niedziela, 31 grudnia 2000

Rozdział 78 - Sąsiedzi

Zaskoczona spojrzała na Antka, który w ostatniej chwili wsiadł do samochodu Jacka.
Dotknął jej szyi, a ona z rozkoszą poddała się temu gestowi. Jacek zatrzymał się w lesie w Chłopkach i w milczeniu im się przyglądał.
– Dzięki. – Pocałowała chłopaka w policzek.
– Będziesz jutro? – zapytał obojętnie.
– Postaram się. – Spojrzała na niego porozumiewawczo.
Patrzyła, jak odjeżdża. Znał tę trasę na pamięć. Często ją odwoził i na powrót zabierał z Nibylandii, by ona mogła zachowywać pozory obecności w hotelu, zostawiając na parkingu swój samochód.
– Chodź tu. – Przyciągnął ją Antek. – Mów, w kim się zakochałaś?
– Nie zakochałam się! – Wyrwała się mu i zaczęła uciekać.
– Kłamiesz! – Dogonił ją i zaczął całować.
– Nie kłamię. – Spojrzała mu w oczy. – Kocham tylko ciebie, najbardziej jak potrafię – wyznała.


Patrzyła na śpiącego Antka. Ubóstwiała patrzeć na niego, gdy o tym nie wiedział.
Nibylandia była zapomnieniem, zupełnym szaleństwem, jedynym złudzeniem, w którym się odnajdowała. Świat rzeczywisty stawał się coraz większą męczarnią i nieporozumieniem. Nigdy nie wiedziała, z czym przyjdzie jej się zmierzyć kolejnego dnia, kolejnej nocy. Wszystkie relacje stały się zafałszowane, wciąż grała. Wiedziała, że nie jest z Antkiem na zawsze, że przyjdzie dzień, co do którego zobowiązała się, patrząc w brązowe oczy Barbary Zacharewicz. Cieszyła się każdą chwilą, cierpiała w każdej minucie. Gdy go nie było, więdła jak kwiat bez wody. Gdy byli razem, cierpiała z powodu wyrzutów sumienia, wiedziała, że przyjdzie czas rozstania.
Nieprawdziwy świat zagarniał coraz większe połacie świata rzeczywistego. W windzie poznała Julię, sąsiadkę z Nibylandii. Agata wracała właśnie do swojej ostoi, miejsca, gdzie on pojawiał się, gdzie ją zostawiał. Dziewczyna z burzą loków, awangardowo ubrana, z papierową, zapełnioną zakupami torbą w rękach przyglądała się jej ze złością. Zanim wysiadła, torba się rozpadła. Agata pomogła jej pozbierać zakupy i wnieść do mieszkania. Wyjechał im na powitanie mężczyzna na wózku.
– I jak? – zapytał, dopiero po chwili uświadamiając sobie obecność Agaty.
– Dziękuję. – Dziewczyna odebrała od Agaty zakupy, siląc się na uprzejmość, ale nie była w stanie ukryć, że zależy jej na tym, by opuściła ich mieszkanie jak najszybciej. Agata pod byle pretekstem dyskretnie wyszła zastanawiając się, co może być powodem tak jawnej niechęci sąsiadki. Chyba nie byli zbyt hałaśliwymi lokatorami? Może przeszkadzał im dym z papierosów palonych na balkonie?

Kilka godzin później Agata czytała książkę, gdy ktoś delikatnie zapukał. W progu stała dziewczyna z windy, ze skruszoną miną. W dłoni trzymała butelkę wina.
– Przepraszam. – Podała jej butelkę.
– Wejdź – Agata serdecznie zaprosiła ją do środka.
– Nie byłam w nastroju do zawierania znajomości – tłumaczyła swoje wcześniejsze zachowanie, tak dalekie od uprzejmości, jaką teraz okazywała.
Agata otworzyła butelkę i rozlała wino do lampek.
– Agata – podała jej rękę, przedstawiając się.
– Julia. Nie przeszkadzam? – zapytała, nie kryjąc swojego skrępowania.
– Nie, jestem sama – zapewniła wiedząc, że Antek ten wieczór spędza z rodziną.
– Twój mąż pewnie zaraz wróci. – Julia uświadomiła tym stwierdzeniem Agacie, że nie są zupełnie anonimowi.
– Nie, dziś nie wróci – wyznała, odczuwając ulgę, że Julia choć na chwilę odciągnie jej myśli od samotności bez Antka.
– Mój zawsze na mnie czeka – zaśmiała się dziewczyna bezradnie wzruszając ramionami.
– Od dawna jest na wózku? – zapytała wprost Agata.
– Od pięciu lat – mówiła dość swobodnie, jakby była z tym zupełnie pogodzona. – Mieliśmy wypadek samochodowy, nie ma szans na jakąkolwiek poprawę – uprzedziła pytania Agaty.
– Jesteś pewna? – Agata nie wierzyła w sytuacje bez wyjścia.
– Sprzedaliśmy dom, by się o tym przekonać – powiedziała zrezygnowana.
– Dom?
– Tak. Jak opętana wierzyłam, że jest nadzieja. Nie było. – Wzruszyła z rezygnacją ramionami.
Agata musiała uwierzyć dziewczynie, choć w jej głowie roiły się dziesiątki nazwisk wybitnych specjalistów ze Szwecji, którzy mogliby może coś wskórać, tym bardziej, że postęp w medycynie jest bardzo szybki. Po chwili dotarło do niej, że to nie jej życie, że zapewne zdesperowana Julia wykorzystała wszelkie możliwe środki, by to sprawdzić.
– Co się stało, że byłaś dziś tak zdenerwowana? – zapytała ją Agata.
– Jestem aktorką, gram w teatrze, mam męża inwalidę i kredyt na całe życie – mówiła, wychodząc z papierosem za Agatą na taras. – Teatr niestety nie jest dochodowy. Łudziłam się, że uda mi się złapać rolę w serialu. Dziś był casting.
– I co? – dopytywała podekscytowana.
– Nie uprawiałam seksu od pięciu lat. – Spojrzała na Agatę wymownie. – Mimo to jednak nie potrafię zdradzić Dawida.
– Ale co to ma wspólnego z castingiem? – Nie rozumiała, do czego zmierza sąsiadka w swoich zwierzeniach.
– Inaczej nie zaistniejesz, no może mały epizod, który nie spłaci kredytu – tłumaczyła.
– Dlaczego myślisz, że nie dostałaś roli?
Julia wyglądała na przebojową, pewną siebie dziewczynę, więc jej brak wiary w sukces nie współgrał z tym wizerunkiem.
– Bo nie poszłam na after party, bo nie śliniłam się do faceta z blizną na twarzy, bo nie pozwoliłam się odwieźć do domu. – Patrzyła na las otaczający Nibylandię.
Agata poczuła, jak nabiera mocy.
– Co to za film? – zapytała pobudzona, układając w swojej głowie plan.
– Nic wielkiego, kolejna produkcja. – Julia udawała, że wcale jej nie zależało.
– A ten facet? – Agata zainteresowała się. – Jak się nazywa? – spytała, choć chciała się tylko upewnić, dobrze wiedziała, o kogo chodzi.
– Jokiel – powiedziała z pogardą, która w pełni przemówiła do Agaty.
– Skąd przekonanie, że nie dostaniesz tej pracy? – próbowała zmusić Julę do pozytywnego myślenia.
– Bo dostał ode mnie w pysk – odparła dumnie.
Agata zaśmiała się. Zapragnęła zobaczyć minę Bolka, gdy dostał siarczystą odpowiedź od nagabywanej aktorki.
– Głupia jestem – roześmiała się smutno Julia, zdegustowana swoim brakiem zachowawczości.
– Czasami na takich skurczybyków to lepiej działa, niż zrobienie im laski – zapewniła ją.
Gdy Julia wyszła, Agata próbowała dodzwonić się do Bolka. Niestety, jego telefon milczał.
– After party – powiedziała z ironią idąc samotnie do sypialni.
Julia i Dawid stali się dla niej prawdziwą ostoją. Mogła zawsze do nich wpaść, gdy Antek w ostatniej chwili dzwonił informując, że nie przyjedzie. Gdy po kilku słowach zostawiał ją samą. Musiała walczyć, musiała się z tym godzić, nie mogła okazać cienia bólu. Bo dopóki ona była silna, on nie myślał o alternatywach dla ich związku dając jej czas, który dla niej był bezcenny.


O hotele praktycznie dbała Ulka, Agata z Jackiem przez całe dnie rozwiązywali zagadki związane z Sophią 6, która na nowo pochłonęła ich uwagę.
– Nie rozumiem. – Agata leżała na swoim biurku, leniwie machając nogą. – Jak można rozmawiać przez telefon tylko z jedną osobą? – drążyła uparcie temat.
– To specjalny numer dla tej jednej osoby, albo mafia, albo romans – powiedział Jacek obojętnie.
– Romans? – zastanowiła się, patrząc w monitor, który wyświetlał częstotliwość połączeń.
– Zauważ, zawsze rozmawiali w nocy – pokazywał kursorem godziny.
– Ale tu przez ponad miesiąc nie ma żadnego kontaktu – zauważyła, coraz bardziej przekonana, że to musieli być kochankowie. Podobała jej się ta opcja.
– Może jej mąż wyjechał, albo jego żona – zasugerował bez cienia emocji.
– Albo się rozstali. – Agata z coraz większym zafascynowaniem odkrywała wielość scenariuszy.
To nie było pozbawione sensu. Mieć telefon, na który dzwoni tylko on, tylko ona. Kupili dwie karty, które włączali, gdy mogli rozmawiać. Jej telefon każdej nocy wyczekiwał, jego nie.
Agata coraz bardziej czuła się związana z Sophią 6. Analizowała bilingi. Podczas samotnych nocy zastanawiała się, co napisał jej o godzinie trzeciej dwadzieścia, dwudziestego października dwa tysiące trzeciego roku i co ona mu odpisała. Ta data, nie wiedzieć czemu, bardzo ją intrygowała. Czuła się zintegrowana z wykreowanymi w swoim umyśle kochankami. Pogrążała się w świecie nieprawdziwym, w świecie do którego nie należała.


Wynegocjowała z Bolkiem warunki zatrudnienia Julii. Jacek sprawdził ich zadłużenie w banku i wiedzieli, jaka kwota ją przekona. Chciała choć tak odwdzięczyć się sąsiadom za ratunek, jaki nieświadomie jej dawali, gdy zostawała bez Antka.
Agata prasowała, a Antek robił kolację, gdy rozległo się natarczywe pukanie do drzwi.
– Zadzwonił telefon! – Julia z impetem rzuciła się Agacie w ramiona.
– Zadzwonili? – Agata piszczała z podekscytowania, choć doskonale wiedziała, że tak się stanie.
– Byłaś moim dobrym aniołem... – Julia tuliła Agatę.
– Przestań! – Chciała odciąć się od tej sprawy definitywnie, pragnęła, by dziewczyna nigdy nie wiązała jej osoby z Bolkiem.
– Ten wstrętny producent powiedział, że anioły pojawiają się znikąd. Są piękne i potrafią słuchać ze zrozumieniem. Tego dnia byłaś jedyną piękną osobą, jaką spotkałam i wysłuchałaś mnie. – Jej głos wciąż był pełen ekscytacji. Agata poczuła lekką irytację w stosunku do Bolka, gdyż naprawdę bardzo go prosiła, by załatwił tak sprawę z Julią, by ta w żaden sposób ich nie powiązała i nie czuła się wobec niej zobowiązana. Jednak jej chwilowa frustracja szybko minęła, gdy na twarzy Antka odczytała pełen podziw i wzruszenie dla tego, co zrobiła, choć początkowo był na nią zły, za to, że Jokiel wciąż przy niej się pojawia.
– Julio, bardzo ci gratuluję. – Agata czuła się spełniona.
– Zapraszamy was na kolację. – Sąsiadka wyciągnęła ich z mieszkania.
Agata ze wzruszeniem obserwowała miłość, jaką Julia darzyła niepełnosprawnego męża.
Ich uczucie było większe, niż niedomagania ciała, niż seks, niż problemy finansowe.
– A co z teatrem? – zapytała Julię.
– Teatr będzie zawsze – wyznała ta rozmarzona. – Większość ludzi ma dwa życia: w jednym się puszczamy, w drugim spełniamy – powiedziała całując męża.
Agata zazdrościła jej, że ma tylko dwa życia, ponieważ jej osobisty świat był o wiele bardziej zagmatwany, dwa życiorysy to niezwykle optymistyczny scenariusz… Czy w którymś naprawdę żyła, czy w którymś była naprawdę sobą? Czy mogła mieć nadzieję, że chociaż jeden nie przeminie?

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz