kierunku Jacka i mężczyzny w ciemnym, skórzanym płaszczu. Antek ze złością spojrzał na Agatę, która zdawała się w ogóle nie zauważać poruszenia przy stoliku.
– Agata! – zawołał ją Jacek.
Wstała i podeszła, pozwalając się pocałować w policzek tajemniczemu facetowi, który próbował uwodzić ją swoimi gestami i spojrzeniem i nawet się z tym nie krył. Ta jednak pozostała nieczuła na jego zaloty.
– Mam dreszcze, jak patrzę na tego typa – powiedziała oburzona Dorota.
– On był u nas w sylwestra, czyż nie? – zamyśliła się Ulka.
– Był – odpowiedziała niespokojnie Dorota.
– Gdzieś go już widziałam – Ulka myślała wnikliwie.
– Antek, może ty zostań – Dorota wciąż patrzyła w kierunku wyjścia – lepiej jej pilnujcie. – W jej głosie był prawdziwy niepokój.
– No co ty? – Patrzył na nią zaskoczony propozycją.
– Ja i tak idę spać. – Pogłaskała go po dłoni. – A ty miej ją na oku, ten facet bardzo mi się nie podoba.
Agata uśmiechała się do nieznajomego, za coś mu dziękując. Przytulił ją, spoglądając w kierunku Antka i Doroty z sarkastycznym zadowoleniem.
– Kto to jest? – dopytywała Zuza, gdy Agata wróciła do stołu.
– To Bonifacy. – Uśmiechnęła się rozbawiona, wymieniając porozumiewawcze spojrzenie z Jackiem. – Jest producentem filmowym.
– Kim? – Ulka parsknęła.
– Po co ci ta znajomość? – Dorota zapytała z troską, nie kryjąc swojego zaniepokojenia.
– Czasami uda mi się komuś pomóc. – Ukradkiem spojrzała na Antka, który ze złością przewrócił oczami.
– Ty coś wiesz na ten temat? – Zuza oskarżycielsko zapytała Antka domyślając się, że spojrzenie Agaty zdradziło jego powiązanie z tym mężczyzną.
– Jasne. – Spojrzał na nią z kpiną. – Od zawsze marzy mi się rola w filmie.
– Przestańcie, to naprawdę nieznacząca znajomość – uspokajała Agata, nie rozumiejąc nadmiernego zainteresowania mężczyzną.
– Zostań, Antek – poprosiła męża Dorota. Widać było, że jest pełna obaw. Porozumiewawczo spojrzała po zgromadzonych.
– Mogę cię odwieźć – zaoferował się szybko Jacek. – Jak boli cię głowa, to lepiej nie ryzykować.
Zuza oniemiała. Propozycja Jacka była tak zaskakująca i tak pasująca do jej domysłów, że Su zaczęła podejrzewać, że scenariusz ten był zaplanowany przez Dorotę od samego początku.
– Ja ją mogę przecież odwieźć – obruszył się Antek patrząc na Piskorza ciężko. Przez chwilę mierzył go spojrzeniem niczym kogut.
Zuza składała wszystko w całość. Więc Zacharewicz nie był do końca pozbawiony czujności.
– Nie, ty zostań. – Dorota wymownie spojrzała na męża – Jacek mnie odwiezie.
Zuza była gotowa bić brawo dla przebiegłości przyjaciółki. W jednej chwili dotarło do niej, że tak naprawdę Dorota ma do tego prawo. Po latach zdrad i kłamstw męża może mieć romans i to nawet z tym psychopatycznym chłopakiem. Pragnęła pozbyć się swoich podejrzeń, tak po prostu zwyczajnie udawać, że nic się nie dzieje. To byłoby najlepszym rozwiązaniem. Obiecała sobie bezczynnie obserwować to do czasu, aż będzie miała niezaprzeczalny dowód i dopiero wtedy zacznie zastanawiać się nad tym, jak powinna w zaistniałej sytuacji postąpić. To był impuls, za którym postanowiła podążyć.
Jacek wstał od stołu i podał dziewczynie płaszcz. Zuza z zaciekawieniem obserwowała ich, gdy wychodzili. Piskorz przy Dorocie zachowywał się kulturalnie, wręcz szarmancko, co Zuzę zawsze intrygowało. Tylko dla niej jednej zmieniał się z rozkapryszonego, mrukowatego gbura w prawdziwego dżentelmena. Przepuścił Dorotę w wejściu, otworzył przed nią drzwi od samochodu, co do którego Zuza miała pewne obawy, czy zdoła przejechać kilometry, jakie właśnie dla niego zaplanowano.
– Wkurza mnie ten dziwoląg. – Zuza patrzyła za odjeżdżającym samochodem. – Ale ma w sobie coś, co nie pozwala mi go nienawidzić – powiedziała zamyślona, odkrywając nową prawdę o swoim stosunku do okularnika.
Postanowili się przenieść do lokalu, w którym Agata będzie mogła dać upust swoim tanecznym zapędom. Antek zabrał ją i pojechali odstawić jego samochód na parking, by mógł pić alkohol. Zuza widziała, jak się sprzeczają w samochodzie. Mówił coś do niej wzburzony. Ona starała się go ignorować, przeglądając płyty. Wyrwał jej CD i wciąż mówił. Odpowiedziała mu, po czym wybuchła śmiechem i on po chwili również śmiał się.
– Zuza! – Karol oderwał ją od podglądania przyjaciół.
– Już, już. – Wsiadła wesoła do samochodu.
Agata z Antkiem nadal byli roześmiani, gdy przybyli do lokalu. Ona wspierała się na jego ramieniu, gdy schodzili po schodach. Jacek dołączył do nich po godzinie. Agata swoim nastrojem zarażała wszystkich. Wszyscy poczuli się beztroscy, swobodni, szczęśliwi.
– Ja stawiam – deklarowała za każdym razem, gdy donoszono drinki.
– Przestań – powstrzymywał ją Karol, skrępowany tym, że kobieta za niego płaci.
– Karol, jestem obrzydliwie bogata. – Spojrzała mu w oczy z aktorskim poruszeniem.
– To może w coś zainwestuj – poradził nie tracąc ani na chwilę swojego praktycznego i odpowiedzialnego podejścia do pieniędzy. I nawet wypita ilość alkoholu nie zdołała osłabić jego ostrożności w interesach.
– Daj spokój, już była mecenasem sztuki, bardzo wątpliwej zresztą – Zuza wykpiła krótki romans Agaty z krakowskimi artystami.
– Teraz pociąga ją branża filmowa – dodał Robert, wypominając mężczyznę w skórzanym płaszczu.
– Już nie wiem w co inwestować – Agata, przekomarzając się z nimi, udawała znudzoną, rozkapryszoną milionerkę.
– W rozum – rzucił szybko Jacek, co chyba miało być potraktowane jako żart, jednak nikt nie potrafił się z tego śmiać, nie mogąc do końca rozgryźć jego intencji.
– I ty, Brutusie, przeciwko mnie? – zmrużyła oczy, przebiegle patrząc na chłopaka. Rozładowała tym chwilę konsternacji, jaka zapanowała pomiędzy obecnymi przy stole.
– Nigdy – zapewnił z powagą, po czym wstał i zaprosił ją na parkiet.
Zuza obserwowała przyjaciółkę. Była taka, jaką uwielbiała się napawać. Taka, jaką kochała najbardziej, a mimo to jej podświadomość kazała jej nie poddawać się temu wrażeniu.
– Ona jest jakaś podejrzana – Karol przyglądał się Agacie bawiącej się na parkiecie.
Zuza zdziwiona wpatrywała się w męża. Nie spodziewała się, że ktokolwiek oprócz niej może zauważyć, że coś jest nie tak z Agatą. A już na pewno nie sądziła, że to właśnie Karol dostrzeże coś, co nie opiera się na faktach, wykresach lub nie zostało pokazane w wiadomościach, i to w wydaniu głównym.
– O co ci chodzi? – dopytywała męża.
Karol jakby szukał właściwego słowa, po czym wypalił:
– Ona jest zakochana! – Spojrzał na nich triumfalnie.
– Agata? – zaśmiała się Ulka, traktując to jako absurdalne odkrycie.
– Charlie, Charlie – Agata śpiewała wracając do stołu i przerywając ich rozmowę.
– Górska, wiesz, co oznajmił mój mąż? – Zuza wyśmiewając to, spojrzała jej w oczy. – Że jesteś zakochana – powiedziała, śmiejąc się głośno.
– Zwariowałeś! – wykpiła go Agata.
– Siostra? – odezwał się Robert niby nieprzekonany do tej teorii, ale chyba nie miał odwagi zupełnie jej zbagatelizować.
– Agata, powiedz kto to! – rozkazał rozbawiony Antek, rzucając w nią słomką.
– Jesteście chorzy – obruszyła się.
– Mów! – Antek nie ustępował, żartując sobie z niej.
– Nie jestem zakochana, co wam przyszło do głowy? – zarzekała się.
– Na parkiet! – rozkazał, biorąc ją do tańca.
Agata wyrywała się w tańcu Antkowi, który, jak się domyślała Su, naciskał, by wyznała mu prawdę. Zuza jednak była pewna, że w życiu przyjaciółki nie ma innego mężczyzny, że jej świat zamyka się na nich. Jednak z rozkoszą patrzyła na dwójkę przekomarzającą się w tańcu. Bo to było miłe, bo to było sielskie.
– Nie wierzę, że ona kogoś ma – Ulka odrzuciła teorię Karola.
– A może? – Robert spojrzał na nią pytająco.
– Jacek na pewno by nam o tym powiedział – Zuza złośliwie uśmiechnęła się do chłopaka, choć miała pewność, że ten nawet torturowany nie zdradziłby swojej szefowej.
– Ta – odpowiedział z ironią.
Rozstawali się pod lokalem. Agata wsiadła do samochodu Jacka, machając im na pożegnanie.
Z racji tego, że w piątkę nie mogli zmieścić się do taksówki, Antek dosiadł się do auta okularnika, rozwiązując tym w zasadzie i tak mało istotny problem.
Zuza przed zaśnięciem analizowała wydarzenia wieczoru i doszła do zaskakującego wniosku, że gdy przy Agacie czuwa oddany Jacek, ona może spać spokojnie. A z drugiej strony Zimmerowa była gwarantem tego, że Dorota nie zrobi niczego głupiego. I choć te myśli, dodatkowo zaciemniane przez wypity alkohol, gmatwały się jej w głowie, uznała, że nie ma podstaw do nadmiernej czujności. Wtuliła się w ramię Karola i spokojnie zasnęła.


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz